środa, 12 grudnia 2012

Ajurwedyjskie reguły zachowania w zimie

Ostatnio jestem super senna - nie wiem czy to przez spadki ciśnienia, ciągłe opady śniegu, ciążę czy może jeszcze niedotlenienie spowodowane małą ilością hemoglobiny:) A może to po prostu zasługa zimy i jej sennego wpływu? Jesteśmy przecież ssakami, a niektóre z nich zasypiają sobie najzwyczajniej w świecie na całą zimę i wcale się tym nie przejmują... Mam wrażenie że jakbym tak zasnęła chociaż na kilka dni to też bym się nie obraziła. A tymczasem naturalny budzik budzi mnie o 7 rano i każe wyściubić nos z tego nagrzanego łóżka i od razu wyskoczyć na mróz dać piesom ukochanym mym śniadanie. To taka swoista rozgrzewka. Wam proponuję bardziej do zniesienia. Zimowy pochmurny dzień zacznijcie nie od porannej kawy, ale od kilkuminutowej rozgrzewki uprawiając dowolnie wybrane, ale intensywne i energetyzujące ćwiczenia. Mogą to być przysiady, pompki, brzuszki, pajacyki, wymachy rękami... wszystko jedno, bylebyście poczuli, że jest wam naprawdę ciepło. Polecam też poranną przebieżkę do psiego kojca i z powrotem - naprawdę jest mi ciepło:) Zestaw porannych ćwiczeń zakończcie intensywnym oddychaniem - kilka głębokich ale szybkich wdechów i wydechów pobudzi krążenie i dotleni mózg, który zresztą od razu się obudzi. Wystosujcie petycję do płuc, by po nocnym stanie podtrzymującym życie zaczęły wreszcie pracować na pełnych obrotach. Po ćwiczeniach wypijcie gorącą wodę z cytryną lub imbirem i miodem - oj jak rozgrzeje żołądek i spowoduje może coś jeszcze:) Potem dopiero śniadanie - ciepłe, rozgrzewające, węglowodanowe, słodkie, oleiste... tak tak, nie bójcie się o kalorie i tłuszcz - w zimie spalanie jest dużo większe, dzięki temu możecie sobie pozwolić na dodatkowe porcje słodkich, łatwoprzyswajalnych produktów. Powtórzę jeszcze raz dobitnie: śniadanie musi być CIEPŁE, nie żadne tam kromki z chlebem i serem, a już broń Boże zimna sałatka prosto z lodówki... brrr... Zresztą wszystkie posiłki w zimie powinny być ciepłe, również napoje pomagające wypłukiwać złogi i toksyny. W ziemie można sobie pozwolić na większą ilość mięsa - to dobra informacja dla tych, którzy je jedzą. Również słodycze o tej porze roku są rzeczą jak najbardziej pożądaną - szybko dają energię i nie odłożą się tak szybko w postaci tłuszczu. Nie bójcie się po nie sięgać - oczywiście w umiarkowanych i rozsądnych ilościach i mam tu na myśli ZDROWE słodycze, jak miód, cukier palmowy, owoce suszone, a nie przetworzone i pięćset razy ulepszane produkty czekoladopodobne:)
No dobra w co by tu się ubrać? Ja nie mam już za dużego wyboru:) ale Wy postarajcie się ubierać w jasne, cieple kolory, odcienie czerwieni, pomarańczu i zieleni. Chociaż przez to zrobi się cieplej:) Zamiast letnich, łagodnych i kwiatowych zapachów perfum wybierajcie rozgrzewające i stymulujące zapachy cynamonowca, kadzidlany czy kamforowy. W pracy wychylcie nosa i złapcie trochę słońca! Ja na szczęście mam ten problem z głowy, bo pracuję wieczorami i w ciągu dnia mogę spokojnie wybrać się na długi orzeźwiający spacer. Nie bójcie się wychylać na mróz - ba, wykorzystujcie do tego każdą możliwą sposobność. Nawet przerwę w pracy. W ten sposób nabywacie odporności, dotleniacie ciało i pobudzacie je do samoregulacji temperatury. Ważne jest tylko to, by się nie przegrzewać - nie wkładajcie zatem 3 par spodni i 10 swetrów, bo i tak ruszając się na powietrzu sami się ogrzejecie. W drugą stronę też nie przesadzajcie, nerki na wierzchu i kusa spódniczka to też nie za dobry pomysł na tą porę roku:)
Wreszcie wieczór. To znaczy 16 po południu:) dawniej ludzie zamykali się w izbach i po biesiadowaniu szli po prostu spać. Cała ich aktywność skupiona była na chwilach kiedy jest jasno na zewnątrz. Z nami gorzej - wtedy właśnie większość dopiero wraca z pracy. A gdzie obowiązki domowe? Dopiero sajgon się zaczyna:) Mimo zimna nie zamykajcie się w domu - spędzajcie dużo czasu na rozrywce poza domem i w dobrym towarzystwie – uśmiech i radość jest tym, co pomoże uchronić się przed zimową nostalgią. Zafundujcie sobie rozgrzewającą kąpiel z dodatkiem olejków eterycznych lub masaż stóp olejem sezamowym. Według ajurwedy zimowe wieczory to także najlepszy czas na uprawianie miłości i „wzajemne ogrzewanie się” z ukochaną osobą.

wtorek, 27 listopada 2012

a żelazo z łyżeczki...:)

Wiedziałam, że to nastąpi. Te ich wszystkie krakania: jedz mięso, bo będziesz miała mało krwi; tylko czerwone mięso da ci żelazo; musisz to zrobić dla dziecka itd. Męczenia i torturowania. No i stało się: poziom hemoglobiny na poziomie niedopuszczalnym... Spadła z wartości dobrej w ciągu miesiąca na kompletne dno. I to nie kwestia podaży, bo przecież jem dużo "żelastwa"; podejrzewam, że sekret tkwi w przyswajalności. Oczywiście od razu uruchomiłam mądry internet - raz mądry raz nie za bardzo, ale potwierdził to, co wcześniej się naumiałam o soku z buraków i innych oczywistych rzeczach jak żółtka jaj, pietruszka, zielone warzywa no i to cholerne mięso. Potem sięgnęłam po nieco wyrafinowane źródła. I tak moje mądre księgi nie za dużo w zasadzie mówią o samej anemii - mówią jak powstaje, od czego zależy, jakie są jej typy, jak wygląda postępowanie u normalnych ludzi... a o ciężarnych dosłownie dwa słowa. W zasadzie nie ma konkretnej odpowiedzi jak ją leczyć, prócz tego, że oczywiście dietą bogatą w żelazo (a to ci nowość). Jedyne co nowego wprowadziły do mojej nędznej główki mądre ajurwedyjskie księgi to to, żeby przy zaburzeniach we wchłanianiu żelaza unikać spożywania produktów nadmiernie zwiększających pittę, czyli kwaśnych, zbyt ostrych i słonych. A ja tak wcinam kapustę kiszoną... Kolejny news - dużo łatwo przyswajalnego żelaza jest w cukrze palmowym (jaggary albo gur). Herbata z pokrzywy też daje radę. No i oczywiście dwa środki na wszystkie kobiece przypadłości, czyli chyawan prash (o tym już pisałam) i shatavari (o którym jedni piszą, że tak, inni, że nie, ale ja jem), które zawiera w sobie dużo żelaza. Wychodzi na to, że kobiety w Indiach miały zawsze pod dostatkiem żelaza, bo nie za bardzo zwraca się na nie uwagę:) Aha i jeszcze żelazo nie wchłania się, gdy podajemy je w obecności błonnika. To bardzo ważne stwierdzenie dla wegetarian, którzy wszystko łączą z kaszami, otrębami, warzywami itd, podobnie jak ja to czynię:)
No cóż pozostaje mi niestety suplementacja, duuuużo wyciskanych soków owocowych i trochę przyjrzeć się temu co z czym łączę:)

środa, 21 listopada 2012

Zachciankowo...

