niedziela, 21 grudnia 2014

Zimno i jeszcze zimniej, czyli sposoby na lepsze zimowe trawienie

Powolne trawienie i mały „ogień trawienny” to przede wszystkim skutek nadmiaru energii kapha w organizmie, o którą zimową porą roku nie jest trudno. Nie dość, że w powietrzu wilgoć i chłód, to jeszcze więcej jemy i śpimy a mniej się ruszamy. Symptomy tego nadmiaru to obłożony białym nalotem język, uczucie ciężkości i letargu, szczególnie rano i po posiłku, brak energii na codzienne czynności, ospałość, a także silnie pachnące, ciężkie i śluzowate stolce.
W takiej sytuacji należy w szczególności zredukować poziom kaphy w organizmie poprzez stosowanie diety składającej się w większości z lekkich, suchych i łatwostrawnych produktów. Należy ograniczyć nabiał, produkty pszeniczne oraz warzywa psiankowate, a dołożyć do codziennego menu masło ghee i dużo ułatwiających trawienie przypraw takich jak kmin, kminek, asafetyda, mielony imbir, czosnek, czarny pieprz, goździki, cynamon czy ajwan.

Poniżej kilka wskazówek na podniesienie ognia trawiennego, potrzebnego szczególnie w czasie świątecznym:)
- pokarm należy jeść bardzo powoli, dobrze gryząc i mieszając go ze śliną
- żołądek nie powinien być wypełniony po brzegi, a jedynie w 1/3 swojej objętości
- doskonałą metodą na wyprodukowanie większej ilości kwasów trawiennych jest spożycie na kilka minut przed posiłkiem uprzednio skropiony sokiem z cytryny i posypany solą plaster świeżego imbiru (powinien odstać godzinę przed spożyciem)
- ogień trawienny rozbudzi kubek gorącej wody lub napar ze świeżego imbiru wypity na min. godzinę po posiłku. Picie ciepłej wody po posiłku pomaga także w absorpcji składników odżywczych. Przeciwnie zimna woda – gasi ogień trawienny i spowalnia trawienie. Alternatywą dla wody jest szklanka naparu z przypraw: parzonych przez kilka minut w gorącej wodzie pół łyżeczki kminu, pół łyżeczki sproszkowanego imbiru, szczypty asafetydy i trochę soli
-typowym ajurwedyjskim sposobem jest picie lassi – tradycyjnego indyjskiego jogurtu rozcieńczonego wodą z przyprawami (zwłaszcza kminem i sproszkowanym imbirem) na zakończenie posiłku
- należy praktykować intensywne ćwiczenia fizyczne oraz rozgrzewające ćwiczenia oddechowe pomagające zredukować kaphę i podwyższyć ogień trawienny

- sen w ciągu dnia, a już w szczególności po posiłku, nie jest najlepszym pomysłem – lepiej wybrać się na intensywny spacer, który doda energii i pomoże uporać się ze strawieniem posiłku.

środa, 26 listopada 2014

Placki amarantusowe z pietruszką i imbirem

Kiedyś zrobiłam ciekawe ciasto i miałam zrobić wpis z przepisem na nie, ale pomyślałam, że dodam zdjęcie. Tak schodzi z obróbką tego zdjęcia, że w końcu zapomniałam w ogóle z czego to ciasto zrobiłam.... pomyślałam sobie zatem, że tych placuszków nie może tu zabraknąć, pal sześć ze zdjęciem... ja wiem, że wszyscy lubią tak kolorowo i w ogóle ładnie, ale ja jestem człowiek konkretny i niestety nigdy nie przejmowałam się zbyt estetyką (najlepszym dowodem na to jest jedyna 4 z "dwoma minusami" w indeksie - dostałam ją z estetyki właśnie:) ) Obiecuję jednak, że jak troszkę bardziej zaprzyjaźnię się z aparatem (obawiam się, że być może to nigdy nie nastąpi...) lub będę miała troszkę więcej czasu na tego typu mniej konkretne zadania (obawiam się, że z tym może być podobnie) zacznę uzupełniać wpisy stosownym doń zdjęciem:)
Na chwilę obecną musi Wam wystarczyć trochę wyobraźni. Dzisiejszy mój wymysł brzmi następująco: zrobiłam sos z czarnej soczewicy i warzyw i trzeba było wymyślić coś, z czym moglibyśmy go z synem zjeść. Z racji tego, że jesteśmy weganami bezglutenowymi, wierzcie mi, że to wcale nie jest taka prosta sprawa, jak ciągle przewija się kilka rodzajów kasz i fasoli.... Wpadłam na pomysł placuszków z mąki amarantusowej wymieszanej pół na pół z jaglaną. Do mąki dodałam wody, tak, żeby zawiązać ciasto, dosoliłam szczyptę i od tego momentu zaczęło się kombinowanie. Co by tu dodać? Wszystkie szafki poszły w ruch, ale ostatecznie skończyło się na wciśnięciu do ciasta kawałka świeżego imbiru (dosłownie wciśnięciu, w sensie soku) i dodaniu drobniutko posiekanej pietruszki (natki). Po wyrobieniu ciasta na małe placuszki (ręką, wałkiem się nie dało) o średnicy ok. 4 cm smażyłam je na płytkim tłuszczu po 10 - 12 min na każdą stronę. 
Młody zjadł z chęcią także chyba jest dobre:):)

środa, 19 listopada 2014

zabójcze alergie

Dziś dowiedziałam się o dziewczynce, która zmarła w wyniku spożycia 3 czekoladek z orzechami arachidowymi, na które była silnie uczulona. Nie znam do końca szczegółów, ale pewne jest, że orzechy te są silnymi alergenami i informacja o nich musi być widoczna na etykiecie produktu. Podobnie jak sezam, czarna gorczyca, orzechy włoskie, seler o mleku nie wspominając... Rodzi się coraz więcej dzieci z alergiami, coraz częściej słyszę o przypadkach silnych alergii (mój syn ma na szczęście "tylko" wysypki skórne i AZS) a są dzieci z obrzękiem krtani, dusznościami, puchliną, brakiem oddechu czy wreszcie narażone na wstrząs anafilaktyczny w wyniku spożycia alergenu. I tu pojawiają się dwie kwestie: po pierwsze małemu dziecku w okresie podawania jakiegoś produktu po raz pierwszy, szczególnie gdy ma tendencję do nietolerancji pokarmowej, koniecznie należy podawać  ten produkt w BARDZO MAŁEJ ILOŚCI, tak, by organizm mógł sobie z tym poradzić (choć jak pokazuje ostatni przypadek nawet bardzo mała ilość może doprowadzić do najgorszego...). Po drugie, jeśli już wiadomo, że dziecko ma alergię na coś, należy niezwykle uważnie czytać etykiety i nie spożywać produktu jeśli jest na jego etykiecie chociażby wzmianka o zawartości danego alergenu (jak widać na przykładzie wzmianka o śladowych ilościach alergenu nie pokrywa się z prawdą o jego prawdziwej ilości w produkcie, więc lepiej dmuchać na zimne...). Swoją drogą znam z życia dwa przykłady potwierdzające powyższe myśli: synek znajomego (niecałe 1,5 roku) zjadł dosłownie gryza chałwy i ledwo go odratowani z uwagi na duszenie - obrzęk krtani. Z kolei znajoma, która wiedziała, że jej dziecko jest uczulone na olej rzepakowy napisała maila z prośbą o podanie składu do firmy produkującej paluszki, bo na etykiecie było napisane, że są produkowane na olejach roślinnych. No dobrze, ale na jakich konkretnie, bo takowych jest dużo rodzajów? Odpowiedzi nie dostała, ale dobrze, że nie dała córce tego produktu, bo po jakimś czasie na etykietach zaczął widnieć olej rzepakowy - ktoś się widocznie za to wziął i firma musiała uwzględnić, że ktoś może przez jej głupotę nawet stracić życie. Rodzice uważajcie... 
P.S. Wymądrzam się a dziś zamierzam dziecku po raz pierwszy dać czarną fasolę i to w ilości większej niż sprawdzająca łyżeczka:) Ale myślę, że jak toleruje wszystkie inne fasole to i z tą nie będzie problemu:)

wpływ reklam na moje zdrowie psychiczne...

...jest ogromny. Coś mnie trafia jak po raz kolejny słyszę reklamę suplementu diety z wit D dla kobiet w ciąży, w której "widać, że 8 tygodniowe dziecko (sic!!!!!) ma już zdrowe kości". Wziąwszy pod uwagę, że płód ma wtedy ok 3 cm i układ szkieletowy zbudowany z chrząstki rzeczywiście lekarz z całą pewnością może to stwierdzić. Albo reklama syropków na kaszel dla dzieci: "mamo dlaczego piję ten syropek?" "bo jest pyszny i da ci odporność" - największa bzdura na świecie. Jak coś jest pyszne, to znaczy, że dodali do tego jakiegoś glukozowo-fruktozowego świństwa i na pewno nie podniesie to odporności. Daj kobieto temu dziecku aronii, która rzeczywiście podnosi odporność i zobaczysz czy tak mu posmakuje. Kolejna reklama środków na przeczyszczenie zatok, który zawiera w swoim składzie dużo imbiru. Nie lepiej kupić po prostu imbir bez chemii i go zjeść??? Przykłady można mnożyć i mnożyć. W zasadzie pewnie zauważyliście że 9 na 10 reklam to są reklamy leków bądź suplementów diety. I najgorsze jest to, że skoro są takie reklamy to znaczy, że ktoś tą całą złudę kupuje...
Dla zdrowia moich nerwów powinnam już dawno wyłączyć radio i internet. Albo wyłączyć słuch w momencie, kiedy lecą na antenie reklamy. Wam radzę zrobić podobnie... 

sobota, 15 listopada 2014

okresowe zaburzenia

Tak się złożyło, że w tym samym czasie dostałam dwa maile od różnych osób z tym samym pytaniem o naturalne sposoby regulowania okresu. U jednej z osób problem dotyczył podwyższonego poziomu testosteronu u drugiej niedożywienia - obydwie okresu nie miały już jakiś czas. 
W pierwszym przypadku sedno tkwi w zaburzeniach energii pitta - być może spowodowanych złą dietą, być może emocjami wzburzającymi pittę a być może po prostu ze sposobu życia rozregulowującego prawidłową gospodarkę hormonalną - remedium powinna być dieta wyhamowująca pittę, kuracja sokiem aloesowym i shatavari. Poleciłam też picie kopru włoskiego i stronkę http://home-cure.net/ayurveda-amenorrhoea/, na której można znaleźć nazwy indyjskich specyfików na tę przypadłość. 
Drugi przypadek ewidentnie dotyczy anemii, być może już w zaawansowanej formie. Poleciłam naturalną suplementację wit B12 i kwasem foliowym (np. spirulina albo chlorella), wzbogacenie diety w łatwo przyswajalne i pełnowartościowe białko roślinne z quinoa, spożycie większej ilości żelaza (np. żółtka, quinoa, amarantus, natka pietruszki, warzywa strączkowe), doprawianie potraw kurkumą lub szafranem oraz herbatkę z kopru włoskiego lub lukrecji.  No i oczywiście shatavari - genialne na tego typu przypadłości (sprawdzone na własnej skórze:)
Jak ze wszystkim niestety potrzeba czasu, żeby organizm się zregenerował. Życzę zatem cierpliwości tym, których problem dotyczy, ale nie martwcie się, organizm to naprawdę sprytna bestia i jak tylko trochę mu pomożecie na pewno da sobie radę i normalność wróci:)

czwartek, 23 października 2014

potrzeba ognia na ten deszcz...

Zaczęło się. Jesień, pochmurne, słotne dni nie sprzyjają aktywności na świeżym powietrzu którą tak bardzo ubóstwiam. Ale jesień sprzyja czemuś innemu - aktywności umysłowej, która w ten czas udaje mi się najlepiej. Najłatwiej mi się skupić, najlepiej wszystko wchodzi mi do głowy, mam najlepsze pomysły i najszybciej je realizuję nie myśląc o tym, że za oknem słońce i trzeba by wyjść na spacer, bo słońca nie ma i czasem lepiej posiedzieć na pupie w domu:) Równocześnie jesień i zima to też czas największego przyrostu masy, którą potem trzeba przekształcić w rzeźbę...

No i właśnie dziś po części o tym. Właściwie to o tym jak zachować w te deszczowe dni ogień na odpowiednim poziomie. Ale nie tylko ogień trawienny - w ajurwedzie mamy do czynienia z wieloma rodzajami ognia i wszystkie trzeba rozpalać. Szczególnie w zimne, depresyjne dni...

Najbardziej znanym jest oczywiście jatharagni, czyli wspomniany już ogień trawienny. O nim rozpisywałam się już dużo, więc w skrócie:właściwy balans pożywienia, prowadzący do prawidłowego trawienia, absorpcji i eliminacji + zrównoważona dieta, dobrana według zaleceń dla poszczególnych typów konstytucyjnych, bogata w sattviczne produkty i ghee wspierające ogień trawienny+ właściwe użycie przypraw oczyszczających i drenujących ciało: imbiru, kardamonu, kurkumy, pieprzu+ post od czasu do czasu dla rozpalenia ognia trawiennego + rozluźnienie napięcia powstającego w ciele poprzez asany i właściwe ćwiczenia + regulacja temperatury ciała i rozwinięcie odporności na zmieniające się warunki pogodowe stanowią drogę do rozpalenia jatharaagni.

Pranagni – ogień prany
prawidłowe oddychanie dobrej jakości powietrzem zawierającym dużo tlenu
balans wdechów i wydechów, prawidłowa praca płuc i absorpcja tlenu 
regularna pranajama, szczególnie  oddychanie alternatywne oraz oddechy polecane dla poszczególnych typów konstytucyjnych
kontrola organów ruchowych i unikanie nadmiernej aktywność. Pod szczególną kontrolą powinny znaleźć się organy mowy i płciowe

Manasika Agni – ogień umysłu
zbalansowanie mentalnego agni poprzez odpowiednią ilość pobieranych wrażeń w stosunku do oddawanych z siebie ekspresji 
praktyki medytacyjne zawierające utrzymywanie jednolitych wrażeń zmysłowych (np. płomień świecy)
wizualizacje
praktyka z subtelnymi narzędziami pracy zmysłów: muzyką, kolorami, dźwiękami
koncentracja na własnym wnętrzu

Bauddhika Agni – ogień inteligencji
balansowanie Agni inteligencji: prawidłowe rozróżnianie prawdy i fałszu
studiowanie technik duchowych i filozofii
kultywowanie prawdziwych wartości i właściwych opinii
rozróżnianie teraźniejszości od wieczności
kontemplacja i medytacja

Anandagni – ogień miłości
równoważenie ognia doświadczenia: miłości, poświęcenia i współczucia
właściwe towarzystwo i odpowiedni związek
praktykowanie jakiejś formy religii
respekt wobec rodziców i nauczycieli
praktykowanie postu przez odosobnienie

Chidagni – ogień świadomości
wszystkie doświadczenia muszą być przeżyte świadomie
obserwacja, bycie świadkiem, cisza umysłu
świadomość nieśmiertelności
samo-realizacja

poniedziałek, 29 września 2014

Kobiety w ciąży i ich bezsensowne ograniczenia...

Zbieram właśnie chętne za ćwiczenia dla kobiet w ciąży. Pomijam fakt, że u mnie na prowincji jest to dosyć abstrakcyjny temat i zaściankowe jeszcze myślenie nie pozwala co niektórym wziąć się do roboty:) Dostaję telefon.. Pani pyta, czy ćwiczenia będą z jakimiś przyrządami. Odpowiadam, że czasem hantle. Ale ona przecież nie może dźwigać! Hantle mają po 0,5 kg, a jej dziecko będzie miało conajmniej 2,5 kg odpowiadam. I jeszcze piłki. Ale ona przecież nie może być narażona na wstrząsy! Brak koncepcji logicznej odpowiedzi z mojej strony... jedno co ciśnie mi się na usta to kobieto ogarnij się... Pomyślałam sobie: co te internety robią z ludźmi! Nie można tego, tamtego, nie można dźwigać, skakać, jeździć na rowerze, sprzątać, prać, gotować, bo zapachy itd itd Najlepiej żeby traktować ciężarną jak świętą krowę, której wszystko podsuwa się pod nos... A rzeczywistość powinna być zupełnie odwrotne. Jakby kobiety z każdego normalnego zakątka świata, Afryki, Azji czy Ameryki Południowej zobaczyły jak siebie w stanie błogosławionym trakturą Europejki i Amerykanki to by im się włos na głowie zjeżył. One, w wieku kiedy te ostatnie dopiero planują dziecko, czyli koło 40 tki, mają już pewnie z trójkę, mnóstwo pracy, kilogramy wody w dzbanach do dżwigania, pranie na tarze i godziny zbierania owoców bądź plewienia w przydomowych ogródkach. Nikt się nie pieści, że są w ciąży. I rodzą bez problemów zdrowe, normalne dzieci. A u nas nie wolno podnieść kilku kilo cukru, za to można leżeć i pić hektolitry kawy i pozwalać sobie na co ciało ma ochotę a potem dziwić się z przedwczesnych skurczy i ciężkich porodów. A gdzie mięśnie brzucha, które pomagają wypchnąć dziecko? Gdzie nauka oddychania? Gdzie wreszcie prawidłowa dieta?
Mam nadzieję, że Bóg mnie nie pokara za to, że staram się ludzi nakłaniać do zdroworozsądkowego życia. Może robię to w trochę niedelikatny sposób?:)

sobota, 6 września 2014

Wapń dla dzieci uczulonych na laktozę wszelką

Rodzice mający podobny problem jak ja pewnie nie raz zachodzili w głowę co podać Maluchowi, żeby zapewnić mu olbrzymią dzienną dawkę wapnia. Ja ze swej strony zaczęłam już wyliczać miligramy wapnia ze wszystkiego, co mu podawałam w ciągu dnia, żeby przekona się choć jak bardzo odbiegam od normy:) Aż wreszcie po kilku bezsensownych próbach zliczenia doszłam do wniosku, że trzeba znaleźć coś naturalnego o dużej zawartości wapnia co jeszcze mu posmakuje (a to nie takie proste). Ostatecznie zdecydowałam się na napój ryżowy wzbogacony wapniem w alg morskich i to jak na razie był strzał w dziesiątkę. Na opakowaniu jest co prawda napisane dużymi drukowanymi literami, że NIE NADAJE SIĘ DLA NIEMOWLAKÓW, ale zaryzykowałam. Podejrzewam, że wynika to z zawartości soli. Na razie Młody wypija dziennie ok. 150 ml tego "nektaru" (oczywiście wymieszanego z kaszą jaglaną - inaczej by mu nie weszło:) i nie widzę żadnych efektów ubocznych. W sumie przez cały okres karmienia jadłam chlorellę, więc do glonów powinien się już przyzwyczaić:)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Motywacja lub jej brak

Kilka dni temu na moje zajęcia po półrocznej nieobecności wróciła pewna klientka. Na wytłumaczenie miała tylko lenia:) I po raz kolejny zaczęłam rozmyślać nad motywacją. Czy zawsze potrzeba, żeby coś bolało by zabrać się za ćwiczenia? Czy zawsze potrzeba stu dzwonków budzika albo dziecka szarpiącego za włosy żeby podnieść się z łóżka? Albo wyższej pensji by zacząć pracować efektywnie? itd itd.. człowiek ciągle potrzebuje tego impulsu do działania bo po prostu ma lenia. I według mnie jest to kolejna poważna ułomność ludzkiej natury, którą trzeba pokonywać. Tamas, guna ciężkości i gnuśności nie powinna zasłaniać światła aktywności, dzięki której żyjemy! Staram się przekonywać ludzi do tego, by byli aktywni, ale nie po to, by komuś coś udowadniać albo robić coś po to, by ktoś się odczepił, ale dlatego, że powinno wychodzić to z nich samych. Każda minuta spędzona na jakiejkolwiek aktywności, bez względu na to, czy to są zwykłe obowiązki domowe, ćwiczenia fizyczne, zabawa z dzieckiem czy seks powinna być minutą niezwykłą, niepowtarzalną i dającą poczucie satysfakcji, wreszcie minutą do której NIE POTRZEBA motywacji, bo jest MOTYWACJĄ SAMĄ W SOBIE. Żyjemy, a to już jest powód do tego, by coś w życiu robić. Bardzo denerwują mnie osoby narzekające na to, że czegoś nie robią, bo potrzebują jakiegoś impulsu, który pchnie ich naprzód. Szukają go na blogach motywacyjnych i innych tego typu pierdołach (z których ludzie czerpią zyski "pomagając" innym wydostać się z własnej gnuśności) zamiast wziąć się w garść i zacząć żyć spełniając się we wszystkim co robią. Korzystanie z porad innych nie jest złe, ale jeśli nie robi się tego przez zazdrość. Osoby, które motywują się tym, że komuś innemu się powiodło, że zrobił to czy tamto lepiej i teraz mówi jak do tego doszedł, nigdy nie zaznają szczęścia; będą zawsze tkwiły w "ciemnej", tamasowej naturze rzeczy. Sęk w tym, żeby samemu do czegoś dojść nie patrząc na innych, robiąc to dla samego siebie i z samego siebie. Życzę Wam byście próbowali wykorzystywać dane Wam dni w jak najpełniejszy sposób i umieli wyciągać pozytywy ze wszystkiego, co robicie. To będzie Waszą najlepszą motywacją na trudy codzienności...

piątek, 15 sierpnia 2014

Mus migdałowo-bananowy

Jestem wielką fanką masła migdałowego. Od kiedy pierwszy raz będąc w Indiach spróbowałam tamtejszego wyrobu z migdałów zakochałam się w tym smaku.. i ciągle bezskutecznie próbuje ten smak odtworzyć. Sklepowe masła w ogóle nawet się do tamtego nie umywają, choć z braku laku i tak są lepsze niźli nie mieć masła w wcale:)
W moich masłach ciągle brakowało czegoś, co zwiąże te migdałowe drobiny. Migdały oczywiście uznaję tylko blanszowane choć próbowałam gros kremów z migdałów ze skórką i takie złe też nie były. Pomyślałam, że może powinnam dolewać oleju migdałowego do tej masy - ale po pierwszej próbie masło wyszło jak olej z okruchami migdałów.... W końcu wpadłam na pomysł, żeby do masy dodać rozpaćkanego banana i to był strzał w dziesiątkę!! Banan świetnie związał  migdały i nawilżył je, a po dodaniu oleju migdałowego był już tylko raj dla podniebienia.... polecam:)

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Sklep ze zdrową żywnością" - fenomen nazwy

Wczoraj gdy poprosiłam męża o zakupy w sklepie ze zdrową żywnością przyszło mi na myśl jak ironiczne jest to stwierdzenie. Nazwa ta implikuje bowiem to, że wszystkie inne sklepy sprzedają żywność niezdrową. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale to swoją drogą:) Ciekawi mnie kto jako pierwszy nadał taką nazwę sklepowi i jakie zyskał na tym powodzenie. Bo zapewne tak to wyglądało - ktoś sprytny wymyślił taką nazwę, by przyciągnąć klientów (któż nie kupi w sklepie ze ZDROWĄ żywnością) a kiedy nazwa zbudowała już swą silną pozycję zaczęła być wykorzystywana na określenie sklepów specjalizujących się w produktach eco itp itd. I stwierdzam, że problemem nie jest to, że ludzie tam kupują, bo sama tak robię, mimo, że produkty są dużo droższe niż normalnie w sklepie. Problemem jest to, że w normalnym sklepie sprzedaje się jakieś dziadostwo z milionem konserwantów i toną chemii - rzeczywiście nie można tego nazwać produktem dającym zdrowie. Wniosek, który sam się nasuwa - gdyby wszystkie koncerny spożywcze zaczęły produkować jedzenie pozbawione chemii i wprowadzały je w obieg bez tańszych acz chemicznych zamienników mielibyśmy możliwość codziennych zakupów może i droższych, ale na pewno zdrowszych. Uniknęlibyśmy w ten sposób płacenia za góry leków na wątrobę i wrzody itp itd i wizyty u gastrologów....No i nie dalibyśmy zarobić podwójnie właścicielom sklepów ze zdrową żywnością, którym płacimy dwukrotnie więcej tylko za to, że dany produkt posiada jakiś certyfikat "eco" gdy tymczasem wszystkie produkty powinny takie być!!! Koniec i kropka:)

sobota, 12 lipca 2014

Ciasto wymyślunkowe z czarnymi porzeczkami:)

Kupiłam niedawno 15 kg czarnych porzeczek - moich ulubionych owoców. To dziwne jak na pittę, bowiem porzeczki są przecież kwaśne, ale cóż na to poradzę;) Nie powinnam ich jeść za dużo, ale gdy przyjdzie sezon nie sposób się opamiętać. Zrobiłam więc zapas słoiczków dżemowych, zamroziłam ile zmieściło się z zamrażarce i zjadłam ile zmieściło się w brzuchu i powstało pytanie co z resztą:) Zagotowałam je z daktylami, dodałam szczyptę imbiru, chilli i kardamonu myśląc, że będzie to do zjedzenia:) Okazało się, że samo niekoniecznie... Trzeba było dorobić jakąś bazę. Jak zwykle wygrzebałam z szafki i wymieszałam w dużej misce: po garści zmielonych pestek z dyni i migdałów, garść siemienia lnianego, rozpaćkanego banana, pół szklanki oleju, 2 szklanki mąki orkiszowej i pół jaglanej, 2 żółtka, trochę jagód (akurat miałam pod ręką) i podlałam minimalnie wody żeby związać ciasto. Upiekłam ten twór i pokryłam go warstwą "kremu" z porzeczki - wyszło kapitalne! Zrobiłam wersję bezcukrową, ale zawsze przecież można dodać. 
Tylko ostrożnie z ciastem dla pitty (ja trochę przesadziłąm>...)

środa, 18 czerwca 2014

Oddech oczyszczający

Właściwie to ostatnio brak mi na wszystko słów. Codziennie przychodzę do domu zdołowana nową tragedią, śmiercią lub chorobą kogoś kogo znałam lub bliskiego tej osoby. Wchodzę na portal informacyjny, żeby zobaczyć choć co się dzieje w świecie i od razu tego żałuję... same ofiary przemocy seksualnej, wypadków drogowych, małe dzieci zamykane w samochodach umierające w strasznych męczarniach przez odwodnienie....włączam radio i co słyszę - afery korupcyjne, kolejne tragedie z udziałem dzieci, czasem jeszcze nienarodzonych, burdy i przemoc. Wyłączam radio. Wyłączam komputer, telefon i czasem mam ochotę w ogóle nie widzieć się z ludźmi, żeby nie przynosić do domu kolejnych tragicznych opowiadań. Wczoraj już nie wytrzymałam - usłyszałam od moich pań pilatesowych, że zmarł 31 letni nauczyciel z pobliskiej szkoły zostawiając żonę z jeszcze nienarodzonym dzieckiem. Samo życie - powiadają ludzie. Ja bym powiedziała sama śmierć. W każdym razie musiałam jakoś wyrzucić z siebie emocje ostatnich dni. Tej dziewczynki w samochodzie nie przetrawiłam jeszcze do tej pory, ale wczoraj wypłynął ze mnie strumień gorzkich i długich łez, po których jedynym możliwym sposobem na normalne powrócenie do świata i rodziny był oddech oczyszczający ciało i umysł. 
Podstawą do oddechu jest siad skrzyżny, z wyprostowanym kręgosłupem, dłońmi odwróconymi wnętrzem w górę i złączonym kciukiem z palcem wskazującym. Należy wziąć głęboki wdech przez nos i wydychać ostro i mocno przez nozdrza, napinając w tym samym czasie mięśnie brzucha, tak, by wypuszczać powietrze zatrzymane głęboko w płucach. Liczba skurczy powinna wahać się w granicach 10 a 20 i może zwiększać się, kiedy praktyka staje się coraz bardziej naturalna; po trzech rundach należy zrobić przerwę w postaci normalnego oddechu. Należy zwrócić uwagę na to, by mięśnie twarzy pozostały całkowicie zrelaksowane. 
Trochę kręci się po nim w głowie, ale przynajmniej później mętlik znika...

niedziela, 18 maja 2014

Oddech rozgrzewający

Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała. Budząc się rano zerkałam niepewnie na termometr domowy, a na nim pewne 15 stopni:) Ten na zewnątrz pokazywał niepewne jeszcze mniej, więc na niego już w ogóle nie zamierzałam patrzeć. Opału już jak na lekarstwo, choć mąż zawsze staje na wysokości zadania i gdy jest naprawdę zimno, przed wyjściem do pracy zawsze zrobi nam cieplutko. Ale są dni kiedy jest zimno nawet po napaleniu w piecu, albo kiedy pogoda jest ni taka ni owaka - wtedy pozostaje ćwiczyć oddech tak zwany rozgrzewający:)
"Oddech ognia" to ćwiczenie przyśpieszające metabolizm tłuszczu. Powinny go wykonywać osoby z konstytucją kapha, stale zziębnięci oraz osoby otyłe gdyż zwiększa objętość płuc, łagodzi symptomy alergii i wytwarza niesamowite uczucie ciepła wewnątrz ciała. Nie powinno być wykonywane natomiast przez osoby ze stwierdzoną hiperwentylacją. W zasadzie nie jest ono trudne, wystarczy usiąść wygodnie, z wyprostowanym kręgosłupem (nie odchylać się do tyłu i nie opierać), wziąć głęboki wdech i wydychać szybko i silnie przez nos (obydwie dziurki). Wdychanie następuje odruchowo po każdym wydechu. Wdechy i wydechy należy wykonywać pełną minutę po której następuje minuta przerwy. Cały cykl powinien trwać pięć minut.
Polecam to ćwiczenie wykonać również z Maluchem - dziecko bawi się przy nim świetnie, przynajmniej moje:)

czwartek, 15 maja 2014

Tylko oddech cię może uratować...

Wczoraj miałam bardzo zły dzień... bardzo zły dzień. Za dużo negatywnej energii, za dużo tłumienia wściekłości, za dużo wreszcie może z siebie wyrzuciłam. Za wysokie ciśnienie i za mało tlenu...Przydała się technika "oddechu wychładzającego”, szczególnie polecanego osobom o konstytucji pitta. Jest on dobry do ochłodzenia ciała i umysłu podczas upałów, obniża ciśnienie krwi, redukuje napięcie i wzmacnia siłę trawienia, metabolizm.

Należy usiąść wygodnie, ze skrzyżowanymi nogami z zupełnie prostym kręgosłupem. Dłonie powinny znajdować się ułożone luźno na kolanach, wnętrzem skierowanym w stronę sufitu, ze złączonym kciukiem i palcem wskazującym. Język należy zwinąć w rurkę (w przypadku, gdy nie pozwala na to genetyka należy po prostu zostawić lekko rozchylone usta, tak, by możliwe było wdychanie przez nie zimnego powietrza) i powoli wdychać przez nią powietrze. Wydychanie powietrza następuje przez nozdrza. Całą sekwencje należy powtarzać od 5 do 10 minut.
Wczoraj musiałam trochę dłużej, ale pomogło:)

niedziela, 11 maja 2014

Pranajama - uwolnij się od stresu poprzez oddech

Dziś jest bardzo wietrznie. Wiatr zawsze przypomina mi o oddechu. Głębokim i regularnym...
Ćwiczenia oddechowe, pranajama, są jedną z technik jogicznych, kolejną po asanach na Ośmiostopniowej Ścieżce Jogi. Pranajama daje wiele korzyści zdrowotnych, ale pod warunkiem, że jest wykonywana prawidłowo; wszystkie ćwiczenia oddechowe wykonywane niewłaściwie pogłębiają stany patologiczne i przyczyniają się do zaburzeń w obrębie płuc i serca. Pranajama może wyleczyć tylko wtedy, gdy ćwiczy się starannie i systematycznie pod kontrolą osoby, która posiada bogate doświadczenie w tym jogicznym systemie. Ćwiczenia nie powinny być wykonywane w przypadku złej kondycji serca, problemów z ciśnieniem krwi lub jaskry. Proste ćwiczenia oddechowe uspokajają ciało, harmonizują i koją system nerwowy, koordynują różne funkcje ciała i psychiki oraz równoważą funkcje prawej i lewej półkuli. Bardziej zaawansowane techniki mają na celu wprowadzenie do medytacji, kierują uwagę do wewnątrz i włączają duchową jasność, wnoszą w życie radość.

Lepszy oddech efektywniej odżywia ciało i umysł. Tlen jest potrzebny do wszystkich procesów odbywających się w ciele, wytwarzania energii i wreszcie do prawidłowej pracy mózgu. Mózg potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania trzy razy więcej tlenu niż inne organy w ciele – głęboki oddech zapewnia spokój, koncentrację i uwagę. Poprzez pełny i głęboki oddech można ćwiczyć płuca zwiększając ich pojemność, napełniając wszystkie komórki i tkanki ciała życiodajnym tlenem a wydalając dwutlenek węgla i inne gazowe toksyny. Poprzez oddech można zwiększyć koncentrację, pozbyć się napięcia i ulżyć takim problemom jak ból głowy, astma, wysokie ciśnienie krwi, ból zatok, kołatanie serca a nawet opóźnić proces starzenia.
Podobnie jak w przypadku asan, ajurweda wskazuje, które ćwiczenia oddechowe są adekwatne do potrzeb danego typu psychosomatycznego. I tak:
Osoba o konstytucji pitta powinna oddychać lewym nozdrzem – lewa strona związana jest bowiem z wychładzającą energią żeńską. By wykonać to ćwiczenie należy używając kciuka i środkowego palca do zaciskania  i otwierania nozdrza wdychać przez lewe a wydychać przez prawe nozdrze. 
Przeciwnie, osoba o konstytucji kapha powinna oddychać prawym nozdrzem, związanym z ogrzewającą energią męską. W tym celu należy wdychać prawą dziurką a wydychać lewą. 
Osoba, w której konstytucji dominuje bioenergia vata powinna oddychać naprzemiennie: raz wdychać prawym, a raz lewym nozdrzem. Oddychanie w ten sposób przynosi równowagę. 

piątek, 2 maja 2014

Witaminowo

Czy Wy też tak na nic nie macie czasu??? Znalazłam dziś dosłownie sekundkę, żeby "odmóżdżyć się" trochę i z ciekawości, mimo braku weny, weszłam na bloga. Zobaczywszy, że ostatniego wpisu dokonałam 13 marca złapałam się za głowę i wena od razu wróciła:) Odłożyłam kuchenne i porządkowe sprawy na później, choć będzie ciężko:) W ogóle cały weekend majowy, a właściwie to od Świąt non stop siedzę w kuchni i kucharzę bowiem zbiegło się wiele rodzinno-przyjacielskich imprez na raz i odwiedza nas wielu gości. Nie wymyśliłam niestety nic kuchennie nowego, czym mogłabym się podzielić:(

Wracając do tematu - dziś o ajurwedyjskim podejściu do witamin i minerałów.

Mimo, że starożytne ajurwedyjskie teksty nie wspominają o witaminach i minerałach, ich współczesne opracowania przekazują wiele informacji na ten temat, wskazując, jakie są objawy niedoboru, jak uzupełnić braki konkretnych substancji oraz jaki mają one wpływ na dosze. Poniższe zestawienie przedstawia zebrane przeze mnie dane (swoją drogą jak porównywałam z moją wiedzą z biologii i dietetyki jest trochę rozbieżności (??))

Witamina/minerał
Symptom niedoboru
Gdzie szukać
Wit A- potrzebna szczególnie dla pitty
sucha, szorstka i łuszcząca się skóra, zmarszczki, swędzenie, pryszcze, brak elastyczności, przedwczesne starzenie, duże pory, wzmożona produkcja łoju, łupież, pękające paznokcie, słabe widzenie w nocy, piekące oczy, skóra trudna do wyleczenia
ciemnozielone i pomarańczowe warzywa, kukurydza, soja, soczewica, cieciorka, masło, wątróbka, kraby, jajka, tran, mleko
Wit. B1
słabe trawienie, zmęczenie, podatność na stres, alkoholizm, przedwczesne starzenie
pełne zboże, molasa, zielone warzywa, drożdże, fasole
Wit. B2
zmarszczki wokół ust, złuszczony nos i czoło, pęknięcia wokół ust i oczu, przekrwione, szczypiące oczy, nadwrażliwość, utrata włosów
proso, kukurydza, soja, pszenica, żyto, migdały, fasole, mleko, awokado, orzechy, molasa, ciemnozielone warzywa, żółtko jaja, wodorosty, drożdże
Wit. B3 – potrzebna szczególnie dla vaty
słaba cyrkulacja krwi, słaby metabolizm tłuszczu, suchość, zmęczenie, zapalenia, nieświeży oddech
pszenica, gryka, jęczmień, dziki ryż, czarna fasola, migdały, orzechy, sezam, wodorosty, warzywa ciemnozielone, grzyby shitake, chude mięso, mleko
Wit. B5
wysypka skórna związana ze stresem, utrata włosów, zmarszczki, alergie


pełne zboże, drób, kukurydza, fasole, brokuły, kapusta, kalafior, peski ze słonecznika, oleje roślinne, żółtka jaj, łosoś
Wit. B6 – potrzebna szczególnie dla kaphy



słabe trawienie, nierównowaga hormonalna, powolne leczenie skóry, egzema, retencja wody, PMS, sucha lub zbyt tłusta skóra, łupież, zmarszczki wokół ust, cienkie włosy
brązowy ryż, gryka, fasole, marchew, kapusta, pestki ze słonecznika, orzechy ziemne, ryby, chude mięso, drożdże, molasa, banany
Wit. B9
anemia, ziemista cera, przebarwienia, szponowate paznokcie, utrata włosów
pełne ziarno, zielone warzywa liściaste, drożdże, grzyby, ostrygi, mleko, łosoś, otręby, kiełki, produkty sojowe, pikle, jogurt, nori, spirulina
Wit. B12
przedwczesne starzenie, zmęczenie, bezsenność, słaba koncentracja i pamięć, agresja
pełne zboże, wątróbka, mleko, ostrygi, ryby, niepasteryzowane miso

biotyna
szarość skóry, anemia, depresja, słaby metabolizm tłuszczy, łysienie, łuszczyca
wątróbka, brązowy ryż, pełne zboże, jajka, ryby, orzechy, warzywa strączkowe, kalafior
cholina
akumulacja tłuszczu, słaba odporność, słabe nerwy, siwienie włosów
lecytyna, drożdże piwne, wątróbka
inozytol – Wit. B8
egzema, utrata włosów, wysoki cholesterol, zatwardzenia, budowanie tkanki tłuszczowej
brązowy ryż, jęczmień, owies, warzywa strączkowe, wołowe serce, ziarna, molasa
paba
nerwowość, zmęczenie, problemy trawienne, siwienie i zmarszczki, bielactwo
wątróbka, jajka, brązowy ryż
Wit.C
duża ilość tej witaminy może być problematyczna dla typu pitta; słabe napięcie skóry, siniaki, cienkie żyły, zmarszczki, cellulit, słabe korzenie włosów
szparagi, alfa alfa, kapusta, gorczyca, okra, czerwone warzywa, jagody, jeżyny, borówki, owoce cytrusowe, żurawiny, melony, mango, papaje, ananasy, kiwi, ryby, jajka, nabiał
bioflawonoidy
słabe ścianki naczyń krwionośnych, cienkie żyły, krwawiące dziąsła, siniaki
jak powyżej

