wtorek, 4 września 2012

40 stopni, ale nie w słońcu tylko wewnątrz...


... wewnątrz mnie. W niedzielę miałam pierwszą gorączkę od jakiś bez przesady 10 lat. I od razu dała popalić:) Zaczęło się niewinnie od 37,5, przy czym przy mojej normalniej temperaturze, 35,5 jest to już stan podgorączkowy. A potem z każdą godziną o stopień więcej, w końcu przy 40 wcale nie było mi już do śmiechu. Tym bardziej, że prócz gorączki nic mi nie było. Wcześniej co prawda odczuwałam lekkie mdłości i zawroty głowy, ale skojarzyłam to raczej z silnym zapachem farb znajomej u której byłam w domu. Przypomniało mi się też, że dzień wcześniej narzekałam już trochę na pobolewanie brzucha. Spojrzałam na język - język obłożony, wskazywał ewidentnie, że wszystko w żołądku stoi. Jelita obłożone. Nerki obłożone - zatem całe podbrzusze ewidentnie zostało czymś srogim potraktowane. Ale stwierdziłam, że gorączka jest po to, żeby to wszystko zgrabnie unicestwić, więc ile mogłam tyle leżałam przykryta po uszy. Jedno co mi nie ustępowało to z pewnością poczucie humoru:) W każdym razie nadszedł moment na zbijanie temperatury - zaczęliśmy domowo od zimnych okładów na czoło i łydki. Nie pomogło. Wypiłam herbatkę z tulsi (święta indyjska bazylia) - nie pomogło (albo nie pomogło szybko:) Sięgnęłam gdzieś daleko w odchłań mojego mózgu, ale niestety już nic tam nie znalazłam w tym stanie:) Po fakcie przypomniało mi się, bądź znalazłam kilka innych porad:
- do tulsi można dodać trochę miodu i szczyptę pieprzu czarnego (ja się nie pokusiłam, bo wiedziałam, że to coś żołądkowego)
- świeża kolendra ma działanie przeciwgorączkowe (w postaci herbatki z liści np) lub ze 2 łyżki samego soku z liści kolendry
- Można ugotować napój z filiżanki wody, połowy łyżeczki ziaren kolendry, połowy łyżeczki cynamonu i ¼ łyżeczki imbiru.
- podobnie z nasion kminu, kolendry i kopru - w równej ilości zalać je wodą i zostawić na chwilę do zaparzenia
- można spróbować wypić trochę soku imbirowego rozcieńczonego ciepłą przegotowaną wodą
- no i jakbyście mieli pod ręką to sok z winogron z nasionami kminu i kopru (ale nie zimny!)
- albo jeszcze pulpa z cebuli włożona w wilgotną bawełnianą szmatkę i położona na czole lub w rejonie pępka powinna pomóc
- zastanawiam się jeszcze nad listkami mięty - ja jakoś odruchowo miałam na nie chęć, ale nie wiem, czy to nie było spowodowane po prostu sygnałami z żołądka - HELP. Z drugiej jednak strony mięta ma działanie ochładzające i neutralizujące nadmiar pitta, więc organizm chciał dobrze:)

W każdym razie jak już wspominałam nie potrafiłam sobie nic przypomnieć, a to rosło i rosło... I skończyło się na czopku:) Niestety. Radzę więc zapiszcie co powyższe i zadziałajcie wcześniej niż ja:)

Aha i jeszcze jedno. Nie bagatelizujcie zapalenia pęcherza moczowego. Myślę, że nie do końca wyleczone mogło przerzucić się na nerki i spowodować tak silną reakcję organizmu. W połączeniu z nieregularnym ostatnio trybem życia, bieganiem w deszczu i jakimś wirusem na żołądku dało, mimo ogromnej ilości spożywanych ziół i ogólnie wysokiej odporności to właśnie niesympatyczne doznanie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz