czwartek, 18 lipca 2013

Film przygodowy ciągle trwa

Minęły już 2 miesiące od porodu a ja wciąż powtarzam, że w porównaniu do tych dni ciąża i poród to pestka. Każdy dzień zaskakuje mnie mnóstwem nieprzewidzianych sytuacji i zachowań mego syna, z którymi niekoniecznie zawsze daję sobie radę. Począwszy od zachłystywań, przez brak przyrostu na masie mimo duuuużych porcji jedzenia, zielone, brązowe i inne kolorowe kupy po tygodniowy pobyt na oddziale zakaźnym i piętnastokrotne przedawkowanie żelaza... Jest ciekawie, nie nudzę się z pewnością. Sprawia to jednak, że Mały absorbuje nie w 100 procentach, co zmniejsza moje szanse na wyprodukowanie czegoś mądrego. Z racji tego, że Mały ma alergię lub nietolerancje na większość białkowych rzeczy (sic!!!!) musiałam wymyślić cokolwiek do jedzenia, bo repertuar został znacznie ograniczony. Z pokarmów bogatych w białko, które toleruje jego żołądek są: migdały, quinoa, amarantus, pestki z dyni i żółtko - może być to cenna informacja dla matek, które borykają się z podobnym problemem jak ja. Próbowałam też koziego mleka - wymioty się nasiliły; masła sezamowego- wyskoczyła skaza; czerwona soczewica i cieciorka - głośne i wonne odloty; tofu - lepiej reakcji nie opisywać:) Ostatecznie ostało się na kaszach, kilku warzywach, oleju migdałowym i pestkach wszelakich. I o dziwo jeszcze nie wyglądam jak cień człowieka:):) To chyba za sprawą tego, że nadrabiam to ilością pochłanianego dosłownie jedzenia. W każdym razie matki cierpiętniczki jedzeniowe jestem z wami! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz