wtorek, 22 grudnia 2015

Urynoterapia w ajurwedzie


Nie na darmo mówi się o cudach urynoterapii – prozdrowotne działanie uryny zawartej w moczu wychwalane było w wielu leczniczych i religijnych księgach starożytności w tym w Mahabharacie czy Biblii.  W dzisiejszych czasach metoda ta budzi dużo kontrowersji, ale wnikając w jej podstawowe założenia można zrozumieć czym inspirowali się ludzie wykorzystujący właściwości lecznicze własnego moczu.
Odpowiednio zebrany mocz można pić lub stosować zewnętrznie na skórę, wcierając go bezpośrednio. Zasada polega na tym, że w czasie choroby, dysfunkcji organizmu, wytrąca się z niego wiele potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organicznych i nieorganicznych substancji oraz energia życiowa -prana. Oczywiście wydostają się one z organizmu nie tylko z moczem ale i z potem i innymi wydzielinami. Ponowne użycie moczu we właściwy sposób sprawia, że substancje te są na powrót asymilowane a energia zostaje zachowana. Dzięki posiadanym właściwościom uryna redukuje niedobory powstające w organizmie w czasie choroby, pod warunkiem jej odpowiedniego wykorzystania. Stosowanie urynoterapii wiąże się również z przejściem na odpowiednią dietę – sattwiczną, czyli przynajmniej wegetariańską, bogatą w warzywa, owoce, pełne ziarna i produkty nieprzetworzone. Pozytywne wyniki leczenia uzyskuje się dzięki ścisłemu przestrzeganiu sposobu użycia moczu i odpowiedniej diecie. W tej formie samopomocy nie ma interakcji między innymi formami terapii naturalnych – można więc łączyć techniki uważając jedynie na spożycie substancji farmaceutycznych, suplementów i substancji chemicznych.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Łącz pokarmy z głową... część IV strączki i jajka

Połączyłam je w jedną kategorię, ponieważ należą do dobrych źródeł białka a jednocześnie do produktów, z którymi niewiele można pokombinować. Chyba większe ograniczenia dotyczą jajek; nie powinno się łączyć ich z owocami, fasolami, serem, rybami, kichadi, nabiałem, mięsem i jogurtem, czyli w zasadzie prawie ze wszystkim...proponuję zrobić test polegający na spożyciu jajek z kaszą posypaną startym serem i kefirem i policzeniu gazów, które po tym połączeniu się wydzielają:) Od razu odechciewa się kombinacji:) zatem jaja jemy same lub ze zbożami - co z kolei zmniejsza przyswajalność żelaza zawartego z żółtku, więc też na dłuższą metę nie ma za bardzo sensu:)
Warzywa strączkowe można spokojnie łączyć z innymi warzywami i oczywiście ze zbożami, a nawet wychodzi to na dobre. W porządku są też z niektórymi nasionami jak np. sezam. Nie dobre do połączenia z nimi będą: wszystkie owoce, sery, jajka, ryby, mleko, mięso, orzechy - szczególnie brazylijskie i nerkowce czy jogurt. Przyjrzyjcie się zatem zawsze składowi sałatki ze strączkami, którą zamierzacie zjeść ze smakiem, czy aby na pewno wyjdzie na zdrowie:)

niedziela, 15 listopada 2015

Łącz pokarmy z głową... część III warzywa i owoce


Owoce królują w naszym codziennym jadłospisie nad warzywami a zdecydowanie powinno być odwrotnie. Owoce to grupa wspomagająca, wspierająca a nie bazowa. Realizując obowiązujące normy żywieniowe, w których warzywa i owoce są połączone w jedną grupę i zalecane w ilości 5-6 porcji, przeciętna człowiek konsumuje 4 czy 5 porcji owoców i jedno warzywo w sałatce do obiadu „odhaczając” dzienne zapotrzebowanie. Błąd. Owoce są potrzebne i są wartościowe, z tym nie mogę polemizować, ale zawierają przy tym dużo cukru. Kolejny błąd, o którym dziś, to dodawanie owoców do różnych posiłków, łącząc je ze zbożami, warzywami czy co gorsza z nabiałem, podczas gdy powinny być konsumowane osobno w postaci przekąski, a szczególnie surowe. Ma to związek z silną fermentacją w procesie ich trawienia – nic, co zostanie zjedzone z surowym owocem nie zostanie strawione prawidłowo. Do łączenia również z innymi owocami nie nadają się w szczególności gruszki, jabłka, brzoskwinie i śliwki z naszych sadów i melony, papaje, arbuz (który jest właściwie warzywem) i mango z upraw rejonów tropikalnych (a co dopiero z jogurtem!). 

Co do warzyw sprawa wydaje się dużo prostsza:) Zarówno zielonoliściaste, kapustne, cebulowe, dyniowate jak i większość korzeniowych można dowolnie komponować. Spore ograniczenia dotyczą tylko rzodkiewki, której nie można łączyć z nabiałem a także z bananami, jabłkami czy rodzynkami. 

Słynna rodzina psiankowatych stwarza najwięcej problemów. Generalnie powinno się w ogóle unikać bakłażanów, pomidorów, papryki, po pierwsze ze wzgędu na zawartość solaniny a po drugie ze względu na ich ciężkostrawność. Jeśli już, to nie wolno łączyć ich z ogórkiem, nabiałem, mięsem i cytryną.

czwartek, 12 listopada 2015

Łącz pokarmy z głową... część II mięso

Sama mięsożerna nie jestem, ale mając mężczyzn w domu jestem niejako przyzwyczajona do tego, że jest obecne w moim życiu. Na nieszczęście:) Ideałem byłoby rozdzielenie białka od węglowodanów do czego namawiam rękami i nogami, ale często, z racji przyzwyczajeń wyciągniętych z domu jest to nieosiągalne, nawet po tylu latach:) Dlatego też na ile mogę staram się mięso podawać z warzywami unikając ziemniaków. I to tyle z właściwego połączenia. Biorąc pod uwagę fakt, że mięso, jak każde białko, trawi się w środowisku kwaśnym, ale "gryzie" się z jajkiem, nabiałem i orzechami niestety nic innego jaj niskowęglowodanowe warzywa i tłuszcz po prostu się nie nadaje. Mięso w połączeniu z owocami jest jeszcze gorszym pomysłem, chyba, że jest to avocado lub kwaśna borówka czy żurawina. Inne owoce będą fermentować w żołądku czekając 3 godziny na swoją kolej do strawienia w dwunastnicy. I wreszcie połączenie mięsa z napojami, szczególnie sokami i gazowanymi to kolejny szok dla narządów trawiennych. W odstawkę powinny pójść wszystkie nawyki w stylu kanapka z kiełbasą, spagetti, schabowy z ziemniakami, sałatki z ravioli, pizze, kebaby, łazanki i mogę wymieniać tak dalej...  trudno? no pewnie, że dla kogoś przyzwyczajonego do tego typu żywienia trudno, ale nie znaczy to, że niewykonalne. Pocieszające (albo i nie) jest to, że również dietetycy i "fani zdrowego jedzenia" popełniają dokładnie te same błędy gotując pierś z indyka z ryżem lub podając ją z sosem jogurtowym. Mięsożercy przypatrzcie się teraz swoim posiłkom - spróbujcie wyeliminować z nich wszystkie niekoniecznie dobre połączenia typu mięso z jajkiem, jogurtem, rybą, ziemniakami itd, a zobaczycie jak zmieni się wasze trawienie i wydalanie. Koniec z gazami o fetorze nie do wytrzymania, koniec z przelewaniem i  dziwnymi odgłosami burczenia w brzuchu, wreszcie początek prawidłowych, nie powalających zapachem wydalin ciała (pot, mocz, kał) i normalnej barwy moczu...Powodzenia:)

środa, 11 listopada 2015

Łącz pokarmy z głową... część I nabiał

Im więcej przeglądam kulinarnych blogów i innych portali, na których ludzie dzielą się swoimi kuchennymi wyczynami tym bardziej dochodzę do wniosku, że robią sobie i innym "użytkownikom" przepisów krzywdę. Nie jestem osobą z natury krytykującą innych, bo wiem ile pracy, wysiłku, czasu trzeba włożyć w jakąś pracę, którą potem dzielę się bezinteresownie z innymi, ale z drugiej strony przeraża mnie nieświadomość i niewiedza zdrowotna, która szeroko króluje w internecie. Dawniej jakoś przymykałam na to oko, ale jak ostatnio weszłam na jakiś portal z zaleceniami dietetycznymi dla kobiet w ciąży to mi się aż uszy zjeżyły. Gdybym nie miała własnej głowy i posłuchała tego, co autorzy chcieli przekazać, to chyba nie zjadłabym z powodu niestrawności przez następne kilka dni a wątroba przygniotłaby moje już 2 kilowe niemałe dziecko:) Postanowiłam zatem napisać to i owo - być może jakiejś świadomej mamie (ale i nie tylko) uda się uniknąć gastrycznych problemów a potem długiego detoksu, żeby to wszystko, co nie strawione z siebie wyrzucić. 
Przede wszystkim pod lupę na pierwszy rzut biorę nabiał, bo to jest najczęściej popełniany błąd, który odbija się na zdrowiu wszystkich jedzących nabiał z owocami - NIE WOLNO łączyć przetworów mlecznych z jakimkolwiek owocem! a już na pewno nie z bananem, truskawką czy mango. Dla naszych układów pokarmowych takie kombinacje są po prostu nie do przejścia - wszystko zamiast się trawić fermentuje w brzuchu i zaburza prawidłowe funkcje trawienne. Skąd moje dziecko ma takie gazy? - często słyszę od swoich pacjentek. A co jadło na śniadanie? - pytam Twarożek z truskawkami, malinami i gruszką.... dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna - to nie może się prawidłowo strawić:( Podobnie jak produkty mleczne z warzywami, a w szczególności z pomidorem, ogórkiem czy rzodkiewką. Więcej zachodu niż pożytku.
Zsiadłe mleko z ziemniakami, które tak uwielbiam, też nie są najlepszym połączeniem dostosowanym do możliwości organizmu - ludzie jadali tak niestety przez wiele wieków z czysto ekonomicznego puntu widzenia. 
Spożywanie produktów mlecznych z mięsem, rybami czy jajami jest jeszcze gorszym pomysłem niźli z warzywami. Czy na samą myśl o tym, żeby zjeść schabowego popijając go maślanką nie jest wam niedobrze??? To prawidłowy odruch organizmu - powinien również występować po zjedzeniu kanapki z wędliną (co też nie jest rewelacyjnym pomysłem żywieniowym) i chęci popicia jej kakao lub jogurtem. A teraz zobaczcie skład podstawowych sałatek w wielu restauracjach itd, np. sałatka grecka - nie dość, że pomidor z ogórkiem tworzą bardzo niedobraną parę to jeszcze do trójkąta dodają ser feta. Zupełne nieporozumienie, przynajmniej pod kątem strawności owej sałatki. Inny przykład: popularne pomidory z mozarellą (dobrze, że chociaż pieprz dodadzą, trochę ulży temu żołądkowi). Można mnożyć i mnożyć podobne cholernie popularne błędy - a im bardziej oryginalna kompozycja tym bardziej niestrawna (ostatnio spotkałam się z mieszanką dosłownie wszystkiego, bo były w niej orzechy włoskie, kuskus, ser feta, pomidory, szynka i żółtka jaj... - kombinację pozostawiam bez komentarza). 
Mniejsza o to, kiedy do takich ciekawych kompozycji dobierze się facet w sile wieku najlepiej o konstytucji pitta - zapewne większość strawi, co najwyżej trochę mu się poodbija. Ale kobieta wata lub kapha przez następne kilka godzin będzie z mozołem radzić sobie ze strawieniem chociażby części; reszta odłoży się lub będzie ją dręczyła w postaci wybujałej fermentacji, gazów, niestrawności, wreszcie problemów z wydaleniem, złym samopoczuciem i wypryskami na twarzy. Nie mówiąc już o tym, ja zareaguje na kompozycję dziecko.... 

piątek, 23 października 2015

dobowy zegar funkcjonowania organizmu


Zegar biologiczny zaczyna tykać wraz z pierwszym wdechem nowonarodzonego dziecka. Od tego czasu, co 2 godziny wyznacza maksimum pracy konkretnych narządów organizując ich funkcjonowanie. W czasie swojego maksimum, narząd pracuje najbardziej efektywnie a dokładnie 12 godzin później jego poziom energii jest najniższy w ciągu doby i narząd odpoczywa. W tym czasie postaraj się oszczędzać dany narząd tak, żeby po odpoczynku mógł doskonale spełniać swoją funkcję.
Cykl biologicznego rytmu dnia rozpoczyna się aktywnością płuc między 3 a 5 rano, kiedy organizm wybudza się ze snu a oddech staje się bardziej pobudzony.
Następne dwie godziny, między 5 a 7 rano to czas aktywności jelita grubego – w tym czasie należy oczyścić organizm z niepotrzebnych resztek poprzez wypróżnienie.
Czas między 7 a 9 rano to odpowiedni czas na śniadanie – to maksimum pracy żołądka (minimum między 19 a 21).
Kolejną aktywność, między 9 a 11 przechodzi trzustka – ilość wydzielanej insuliny i enzymów trawiennych jest wtedy największa. Z kolei podjadanie posiłków węglowodanowych wieczorem sprawia, że trzustka jest nadmiernie obciążona (jej czas odpoczynku to godziny między 21 a 23)
Serce najefektywniej pracuje między 11 a 13 – to czas największego wysiłku umysłowego i fizycznego. Latem uważaj, żeby w tym czasie się nie przegrzać, w chłodne pory roku to najlepszy czas na aktywność fizyczną, gdyż w tym czasie mięśnie, dzięki maksimum pracy serca, są najbardziej zaopatrzone w tlen i składniki odżywcze.
13-15 to okres maksimum energetycznego jelita cienkiego, czyli czas najlepszego trawienia i wchłaniania przez kosmki jelitowe strawionego pokarmu. Im bliżej wieczora tym jelita stają się coraz bardziej ospałe.
15 do 17 to czas efektywnej pracy pęcherza moczowego, a kolejne dwie godziny (17 do 19) to maksimum pracy nerek.
Czy też odczuwasz wieczorne dreszcze między 19 a 21? W tych godzinach koncentracja pada na układ krążenia i osierdzie (osierdzie nie jest narządem stricte, ale zostało uznane w ajurwedzie za takowy. Jest to worek, który otacza serce; skorelowany jest z przeponą, naczyniami krwionośnymi  w obrębie serca i klatki piersiowej. Według ajurwedy, osierdzie organizuje przepływ kaphy w organizmie)
 Po 21 do 23 swoje maksimum ma tzw. Potrójny  Ogrzewacz czyli tridosza, która podobnie jak osierdzie, nie jest narządem w zachodnim rozumieniu. Według ajurwedy, tridosza, czyli obszar działania trzech bioenergii w korpusie, jest jednym z sześciu pustych narządów. Pusty, bowiem korpus może być uważany za dużą wypełnioną rurę, przez którą przepływają bioenergie.
Między 21 a 23 rozciąga się czas maksimum pracy woreczka żółciowego a zaraz potem za odtruwanie organizmu zabiera się wątroba, która maksimum pracy ma między 1 a 3 w nocy, intensywnie pracując nad utylizacją szkodliwych odpadów oraz innymi ważnymi do wypełnienia funkcjami.

