sobota, 12 lipca 2014

Ciasto wymyślunkowe z czarnymi porzeczkami:)

Kupiłam niedawno 15 kg czarnych porzeczek - moich ulubionych owoców. To dziwne jak na pittę, bowiem porzeczki są przecież kwaśne, ale cóż na to poradzę;) Nie powinnam ich jeść za dużo, ale gdy przyjdzie sezon nie sposób się opamiętać. Zrobiłam więc zapas słoiczków dżemowych, zamroziłam ile zmieściło się z zamrażarce i zjadłam ile zmieściło się w brzuchu i powstało pytanie co z resztą:) Zagotowałam je z daktylami, dodałam szczyptę imbiru, chilli i kardamonu myśląc, że będzie to do zjedzenia:) Okazało się, że samo niekoniecznie... Trzeba było dorobić jakąś bazę. Jak zwykle wygrzebałam z szafki i wymieszałam w dużej misce: po garści zmielonych pestek z dyni i migdałów, garść siemienia lnianego, rozpaćkanego banana, pół szklanki oleju, 2 szklanki mąki orkiszowej i pół jaglanej, 2 żółtka, trochę jagód (akurat miałam pod ręką) i podlałam minimalnie wody żeby związać ciasto. Upiekłam ten twór i pokryłam go warstwą "kremu" z porzeczki - wyszło kapitalne! Zrobiłam wersję bezcukrową, ale zawsze przecież można dodać. 
Tylko ostrożnie z ciastem dla pitty (ja trochę przesadziłąm>...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz