czwartek, 19 września 2013

Niespodziewane zalety przymusowego weganizmu

Dziś w nocy doznałam kolejnego olśnienia mojego sattwicznego umysłu:) Zastanawiałam się nad paradoksem swojego obecnego odżywiania. Jest mocno okrojone ze wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego i dużej ilości innych produktów, które zawsze uważałam za niezbędne. Mówiąc szczerze jem ostatnio bardzo ubogo... a mimo to mam chyba jeszcze więcej energii niż normalnie! Żyjąc na kaszy jaglanej i warzywach z własnego ogródka mogę prosperować na pełnych obrotach 24 godziny na dobę (czasem dosłownie...) bez najmniejszych oznak zmęczenia! No dobra, czasem już po kilku z rzędu zupełnie nieprzespanych nocach muszę położyć się choćby na godzinkę:) Oglądając codziennie swój język mogę z rozbrajającą szczerością stwierdzić przed samą sobą że wcześniej byłam troszki zatoksyczniona - wydawało mi się, że nie, bo język był bardzo ładny i różowy, ale to jaki jest teraz utwierdza mnie w przekonaniu, że może być lepiej. Poprawiła mi się jeszcze bardziej cera, rozbłysły oczy, przestały wypadać włosy.. chyba, że to efekt karmienia i dużej ilości endomorfin:):) Ja się chyba poważnie zastanowię nad powrotem do produktów mlecznych i jaj:) Polecam wypróbowanie diety z produktami sattwicznymi przez jakiś czas - sami ocenicie efekty. 
A produkty sattwiczne, wg ajurwedy to:
ananas, 
arbuz
bataty
borówki
brokuły
brukselki
brzoskwinia
buraki
cukier trzcinowy
cukinia
cykoria
daktyle suszone
daktyle świeże
dynia
fasola azuki
fasola czarna
fasola pintu
figi
ghee
gorczyca
granat
grapefruit
groszek
groszek zielony
gryka
jabłka
jagody
jam
jarmuż
jeżyny
jęczmień
jogurt, świeży
kalafior
kalarepa
kapusta
kapusta włoska
karczoch
kiełki alfa
kokos
kukurydza
limonka
maliny
mandarynki
mango, dojrzałe
marchew
migdały
morele
mung dal
ogórek
okra
orzechy brazylijskie
orzechy nerkowce
orzechy pecan
orzechy pinni
orzechy włoskie
papaja
pestki słonecznika
pietruszka
pomarańcz, słodki
owies
proso
pszenica
quinoa
rodzynki
ryż 
ryż basmati
rzepa
sałata
seler
sezam
soczewica brązowa
soja
soki owocowe
syrop klonowy
szparagi
szpinak
śliwki, suszone
śliwki, świeże
truskawki
winogrona
wiśnie
ziemniaki
żurawiny

środa, 18 września 2013

Sattwiczny umysł

Dziś wędrując sobie w lesie z Młodym przywiązanym do piersi chustą poczułam niezwykły napływ dobrej energii. Mój umysł nagle zastygł - przestałam myśleć,analizować, ustawiać po kolei co jeszcze mam zrobić tego dnia, po prostu wyłączyłam się patrząc jak oniemiała na małe kropelki deszczu. Odkryłam na nowo deszcz. Jakaś jasność, świetlistość mnie ogarnęła. Uśmiechnęłam się pod nosem i przypomniałam sobie o gunach. Według filozofii sankhji, w której ajurweda ma swoje korzenie, guny to cechy, atrybuty Materii (Prakriti), czyli podstawa dla wszelkiego istnienia. Wszystko przejawia się pod postacią sattwy, rajasu i tamasu w różnych proporcjach. O istnieniu gun, które nie są bezpośrednio poznawalne, wnioskować można z ich skutków. Mniejsza o filozofię - ważne jest to, co guny niosą ze sobą. I tak sattwa to guna świetlistości, synonim rozjaśniania, istnienia, odpowiada za akty poznawcze. Radżas odpowiada za wszelki ruch, aktywność, działanie i zmianę; również uczucia i emocje. Tamas natomiast jest przejawem tego, co grubo materialne, ciężkie i bezwładne. Umysł również może być czysty, kiedy dominuje sattwa, nadaktywny gdy jest za dużo rajasu lub bezwładny, gdy dominuje tamas. Często łapię się na tym, że mój umysł jest nadaktywny - staram się ogarnąć miliony spraw, jestem wszędzie tylko nie tu i teraz. Ustawiam harmonogram dnia, myślę, gdzie jeszcze powinnam zadzwonić, co i gdzie napisać, co zrobić na obiad, w co ubrać dziecko, jakie i kiedy zrobić zakupy... i tak w kółko. Też tak macie drogie pitty? Taki stan niestety dla pitty jest charakterystyczny, ciężko jest pokonać dominujący w picie radżas...wybicie się ponad radżas stanowi dla mnie pewnego rodzaju milowy skok - tak trudno bowiem zapanować nad umysłem. Czasem udaje mi się to ćwicząc czy głęboko i spokojnie oddychając,ale utrzymać taki stan na dłużej to nie lada wyzwanie. Dziś się udało. Życzę Wam takiego doznania choćby raz w życiu - zupełnie klarownego,  nieowładniętego niczym sattwicznego umysłu.

piątek, 6 września 2013

Placki z cieciorki

W lodówce pustki... jak zwykle; nie mam czasu pojechać na zakupy. Co zrobić zatem na obiad? Chodzę i szperam po szafkach. Cieciorka! Jesteśmy uratowani, coś już się zmajstruje:) Są też ziemniaki, dobrze jest:)
Z ziemniaków,ugotowanej cieciorki i pora zmajstrowałam placki, podobne do ziemniaczanych. Dałam mniej więcej dwa razy więcej cieciorki (wcześniej namoczonej i ugotowanej w wodzie z asafetydą i kminem) niż ziemniaków, całego pora, 2 jajka, sól i przyprawy rozgrzane w oleju: kminek, subji masalę i zmielony anyżek. Całość zmiksowałam i smażyłam na oleju kokosowym na rumiany kolor. Ja oczywiście, z racji karmienia, nie uraczyłam się nimi zbytnio,ale po skosztowaniu stwierdziłam, że kiedyś jeszcze takie na pewno zrobię:) Mąż zjadł. Czyli nie były takie złe;p
Ostrożnie tylko z nimi dla osób o konstytucji kapha! Trzeba byłoby dodać więcej rozgrzewających przypraw.