Wit. D – potrzebna szczególnie dla kaphy
słabe zęby, kości, włosy i paznokcie
światło słoneczne, tran, siemię lniane, ryby, pełne zboże, warzywa ciemnozielone, masło
Wit. E
przedwczesne starzenie, sucha i szorstka skóra, niski popęd seksualny, słabe napięcie mięśni, suchość, blizny, żylaki

kiełki pszenicy, pełne zboże, warzywa ciemnozielone, orzechy i pestki, oleje roślinne z pierwszego tłoczenia, wątróbka, masło, mleko, jajka, molasa
Wit. K
niski poziom energii, słaba krzepliwość krwi
jogurt, jajka, mleko, molasa, tran
wapń
słabe włosy, zęby, paznokcie, PMS, bezsenność
wodorosty, warzywa ciemnozielone, sezam, pestki ze słonecznika, jaka, mleko, ser, orzechy, suszone owoce, sardynki, skorupiaki
miedź
bladość włosów, słabe napięcie skóry
mięso, jajka, drób, wodorosty, wątróbka, owoce morza
jod
dysfunkcje tarczycy, sucha skóra
wodorosty, cebula, fasole, owoce morza
żelazo
blada skóra i paznokcie, słaba odporność, kruche włosy, słabe paznokcie, swędząca skóra

żółtka jaj, zielone warzywa liściaste, pietruszka, pokrzywa, pełne zboża, miso, melasa, rodzynki, pestki z dyni, orzechy, borówki
magnez
niski poziom witalności, skurcze, słabe napięcie mięśni, słaby metabolizm wapnia i Wit. C, irytacja, łuszczyca

owoce morza, pełne zboża, kukurydza, produkty sojowe, soczewica, suszone owoce, zielone warzywa liściaste, orzechy, jabłka, seler, cytryny, figi, grapefruit
fosfor
kruche kości, słabe mięśnie, zmęczenie
pełne zboże, fasole, orzechy, warzywa, chude mięso, pestki słonecznika
potas
słabe mięśnie, słabe trawienie, sucha skóra, wysypka, łuszczyca, kołatanie serca
banany, rzeżucha, wodorosty, zielona papryka, suszone owoce
selen
utrata elastyczności skóry, przedwczesne starzenie, łupież
jajka, pełne zboża, fasole, cebula, pomidory, czosnek, tuńczyk, wątróbka
krzem
obwisłość skóry, słabe paznokcie, wilczy głód

skrzyp
siarka
egzema, łamliwe włosy i paznokcie
ryby, jajka, orzechy, kapusta, jabłka, żurawiny, fasole, cebula, rzeżucha, kapusta włoska
cynk
utrata elastyczności skóry, zmarszczki, białe plamki na paznokciach, utrata włosów
pestki z dyni i słonecznika, owoce morza, mięso, grzyby, jajka, kiełki pszenicy


czwartek, 13 marca 2014

Herbatki ziołowe dla doszy


Czymże byłoby postowanie bez herbatek:) Polecam te ze sprawdzonych przepisów:
Herbatka dla Vaty:
Porcja:
¼ łyż świeżego imbiru, pokrojonego w kostkę; ¼ łyż kardamonu; ¼ łyż cynamonu; ¼ łyż ajwanu; fil wody
Zagotować wodę, dodać do niej przyprawy i pogotować kilka minut. Dosłodzić do smaku.

Herbatka dla Pitty
Po ¼ łyż: kminu, kolendry, kopru włoskiego, płatków róży, liści świeżej kolendry i fil wody
Zagotować wodę, dodać przyprawy i pogotować 5 minut. Dosłodzić do smaku.

Herbatka dla Kaphy
Po ¼ łyż: sproszkowanego imbiru, goździków, kopru włoskiego, kozieradki i fil wody Zagotować wodę i dodać przyprawy. Powinna się gotować 5 minut.

piątek, 28 lutego 2014

Wiosenny czas "oczyszczenia" nadchodzi wielkimi krokami



Czuć ją w powietrzu. Mówią o niej ptaki za oknem, pąki i bazie na drzewach i lekkie powiewy cieplejszego wiatru. I słońce, cieplutkie i pełne jak kwietniowe. Wiosna się zbliża, wiosna już tuż tuż. Albo właściwie już:):) a z wiosną jak co roku nadchodzi sezon na wiosenne oczyszczanie: głodówki, posty i inne metody pozbycia się zgromadzonych przez zimę złogów i niestrawionych resztek przemiany materii. A zazwyczaj jest z czego - zimno i ciemno sprzyja ciągłemu podjadaniu, tłustej i wysokokalorycznej kuchni. Z czegoś przecież trzeba się ogrzać. W każdym razie poniżej zaproponuję kichadi - pełnowartościowy posiłek idealny w czasie postu. Lekkostrawny, zawierający zbilansowane białko i odżywczy, a przy tym pomagający spalić to, co zalega. Podczas mojej wizyty w Indiach i leczeniu panczakarmą jadłam TYLKO i wyłącznie kichadi przez niespełna miesiąc i czułam się rewelacyjnie. Szczerze polecam:)


Mung Dal kitchadi Vata

Składniki na 4 porcje:

Fil ryżu basmati, pół fil żółtej mung dal; 3 łyżki ghee; łyż ziaren czarnej gorczycy, łyż ziaren kminu; 2 szczypty asafetydy; pół łyż kurkumy; pół łyż soli; 4 fil wody.

Namoczona mung jest łatwiej strawna. Jeśli nie ma czasu wystarczy ją dwukrotnie przepłukać. Jeśli występują wyjątkowe problemy ze strawnością można wcześniej pogotować fasolę około 20 minut. Rozgrzać patelnię a na niej olej. Dodać ziarna i asafetydę; po chwili dodać ryż mung dal, kurkumę, sól i wymieszać z przyprawami. Dodać wody i zagotować; przez 5 minut pogotować bez przykrycia mieszając od czasu do czasu. Zmniejszyć gaz, lekko przykryć i gotować do miękkości około 25 minut.

Mung Dal Kitchadi Pitta

Składniki na 6 porcji:

Fil żółtej mung dal; fil ryżu basmati; kawałek posiekanego świeżego imbiru; 2 łyżki kokosu; garść liści kolendry; pół fil wody; 3 łyżki ghee; pół łyż kurkumy; ¼ łyż soli; 6 fil wody.

Imbir, kolendrę, kokosa zmiksować z połową fil wody. W garnku rozgrzać ghee, dodać do niego zmiksowane imbir, kokos i kolendrę, kurkumę i sól. Następnie dodać ryż i mung oraz 6 fil wody. Zagotować i gotować bez przykrycia przez 5 minut, po czym przykryć i gotować aż do miękkości około 25 minut.

Mung Dal Kitchadi Kapha

Składniki na 4 do 6 porcji:

Fil żółtej fasoli mung; fil ryżu basmati; 3 łyżki ghee; 4 liście laurowe; 4 kawałki laski cynamonowej; 4 goździki; pół łyż kardamonu; 6 fil wody; ¼ łyż soli

Rozgrzać na średnim ogniu patelnię a na niej ghee. Na rozgrzany wrzucić liście laurowe, cynamon, kardamon i goździki i chwilkę podrumienić. Dodać ryż, fasolę, sól i wodę. Gotować na wolnym ogniu około 5 minut bez przykrycia, po czym przykryć i gotować do miękkości dalsze 25 do 30 minut.

Mung Dal Kitchadi Tridoshic

Składniki na 4 -5 porcji:

Fil żółtej fasoli mung; fil ryżu basmati; kawałek imbiru; 2 łyżki kokosa; garść liści kolendry; pół fil wody; 3 łyżki ghee; kawałek laski cynamonu; pół łyż kardamonu; 5 goździków; 10 ziaren czarnego pieprzu; 3 liście laurowe; ¼ łyż kurkumy; ¼ łyż soli; 6 fil wody.

Imbir, kolendrę, kokosa zmiksować z połową fil wody. W garnku rozgrzać ghee, dodać do niego cynamon, goździki, kardamon, pieprz i liście laurowe i podrumienić. Dodać zmiksowane przyprawy, potem kurkumę i sól i poczekać aż się zarumieni. Dodać ryż i fasolę, zamieszać. Dodać 6 fil wody. Gotować na wolnym ogniu około 5 minut bez przykrycia, po czym przykryć i gotować do miękkości 25-30 minut.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Gość w dom, cukier do szafy:)

Kilkakrotnie miałam już tak, że ktoś zadzwonił w ostatniej sekundzie, że wpadnie dziś wieczorem na posiaduchy. Dla mnie bomba. Zawsze staram się coś na stół wystawić, ale nie zawsze jest co. Pewnie u Was też się to zdarza:) Nie codziennie piekę ciasta bądź ciasteczka albo tudzież inne smakołyki; nie codziennie mam również szafki i lodówkę napełnioną po brzegi (właściwie powinnam napisać, że zdarza się to bardzo rzadko;p) W każdym razie jak zwykle trzeba wykombinować coś z niczego:) i w dodatku w mig, bo z Młodym nie za bardzo mam czas na jakieś praco i czasochłonne wymysły...
przedstawię kilka prostych sposobów na uzyskanie efektu pełnej kuchennej improwizacji:
najprostsze co może być a zarazem mega smaczne to prażone pestki z dyni lub słonecznika albo, przy dobrych wiatrach jak są, to orzechy. Można zawsze przysmażyć je w oleju i przyprawach i wtedy to już palce lizać.
Kolejny pomysł na chrupanie to chipsy z cieciorki, czyli po prostu ugotowana cieciorka upieczona w piekarniku:) również można ją posypać przyprawami albo startym serem żółtym i solą. Podrumieniona i dobrze spieczona jest naprawdę dobra, tylko musi być podana na ciepło.
Zawsze można zrobić frytki warzywne, czyli pakorę. Oto jeden z przepisów na pakorę ze świeżą kolendrą
 ( V-, P-, K-+) (może być z cebulą, szpinakiem lub warzywna – kawałki warzyw należy pokroić w małe części i mocząc w cieście rzucać na rozgrzany olej)
Składniki na 4 porcje:
4 fil liści kolendry; 2 fil mąki z cieciorki; łyż ajwanu; pół łyż kurkumy; szczypta asafetydy; pół łyż cayenne; pół łyz soli; ¼ fil wody; 2 szczypty sody; olej do smażenia

Dodać wszystkie przyprawy do mąki i wymieszać. Połowę mąki przesypać do miski z kolendrą i wymieszać dokładnie (najlepiej rękami). Drugą połowę dodać po chwili. Dodać stopniowo wodę, ugniatając pastę rękami. Posypać na wierzchu sodą i lekko przemieszać. Zostawić na około 15-20 minut. Rozgrzać olej, ale ostrożnie, tak, by się nie przypalił. Aby sprawdzić czy temperatura jest dobra rzucić w olej kawałek ciasta – jeśli wypłynie na wierzch to znaczy, że temperatura jest odpowiednia. Na rozgrzany olej należy rzucać kulki wielkości łyżeczki i smażyć na lekko brązowy kolor około 4-5 minut. Odsączyć tłuszcz. 
Puri lub inne tego typu podpłomyki świetnie spełniają rolę zapychacza. Można podać je z jakimś sosem, ostatecznie smakują wyśmienicie nawet z majonezem...;p
1.       Puri (V-, P-, K-)
Składniki na 12 placków:
4 fil mąki pszennej pełnoziarnistej lub mąki z cieciorki wymieszanej pół na pół z pszenną; 2 fil wody; ¾ łyż soli; olej  do smażenia
Mąkę rozrobić z wodą na miękkie ciasto i pozostawić pod przykryciem. Po chwili uformować małe kulki z ciasta i rozwałkować je na okrągłe placki. Placki smażyć na rozgrzanym oleju z obydwu stron.
2.       Ostre puri (V-, P+, K-)
Składniki na ok. 12 placków:
4 fil mąki pszennej pełnoziarnistej lub mąki z cieciorki wymieszanej pół na pół z pszenną; po pół łyż: ziaren kminu, czarnej gorczycy, ajwanu; ¾ łyż kurkumy; 2 szczypty pieprzu cayenne; 2 łyżki liści kolendry posiekanych; ¼ łyż soli; 2 fil wody; olej do smażenia
Do mąki dodać pozostałe składniki prócz wody i dobrze wymieszać. Mąkę  z przyprawami rozrobić z wodą na miękkie ciasto i pozostawić pod przykryciem. Po chwili uformować małe kulki z ciasta i rozwałkować je na okrągłe placki. Placki smażyć na rozgrzanym oleju z obydwu stron.
1.   
             Sos czosnkowy (V0, P+, K0)
Składniki na 4 porcje:
Półtorej łyżki tahini; półtorej łyżki soku z cytryny; 1-2 ząbki czosnku zmiażdżone; 2-4 łyżki wody; 2-3 łyż oleju sezamowego; 1/8 łyż sproszkowanego czarnego pieprzu
Składniki dobrze wymieszać.
2.       Sos Pesto (neutralny z sałatką)
Składniki na kubek:
¼ fil orzechów; fil świeżych liści bazylii; ząbek czosnku; ¼ fil soku z cytryny; ¼ fil oliwy z oliwek; ¼ fil wody.
Rozdrobnić orzechy na miazgę. Dodać pozostałych składników i zmiksować w blenderze na sos.

No i jak macie jogurt to możecie również zamiast tradycyjnej herbaty podać gościom lassi na słodko lub ostro
1.       Lassi na ostro (V-, P-, K-)
Składniki na 4 porcje:
2 fil wody; pół fil jogurtu; 2 łyżki cukru; pół łyż świeżo startego imbiru; pół łyż kardamonu.
Wszystkie składniki zmiksować około 1-2 minuty.
2.       Lassi na słodko (V-, P-, K-)
Składniki na 4 porcje:
2 fil wody; pół fil jogurtu; 2 łyżki cukru; kropla wody różanej. Można dodać owoc.
Wszystkie składniki zmiksować około 1-2 minuty.

środa, 22 stycznia 2014

Kilka zup na zimowe kolacje


Napiszę trochę skrótami, bo jak zwykle niewiele mam czasu. Wreszcie mam prąd od 3 dni:)
- przy doszy oznacza, że zupa ją redukuje, a + że podnosi; 0 neutralna

      Zupa z zielonej fasoli mung (V -, P-, K-)
Składniki na 4-6 porcji:
Fil całych ziaren fasoli; 5-6 fil wody, 2 łyż oleju; łyż ziaren kminu; łyż ziaren czarnej gorczycy; szczypta asafetydy; 5 liści curry; posiekany ząbek czosnku; garść liści kolendry; 0,5 łyż kurkumy; 0,5 łyż masali; 0,5 łyż soli.
Ziarna namoczyć na noc. Do garnka nalać 4 fil wody i wrzucić fasolę. Gotować bez przykrycia od czasu do czasu mieszając ok. 30 minut. Dodać kolejną fil i gotować jeszcze przez 15 min, aż fasola będzie miękka. Zdjąć z gazu. Rozgrzać na patelni ghee, dodać do niego kmin, gorczycę i asafetydę; potem czosnek i lekko podrumienić. Dodać curry, kolendrę, kurkumę i masalę. Zamieszać i dodać miksturę do zupy. Dodać soli i tyle wody ile potrzeba do uzyskania odpowiedniej gęstości. Zagotować i podać do ryżu lub placka. Bardzo łatwostrawna.

