środa, 29 maja 2013

Jesteśmy już w domu:)

Udało się - naturalnie urodziliśmy (duża w tym zasługa męża mego:) pięknego, zdrowego i ogromnego synka. Mały miał 4,46 kg i 61 cm, więc wahania z zapisu USG naprawdę są duże. Jesteśmy w domu i trenujemy tenory - Młody ma gardło jak śpiewak operowy:) Do blogowania będę wracać jak będzie spał, choć i na to na razie nie za bardzo się zanosi...:)

poniedziałek, 13 maja 2013

Kiedy wreszcie...

W akcie desperacji w moich mądrych ajurwedyjskich księgach poszukiwałam sposobu na wywołanie porodu. Całą ciążę powtarzałam sobie, że Mały wyjdzie jak mu się będzie chciało i jak będzie na to gotowy i że właściwie to On sam zdecyduje kiedy to ma być, a ja się nie będę wtrącać...ale stojąc przed "możliwością" cięcia cesarskiego wcale już mi nie jest tak śmieszno. Mały jest Duży. Według mojego lekarza  może być nawet za Duży jak na poród naturalny. Jedyny sposób - już go zmusić do wyjścia to więcej nie urośnie. Tyle, że u mnie wcale nie jest tak łatwo: przez całą ciążę wcale od aktywności fizycznej nie stroniłam, a wręcz przeciwnie:) Stąd szybki spacer, schylanie, mycie podłogi, okien, chodzenie po schodach i inne babciowe sposoby na mnie nie działają. Miałam jeszcze pomysł na rąbanie drewna, ale chyba Mąż by mnie prędzej porąbał...Obalam kolejny mit - ostre jedzenie - na pewno jego ulubiony smak nie zmusi go do wyjścia:) Herbatki z malin (ale liści) też poczekają na przeziębienie. I właściwie mogłabym tak wymieniać:) 
No dobra, ale nie będę taka monotematyczna:)
Kiedy wreszcie... poród nastąpi (a mam nadzieję, że będzie to naprawdę szybko:) trzeba według ajurwedyjskich lekarzy jak najszybciej użyć ziół pobudzających cyrkulację w obrębie macicy i powodujących szybsze jej oczyszczanie. Do ziół tych zalicza się przede wszystkich kurkumę (jakże by to inaczej), szafran i jeden z gatunków mięty, których nazwy na polski nie znam - pennyroyal; mentha pulegium (ta ostatnia uwaga! jest bardzo toksyczna, z tego, co wyczytałam może być nawet śmiertelna. W książkach nigdzie nie piszą jak się jej używa, myślę najprędzej, że w postaci jakiejś herbatki z liści, ale trzeba by to doczytać zanim ktoś skusi się na próbę). Jeśli chodzi o zioła wzmagające produkcję mleka to zalicza się do nich przede wszystkim shatavari, prawoślaz lekarski i lukrecję, najlepiej stosowane jako wywar mleczny. Te z pełną odpowiedzialnością akceptuję jako nietrujące:) Sprawny przepływ mleka w piersiach zapewni herbatka z kopru włoskiego, dandelionu lub pokrzywy. Ta ostatnia w dodatku pomoże uzupełnić zapasy żelaza po porodzie i ubytku krwi. Szałwia natomiast (najlepiej w postaci okładów lub herbatki) zahamuje wypływ mleka z obrzmiałych piersi (aczkolwiek w innym miejscu jest napisane, że na nawał mleczny nie pomoże) i w ogóle zahamuje wydzielanie mleka kiedy kobieta chce już zakończyć karmienie. Innym ze sposobów na zakończenie karmienia jest nakładanie na piersi mąki z fasoli mung. O tym jest tylko w jednym miejscu, trzeba by przetestować:)
Kiedy wreszcie... :):)

środa, 8 maja 2013

Słynny moniowy chleb:)

Podzielę się z Wami przepisem na mój chleb w zamian za dobre rady jak skłonić Maleństwo do wyjścia z brzucha:):) Za dobrze mu tam i w dodatku urósł nadprogramowo wielki... na tych fasolach i marchewkach. Albo tym chlebie...

Do chleba potrzeba zakwasu - ja zdobywam go raz na jakiś czas robiąc piękne oczy Kota ze Shrecka do pana w jakiejś piekarni. Jak już jest należy włożyć do jakiegoś większego garnka objętość około pół szklanki zakwasu, dodać szklankę mąki żytniej i szklankę wody - wszystko razem rozbełtać i zostawić na 12 godzin (mniej więcej oczywiście). Potem zaczyna się produkcja właściwego chleba. Do garnka z mieszaniną należy dodać 3 łyżki soli, po garści pestek z dyni, słonecznika, siemienia, sezamu i co tam się komu rzewnie podoba; potem po garści płatków owsianych, jęczmiennych i otrąb - też do wyboru; rozbełtać ok. 15 gr drożdży z łyżeczką cukru i szklanką letniej wody i wleć do mieszaniny. Potrzebne będą jeszcze na pewno 2 pozostałe szklanki wody, a może ciut więcej, żeby związać ciasto. I na sam koniec wreszcie kilogram mąki - wszystko jedno jakiej - ja dodaję i pełnoziarnistej pszennej i orkiszowej i czasem ciut żytniej i owsianej - byleby wyszło wszystkiego zusammen do kupy około kilograma. Całość należy dobrze wymieszać i z ciasta odłożyć około objętości szklanki zakwasu na nowy chleb a resztę przełożyć do dwóch blaszek podłużnych prostokątnych (jak do piernika) Można oczywiście tuż przed włożeniem do blaszek dodać wybranych suszonych owoców, jak ma być na słodko lub ziół i przypraw jak ma być na ostro. Doskonale wychodzi z suszonymi pomidorami i bazylią! lub śliwkami i orzechami:) potem w blaszkach chleby muszą rosnąć co najmniej 2 godziny (właściwie już prawie muszą wyłazić z blaszki). Najlepiej w słońcu przykryte ściereczką lub na kaloryferze w zimie, albo w ostateczności w piekarniku przy 50 stopniach. Wkłada się je do piekarnika stopniowo nagrzewając go od 100 stopni do 200 przez około godzinę. Po wyjęciu chleb musi być suchy i odstawać od blaszki. Blaszkę najlepiej wysmarować margaryną -próbowałam innych olejów, ale zawsze się przypalało.