czwartek, 17 października 2013

Jęczmień i chlorella

Zastanawiam się jak zachęcić Was do wspomagania procesów organizmu poprzez jęczmień. Pisanie kolejnych frazesów jaki to jest cudowny i wspaniały nie ma najmniejszego sensu - wszędzie aż huczy od cudownych specyfików z których każdy - miód manuka, sok noni, jagody goji, nasiona chia... i inne tego typu mają właściwości odmładzające, regulujące przemianę materii, zabijające szkodniki i wolne rodniki, oczyszczające, dodatkowo zawierają komplet witamin i minerałów, słowem są boskie i tylko je należy spożywać, żeby zachować wieczną młodość i zdrowie. Nie wierzcie w takie cuda. Owszem, są to PRODUKTY WSPOMAGAJĄCE prawidłowe odżywianie, ale w żadnym wypadku nie mogą stanowić bazy. Najważniejsze jest zdrowe odżywianie - wtedy nie trzeba wspomagać się suplementami, bowiem pożywienie odpowiednio skomponowane dostarcza wszystkiego, co niezbędne. Problem zaczyna się kiedy nie można jeść wszystkiego, co jeść należy. Tak jak u mnie. Bycie weganką karmiąc Malucha nie należy do najprostszych zadań a tym bardziej do zadań najzdrowszych... Żelazo, wapń, fosfor występują w produktach pochodzenia roślinnego, ale w ilościach takich co kot napłakał... a w dodatku są mniej przyswajalne. A karmiąc (właściwie nie karmiąc też) te pierwiastki są  jednymi z najważniejszych. Problem jest też z surowymi warzywami - byłoby więcej witamin i enzymów niż po obróbce termicznej, ale nie da się, bo Malucha od razu boli brzuch. Fasole - wzdymają i Mały ma gazy - to źródło białka też nie nadaje się do zbyt częstego używania:) Rozwiązaniem jest prosty produkt - trawa:) Ściślej mówiąc trawa jęczmienna w połączeniu z glonem:) Zawiera wszystko, czego mi brakuje, w takich ilościach, jakich akurat potrzebuje. Dodatkowo zyskuję kolejny z produktów pochodzenia roślinnego, który ma właściwości regulujące procesy fizjologiczne ciała. Tak, kolejny, bo wierzycie mi czy nie, WSZYSTKIE produkty roślinne w jakiś sposób na te procesy wpływają. Jedne oczyszczają, inne regulują przemianę materii, jeszcze inne wspomagają pracę wątroby. Niebywała zaletą jęczmienia, w porównaniu do specyfików pochodzących gdzieś ze świata, jest to, że należy on do produktów, które rosną w naszej strefie klimatycznej - jest dla nas łatwiej strawny i super przystępny. I w zasadzie nie trzeba go kupować - można iść na uprawę jeczmienia, zerwać trawę, wycisnąć jej sok i cieszyć się jego wspaniałymi właściwościami:)
Dla wszystkich, którym się nie chce tego robić - polecam jęczmień firmy green ways. Opakowanie do kupienia u mnie - dochód z nich, żeby nie było, że "chcę zarobić na naiwności biednych, głupich ludzi" przeznaczam na dożywienie dzieci ze świetlicy środowiskowej u mnie w mieście.

piątek, 11 października 2013

Pokarmy radżasowe

Pisałam niedawno (a może i dawno...jak ten czas szybko leci) o produktach, które ajurweda uważa za czyste, czyli sattwiczne. Teraz przyszedł czas wymienić te, które wprowadzają w nasze życie element radżasu, czyli innymi słowy stymulują i pobudzają do działania (zarówno do pozytywnego jak i negatywnego). Są to też produkty w większości aktywizujące ogień trawienny. Wszystkich, których zainteresuje ta strona ajurwedy zachęcam do zaglądnięcia do moich wypocin, gdzie sankhja i wszystko, co wiąże się z gunami jest opisane troszkę szerzej. Pozostałych czytelników wolę nie straszyć zawiłością tej filozofii....;) A oto i lista produktów mających cechy radżasu:
awokado
bakłażany
butelkowane soki i napoje
cieciorka
cukier
cukier daktylowy
cukier palmowy
cytryny
czosnek
drożdże
fasola kidney
jajka
jogurt, kwaśny
kefir
konserwowane pożywienie
limonka
maltoza
mango, niedojrzałe
mąka, biała
mleko sojowe
mojonez
molasa
ocet
olej
oliwa
oliwki
orzechy ziemne
ostre pożywienie
papryka, słodka
pikle
pistacje
pomidory
puszkowane pożywienie
rabarbar
rzodkiew
sery
sfermentowane pożywienie
słone pożywienie
soczewica, czerwona
sól
syrop ryżowy

Ciasto ryżowe z jabłkami i masą kokosową

Ostatnio jedyne jakie mogę jeść... prócz daktylowego z owsem, ale to jest o niebo lepsze. I w dodatku banalnie proste. Przepis - jak zwykle - wymyślony naprędce i z tego, co miałam dostępne w szafkach i lodówce:) 
Potrzebne składniki: ryż basmati, płatki orkiszowe lub owsiane grube, przyprawy: kolendra, kardamon, anyż i goździki (opcjonalnie cynamon), olej kokosowy, jabłka jak na szarlotkę, cukier palmowy lub trzcinowy, masa kokosowa taka już gotowa, którą można zakupić w sklepach ze zdrową żywnością lub zrobić samemu ze zblendowanego miąższu kokosa. 
Proporcje: na oko:D  mniej więcej 2 do 1 ryż z płatkami; kg jabłek, kokosa do woli:)
Sposób przyrządzenia: podgrzać olej i podprażyć na nim przyprawy z cukrem, dodać ryż, zalać gorącą wodą i zagotować 10 min. Dodać płatki, tak, żeby wchłonęły całą wodę, pogotować jeszcze ze 2-3 min i odstawić. W międzyczasie jabłka przygotować jak na szarlotkę - można zetrzeć na tarce a można zmiksować - zawsze z braku czasu wybieram opcję nr 2, choć starte są dużo lepsze... Blaszkę podłużną jak do chleba wyłożyć papierem i na dno wyłożyć ryż z płatkami. Na to masę kokosową i na końcu jabłka (jeżeli jabłka są bardzo soczyste to odlać sok lub rozrobić je z galaretką) a potem wszystko to zapieć ok. 30 min w 180-200 stopni. A potem wcinać ile wlezie:):)