poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Szarlotka z jeżynami

Jak szaleć, to szaleć:) Jeżyny i jabłka są moimi ulubionymi owocami, mimo, że jako pitta do potęgi nie powinnam jeść ich za wiele, szczególnie tych kwaśnych. Ale co tam, raz na czas można sobie pozwolić na takie połączenie. W sierpniu szaleję z dżemami jabłkowo-jeżynowymi, takimiż musami, koktajlami, zapiekankami, ciastami... I strasznie przy tym kombinuję:) Tutaj dodałam do ciacha tymianek i goździki. Strategicznym błędem było zmiksowanie owoców na mus - zdecydowanie lepszym wyjściem jest starcie jabłek na tarce, a jeżyny pozostawienie w całości. Owoce nie puszczą wtedy soku, a ciasto urośnie większe i będzie ładniej wyglądało:)

Ciasto: 2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej, pół kostki margaryny, 1/3 szkl. cukru brązowego, łyżeczka proszku do pieczenia, 2 jajka, 2 łyżki śmietany
Do jabłek i jeżyn dodałam po trochu cynamonu, kardamonu, tymianku i goździków. Wszystko posypałam czarnym sezamem i piekłam ok. 45 min w 170 st.

Dla pitty, jak już wspominałam, nie jest to za szczęśliwe połączenie, ale wybierając słodsze owoce można uporać się z tym problemem. Ciasto zdecydowanie dobre dla kaphy - przyprawy sprawiają, że jest łatwostrawne, a kwaśne owoce stymulują ten proces. Vata woli zdecydowanie słodsze ciasta:)

Zapiekanka z jabłkami

Od jakiegoś czasu namiętnie na obiad robię wszelkiego rodzaju zapiekanki: warzywne, warzywne z kaszami, warzywne z ziarnami i fasolami i inne tego rodzaju. Gdyby nikt się nie buntował pewnie byłyby codziennie... mama w końcu powiedziała zapiekankom NIE i poprosiła o coś innego. Coś innego wyszło, ale nie mogłam oprzeć się zapiekankowej pokusie:) Zamiast na obiad - na deser jabłkowo-jeżynowa smakowitość. Sezon jeżynowy co prawda dobiega już końca, ale za to owoce są najbardziej dojrzałe i najsmaczniejsze.

Potrzebujemy 3 średniej wielkości jabłka, najlepiej z tych słodszych, ok. litra jeżyn, torebkę ryżu basmati, cynamon, cukier brązowy, płatki owsiane górskie, trochę mąki pszennej pełnoziarnistej i masła ghee.
Ryż należy najpierw ugotować na sypko ok. 12 minut. Nasmarować blachę tłuszczem (ja zrobiłam w prostokątnej, podłużnej jak do pieczenia chleba). Na samym dnie rozsypać warstwę płatków owsianych, na to warstwę ryżu (połowę z ugotowanego woreczka), potem pokrajać na ryż cienkie plasterki jabłka (połowę porcji) i posypać litrem jeżyn. Owoce posłodzić, dodać cynamonu (opcjonalnie kardamonu). Na owoce znów warstwa ryżu, pozostałych jabłek posypanych cynamonem i cukrem. Na górę płatki owsiane oprószone mąką i pokrojonym w plasterki masłem. Wszystko należy zapiec ok. 25 min w piekarniku o temp. 180 stopni.
Danie najlepsze dla vaty, ze względu na kwaśne jeżyny i płatki owsiane nie zbyt dobre natomiast dla pitty. Dla kaphy należy zredukować ilość cukru i masła.


środa, 17 sierpnia 2011

buraczki z ajwanem

Lato to dla mnie czas radosnego grzebania w ziemi... tak tak. Najpierw trzeba wsadzić wszystkie warzywa, potem je doglądać, pielęgnować, pielić, plewić, przerywać...ale jakże miło potem pójść do własnego ogródka i wyrwać piękne zdrowe buraczki na obiad. Powstaje wtedy pytanie co z nich zrobić, przecież nie da się codziennie jeść zupy śmieci albo zapiekanki warzywnej (przynajmniej moja mama tak twierdzi, bo jak dla mnie to się da:). Uruchamiam zatem wenę twórczą i zaczynam eksperymentować. Z burakami wyszło coś ciekawego, ale zdania na ich temat są podzielone:) Spróbujcie sami -pomysł jest genialny w prostocie!

Ugotowane buraczki należy obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Na patelni rozgrzać oliwę i podrumienić kminek, ajwan i kmin; do mieszanki dodać łyżeczkę cukru, szczyptę soli i łyżeczkę soku z cytryny - wszystko wymieszać i chwilkę poddusić a potem wymieszać z burakami.

Potrawa najlepsza jest dla osób z konstytucją vata, mniej dla kapha. Dla pitty buraki nie są najlepszym warzywem:)

wtorek, 16 sierpnia 2011

indyjskie przemyślenia - wiosna 2011

Chciałam powiedzieć Wam, ze jeśli kiedykolwiek narzekaliście na Polskie drogi, musicie splunąć na lewą stronę i odpukać w niemalowane:) Albo zabiorę Was tutaj. Przejazd trasy liczącej 500 km (Delhi - Dharamsala) zajął nam... 13 godzin. Bogu dzięki, ze była to noc, bo ponoć w dzień jedzie 16. Ale do rzeczy: wyobraźcie sobie, ze moje ciało lewitowało.. tak przynajmniej raz na minute. Moje kręgi obijały się jeden o drugi z częstotliwością światła i doprawdy nie wiem jak to się stało, że nie złamałam kręgosłupa...Spotkało mnie jednak takie szczęście, ze nie musiałam pakować plecaka na dach, jak to czynili inni, przez co znalazłam najbardziej ekstremalną pozycje, jaka zapewniała maksymalny komfort jazdy ( o ile tego słowa w ogóle można użyć:) była to pozycja na plecaku. Niestety po godzinie nie czułam już zupełnie nic. Kręgosłupem już się nie przejmowałam, bo i tak go wcześniej nie czułam, ale wszystko inne zaczęło  odmawiać posłuszeństwa. Okazało się, ze do grona tego dołączyły na jakimś zakręcie moje buty i okulary z kieszeni... To była jazda!! Bez barierek, z prędkością światła i płaczącymi dziatwami na pokładzie:)

