czwartek, 2 stycznia 2014

Refleksje poświąteczno -noworoczne zacząć czas:)

Witam w nowym roku...jakoś zawiesiłam się w próżni kilka lat temu i nie do końca do mnie dociera, że mamy już 2014 rok. W czasie kiedy chodziłam do szkoły i codziennie w zeszytach pisałam datę jakoś łatwiej było mi opanować upływający czas. Teraz, kiedy każdy dzień wygląda właściwie tak samo - dom, dziecko, praca i tak w kółko od niedzieli do niedzieli, czas stał się rozbrykany jak nieujarzmiony rumak....i hula sobie jak chce, a przede wszystkim za szybko. Dawniej ludzie poświęcali dużo mniej czasu na pracę, zostawiali go troszkę więcej na wspólne biesiadowanie czy po prostu odpoczynek. Teraz proporcje drastycznie się zmieniły - widzę to nie tylko po sobie i swojej rodzinie, ale też po przyjaciołach, z którymi spotykam się coraz rzadziej, bo nie mam albo ja albo oni czasu; po klientach i pacjentach, którzy nie wykonują jakiś moich zaleceń bo nie mają czasu a nawet po mojej babci na emeryturze, która kiedyś jak o coś ją poprosiłam wypaliła bezwiednie, że nie może, bo nie ma czasu pójść na targ.... życzę wszystkim pomysłów, by dobrze wykorzystać ten nieubłaganie płynący czas na ich realizację. Życzę również codziennych chwil zatrzymania się, przystanku na małe rytuały w stylu wypicia soku z jęczmienia (albo kawy:)) Kapha nie mają z tym problemu, jak widzę po moim mężu, ale vata z pewnością wolą życie w biegu i to jeszcze bardziej pogarsza sytuację:) Życzę wreszcie wytrwałości w realizacji przyjętych postanowień i założeń. Ja, będąc rasową pittą, nie mam z tym najmniejszego problemu i ciężko zrozumieć mi innych pod kątem łamania postanowień. Kluczem jest dobór odpowiednich postanowień jak sądzę;p 
I tu wkracza czas na poświąteczne refleksje. Rzeczą dla mnie najbardziej denerwującą, do której nie mogę się przekonać, jest coroczne społeczne przyzwolenie na obżarstwo. \Wszyscy wiedzą, że się będą źle czuć, wiedzą, że potem będą szaleńczo gubić nabyte kilogramy, ale i tak oddają się stołowym rozkoszom nakładając sobie kolejny kawałek placka lub setnego pieroga z grzybami...Wmawiają sobie przy tym już ostatni, ostatni, ostatni a potem połykają pseudo lekarstwa na zgagę i niestrawność. ja rozumiem, że Święta są raz do roku i na takie rozpasanie teoretycznie można sobie pozwolić, bo to jest tradycja i w ogóle. Ale ale... wcześniej ludzie nie mieli wszystkiego w sklepach i na okres świąteczny bili zwierzęta domowe, żeby zjeść mięso i piekli placki, których nie było na co dzień, więc mieli prawo do takiego obżarstwa. Dziś nie widzę usprawiedliwienia dla takiego zachowania. Życzę wszystkim, by w następne Święta sięgając po następny kawałek ciasta głęboko się nad tym zastanowili:)

1 komentarz:

  1. Postanowienia to umowa między sobą, której nie powinniśmy łamać! :) I starać się dążyć do spełnienia celu z całych sił!

    Pozdrawiam
    Magiczne Słowa

    OdpowiedzUsuń