    Zupa z czerwonej soczewicy ( V-, P-, K-)
Składniki na 4-6 porcji:
Fil czerwonej soczewicy; 5 fil wody; 2 łyż oleju; łyż ziaren kminu; szczypta asafetydy; łyż ziaren czarnej gorczycy; 2 ząbki czosnku; 5v liści curry; garść liści kolendry; pół łyż kurkumy; łyż subji masala; 0,5 łyż soli.
Namoczyć soczewicę na noc. Przepłukać. Do garnka nalać 4 fil wody i wrzucić soczewicę. Gotować bez przykrycia od czasu do czasu mieszając ok. 30 minut. Dodać kolejną fil i gotować jeszcze przez 15 min, aż soczewica będzie miękka. Zdjąć z gazu. Rozgrzać na patelni ghee, dodać do niego kmin, gorczycę i asafetydę; potem czosnek i lekko podrumienić. Dodać curry, kolendrę, kurkumę i masalę. Zamieszać i dodać miksturę do zupy. Dodać soli i tyle wody ile potrzeba do uzyskania odpowiedniej gęstości. Zagotować.

   Zupa warzywna (V-, P-, K-)
Składniki na 4 porcje:
4 fil pokrojonych w drobną kostkę warzyw do wyboru; 8 fil wody; łyż ziaren kminu; 6 ziaren pieprzu; laska cynamonu; 10 goździków; łyż kardamonu; 2 łyż ghee; 0,5 łyż soli.
Warzywa zalać wodą, przykryć i gotować na średnim ogniu aż będą miękkie. Zdjąć z ognia. Zmiksować lub zmielić przyprawy na drobny proszek. Rozgrzać ghee i podrumienić na nim przyprawy. Dodać tłuszcz z przyprawami do zupy i zagotować. Gotowane razem warzywa tracą swój osobny silny wpływ na dosze  - stają się dobre dla wszystkich trzech doszy.

   Zupa szpinakowa (V +, P +, K -)
Składniki na 4 porcje:
4 fil posiekanego szpinaku; 5 fil wody; ½ posiekanej zielonej chilli; duży kawałek posiekanego świeżego imbiru; garść liści kolendry; 2 łyz ghee; łyż ziaren kminu; łyż ziaren czarnej gorczycy; szczypta asafetydy; 4 liście curry; ¼ łyż soli; szczypta czarnego pieprzu.
Zmiksować szpinak z 4 fil wody w blenderze na średnich obrotach. Dodać pół fil wody, chilli, imbir i kolendrę i zmiksować ponownie. W garnku na zupę rozgrzać ghee, dodać kminu, gorczycy, asafetydę i liście curry. Dodać zawartość blendera i fil wody oraz sól i gotować bez przykrycia około 15 minut. Na końcu dodać pieprzu.

    Zupa z zielonej chilli (V+, P0, K-)
Składniki na 4 porcje:
Pół fil ryżu basmati; pół fil fasoli; 8-10 fil wody; 2 łyżki posiekanej cebuli; 2 fil pokrojonych ziemniaków; średni pomidor pokrojony; 2 suszone chilli; fil zielonych warzyw (sałata, szpinak, kapusta włoska itp.); łyż oregano; 1/8 łyż tymianku; ząbek czosnku; sól i pieprz do smaku.
Ugotować ryż z fasolą. Po około 20 minutach dodać pozostałe składniki, zmniejszyć gaz i gotować, aż fasola będzie miękka. 

sobota, 18 stycznia 2014

Pierwsze posiłki niemowlaka - temat trudny:)

O tak, nawet nie wiecie jak dla mnie trudny. Chcąc zachować wszelkie normy obowiązujące w kuchni ajurwedyjskiej plus alergia pokarmowa mojego syna plus zima i dostępność niewielu warzyw lub owoców tworzą mieszankę czasem nie do przebrnięcia... Sama urodziłam się na wiosnę, więc moja mama pewnie borykała się z tymi samymi problemami, jak pomyślałam. Otóż nie. Ponoć całą zimę zjadałam wielkie ilości kaszy manny z owocami mrożonymi przez mamę w lecie oraz zupek warzywnych. Limit na kaszę mannę prawdopodobnie został wyczerpany na całe życie, bo nie lubię jej od małego do tej pory... Druga sprawa mama śmiało przyznaje się do tego, że w ogóle nie wiedziała, że jest taka choroba jak celiakia i nie zdawała sobie sprawy, że gdybym na nią chorowała taką ilością manny mogłaby mnie śmiało zdjąć z tego świata:) Moja siostra natomiast od ósmego miesiąca pławiła swoje podniebienie rozkosznymi kotletami i innym mięsem i tak zostało jej do tej pory - dzień bez mięsa to dzień stracony. Mój syn natomiast na chwilę obecną, podobnie jak ja, żyje na kaszach i kilku warzywach: swobodnie mogę podawać mu dynię, pora, pietruszkę, rzepę, ziemniaka i brokuła (tyle, że tego ostatniego teraz ciężko uświadczyć ogródkowego). Nie toleruje marchewki, jabłka, malin, jagód, aronii, wszystkich grochowatych, ryb i tak pół na pół królika - czyli tego, co w zasadzie stanowi bazę wielu niemowlęcych zupek. Moja inwencja jest mocno ograniczona do łączenia na przemian kaszy kukurydzianej, jaglanej, orkiszowej, owsianej, gryczanej czy ryżu z wybranym warzywem, żółtkiem jaja (czego nie powinno się robić, bo w połączeniu z węglowodanem wytwarza się cholesterol a z drugiej strony nie wchłania żelazo...) a w ostateczności z bananem, migdałem lub daktylem..:( Cały czas jednak próbuje nowości; raz na czas kończy się to biegunką lub wysypką przyprawiającą o zawrót głowy, ale dajemy radę. Z przypraw używam całkowicie wg mnie bezpiecznego cynamonu, kardamonu i bazylii. Powoli zaczynam bardzo bardzo malutkimi porcjami wprowadzać kurkumę. Wszyscy wokół pytają mnie co z mięsem skoro ryby mu nie za bardzo podchodzą, a ja tak długo nie jem mięsa. Miałam przyznam się szczerze duży z tym problem. Ostatecznie, ponieważ mój mąż je mięso, zdecydowałam się na podawanie go dziecku przynajmniej w okresie niemowlęcym. Raz w tygodniu dostaje małą porcję. Później, kiedy trochę podrośnie, zastosuję metodę "wyłóż lodówkę na stół", czyli wyłożę wszystko, co może jeść, a sam intuicyjnie zdecyduje co to będzie. Być może nie będzie sięgał po mięso - wtedy uznam to za sygnał, że mogę poprowadzić go po swojemu:) Po cichu liczę również na to, że przypatrując się co jem, będzie za mną podążał, a nie za tatą lubiącym i mięso i czekoladę:) Słodycze to jest chyba jedyna grupa, której staram się definitywnie unikać zarówno u mnie w diecie jak i nie wprowadzać ich dziecku. W myśl teorii, że jeżeli dziecko nie spróbuje czegoś do końca 3 roku życia to nie będzie tego chętnie jadło, zrobię wszystko, żeby nie spróbowało chemicznie produkowanych łakoci. Choć obawiam się, że na słodycze może to nie skutkować:)
Mamom borykającym się z podobnymi problemami służę radą:)