Wiecie zastanawiałam się dziś nad tymi ciążowymi zachciankami. To takie niby proste, że kobieta w ciąży może jeść wszystko, a zachcianki są, bo organizm czegoś się domaga...No ale gdzie jest granica tego, co organizm tak naprawdę chce i potrzebuje a co jest wymysłem naszych kubków smakowych? Miałam fazę na chipsy - normalnie takich rzeczy nawet nie tykam, a naszło mnie tak, że nie mogłam się powstrzymać. I nie mogłam sobie wmówić, że chipsy są mi w jakikolwiek sposób potrzebne... chyba, że do produkcji tłuszczu:) Innym znów razem naszło mnie na pizzę - tu było o tyle dobrze, że siostra zrobiła mi ją z mąki pełnoziarnistej i ze zdrowymi dodatkami. Co z tego jak zapomniałam, że mam uczulenie na drożdże i potem cały dzień zwijałam się z bólu brzucha:) Jeszcze innym razem musiałam zjeść bounty - po prostu aż oczami je wygryzałam:) A moja znajoma ciążówka w tym samym czasie zajadała się hamburgerami z budki koło Dworca Centralnego w Warszawie - znajoma, która od wieków cierpi z powodu swojej ortoreksji... Więc coś tu jest nie tak:) Innymi słowy co chce mi powiedzieć moje ciało domagając się tak abstrakcyjnych pokarmów albo połączeń pokarmów?? (co do połączeń to mój organizm i tak w ciąży czy nie bije mistrzostwo świata:) moja kuchnia jest sławna z dziwnych połączeń w wielu kombinacjach) Ajurweda wspomina o zachciankach i uważa je za dobre - no dobrze, ale w tamtych czasach, kiedy Czaraka spisywał swoje mądre księgi kobietom mogło się co najwyżej "zachciewać" jakiś owoców czy chutney, na pewno nie chipsów i innych badziewi. Jeśli zachcianki się nie spełni, jak uważa Czaraka, może dość do zaniedbania ahamkary (mojego "ja") i poczucia niespełnienia, braku satysfakcji, co w narastających przypadkach doprowadzić może do różnego rodzaju zaburzeń natury psychologicznej a czasem fizycznej. Inaczej mówiąc robię sobie wielką krzywdę jeśli nie spełnię mojej jedzeniowej zachcianki w tym okresie. Ale z drugiej strony robię sobie, i małemu Stworzeniu po trosze też, krzywdę jedząc niezdrowo. Co prawda raz-na-czas nic się nie stanie, organizm jakoś sobie z tym poradzi, może potruje się kilka dni, aż wszystko zostanie zneutralizowane, ale jeśli wziąć pod uwagę, że te zachcianki są częściej niż raz-na-jakiś-czas to robi się gorzej. Po za tym należy wziąć pod uwagę, że organizm kobiety w ciąży ma zupełnie inny metabolizm i zupełnie inaczej trawi niż normalny śmiertelnik. Wprost powiedziawszy trawi GORZEJ a nawet TRAGICZNIE - właśnie wtedy dochodzi do największej kumulacji ama i wszelkiego rodzaju toksyn w organizmie. Mechanizm jest prosty - chodzi o to, by cała treść pokarmowa przechodziła jak najwolniej przez jelita, by wyciągnąć z niej jak najwięcej składników odżywczych i przekazać je zarodkowi. Organizm dostaje już zużyte resztki z nadzieją, że jakoś sobie poradzi:) No więc nawet takie raz-na-czas powodują duże szkody w i tak już nie w pełni sprawnym układzie pokarmowym kobiety. I tu moje dywagacje kończą się bez żadnego wniosku - z jednej strony wiem jakie są szkodliwe, ale z drugiej strony ciężko je opanować. Rozum gdzieś wychodzi na spacer, łapy sięgają po to, co nie trzeba, a potem i tak sobie człowiek tłumaczy, że "najwidoczniej organizm tego potrzebował". No cóż, pozostaje mi tylko życzyć sobie i innym ciężarówkom duuużo silnej woli, która nigdy nie zawiodła mnie bardziej niż w tym szalonym okresie:):):)

piątek, 16 listopada 2012

prezentacja pofestiwalowa

http://www.sendspace.pl/file/9c5a09fa127efd88d125d58

Pod tym linkiem znajduje się prezentacja, której ze względów technicznych nie udało się pokazać na wykładzie festiwalowym.Zajrzyjcie jeśli macie ochotę:)

środa, 7 listopada 2012

zapraszam:)

 Bez zbędnego gadania:) http://www.goodfoodfest.pl
Podzielę się ułamkiem wiedzy ajurwedyjskiej:) Wykład z dyskusją w sobotę, 17 listopada o 11.
Program festiwalu  naprawdę wygląda suuuuuuper!!!

czwartek, 1 listopada 2012

Fasola jaś z jarmużem

Albo jarmuż z fasolą, bo to od niego wszystko się zaczęło:) Znajoma dietetyczka poleciła mi jarmuż na uzupełnienie żelaza. Oczywiście wcześniej nigdy jarmużu nie jadłam; ba, w zasadzie mało się też o nim słyszy.   Podeszłam optymistycznie do tematu, ale gdzie to znaleźć właściwie?? Pewnie w jakimś większym mieście albo jakimś supermarkecie można by spróbować zapytać i tak nic nie wiedzące panie przechadzające się po hali. W każdym razie mój problem rozwiązał się sam, bo jarmuż dostałam po prostu w prezencie:) Przy okazji dowiedziałam się, że można go dostać w makro, więc pewnie czeka mnie tam wycieczka, bo jarmuż okazał się naprawdę dobry. Dostałam te zielone i liście i co teraz z nimi zrobić? Jako że dziś byłam sama w domu i miałam całą kuchnię do dyspozycji, mnóstwo czasu, więc postanowiłam poeksperymentować:) Nie patrzyłam na internetowe przepisy - chciałam wymyślić coś swojego. Skosztowałam tego zielonego i pomyślałam, że na pewno dobrze będzie smakował z czosnkiem. Mój wzrok padł na fasolę i brokuła. Ahaś, mam to. Ugotowałam fasolę z kminem - najpierw gotując ją po raz pierwszy, potem odlałam wodę i po raz drugi dodałam soli, kminu i szczyptę asafetydy. Fasolę gotujemy bez przykrycia. Jak fasola była już miękkawa w osobnym garnku sparzyłam malutkie różyczki brokuła, a potem zblanszowałam zmiksowany jarmuż z koperkiem i czosnkiem (proporcje jak zwykle na oko, ale mniej więcej 7 różyczek brokuła na 3 garście posiekanego jarmuża, garść koperku i 2 ząbki czosnku). Wrzuciłam zielone do miski, dodałam ciepłą fasolę, popieprzyłam i co teraz?? Pasował mi tam jeszcze pomidor, ale w zasadzie trzeba było to czymś związać. Pomysły padały różna: majonez, sos majonezowo-żurawinowy, sos pomidorowy, musztarda... wszystko mi jakoś pasowało, ale ostatecznie skończyło się na sosie majonezowo-musztardowym z odrobiną soku pomidorowego i szczyptą majeranku... i zjadłam takie ciepłe i było naprawdę bardzo dobre. Zobaczymy później czy przyniesie za sobą jakieś efekty niepożądane:) W każdym razie z odpowiednią dawką kminu i majeranku nie powinno być głośno:) A jarmuż wygląda tak:

środa, 24 października 2012

Masaż w czasie ciąży - pomoc na rozstępy


Niedawno byłam na szkoleniu "aktywność fizyczna kobiet w ciąży", na którym przekonywano nas, że nie ma żadnego sposobu na pojawiające się w czasie ciąży rozstępy. Muszą być i już. Podobnie jeśli chodzi o nękające strasznie nudności i moje "jak-mi-nie-dobrze" i inne rzeczy w stylu "jestem ciągle zmęczona". Przyznam rację, że ciało kobiety zmienia się drastycznie (a czasem dramatycznie:) we wszystkich aspektach: fizycznym, psychicznym, emocjonalnym itd, ale nie zgodzę się z tym, że w stan ten wpisane jest niejako "cierpienie" i poddawanie się wszystkiemu "bo tak już jest i trzeba to przetrzymać". Z drugiej strony nie chciałabym wszystkich wrzucać do jednego worka, bo każda z kobiet przeżywa ciążę jakoś inaczej i nie można uogólniać, że wszystkim jest niedobrze i że wszystkie męczą się wchodząc na pierwsze piętro... Napiszę zatem co radzą ajurwedyjscy lekarze i zaproponuję wypróbować na sobie:) 

Błogosławieństwem będzie cotygodniowy masaż całego ciała. Pozwoli on utrzymać miękką i elastyczną skórę, rozluźni i przygotuje mięśnie do porodu. Bazą powinien olej roślinny odpowiedni do konstytucji (dla waty sezamowy, dla pitty kokosowy lub oliwa a dla kaphy sojowy lub gorczycowy). Kobiety o przewadze waty mogą dodać do niego 5 kropli olejku z różanecznika, 3 krople olejku z bodziszka i 5 kropli olejku z drzewa sandałowego. Kobiety z dominacją pitty mogą dodać 5 kropli olejku rumiankowego, 2 krople różanego i 2 krople neroli. Te, u których przeważa kapha, mogą użyć oleju z 5 kroplami esencji z pomarańczy, 2 kropli bergamoty i 2 kropli olejku lawendowego. Generalnie dla waty dobre będą olejki: z palisandra, rumiankowy, lawendowy, cytrynowy, szałwiowy i ylang ylang. Dla pitty: z lawendy, róży, rumianku, drzewa sandałowego, szałwi, bodziszka i jaśminu. Dla kaphy natomiast olejki: z bergamoty, szałwi, bodziszka, pomarańczy, jaśminu i róży.

Najlepsze olejki do walki z rozstępami to mandarynkowy, różany, rumiankowy, szałwiowy, bodziszkowy lub kadzidlany.

Jeśli chodzi o żylaki to w zmienionym chorobowo miejscu należy masować żyły dwa razy dziennie olejem z dodatkiem 5 kropli olejku lawendowego, 5 kropli olejku z bodziszka, 5 kropli cyprysowego i 5 kropli olejku z trawy cytrynowej.

Słabą cyrkulację można poprawić wykonując masaż skóry olejem z olejkami: różanym, szałwiowym, cyprysowym i lawendowym w ilości 5 kropel każdy.

Kąpiel stóp w wodzie z dodatkiem po 3 krople olejku cyprysowego i pomarańczowego, 10 kropli lawendowego i 2 kropli patchouli powinna pomóc pozbyć się niepotrzebnej wody w przypadku jej retencji w organizmie.

A na niestrawność i ciągłe jak-mi-nie-dobrze polecam herbatę imbirową z dodatkiem soku z cytryny lub limonki. Choć na mnie przestała już działać...:)




poniedziałek, 15 października 2012

Bezpłodność - ajurwedyjskie sposoby leczenia

W jednym z komentarzy zapytano mnie o ajurwedyjskie metody zwiększenia płodności. Szczerze, nigdy się tym nie zajmowałam, ale postanowiłam zgłębić i tę wiedzę:) Otworzyłam moje mądre księgi i zaczęłam wnikliwie je przeglądać. Oto, co znalazłam na temat bezpłodności i jej leczenia:
Generalnie bezpłodność traktowana jest w ajurwedzie jako zaburzenie spowodowane niedorozwojem organów rozrodczych bądź ich upośledzeniem; może też być spowodowana słabym odżywieniem całego organizmu lub akumulacją nadmiernej ilości płynów i stagnacją krwi w organizmie. O ile słabe odżywienie całego organizmu ma jakieś swoje uzasadnienie w tej materii (sama przeszłam tzw. "wysuszenie jajnika" podczas niechlubnej ano- ortoreksji) o tyle zastanawiam się nad tą stagnacją płynów. Przecież w stawie rośnie więcej roślin i żyje więcej stworzeń niż w rwącej rzece:) Ale znowu w rwącej rzece jest więcej tlenu i składników odżywczych niż w często zarośniętym i bagnistym stawie. Więc rzeczywiście chyba coś w tym jest:) Kobiety o konstytucji kapha z samej definicji są najbardziej płodne (woda i ziemia w końcu:), a te o konstytucji wata często mają ogromne problemy z zajściem w ciążę. Pitta w zasadzie jak zwykle jest w połowie, ale i ona może utracić swą możliwość prokreacji, gdy pitta wypali i wyjałowi wszystko w organizmie z powodu złej diety. 
I właśnie poprzez dietę ajurweda w większości leczy bezpłodność. Zaleca się dietę przede wszystkim podnoszącą kaphę a redukującą watę; dietę zawierającą dużo produktów mlecznych, szczególnie mleko (zdziwiłabym się naprawdę gdyby było inaczej - według indusów mleko jest dobre na wszystko! a według mnie mleko w dzisiejszych czasach nie nadaje się do spożycia, chyba, że rzeczywiście od krowy, albo kozie), orzechy, oleje, owoce zawierające dużo cukru (np. banan, a ciekawostką jest papaja - przypomniało mi się, że jakaś starsza Induska mówiła mi kiedyś, że żebym nie jadła papai, bo nie będę mieć dzieci. Nie pomogło:)))) i czarny sezam. Do diety dodaje się specyfiki ajurwedyjskie, takie jak stosowane na wszystko, co związane jest z kobiecymi sprawami, shatavari i ashvagandha, ale również aloes, szafran i lukrecję. 
Jeśli natomiast chodzi o drugi przypadek, to najzwyczajniej w świecie podaje się zioła pobudzające krążenie i poruszające zastałą energię: cynamon, imbir, mirrę, pieprz czarny. Jednocześnie zaleca się stosowanie trikatu i triphali z miodem. 
No dobrze, ale co z mężczyznami? Bogu dzięki za to, że ajurwedyjscy lekarze zwrócili uwagę na to, że również faceci mogą mieć ten problem, bo oczywiście wszystko byłoby jak zawsze na te biedne kobiciny.... W każdym razie zasady działania są podobne: dieta zawierająca dużo nabiału, olejów, orzechów, sezamu, czosnku i cebuli (chyba jako afrodyzjaki:) oraz zioła: ashvagandha (ponoć wzmaga produkcję spermy), bala i pippali. Należy unikać spożywania ostrych, gorzkich, cierpkich i zbyt kwaśnych produktów, ponieważ mogą redukować ilość spermy. 


sobota, 13 października 2012

Ciąża a typ psychosomatyczny

Będąc w ciąży kobieta może odczuwać różne przykre dolegliwości i zauważać zmiany w swoim organizmie, jest to rzecz całkowicie normalna. Dolegliwości tych jednak nie można wrzucić do jednego worka i traktować je w taki sam sposób. Kobiety charakteryzujące się przewagą danej bioenergii w swojej konstytucji będą doświadczały przynależnych jej właściwości. I tak kobiety o przewadze bioenergii wata będą miały tendencję do ostrych, kłujących bólów pleców i pachwin, skurczów, ciągłego strachu i niepokoju, utraty wagi w pierwszym trymestrze, ogólnego zmęczenia, senności, żylaków, niestrawności, wzdęć i nadmiernej ilości gazów... jak widać lista jest długa i można ją tylko wydłużać...
Kobiety z dominującą pittą często mają gorączkę, zapalenia pęcherza moczowego, są rozdrażnione i często agresywne (może dochodzi do zupełnie niekontrolowanych wybuchów agresji - uwaga:)) Często też kobiety te mogą tracić włosy na potęgę i cierpieć na hemoroidy.
U kaphy nie wiele się zmienia: mają oczywiście tendencję do przybierania duuuuuużo na wadze, retencji duuuuuużej ilości wody, ciągłego zmęczenia i popadania w letarg. Więcej niż zazwyczaj pragną słodyczy i produktów węglowodanowych, co jeszcze bardziej potęguje rozrost wagi.
Wszystkie typy niestety nie unikną porannych mdłości, bólu piersi i drażliwości. Biedni tylko partnerzy:)

czwartek, 4 października 2012

Zupa z dyni z mlekiem kozim

Zupa mojej babci w wersji zmodyfikowanej przez jej niesforną wnuczkę:) Wnuczkę dla której mleko krowie ble, makaron ble, cukier biały ble, bez przypraw ble.. właściwie tylko dynia z całej zupy była ok:) W mojej wersji zupa wygląda tak: osobno gotuję pokrojoną w kostkę dynię zalaną wodą (tak, żeby przykryła dynię), a osobno mleko kozie. Do dyni dodaję: cynamon, kardamon, goździki, anyż i trochę gałki muszkatołowej. Dziś dodałam też rodzynki, śliwki suszone i figi:) Pod koniec gotowania dodaję też trochę opłukanego ryżu basmati lub makaron pełnoziarnisty świderki i szczyptę soli. Potem czekam, aż trochę przestygnie i mieszam wywar dyniowy z mlekiem (proporcje wedle uznania - mi najlepiej wychodzi z mniej więcej połowy dyni na litrze mleka) i mieszam i mieszam, aż uzyskam jednolitą zupę z kawałkami dyni i resztą śmieci:) Na talerzu dodaję mojego ukochanego miodku i.... jem kilka talerzy a potem szaleńczo biegam kilometrami po lesie;p

Dla kaphy proponuję do tych słodkości dodać imbiru! Najlepiej sproszkowanego. Pitta i wata mogą skorzystać z jego świeżej wersji.

środa, 3 października 2012

dos and dont's czyli co można a czego nie w czasie ciąży

Jak już się rozpędziłam to jeszcze jeden:) Sushruta i Vagbhata, dwaj ajurwedyjscy lekarze i autorzy medycznych ksiąg zajmowali się prócz innych ważnych rzeczy, tematem kobiet w ciąży. Doszli do wniosku, że są rzeczy, które ta może robić, a których powinna unikać. Na tamte czasy było to naprawdę odkrywcze, bo przecież kobieta była od noszenia jedzenia i wody na głowie, pracowania w domu, bawienia dzieci i służenia mężowi a nie od oszczędzania się... W każdym razie lista don't, zakazów, zawierała: nadmierne uleganie popędowi seksualnemu (tylko ile to jest nadmiernie tego nikt nie wytłumaczył), podnoszenie ciężkich rzeczy, siedzenie lub leżenie w jednym miejscu przez dłuższy czas, spanie na plecach (już wtedy wiedzieli o żyle tylniej, która może być wtedy uciśnieta!), przejadanie się, picie alkoholu, jedzenie mięsa i ostrych przypraw. Nie wolno jej też było wdawać się w sytuacje napięcia, stresu, złości i strachu, bo emocje te mogły zostać przeniesiona na dziecko. Różnią się czymś te zalecenia od tych współcześnie istniejących??
To, co mogła robić kobieta ciężarna: mogła spełniać swoje zachcianki i pragnienia, ponieważ czerpanie z nich satysfakcji przenosiło się na płód i budowało w nim pozytywne uczucia, mogła masować swoje ciało i smarować je olejem, mogła jeść duże ilości mleka, ghee, owoców i ryżu... To by było na tyle zaleceń:) 

Zioła i przyprawy w czasie ciąży

Tym postem zacznę serię artykułów poświęconych kobiecie w ciąży. Jest to czas na tyle szczególny i niebezpieczny, że nie można sobie pozwolić na nieświadome używanie jakiegokolwiek zioła czy przyprawy, szczególnie tych super ostrych. W pierwszej kolejności zabrania się spożywania przypraw, które mają właściwości przeczyszczające, toksyczne lub wywołujące miesiączkę (np. aloes). Produkty takie mogą powodować uszkodzenia płodu lub nawet poronienia. Bardzo ostre i rozgrzewające przyprawy, takie jak pieprz cayenne, imbir (sproszkowany), cynamon, pippali itd powinny być spożywane z wielką ostrożnością i w towarzystwie czegoś, co złagodzi ich działanie (zawiera dużo kaphy). Podobnie zbyt wychładzające i gorzkie przyprawy, jak gencjana lub kora kruszyny nie są dobrym pomysłem. 
 Ajurwedyjscy lekarze wskazują przede wszystkim na shatavari, ashwagandhę i  bala jako na zioła budujące i pomagające w utrzymaniu ciąży. Zalecają spożywać wszystkie oparte na nich "formuły" (czyli mieszanki ziołowe z ghee lub mlekiem) oraz chyawan prash (pod różnymi nazwami, np. chyawanaprastha) - najsławniejsza ajurwedyjska mieszanka ziół, takie antidotum na wszystko i zarazem najsmaczniejsza mieszanka ziół jaką spożywałam w Indiach:) Chyawan prash polecany jest szczególnie kobietom o konstytucji wata - ich ciała są bowiem słabe i wiotkie, są słabego zdrowia i małej odporności, stąd ich płody są częściej zagrożone, a mieszanka pomaga w utrzymaniu dobrej kondycji i wzmacnia cały organizm. Dla kobiet o konstytucji pitta szczególnie polecane jest shatavari - balansuje doszę pitta nie pozwalając na jej zbytnie wybuchy:) Kobiety o konstytucji kapha mają tendencję do zatrzymywania wody w organizmie i niskiej przemiany energetycznej normalnie, a co dopiero w czasie ciąży! Aby zapobiec zbytniemu odkładaniu się tkanki tłuszczowej powinny używać łagodnych ziół takich jak kardamon, koper włoski czy bazylia. 


czwartek, 27 września 2012

Szarlotka z antonówek

Odkąd wróciłam do domu ciągle siedzę nad jabłkami - codziennie dostaję nową porcję antonówek z mojego sadu do przerobienia. Czasem już brak mi pomysłów - są soki, dżemy, jabłka w kawałkach, w occie, galaretki... ale i tak uważam, że najlepsza jest z nich szarlotka. Robię ją na zwykłym cieście z dwóch szklanek mąki (mieszam pszenną pełnoziarnistą z orkiszową), połowy szklanki cukru trzcinowego, 2 łyżek śmietany, 1 jajka i ok. 150 gr masła ghee (z lodówki). Dodaję też trochę proszku do pieczenia. Sekret jabłek do szarlotki polega na tym, że dodaję do nich szczyptę kardamonu, zmielonych goździków i gałki muszkatołowej. Doskonale pasuje do nich też cukier palmowy no i oczywiście cynamon. Można pokusić się też o łyżkę karobu (mączki z chleba świętojańskiego) - nadaje taki kakaowo-czekoladowy smak. Oczywiście jabłka trzeba z tymi wszystkimi składnikami dobrze zmielić i wymieszać, ale nie na papę, tak, żeby nie puściły soku. Dobrze jest na spód ciasta posypać trochę otrębów lub płatków (mogą być np. owsiane) - zapobiegniemy zakalcowi. Ciasto piekę ok. 45 - 50 min w temp 170 stopni. (ale i tak to wszystko zależy od piekarnika - nauczyłam się już, że nie zawsze da się zrobić jak w przepisie:) mój się buntuje). 

wtorek, 4 września 2012

40 stopni, ale nie w słońcu tylko wewnątrz...


... wewnątrz mnie. W niedzielę miałam pierwszą gorączkę od jakiś bez przesady 10 lat. I od razu dała popalić:) Zaczęło się niewinnie od 37,5, przy czym przy mojej normalniej temperaturze, 35,5 jest to już stan podgorączkowy. A potem z każdą godziną o stopień więcej, w końcu przy 40 wcale nie było mi już do śmiechu. Tym bardziej, że prócz gorączki nic mi nie było. Wcześniej co prawda odczuwałam lekkie mdłości i zawroty głowy, ale skojarzyłam to raczej z silnym zapachem farb znajomej u której byłam w domu. Przypomniało mi się też, że dzień wcześniej narzekałam już trochę na pobolewanie brzucha. Spojrzałam na język - język obłożony, wskazywał ewidentnie, że wszystko w żołądku stoi. Jelita obłożone. Nerki obłożone - zatem całe podbrzusze ewidentnie zostało czymś srogim potraktowane. Ale stwierdziłam, że gorączka jest po to, żeby to wszystko zgrabnie unicestwić, więc ile mogłam tyle leżałam przykryta po uszy. Jedno co mi nie ustępowało to z pewnością poczucie humoru:) W każdym razie nadszedł moment na zbijanie temperatury - zaczęliśmy domowo od zimnych okładów na czoło i łydki. Nie pomogło. Wypiłam herbatkę z tulsi (święta indyjska bazylia) - nie pomogło (albo nie pomogło szybko:) Sięgnęłam gdzieś daleko w odchłań mojego mózgu, ale niestety już nic tam nie znalazłam w tym stanie:) Po fakcie przypomniało mi się, bądź znalazłam kilka innych porad:
- do tulsi można dodać trochę miodu i szczyptę pieprzu czarnego (ja się nie pokusiłam, bo wiedziałam, że to coś żołądkowego)
- świeża kolendra ma działanie przeciwgorączkowe (w postaci herbatki z liści np) lub ze 2 łyżki samego soku z liści kolendry
- Można ugotować napój z filiżanki wody, połowy łyżeczki ziaren kolendry, połowy łyżeczki cynamonu i ¼ łyżeczki imbiru.
- podobnie z nasion kminu, kolendry i kopru - w równej ilości zalać je wodą i zostawić na chwilę do zaparzenia
- można spróbować wypić trochę soku imbirowego rozcieńczonego ciepłą przegotowaną wodą
- no i jakbyście mieli pod ręką to sok z winogron z nasionami kminu i kopru (ale nie zimny!)
- albo jeszcze pulpa z cebuli włożona w wilgotną bawełnianą szmatkę i położona na czole lub w rejonie pępka powinna pomóc
- zastanawiam się jeszcze nad listkami mięty - ja jakoś odruchowo miałam na nie chęć, ale nie wiem, czy to nie było spowodowane po prostu sygnałami z żołądka - HELP. Z drugiej jednak strony mięta ma działanie ochładzające i neutralizujące nadmiar pitta, więc organizm chciał dobrze:)

W każdym razie jak już wspominałam nie potrafiłam sobie nic przypomnieć, a to rosło i rosło... I skończyło się na czopku:) Niestety. Radzę więc zapiszcie co powyższe i zadziałajcie wcześniej niż ja:)

Aha i jeszcze jedno. Nie bagatelizujcie zapalenia pęcherza moczowego. Myślę, że nie do końca wyleczone mogło przerzucić się na nerki i spowodować tak silną reakcję organizmu. W połączeniu z nieregularnym ostatnio trybem życia, bieganiem w deszczu i jakimś wirusem na żołądku dało, mimo ogromnej ilości spożywanych ziół i ogólnie wysokiej odporności to właśnie niesympatyczne doznanie.



środa, 29 sierpnia 2012

Letnia kąpiel, czyli zapalenie pęcherza moczowego:)

Chwila nieuwagi. Chwila w mokrym kostiumie przy silnym wietrze. Chwila leżenia w mokrym kostiumie na mokrym ręczniku. Chwila wieczornego chodzenia mokrymi stopami po zimnym piasku. A potem nieprzyjemna chwila w trakcie siusiania. Dla więcej niż połowy kobiet chwile nieuwagi kończą się zapaleniem pęcherza. Przyczyną większości stanów zapalnych w drogach moczowych, ze względu na swoistą budowę anatomiczną dotyczących głównie kobiet, są bakterie gromadzące się w przewodach moczowych. Do zakażenia może dojść przede wszystkim w różnego rodzaju akwenach wodnych, ale także w toaletach, na leżakach, w saunach ale także podczas częstych kontaktów seksualnych. W grupie największego ryzyka znajdują się kobiety o obniżonej odporności, biorące leki, panie z przewagą doszy wata w konstytucji oraz kobiety w ciąży (w czasie ciąży drogi moczowe są poszerzone ze względu na rozluźniające działanie progesteronu; zwiększa się pojemność moczowodów i układu kielichowo-miedniczkowego, a zmniejsza się perystaltyka moczowodów – to wszystko powoduje zaleganie moczu w nerkach i pęcherzu co z kolei sprzyja powstawaniu zakażeń w tym obrębie. Zakażenia te należy leczyć, może bowiem dojść do powstania niebezpiecznej zastoiny w nerkach ciężarnej). 

Najprostszą ajurwedyjską metodą na tą bolesną dolegliwość, objawiającą się silnym uczuciem pieczenia, palenia podczas oddawania moczu, bólem brzucha w okolicy nadłonowej, gorączką podgorączkowym lub stanem oraz uczuciem częstego parcia na mocz jest picie herbat ziołowych i soków z roślin mających działanie moczopędne. Wśród nich prym wiedzie sok żurawinowy, który ma bardzo silne działanie moczopędne a zarazem bakteriobójcze (nie pozwala na rozwój bakterii E. coli w ściankach układu moczowego). Szczególnie polecany jest napar z liści żurawiny, które zawierają bakteriobójczą substancję o nazwie arbutyna. 

Skuteczna jest także herbatka z łyżeczki sproszkowanego kminu, łyżeczki sproszkowanej kolendry, łyżeczki kopru włoskiego, ¼ łyżeczki sproszkowanego imbiru, łyżeczki cukru trzcinowego i dwóch szklanek wody. Należy gotować ją przez 2,3 minuty, przefiltrować i pić pół filiżanki 2-3 razy dziennie. 

Zewnętrznie, gdy zapaleniu pęcherza towarzyszy także zapalenie cewki moczowej lub uczucie palenia i pieczenia, należy przyrządzić pastę z ½ łyżeczki masła ghee oraz 1/8 łyżeczki kurkumy. Pastę należy nakładać w małych ilościach na zaatakowane chorobą miejsce przez cały dzień, szczególnie po oddaniu moczu. Kurkuma doskonale zabija bakterie i a ghee łagodzi stany zapalne. 

Herbatka z krwawnika ma podobne właściwości. Mocna esencja pita w małych ilościach 3-4 razy lub miejscowo jako okłady nasączonym wacikiem albo nawet tzw. parówka działają łagodząco. 

Przez cały okres trwania dolegliwości należy spożywać lekkostrawne produkty, zmniejszając przy tym ilość produktów podnoszących bioenergię pitta. Pomocne będzie spożywanie gruszek, soku z aloesu, liści kolendry i picie dużej ilości niegazowanej ciepłej wody. 