Podzielę się z Wami spostrzeżeniami pewnego poranka i wieczora, gdyż uważam je za niezwykle ciekawe:)
1. tutejsze zamiatania: wyobraźcie sobie, ze zamiatają jeszcze więcej niż Indusi na południu. Nie dość że zamiatają podwórka, schody, ogródki, piaskowe ścieżki,  to jeszcze ośle kupy... Rano zatem nad całym miasteczkiem unosi się masakryczna ilość kurzu, pyłu, piachu i oślich odchodów w mniej lub bardziej płynnej postaci... Najgorsze jest to,ze oni robią to jak na zawołanie - dokładnie wszyscy o tej samej porze! Możecie sobie to wyobrazić?? Przejście ulicą w tej chmurze graniczy z cudem...
2. liczba ścieżek ścieżynek, ścieżyneczek, dróg, dróżek, dróżyneczek jest ogromna i równa mniej więcej liczbie rur, rureczek, rurociagów i przewodów... poszłam dnia pewnego sobie w górę wioski, do takiej malutkiej wioseczki powyżej i  właściwie kierowałam się wodociągami, bo ścieżek były miliony... W każdym razie później przyszło mi na myśl, ze te rurki mogą być nie tyle wodociągami, co po prostu kanałami ściekowymi.I od razu zaczęłam sobie wyobrażać, ze ci na górze myją się czystą woda górska. Te ich mydliny spływają do mnie, a ja puszczam moje mydliny dalej w doł... Chyba się nie myje:) Chociaż z taką ilością oleju wszędzie i tak totalne umycie się jest w tym momencie nieosiągalne. Codziennie dokładałam nową warstwę oleju, wiec zdrapywanie tego trochę mi zajęło.... szczególnie z głowy:) Tu jeszcze przyczepiają się ogromne ilości piachu i innych oślich łajen:)
3. Bardzo ciekawe jest poranne czyszczenie piaszczystych ulic szlauchem ogrodowym. Nie wiem czy oni bawili się kiedykolwiek w piaskownicy, ale nawet dziecko wie, ze wodą piachu raczej się nie wyczyści, zrobić można jedynie babkę z piasku;p W każdym razie są miłośnikami codziennego grzebania się w błotku. Dlatego tez rano byłam zmuszona ubierać meindle i tkwić w nich przez cały dzień, bo przejście w japonkach równałoby się co najmniej przejściu wzdłuż morskiego wybrzeża...
4. Niesamowita liczba wałęsających się psów, które potrafią przespać cały, dosłownie cały dzień nie ruszając nawet ogonem. Budzą się kiedy zapada zmrok i sieją postrach wśród lokalnych szczurów i takich gryzoni, które oni tutaj nazywają wizzles. Lub wśród turystów, nieprzyzwyczajonych do takiego widoku stada burków. Czasem jak spotkają się dwie grupy jest dosyć niebezpiecznie, bo się zaczynają gryźć i trzeba szybko się ewakuować. A harde są szczególnie na panie...może dlatego, ze bardziej się boją.
5. raz po raz wyłączający i włączający się prąd. Przerwy w dostawie są mniej więcej raz na godzinę na jakieś 5 minut. I nie wiesz kiedy to będzie...
6. codzienny rytuał wrzucania na osiołki piachu. To tez jest piękne zjawisko. Co dzień o tej samej porze, jak wszyscy jeszcze śpią, a Monia idzie ćwiczyć pracują osiołki dzielnie. Wnoszą na górę wszystkie materiały,piach, cegły, żwir, wszystko... jest ich tu setki. I pracują tylko do 9 rano! potem mają luz, bo za duży tłok na ulicach. A swoja drogą są tu tak wąskie ulice, ze jest jest korek, to nawet piesi stoją, bo nie ma jak przejśc nad urwiskami i wąwozami. Więc jak wjedzie jeden samochód w jakąś ulicę to nie ma możliwości, żeby ktoś albo coś przeszło. Już o drugim sprzęcie nie wspominając.. I wtedy zaczyna się klaksomania....
7. Panie dzielnie pomagają przy budowaniu wszystkiego, nosząc cegły.... na głowie. Po 12 cegieł to standard. Albo kamienie tak ogromne, ze żaden facet by ich w rękach nie uniósł. Nie mogłam znieść tego widoku,wiec odwracałam za każdym razem oczy:) Ale są naprawdę dzielne!!

Otóż jak już mówiłam często brakuje tu prądu. A dużo rzeczy jak wiemy działa na prąd. Indusi wymyślili wiec mnóstwo rzeczy alternatywnych działających na gaz. Sprytne, ale jest jeden problem: pan z gazem odwiedza wiochę raz na miesiąc a Indusi nie mogą kupić sobie zapasu, bo mają ograniczone coś tam co nie zrozumiałam o co chodzi:) W każdym razie nigdy nie wiedzą, kiedy pan z gazem przyjedzie. Pan z gazem oczywiście trąbi, ale w nieustannym hałasie trąbień innych, trąbienie pana ginie. Niezwykli tylko szczęściarze mają szansę zakupić gaz...

Dnia pewnego widziałam fajny obrazek: ze 20 kolesi pchało pod górę betoniarkę na kółkach. Toczyli za sobą ogromnego kamienia i co chwile zatrzymywali się i podkladali go pod koła. uffff. i dalej jazda w górę:) ja w tym czasie spokojnie sobie biegłam i jeden się spojrzał, potem reszta i cała betoniara zaczęła im toczyć się w dół:) wybuchłam śmiechem i spokojnie pobiegłam dalej:) a swoją drogą musiałam wyglądać naprawdę jak jakiś człek z innej planety. Padał deszcz, powoli zbierało  się na burzę a tu ktoś biegnie. Po co? W ogóle o co chodzi? Nie zrozumieją:) W każdym razie bardzo trudno się tam biegało. Co prawda nie miałam żadnych problemów z aklimatyzacją, mimo iż byłam na ponad 2000 m npm, ale jednak przy bieganiu dało się poczuć różnicę tlenową.Ale ciekawe przeżycie. I co ciekawe nie czułam zmęczenia mięśni, a przecież miałam 3 tygodnie przerwy i to właściwie bez ruchu. Ale to chyba jak jazda na rowerze - raz wyuczone się nie zapomina:)

