poniedziałek, 29 września 2014

Kobiety w ciąży i ich bezsensowne ograniczenia...

Zbieram właśnie chętne za ćwiczenia dla kobiet w ciąży. Pomijam fakt, że u mnie na prowincji jest to dosyć abstrakcyjny temat i zaściankowe jeszcze myślenie nie pozwala co niektórym wziąć się do roboty:) Dostaję telefon.. Pani pyta, czy ćwiczenia będą z jakimiś przyrządami. Odpowiadam, że czasem hantle. Ale ona przecież nie może dźwigać! Hantle mają po 0,5 kg, a jej dziecko będzie miało conajmniej 2,5 kg odpowiadam. I jeszcze piłki. Ale ona przecież nie może być narażona na wstrząsy! Brak koncepcji logicznej odpowiedzi z mojej strony... jedno co ciśnie mi się na usta to kobieto ogarnij się... Pomyślałam sobie: co te internety robią z ludźmi! Nie można tego, tamtego, nie można dźwigać, skakać, jeździć na rowerze, sprzątać, prać, gotować, bo zapachy itd itd Najlepiej żeby traktować ciężarną jak świętą krowę, której wszystko podsuwa się pod nos... A rzeczywistość powinna być zupełnie odwrotne. Jakby kobiety z każdego normalnego zakątka świata, Afryki, Azji czy Ameryki Południowej zobaczyły jak siebie w stanie błogosławionym trakturą Europejki i Amerykanki to by im się włos na głowie zjeżył. One, w wieku kiedy te ostatnie dopiero planują dziecko, czyli koło 40 tki, mają już pewnie z trójkę, mnóstwo pracy, kilogramy wody w dzbanach do dżwigania, pranie na tarze i godziny zbierania owoców bądź plewienia w przydomowych ogródkach. Nikt się nie pieści, że są w ciąży. I rodzą bez problemów zdrowe, normalne dzieci. A u nas nie wolno podnieść kilku kilo cukru, za to można leżeć i pić hektolitry kawy i pozwalać sobie na co ciało ma ochotę a potem dziwić się z przedwczesnych skurczy i ciężkich porodów. A gdzie mięśnie brzucha, które pomagają wypchnąć dziecko? Gdzie nauka oddychania? Gdzie wreszcie prawidłowa dieta?
Mam nadzieję, że Bóg mnie nie pokara za to, że staram się ludzi nakłaniać do zdroworozsądkowego życia. Może robię to w trochę niedelikatny sposób?:)

sobota, 6 września 2014

Wapń dla dzieci uczulonych na laktozę wszelką

Rodzice mający podobny problem jak ja pewnie nie raz zachodzili w głowę co podać Maluchowi, żeby zapewnić mu olbrzymią dzienną dawkę wapnia. Ja ze swej strony zaczęłam już wyliczać miligramy wapnia ze wszystkiego, co mu podawałam w ciągu dnia, żeby przekona się choć jak bardzo odbiegam od normy:) Aż wreszcie po kilku bezsensownych próbach zliczenia doszłam do wniosku, że trzeba znaleźć coś naturalnego o dużej zawartości wapnia co jeszcze mu posmakuje (a to nie takie proste). Ostatecznie zdecydowałam się na napój ryżowy wzbogacony wapniem w alg morskich i to jak na razie był strzał w dziesiątkę. Na opakowaniu jest co prawda napisane dużymi drukowanymi literami, że NIE NADAJE SIĘ DLA NIEMOWLAKÓW, ale zaryzykowałam. Podejrzewam, że wynika to z zawartości soli. Na razie Młody wypija dziennie ok. 150 ml tego "nektaru" (oczywiście wymieszanego z kaszą jaglaną - inaczej by mu nie weszło:) i nie widzę żadnych efektów ubocznych. W sumie przez cały okres karmienia jadłam chlorellę, więc do glonów powinien się już przyzwyczaić:)