Brzoskwinie - naturalna broń przeciw pasożytom w jelicie grubym


Przechadzam się po targu i szukam czegoś łapczywie. Małe czy duże, słodkie czy kwaśne...? Brzoskwinie! Są i małe i duże i słodkie i czasem gorzko-kwaskowate. Niewielka ich ilość może spacyfikować kaphę, ale spożyte w większej ilości stymulują wydzielanie śluzu i śliny. Mogą podwyższać pittę, a na tym mi zdecydowanie nie zależy, ale mają zbawiennie działanie na zapalenie pęcherza, którego się ostatnio nabawiłam. Przede wszystkim jednak pomagają w uporaniu się z pasożytami w jelicie grubym i zatwardzeniem tak doskwierającym osobom o konstytucji wata.
·         Jedna lub dwie brzoskwinie spożywane na pusty żołądek zabija pasożyty. Pół godziny po nich należy spożyć 2 łyżeczki oleju rycynowego zmieszanego z filiżanką gorącej herbaty imbirowej. Napój ten pomoże wyeliminować pasożyty i ich jajeczka z jelita grubego. Co najmniej 3 godziny po zabiegu nie należy jeść i pić.
·         Osoba cierpiąca na kamienie w pęcherzu moczowym lub nerkach powinna wypijać filiżankę soku z brzoskwini z połową łyżeczki sproszkowanej kolendry dwa razy dziennie na pusty żołądek. Podczas leczenia nie można spożywać pomidorów, szpinaku i tamaryndu.
·        Pieczenie podczas oddawania moczu w trakcie zapalenia pęcherza można złagodzić filiżanką soku z brzoskwini z połową łyżeczki sproszkowanego kminu i łyżeczką cukru.
·         Aby złagodzić zatwardzenie oraz pozbyć się nadmiernej potliwości rąk i stóp, należy spożywać brzoskwinię w godzinę po każdym posiłku.
·         Problemy związane ze wzrostem doszy vata, takie jak suchy język, suchość w ustach, palpitacje serca czy chroniczne zmęczenie można leczyć pijąc 3 do 4 razy dziennie miksturę z filiżanki soku brzoskwiniowego, szczypty soli, kilku kropel soku z limonki i łyżeczki cukru.
·         Osoba z wysokim ciśnieniem krwi może spróbować obniżyć je wypijając 2 do 3 razy dziennie filiżankę soku z brzoskwini ze szczyptą kardamonu i łyżeczką sproszkowanej kolendry.

wtorek, 21 sierpnia 2012

(Nie) brutalny powrót do rzeczywistości:)

Znów długa przerwa. Ciężka przerwa. Jeśli ktoś był takim samym szaleńcem jak ja i mój wybranek przygotowując sobie samemu uroczystości ślubno-weselne to doskonale o czym mówię. W każdym razie wszystko poszło zgodnie z planem, potem chwila relaksu (a z niej niedługo przepisy na wspaniałe kanaryjskie sosy, tylko jak rozłożę je na czynniki pierwsze i zrobię po ajurwedyjsku) i znów do pracy. Na samym wstępie miły akcent. Dostałam informację, że wreszcie wyszła moja hand made produkcja:) Część zaczerpniętych z niej informacji można znaleźć na blogu, część jest na tyle obszerna, że nie dało się ich przekazać w inny sposób. Jeśli macie ochotę na małą przygodę z ajurwedą serdecznie zapraszam:)


czwartek, 26 lipca 2012

do wesela się zagoi:)


Wiedziałam, że coś się musi stać;p Wczoraj stłukłam lampkę do wina (właściwie tylko otworzyłam drzwi i przeciąg stłukł:). Posprzątałam, ale wygląda na to, że nie za rewelacyjnie. Dziś rano zdążyłam tylko wstać z łóżka i już kuku:) Przecięłam sobie stopę szkłem, całe szczęście, że nie głęboko. Akcja ratunkowa potrwała chwilę (przynajmniej mój narzeczony obudził się znacznie szybciej niż zazwyczaj trwa ładowanie jego systemu;p), ale przecież nie mogę się z tym bawić za długo. Nie w pierwszej chwili, ale po czasie przypomniałam sobie jak po raz pierwszy w Indiach kilka lat temu wsiadłam na motor. Oczywiście od razu zaczęłam udawać, że umiem świetnie na nim jeździć. W dodatku lewą stroną drogi;p I skończyło się rozwalonym kolanem oraz kilkoma dniami bez treningów. Właśnie wtedy dziadek mojego gospodarza sypał mi ciągle na to kolano kurkumę. Tumeric, tumeric - ciągle powtarzał - is good, is good. W sumie miał rację, bo z naprawdę poważnego stanu wyprowadził mi kolano tą swoja kurkumą w ciągu zaledwie kilku dni - i to bez żadnego szpitala, środków odkażających, bandaży (tak, środki higieniczne nie są w Indiach często spotykane). Jedyne co, to pomagał sobie jakimiś liśćmi i zawijał mi kolano, żeby kurkuma i strup, który tworzyła po zlepieniu z krwią, nie odpadał. Nie wiem nawet czy nie były to liście czegoś w rodzaju kapusty. Ale dało rade, więc pomyślałam, że i teraz pomoże. Siedzę teraz z żółtą nogą:) Zostawiam ją nieowiniętą - musi mieć dostęp do tlenu, wtedy szybciej się zagoi. Dobrze by było nie za bardzo nią ruszać.. Dobrze by było, ale z moim temperamentem jest to nie do wykonania:)

Dobrze, więc teraz kilka słów o samej kurkumie:

Według Indusów, nie ma lepszego naturalnego środka na skaleczenia, rany i otarcia jak kurkuma, mająca silne właściwości antyseptyczne. Jest to także doskonały lek przeciw zapaleniom, ponieważ redukuje poziom kwasu arachidonowego, który przyczynia się do ich powstawania. Warto więc stosować kurkumę przy zmianach reumatycznych i artretyzmie. Sanskrycka nazwa kurkumy oznacza „to, co poprawia skórę” – nic więc dziwnego, że od dawna znano jej lecznicze działanie przy wszystkich uporczywych chorobach skóry jak zapalenia skóry, egzema, pokrzywka czy łuszczyca. Roślina ta oczyszcza krew, leczy wewnętrzne (np. czyraki) i zewnętrzne rany. Zewnętrznie może być używana w postaci papki zmieszanej z miodem i nałożonej na skaleczone miejsce, wewnętrznie jako roztwór z gorącą wodą. Poprzez swoje rozgrzewające, lekkie i suche właściwości oraz gorzko-ostry smak jest doskonała do równoważenia kaphy i waty (może ją stymulować, ale jej nie wzmaga). Kurkumy powinny unikać osoby będące w ciąży, spożywające leki z grupy antykoagulantów i cierpiące na hipoglikemię.

· Filiżanka mleka zagotowana z łyżeczką kurkumy pomaga uporać się z kaszlem oskrzelowym, bólem gardła i migdałków.

· Na hemoroidy należy nakładać na noc zewnętrznie pastę z połowy łyżeczki kurkumy i łyżeczki ghee.

· Kubek jogurtu z łyżeczką kurkumy spożywany na pusty żołądek pomoże w przypadku anemii. Gdy kapha jest zaburzona jogurt należy spożywać tylko w południe.

· Rany, zadraśnięcia i przecięcia można wyleczyć nakładając na chore miejsce pastę z kurkumy i żelu z aloesu.

· Pasta z kurkumy i wody przyniesie ulgę w opuchliźnie i obrzęku.

· Na spuchnięte dziąsła należy bezpośrednio nałożyć kurkumę.

· Na przebarwienia słoneczne skóry należy aplikować miksturę z kurkumy i ghee w stosunku 1:2.

poniedziałek, 23 lipca 2012

muzyka na odstresowanie

Za niecałe trzy tygodnie wychodzę za mąż... i łapię trochę stresu. Może nawet trochę więcej niż trochę:) A stres można pokonać przede wszystkim muzyką. O tak, to jest coś, co tygryski lubią najbardziej:) Podsyłam kilka utworów, związanych z ajurwedą i niezwiązanych, ale zawsze przynoszących ukojenie:)
http://www.youtube.com/watch?v=XYOKMwMhSMo
http://www.youtube.com/watch?v=OlLQis879RY
http://www.youtube.com/watch?v=un_eFHsRvQY
http://www.youtube.com/watch?v=c_soe1hPNt4

środa, 11 lipca 2012

lassi - na słodko, na ostro, na orzeźwienie:)

Tak coś za mną ostatnio chodziło. Takie żeby było orzeźwiające, trochę słodkie, a może nie, może trochę ostre, a w sumie to sama nie wiedziałam... Kefir? Maślanka? Producenci prześcigają się teraz w smakach przedziwnych, ale aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl ile tam różnej chemii wciskają. Po za tym na pewno dodają białego cukru. W dodatku nie jest to dobry pomysł dla mnie jako pitty - szczególnie kefir ją podnosi. Przypomniały mi się gorące dni w Trivandrum na południu Indii i codzienna porcja lassi... to było takie dobre:) Złapałam jakiś jogurt naturalny i zrobiłam cuś takiego: dałam filiżankę jogurtu na dwie fil wody, dodałam 2 łyżeczki cukru trzcinowego i łyżeczkę wody różanej. To wszystko zmiksowałam z dwoma łyżkami puree z mango. Genialne...

A potem zaczęłam kombinować z lassi na ostro. Na taj samej bazie zrobiłam lasii z pół łyżeczki świeżo startego imbiru i pół łyżeczki kardamonu. Wyszło naprawdę ostre:) i trzeba dobrze zmiksować, bo ja nie za bardzo się postarałam i zostały kawałki imbiru:)
Jeśli macie świeżą kolendrę, to dla równowagii pitty, można zrobić lassi z pół łyżeczki świeżego imbiru, pół łyż sproszkowanego kminu i łyżki liści kolendry. Dodajcie trochę soli, bo inaczej jest niesmaczne:)

Lassi polecam też po posiłku na poprawienie trawienia. Oczywiście to ostre:)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Krem z brokuła

Idąc za ciosem podam Wam jeszcze jeden fajny przepis na krem z brokuła i orzechów. Kolejny pomysł na lekki obiad w gorące dni:) 

Składniki na 2 porcje:
Fil wody; kilka główek brokułów; łyżka posiekanego pora; 2 łyzki orzechów; ½ łyż soli
Ugotować brokuły w wodzie (3-5 min), pod koniec gotowania dodać pora. W blenderze zmiksować orzechy; dodać do nich ugotowane warzywa i zmiksować na gładko. Posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Poczekać aż się wystudzi.

Z racji tego, że brokuł jest neutralny dla doszy, zupa jest dobra dla wszystkich.

sezon na ogórki - gazpacho:)

Znów mała przerwa... zawirowania, ale powolutku wychodzę na prostą:) W moim ogródku też trochę zarosło - tak to jest jak człowiek robi tysiące rzeczy na raz i nie wie w którą kolejną ręce włożyć...:) Ale ostatnio z gąszcza chwastów wyłowiłam kilka małych ogórków. Powstało letnie gazpacho - w sam raz na upalne dni. Jestem teraz w Warszawie i nie mam przy sobie mojego taty fotografa, a sama tykam się aparatu jak jeża, więc gazpacho, podobnie jak następne przepisy (które mam nadzieję wreszcie zaczną się pojawiać jak trochę zwolnię) nie zostaną uwiecznione na fotografii. Ale zachęcam do dzielenia się własnymi propozycjami - pokażcie co Wam wyszło:)
Składniki na 2 porcje:
1 por posiekany; ząbek czosnku; 3 małe ogórki; ½ fil świeżej natki pietruszki; sok z cytryny; fil wywaru z warzyw; ¼ fil oliwy; ½ łyż soli; 1/8 łyż pieprzu cayenne (dla kaphy więcej); 1/8 łyż pieprzu czarnego
Sparzyć pora i podgotować do w małej ilości wody ze zmiażdżonym czosnkiem. Ogórki obrać i pokroić w duże części, posiekać pietruszkę. Wszystkie składniki zblendować na gładko około 20-30 sekund.

Smacznego!

wtorek, 29 maja 2012

placki z akacji

Wszyscy się śmieją, że jestem dzieckiem lasu, ale "żeby jeść drzewa?"- mówią - "to już przesada"... Jak się nie je mięsa to trzeba sobie jakoś radzić;p Od małego na przełomie maja i czerwca wyczekiwałam na kwitnące akacje. A właściwie na pyszne placki z ich kwiatów:) Kwiaty na moje nieszczęście nie utrzymują się zbyt długo (wiatr, deszcz, szybkie przekwitanie i gorzknienie), więc kilka dni pod rząd na obiad we właściwym czasie były tylko placki. Jeszcze przez chwilę będziecie mieli okazje spróbować - przynajmniej u mnie akacje nadal utrzymują przydatność do spożycia:)
Przepis jest banalny: kwiaty oberwane wraz z łodyżkami moczy się w cieście podobnym do naleśnikowego, ale troszkę gęstszym i smaży na patelni. Ja robię ciasto z wody, a nie z mleka i dodaję do niego cynamonu, kardamonu i gałki muszkatołowej. Mąki można oczywiście pomieszać, ale najlepiej wychodzą z pszennej pełnoziarnistej (kapha uwaga!) Nie zapomnijcie o jajkach i oliwie (oleju) do ciasta (mnie się kiedyś zdarzyło zrobić ciasto bez jajek i zastanawiałam się przez pół dnia dlaczego nie wyszło...:) Ja smażę w obu stron na maśle klarowanym, co nadaje plackom jeszcze lepszego smaku, ale równie dobrze można smażyć na oleju lub w ogóle na suchej patelni. Po usmażeniu można posypać placki cukrem pudrem (oczywiście trzcinowym) lub polać sosem (dla kaphy dobry byłby w tej porze roku truskawkowo-imbirowy). 
Tych zielonych ogonków (łodyżek) się nie jada:)

wtorek, 15 maja 2012

Comiesięczna udręka, czyli jak przeżyć menstruację:)



Wracam do bloga po małej przerwie - zbyt dużo do zrobienia, zbyt wiele miejsc do odwiedzenia, zbyt dużo stresu, napięć, ważnych rozmów i decyzji. I zdecydowanie zbyt mało czasu dla siebie. Efekt: problemy z menstruacją. Normalne dla kobiet w naszych czasach. Która z nas ich nie ma lub nie miała? Albo jeszcze nie miała;p

Problemy z miesiączką mogą być spowodowane przez zaburzenia vaty, pitty albo kaphy, stąd dla efektywnego leczenia ważne jest rozpoznanie, która dosza została wytrącona z równowagi. Zaburzenia dosz są zupełnie niezależne od typu konstytucyjnego (czyli od tego, czy u kogoś przeważa vata, pitta czy kapha), stąd też należy uświadomić sobie, która z nich jest odpowiedzialna za obecną kondycję.

Zaburzenia miesiączki spowodowane dysharmonią bioenergii vata są bolesne, obejmują wzdęcia w dolnej części brzucha i nieregularny wypływ płynów menstruacyjnych oraz skurcze. Najlepszą metodą na uspokojenie wzburzonej vaty jest ajurwedyjskie zioło ashwagandha lub mikstura z: ½ łyżeczki sproszkowanego kopru, ¼ łyżeczki imbiru w proszku, ¼ łyżeczki ajwanu, szczypty asafetydy, łyżki cukru palmowego i szklanki wody, gotowana przez 5 minut, przefiltrowana i wystudzona (po wystudzeniu należy dodać jeszcze łyżeczkę soku z aloesu), pita dwa razy dziennie na 10 dni przed okresem i w trakcie jego trwania.

Obfity i gorący płyn menstruacyjny oraz bolesność piersi i pęcherza moczowego towarzyszy miesiączkom typu pitta. Aby złagodzić te syndromy, najprostszą metodą jest zioło shatavari. Warto też w dniach miesiączki przestrzegać diety balansującej pittę, czyli generalnie unikać zbyt ostrych i kwaśnych pokarmów; tytoniu i alkoholu, a spożywać więcej pokarmów lekkostrawnych o przewadze smaku słodkiego.

