poniedziałek, 3 czerwca 2013

Z pierwszych doświadczeń...

Takie urządzenie jak małe dziecko jest niezwykle skomplikowane...pewnie wcześniej już nie raz mi to ktoś mówił, ale dopiero teraz mogę się o tym rzeczywiście przekonać. Po pierwsze w ogóle nie odstępuje mnie na krok - właściwie mojego cyca, po drugie drze się niemiłosiernie i zgaduj zgadula o co mu chodzi, po trzecie kupa w minutę po zmianie pieluchy niezwykle nadweręża moją i tak już zachwianą cierpliwość... ale jest git, nie tracimy z mężem dobrego humoru (jeszcze:)) 
Z przemyśleń i doświadczenia z dwutygodniowym Maluchem:
- uwielbia kąpiel w siemieniu lnianym - w dodatku siemię super koi wrażliwą na odparzenia pieluchowe skórkę
- zmieniając pieluchę pupę przemywam bambusową myjką z ciepłą wodą - dużo lepszy efekt niż nawilżające chusteczki dla niemowląt, nie mówiąc już o ekonomiczności przedsięwzięcia
- do nawilżania powietrza dodaje trochę olejku lawendowego - miły zapach, a na Małego działa uspokajająco
- raz na czas wypijam herbatkę z kopru włoskiego - da się odczuć bombardowania Małego, ale przynajmniej nie boli Go brzuszek
- pupę smaruje kremem z nagietkiem (weleda) - na razie odparzeń i zaczerwienień brak!
- masaż wykonuję olejem sezamowym - okrężne ruchy, szczególnie na brzuszku - w zamian dostaję piękny grymas twarzy:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz