środa, 21 listopada 2012

Zachciankowo...

Wiecie zastanawiałam się dziś nad tymi ciążowymi zachciankami. To takie niby proste, że kobieta w ciąży może jeść wszystko, a zachcianki są, bo organizm czegoś się domaga...No ale gdzie jest granica tego, co organizm tak naprawdę chce i potrzebuje a co jest wymysłem naszych kubków smakowych? Miałam fazę na chipsy - normalnie takich rzeczy nawet nie tykam, a naszło mnie tak, że nie mogłam się powstrzymać. I nie mogłam sobie wmówić, że chipsy są mi w jakikolwiek sposób potrzebne... chyba, że do produkcji tłuszczu:) Innym znów razem naszło mnie na pizzę - tu było o tyle dobrze, że siostra zrobiła mi ją z mąki pełnoziarnistej i ze zdrowymi dodatkami. Co z tego jak zapomniałam, że mam uczulenie na drożdże i potem cały dzień zwijałam się z bólu brzucha:) Jeszcze innym razem musiałam zjeść bounty - po prostu aż oczami je wygryzałam:) A moja znajoma ciążówka w tym samym czasie zajadała się hamburgerami z budki koło Dworca Centralnego w Warszawie - znajoma, która od wieków cierpi z powodu swojej ortoreksji... Więc coś tu jest nie tak:) Innymi słowy co chce mi powiedzieć moje ciało domagając się tak abstrakcyjnych pokarmów albo połączeń pokarmów?? (co do połączeń to mój organizm i tak w ciąży czy nie bije mistrzostwo świata:) moja kuchnia jest sławna z dziwnych połączeń w wielu kombinacjach) Ajurweda wspomina o zachciankach i uważa je za dobre - no dobrze, ale w tamtych czasach, kiedy Czaraka spisywał swoje mądre księgi kobietom mogło się co najwyżej "zachciewać" jakiś owoców czy chutney, na pewno nie chipsów i innych badziewi. Jeśli zachcianki się nie spełni, jak uważa Czaraka, może dość do zaniedbania ahamkary (mojego "ja") i poczucia niespełnienia, braku satysfakcji, co w narastających przypadkach doprowadzić może do różnego rodzaju zaburzeń natury psychologicznej a czasem fizycznej. Inaczej mówiąc robię sobie wielką krzywdę jeśli nie spełnię mojej jedzeniowej zachcianki w tym okresie. Ale z drugiej strony robię sobie, i małemu Stworzeniu po trosze też, krzywdę jedząc niezdrowo. Co prawda raz-na-czas nic się nie stanie, organizm jakoś sobie z tym poradzi, może potruje się kilka dni, aż wszystko zostanie zneutralizowane, ale jeśli wziąć pod uwagę, że te zachcianki są częściej niż raz-na-jakiś-czas to robi się gorzej. Po za tym należy wziąć pod uwagę, że organizm kobiety w ciąży ma zupełnie inny metabolizm i zupełnie inaczej trawi niż normalny śmiertelnik. Wprost powiedziawszy trawi GORZEJ a nawet TRAGICZNIE - właśnie wtedy dochodzi do największej kumulacji ama i wszelkiego rodzaju toksyn w organizmie. Mechanizm jest prosty - chodzi o to, by cała treść pokarmowa przechodziła jak najwolniej przez jelita, by wyciągnąć z niej jak najwięcej składników odżywczych i przekazać je zarodkowi. Organizm dostaje już zużyte resztki z nadzieją, że jakoś sobie poradzi:) No więc nawet takie raz-na-czas powodują duże szkody w i tak już nie w pełni sprawnym układzie pokarmowym kobiety. I tu moje dywagacje kończą się bez żadnego wniosku - z jednej strony wiem jakie są szkodliwe, ale z drugiej strony ciężko je opanować. Rozum gdzieś wychodzi na spacer, łapy sięgają po to, co nie trzeba, a potem i tak sobie człowiek tłumaczy, że "najwidoczniej organizm tego potrzebował". No cóż, pozostaje mi tylko życzyć sobie i innym ciężarówkom duuużo silnej woli, która nigdy nie zawiodła mnie bardziej niż w tym szalonym okresie:):):)

2 komentarze:

  1. Ja bym nie traktowała dosłownie zachcianek. Bez względu na to czy przytrafiają się w ciąży czy poza nią. Za to spojrzałabym na nie metaforycznie i doszukiwałabym się przyczyny w potrzebie jedzenia danego typu smaku/produktu. Przecież organizm zawsze pożąda tego, co potrafi najszybciej skompensować jakąś dysharmonię w nas. Zanim ulegniemy pokosie (lub na spokojnie gdy ja zaspokoimy ;)) zrobić za każdym razem analizę poprzez analogię. Medycyna chińska ma tu swój system analityczny, ajurweda na pewno też.

    OdpowiedzUsuń
  2. I tu znowu masz rację - w większości chodzi o dany smak. Ale zauważ, że np. wiele rzeczy ma smak ostry, a zachcianki polegają właśnie na tym, że wybieramy te najgorsze albo całkowicie nieprzewidywalne z nich:) Ja rozumiem, że sięgając po chipsy mam ochotę na coś ostrego, tylko dlaczego nie wybieram chrzanu albo prażonych orzechów nerkowca w papryce? To właśnie jest dla mnie czymś irracjonalnym. Zachcianki po za ciążą, według ajurwedy, to trochę inna sprawa - czasem mogą wynikać po prostu z naszej "pamięci" o smaku danej rzeczy, którą usiłujemy odzyskać. Albo coś nam bardzo smakowało i dlatego chcę to ponownie zjeść. Zachcianki ciążowe, jak twierdzi Czaraka, są specyficzne i należą do prabhav- czegoś, czego do końca nie da się logicznie wytłumaczyć. I niech tak pozostanie:)

    OdpowiedzUsuń