Nabrzmienie dolnej części brzucha, retencja wody, biały śluz, letarg i ból przy końcu okresu to symptomy miesiączki typu kapha. Może je złagodzić ajurwedyjska formuła punanarva. W diecie nie powinno zabraknąć produktów o gorzkim smaku (np. sałaty, neem, jarmuż, skórka cytrynowa, botwinka, dandelion, liście warzyw podziemnych, kakao, boćwina, asafetyda), które ściągają nadmiar płynów z organizmu. Podobne właściwości ma seler.

Wszystkie typy bólów menstruacyjnych łagodzi sok z aloesu spożywany trzy razy dziennie na kilka dni przed miesiączką. Ulgę mogą przynieść też ćwiczenia jogi i praktyki oddechowe odpowiednie dla typu konstytucyjnego.

Mnie osobiście dobrze robi ruch - im więcej siedzę lub leżę, tym gorzej - polecam więc spokojne spacery i odpowiednią dawkę świeżego powietrza. Krwawnik i rumianek lub inne rozkurczowe zioła również są niezwykle pomocne. Zatem bierzemy się w garść, żadnych środków przeciwbólowych, tylko chwila oddechu, ziołowa herbata, krótki rozluźniający spacer i do przodu:)

wtorek, 10 kwietnia 2012

olejki balansujące doszę kapha


Aby zrównoważyć zimne, wilgotne, powolne i ciężkie właściwości kaphy potrzeba rozgrzewających, wysuszających, lekkich i stymulujących substancji o ostrym, gorzkim i cierpkim smaku.

Środki przeczyszczające redukują nagromadzoną przez kaphę wodę w organizmie: ajwan, cynamon, kolendra, koper włoski, czosnek, trawa cytrynowa, pietruszka i zielona mięta.

Podobny efekt dają środki napotne, eliminujące nadmiar wody przez pot. Oczyszczają krew i naczynia limfatyczna. Są to: ajwan, arcydzięgiel, bazylia, kamfora, kardamon, cynamon, goździki, eukaliptus, imbir, trawa cytrynowa, cebula, oregano, szałwia, sasafran, tymianek.

Niezbędne w terapii są rozgrzewające stymulanty i środki wiatropędne zwiększające ogień trawienny: ajwan, anyżek, bazylia, liść laurowy, czarny pieprz, kardamon, cynamon, goździki, czosnek, gorczyca, gałka muszkatołowa, skórka pomarańczowa, oregano, pietruszka, szafran, tymianek, kurkuma, kozłek lekarski. 

Chłodne środki wiatropędne w niewielkich ilościach również mogą być pomocne (patrz balans pitty).
Środki poprawiające trawienie to: ajwan, anyżek, liść laurowy, czarny pieprz, kapmofa, kardamon, cayenne, cynamon, goździki, kolendra, kmin, eukaliptus, koper włoski, czosnek, imbir, gorczyca, skórka pomarańczowa, oregano, sasafras, kurkuma.

Indyjski neem redukuje nadmiar kaphy i apetyt na słodki smak.

Do pobudzenia i aktywizacji pracy mózgu, oczyszczenia kanałów nerwowych doskonałe są aromatyczne rozgrzewające środki uspokajające system nerwowy: bazylia, kamfora, eukaliptus, tatarak, czosnek, mirra, gałka muszkatołowa, szałwia i kozłek lekarski.

Element ziemi pomagają zredukować olejki zawarte w pietruszce. 

Środki pomocnicze generalnie zwiększają energię kapha, ponieważ zbudowane są w większości z elementu wody i ziemi. Wyjątek stanowią: arcydzięgiel, brahmi, mirra, cebula i szafran.

Afrodyzjaki, stymulujące system dokrewny narządów płciowych pobudzające kaphę to: arcydzięgiel, goździki, damiana, czosnek, jaśmin, gałka muszkatołowa, róża i szafran. Żeński system immunologiczny budują: arcydzięgiel, cynamon, imbir, 

Substancje oczyszczające krew i limfę dobre dla kaphy to czarny pieprz, cayenne, chryzantema, cynamon, kolendra, kmin, koper, czosnek, hibiskus, jaśmin, mirra, neem, róża, szafran, drzewo sandałowe, sasafras i kurkuma.
Substancje ściągające, redukujące nadmiar wody i śluzu: czarny pieprz, cayenne, cynamon, imbir, hibiskus, jaśmin, gałka muszkatołowa, róża, szafran, szałwia, drzewo sandałowe, kurkuma i krwawnik.
 Środki odmładzające dla kaphy to brahmi, hibiskus, jaśmin, róża i szafran.

Środki wykrztuśne i łagodzące oczyszczają oskrzela, zatoki i czyszczą błony śluzowe: ajwan, liść laurowy, czarny pieprz, tatarak, kamfora, kardamon, cynamon, goździki, koper, czosnek, imbir, hibiskus, hyzop, limonka, gorczyca, skórka pomarańczowa i szałwia. Olejki z eukaliptusa i tymianku złagodzą kaszel.

czwartek, 15 marca 2012

Olejki eteryczne balansujące energię pitta


Pitta jest gorąca, wilgotna i oleista, aby zatem przywrócić jej równowagę potrzebne są substancje wychładzające, wysuszające, odżywcze i uspokajające, o słodkim, cierpkim lub gorzkim smaku.
Gorączkę i zapalenia skóry redukują wychładzające środki napotne: rumianek, chryzantema, kolendra, balsam cytrynowy, mięta pieprzowa, mięta zielona, krwawnik.
Środki ściągające redukują ilość wydzielin, są wysuszające, wiążą tkanki ciała, zatrzymują krwawienia i sprzyjają leczeniu ran: cajuputi, calendula, cytryna, szafran, kurkuma, krwawnik.
Wychładzające środki przebudowujące czyszczą krew, zwalczają infekcje i obniżają gorączkę: aloes, kolendra, kmin, koper, henna, kocanka, jaśmin, neem, szafran, drzewo sandałowe, mięta zielona, aksamitka, kurkuma, krwawnik.
Odżywcze substancje o gorzkim smaku, takie jak aloes i neem, są doskonałym lekarstwem na problemy związane ze wzrostem pitty, takie jak gorączka, zapalenia, nadkwaśność. Nie mogą być jednak nadużywane, bowiem prowadzą do osłabienia ognia trawiennego.
Wiatropędne substancje wychładzające to aromatyczne przyprawy poprawiające trawienie, eliminację resztek i przepływ energii: mięta, rumianek, kolendra, kmin, koper ogrodowy, koper włoski, lawenda, cytryna, limonka, pomarańcz, mięta pieprzowa, szafran, mięta zielona.
Do zredukowania skurczów, nadmiernego krwawienia i złości podczas menstruacji doskonale nadają się: rumianek, chryzantema, jaśmin, róża, szafran i krwawnik.
Wychładzające środki uspokajające pomagają opanować wzburzone emocje pitty i złagodzić gniew; budują także tkankę nerwową: mięta, rumianek, brahmi, henna, jaśmin, lawenda, oud, mięta pieprzowa, drzewo sandałowe, mięta zielona, benzoes.
Odżywcze środki pomocnicze, podtrzymujące tkanki ciała, redukujące zapalenia, budujące komórki krwi i limfy to: arcydzięgiel, cedr, kocanka, piżmo, neem, spikenard.
Wychładzające środki napotne redukują nadmierną ciepłotę ciała pitty i wychładzają wątrobę: kolendra, koper włoski, lawenda, trawa cytrynowa, drzewo sandałowe, mięta zielona.
Substancjami przeciwgorączkowymi, redukującymi gorąco pitty są champa, henna, kocanka, jaśmin, limonka, neem, pomarańcz, aksamitka.