sobota, 18 stycznia 2014

Pierwsze posiłki niemowlaka - temat trudny:)

O tak, nawet nie wiecie jak dla mnie trudny. Chcąc zachować wszelkie normy obowiązujące w kuchni ajurwedyjskiej plus alergia pokarmowa mojego syna plus zima i dostępność niewielu warzyw lub owoców tworzą mieszankę czasem nie do przebrnięcia... Sama urodziłam się na wiosnę, więc moja mama pewnie borykała się z tymi samymi problemami, jak pomyślałam. Otóż nie. Ponoć całą zimę zjadałam wielkie ilości kaszy manny z owocami mrożonymi przez mamę w lecie oraz zupek warzywnych. Limit na kaszę mannę prawdopodobnie został wyczerpany na całe życie, bo nie lubię jej od małego do tej pory... Druga sprawa mama śmiało przyznaje się do tego, że w ogóle nie wiedziała, że jest taka choroba jak celiakia i nie zdawała sobie sprawy, że gdybym na nią chorowała taką ilością manny mogłaby mnie śmiało zdjąć z tego świata:) Moja siostra natomiast od ósmego miesiąca pławiła swoje podniebienie rozkosznymi kotletami i innym mięsem i tak zostało jej do tej pory - dzień bez mięsa to dzień stracony. Mój syn natomiast na chwilę obecną, podobnie jak ja, żyje na kaszach i kilku warzywach: swobodnie mogę podawać mu dynię, pora, pietruszkę, rzepę, ziemniaka i brokuła (tyle, że tego ostatniego teraz ciężko uświadczyć ogródkowego). Nie toleruje marchewki, jabłka, malin, jagód, aronii, wszystkich grochowatych, ryb i tak pół na pół królika - czyli tego, co w zasadzie stanowi bazę wielu niemowlęcych zupek. Moja inwencja jest mocno ograniczona do łączenia na przemian kaszy kukurydzianej, jaglanej, orkiszowej, owsianej, gryczanej czy ryżu z wybranym warzywem, żółtkiem jaja (czego nie powinno się robić, bo w połączeniu z węglowodanem wytwarza się cholesterol a z drugiej strony nie wchłania żelazo...) a w ostateczności z bananem, migdałem lub daktylem..:( Cały czas jednak próbuje nowości; raz na czas kończy się to biegunką lub wysypką przyprawiającą o zawrót głowy, ale dajemy radę. Z przypraw używam całkowicie wg mnie bezpiecznego cynamonu, kardamonu i bazylii. Powoli zaczynam bardzo bardzo malutkimi porcjami wprowadzać kurkumę. Wszyscy wokół pytają mnie co z mięsem skoro ryby mu nie za bardzo podchodzą, a ja tak długo nie jem mięsa. Miałam przyznam się szczerze duży z tym problem. Ostatecznie, ponieważ mój mąż je mięso, zdecydowałam się na podawanie go dziecku przynajmniej w okresie niemowlęcym. Raz w tygodniu dostaje małą porcję. Później, kiedy trochę podrośnie, zastosuję metodę "wyłóż lodówkę na stół", czyli wyłożę wszystko, co może jeść, a sam intuicyjnie zdecyduje co to będzie. Być może nie będzie sięgał po mięso - wtedy uznam to za sygnał, że mogę poprowadzić go po swojemu:) Po cichu liczę również na to, że przypatrując się co jem, będzie za mną podążał, a nie za tatą lubiącym i mięso i czekoladę:) Słodycze to jest chyba jedyna grupa, której staram się definitywnie unikać zarówno u mnie w diecie jak i nie wprowadzać ich dziecku. W myśl teorii, że jeżeli dziecko nie spróbuje czegoś do końca 3 roku życia to nie będzie tego chętnie jadło, zrobię wszystko, żeby nie spróbowało chemicznie produkowanych łakoci. Choć obawiam się, że na słodycze może to nie skutkować:)
Mamom borykającym się z podobnymi problemami służę radą:)

3 komentarze:

  1. Hm , ale mięso , ryby nie muszą być w diecie dzieci nawet niemowląt(a może szczególnie nie w tym czasie) Moje , dwoje dorosłych Siostrzeńców jest wegetarianami od zawsze , moja siostrzenica teraz poszła dalej i jest weganka (maja prawie 20 i 23 lata). Nie jadły mięsa , ryb,a z nabiału tylko masło( bo reszta uczulała) i jajka

    OdpowiedzUsuń
  2. problem jest tylko w tym, żeby obydwoje rodziców pod kątem jedzenia bądź niejedzenia mięsa się dogadywało;p

    OdpowiedzUsuń