Zdobyłam najwyższy szczyt w okolicy mego zamieszkania: triund. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że byłam tam już o 9 30 rano i patrzyli na mnie dosyć dziwnie, bo jak złaziłam to dopiero pierwsze grupy turystów wspinały się w górę:) w każdym razie żadna rewelacja: owszem widoki piękne, ale jakoś powalająco to nie było. Na górze dało się wszamać owsiankę, z czego z chęcią skorzystałam. Biedne osiołki tak swoją droga... muszą wszystko wnosić na górę. W drodze powrotnej mijałam jakąś szkolną wycieczkę indusów - wszyscy byli tak wykończeni i tak zmęczeni, ze aż mi ich było żal. Ludzie kolo 18 lat, ale totalne flaki. W każdym razie zatrzymują mnie i pytają, co jadłam, że mam tyle energii... no cóż: owsiankę odpowiadam z uśmiechem. Mówią, że nie wierzą. A codziennie co jadasz? jaka jest twoja dzienna dieta? no mówię, że ryz i owsianka. Nie wierzą. I nie jesz kurczaków?? no nie odpowiadam z uśmiechem. Nie wierzą.. nie chciało mi się tłumaczyć, że jedząc ciastka i kurczaki musiałabym całą swą energię przeznaczyć na ich strawienie i nic nie byłoby dla moich mięśni, więc dałam sobie spokój.. niech sobie myślą co chcą. Pomyślałam tylko, że szkoda, że nie widzą mnie w pełni sił, a nie taka ledwo zipiącą.. wtedy dopiero by nie uwierzyli, ze to na zupełnie prostym jedzeniu tak się da:) 

Pewnego dnia miałam misje o kryptonimie fotograf:) stwierdziłam, że jest gorąco więc włożę klapencje - i to byl strategiczny błąd. Raczej unikałam klapencji i wszędzie chodziłam w adidasach, ale pomyślałam, że mi troche nogi odpoczną. No i idę tak w tych klapencjach idę.. a tu jeden klapek zostaje na asfalcie a stopa idzie dalej... aaaa... mentos... drugi obcas trza urwać:) Ale nie ma obcasu. Nie ma podeszwy. Niedobrze. Purpura. Wszyscy sie gapia:) Cóż, trza udać że nic się nie stało. Wróciłam po klapka i szłam boso dalej.. Na szczęście (znów jakiś anioł stróż) klapek zepsuł się jakieś 100 metrów dalej od ulicznego naprawiacza  butów, do którego jakby nigdy nic podążyłam. Haaa zwycięstwo glupi klapku pomyślałam. Jakże bardzo się myliłam:) Pan zgarnął za naprawę więcej niż kosztowały obydwa buty, ale niech i tak będzie. Wracać się nie ma sensu, już blisko byłam. Poszłam do tego fotografa. jeszcze takich zdjęć zapewniam nikt nie miał. Klitka doslownie 2 na 2 z jednym siedzonkiem. Pan prosi, żebym usiadła. To siadłam, wokół mnie co chwilę ktoś się przesuwa, przenika, ociera, przechodzi, zagaduje... ale siedzę spokojnie, nagle słyszę tylko "smile" i pstryk. Ale gdzie, co, jak, w ogóle, why?? Bylam nieco zdezorientowana, moja mina bezcenna... pan gdzieś znalazł jakieś 2 centymetry przestrzeni między tymi błąkającymi się duszami, by wstawic tak obiektyw i trzasnąć mi fotkę. Która była swoją drogą najbardziej beznadziejną fotką jaką kiedykolwiek ktokolwiek mi zrobił.. Nie nie moj drogi panie, albo się przyłożysz albo do widzenia...  Ale przypomniało mi się, że miałam jedną swoją dawna, więc wpadłam na pomysł, żeby ją zeskanował i wydrukował. Taaak, to był dobry pomysl:) ale i tak musiałam czekać, aż obsłuży wszystkich innych klientów w tempie chyba jeszcze bardziej ekspresowym ode mnie... ale w rezultacie uzyskałam 8 moich zdjęć za niecale 3 złote:) interes dobry:)
No i tak wracałam myśląc o tym klapku. Byle do domu a potem możesz się rozlatywać. Nie dotrwał... Dosłownie ze 100 m przez chata padł. i nie powstał. Nie było powerrade w okolicy:) trudno, doszłam na bosaka, ale i tak szczęśliwa, ze doszłam:)


czwartek, 11 sierpnia 2011

Pasta z cieciorki

Kiedy moje wyczerpane mięśnie proszą mnie o białko, staram się wybrać dla nich, to, co najlepsze. A przy tym smaczne:) Cieciorka oczywiście nie zapewnia wszystkich niezbędnych aminokwasów i pełnowartościowym białkiem nie jest, ale w odpowiednim zestawie, jej walory wzrastają. Proponuję Wam spróbować wyśmienitej pasty z cieciorki, którą dodaję do węglowodanowego posiłku. Doskonale pasuje do kaszy jaglanej z warzywami albo zamiast masła na świeżo upieczony chlebek...

Składniki: 300 g cieciorki, 2 łyżki masła sezamowego, oliwa, 3 ząbki czosnku, czarna gorczyca, ajwan, kminek, kmin, subji masala bądź curry, świeża kolendra i/lub oregano, filiżanka ciepłej wody.

Cieciorkę moczę w wodzie na noc. Wodę należy odlać i zagotować cieciorkę w nowej wodzie z dodatkiem soli i kurkumy. Gotować przez ok. 70 min, aż będzie miękka (pianę należy zdjąć). Zdjąć z ognia, odlać wodę i troszkę przestudzić. W międzyczasie rozgrzać oliwę, do której po kolei dodać: czosnek pokrojony w drobniutką kostkę, kilka ziaren gorczycy, ajwanu i kminku. Chwilkę uprażyć, po czym dodać szczyptę kminu,
masali bądź curry a na samym końcu posiekaną świeżą kolendrę. Cieciorkę włożyć do naczynia miksującego, dodać rozgrzaną oliwę z przyprawami, 2 łyżki masła sezamowego (ja zazwyczaj używam tahini Monki) i około filiżanki ciepłej przegotowanej wody. Wszystko razem zmiksować na gładką masę.

Pasta jest pyszna i odżywcza, ale z racji tego, że jest dość tłusta osoby z konstytucją kapha nie powinny spożywać jej zbyt dużo. W większych ilościach nie jest również dobra dla vaty. Pitta nie powinna mieć najmniejszych problemów z jej strawieniem, ale uwaga na czosnek i przyprawy - osoby z konstytucją pitty nie mogą jeść zbyt ostrych potraw. Przyprawy  zawsze należy regulować według typu konstytucyjnego.




środa, 10 sierpnia 2011

Mentalne cechy doszy


               Vata
Elastyczna, łatwo się przystosowująca, humanitarna, easy going, osoba serca bardziej niż rozumu, szukająca miłości, martwi się przyszłością, zmieszana, lękliwa, nie lubi planowania, nie lubi dyscypliny, systemów, podążania za rutyną, wolny duch, nerwowa, emocjonalne problemy, tendencja do samodestrukcji.

            Pitta
Logiczna, ambitna, zorientowana na cel, bardziej osoba rozumu niż serca, dobrze zorganizowana, dobrze planująca, dobry przywódca, organizator, krytyczna, wpadająca w złość i gniew, prawdomówna, szczera, temperamentna, egoistyczna, problem ego, skłonna do współzawodnictwa, obsesyjna na punkcie siebie, perfekcjonista, destrukcyjna wobec innych.

          Kapha
Spokojna, ustatkowana, cierpliwa, lojalna, kochająca, stała, poświęcająca się, łagodna, kreująca balans i łącząca, powolna, konserwatywna, zastała, szczęśliwa jaką jest, zmiana jest trudna, tendencja do inercji, leniwa.

Właściwości smaków

           SMAK
WPŁYW NA DOSZE
      EFEKTY
    POKARMY
       słodki
Powinien być spożywany w ograniczonych ilościach. Najlepszy dla pitty, średnio dobry dla vaty, najgorszy dla kaphy.

Dobre – wzrost i rozwój, rozwój mózgu (glukozą żywi się mózg), zimny i nawilżający smak
Złe – obniża metabolizm, podnosi wagę, produkuje śluz


Owoce: banan, mango, winogrona, daktyle, figi, guawa
Zboża: ryż, pszenica, owies, kukurydza
Słodycze: miód, molasa, syrop klonowy, cukier trzcinowy, jaggery,
Inne: chleb, makaron, mleko

kwaśny
najlepszy dla vata, średnio dobry dla kapha, najgorszy dla pitta.

Dobre – zwiększa kwasowość, zwiększa apetyt (0,5 h przed jedzeniem), lepsze trawienie (po zjedzeniu natychmiast, dla vaty po jedzeniu ciepła woda z sokiem z cytryny), rozgrzewa
Złe – zwiększa nadkwaśność i problemy pitty, startując z kwaśnymi produktami powoduje głód przez cały dzień - nie wolno zatem jeść na pusty żołądek. Na trawienie po posiłku a nie przed!

Owoce: cytrusy, żurawiny, jagody, truskawki, zielone jabłko, wiśnie
Jogurt, kwaśny ser, śmietana
Vinegre, tamarynd, pomidor

słony
Najlepszy dla vaty, średnio dobry dla pitty, najgorszy dla kaphy (sól kumuluje wodę w organizmie)

Dobre – pomaga zatrzymać wodę w organizmie, zwiększa apetyt, stymuluje trawienie, podgrzewa organizm, uaktywnia wszystkie smaki
Złe – wzmaga problemy pitty, retencja wody

Sól morska, sól kamienna
ostry
Najlepszy dla kaphy, średnio dobry dla vaty, najgorszy dla pitty.
Dobre – zwiększa apetyt, stymuluje trawienie, redukuje gazy, antyseptyk, czyni pożywienie łatwiej strawnym
Złe – może powodować wrażliwość jelit, zwiększa pitta problemy
Czosnek, chilli, imbir, cynamon, kardamon, chrzan, wasabi, gorczyca, musztarda, oregano
gorzki
Dobry dla pitty, średnio dobry dla kaphy, najgorszy dla vaty, (wysusza)

Dobre – czyszczący i kanalizujący, czyści wątrobę z kwasów, wysusza, zabija pasożyty produkowane przez ser i czekoladę
Złe: nie znamy, bo nikt nie je za dużoJ zwiększa vatę, powoduje zatwardzenie


Zioła, sałaty, neem, jarmuż, skórka cytrynowa, botwinka, dandelion, liście warzyw podziemnych, kakao, boćwina, asafetyda

cierpki
Dobry dla wszystkich dosz
Dobre – redukuje wewnętrzne krwawienia, pomaga w gojeniu ran, leczy wewnętrznie, zapobiega starzeniu skóry
Złe – zatwardzenia, trudno absorbowany

Granat, brukselka, hibiskus, kiełki, amla, niedojrzały banan, czarna jagoda, kurkuma

piątek, 5 sierpnia 2011

wzmocnij ogień trawienny!

  1. Przed każdym posiłkiem zjedz pół łyżeczki świeżego imbiru posypanego szczyptą soli.
  2. Ghee dodane do posiłku stymuluje agni i wspomaga trawienie.
  3. Picie ciepłej wody godzinę po posiłku pomaga w absorpcji składników odżywczych. Nigdy nie pij zimnej wody - gasi ogień trawienny i spowalnia trawienie.
  4. Pokarm żuj powali, dobrze mieszaj go ze śliną.
  5. Filiżanka lassi (1/4 jogurtu z wodą i mieszanką imbiru oraz kminu) na zakończenie posiłku wzmacnia trawienie.
  6. Wypełnij żołądek tylko w jednej trzeciej jego objętości – resztę zostaw na płyn i kwasy trawienne.