poniedziałek, 5 października 2015

skurcze mięśni

      
·         W czasie ciąży krążenie żylno-limfatyczne nie funkcjonuje prawidłowo. Odpowiedzialne są za to hormony, które min. zmniejszają napięcie ścian naczyń. Krew i limfa z dolnych partii ciała ma utrudniony powrót do serca, a w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ten powrót dodatkowo utrudnia duża objętość macicy i ogólny przyrost masy ciała. Najlepszym sposobem na te dolegliwości jest zatem ruch na świeżym powietrzu, który poprawia krążenie. 
·         Stretching jest najlepszą metodą na dożywienie i dotlenienie mięśni
·         W momencie silnego skurczu, by odblokować krążenie żylne, należy położyć się na lewym boku z poduszką między nogami
·         Nie należy zakładać obcisłych ubrań i bielizny oraz zakładać nogi na nogę podczas siedzenia
·         Do spania warto podłożyć zwinięty koc pod nogi, tak, by  znalazły się ok. 10-15 cm wyżej od reszty ciała
·         Pod koniec kąpieli lub prysznica warto polać nogi od kolan w dół chłodnym strumieniem wody by poprawić ukrwienie
·         W diecie nie może zabraknąć pełnego ziarna i warzyw strączkowych – źródła magnezu, którego niedostatek jest odpowiedzialny za silne skurcze.
·         Należy wykluczyć spożywanie kawy i herbaty wypłukujących magnez z organizmu
·         „Zjadaczem” magnezu jest stres – im mniej stresu tym więcej magnezu
·         Receptura: Banan z łyżeczką ghee i 2 szczyptami kardamonu polecany jest jako pomoc w skurczach nocnych (uwaga panie z przewagą kapha – to pomoc nie dla was ze względu na śluzotwórcze właściwości banana)
·         Herbata z kopru włoskiego bądź ogrodowego przyniesie ulgę w skurczach
·         Do zredukowania skurczów nadają się olejki z rumianku, jaśminu, róży, szafranu i krwawniku.
·         Olej rycynowy jest słodki i rozgrzewający, używany miejscowo w postaci kompresu pomaga złagodzić skurcze mięśni.




niedziela, 27 września 2015

Kilka spostrzeżeń na temat kwasów omega 3


Kwas omega-3, czyli kwas alfa – linolenowy należy do tzw. niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych – jest konieczny do wzrostu, rozwoju mózgu, zmniejsza stany zapalne, poprawia stan zdrowia skóry oraz pomaga w tworzeniu błon śluzowych w żołądku i jelitach. Jest zatem pewne, że każdy powinien go spożywać, a już kobiety w ciąży szczególnie powinny zrócić uwagę na jego obecność w diecie. Kwas ten w organizmie przekształca się w swoje ostateczne formy długołańcuchowe: kwas eikozapentaenowy (EPA) i dokozaheksaenowy (DHA). „Gotowe” EPA i DHA (które nie są niezbędne, bo niezbędna jest pierwotne wersja czyli omega-3) zawierają tłuszcze zwierzęce: ryby, oleje z ich wątrób i nabiał. Mimo tego, że maksymalny dopuszczalny poziom zanieczyszczeń w olejach rybnych regulowany jest przepisami unijnymi i w teorii do sklepów powinny trafiać produkty oczyszczone lub specjalnie wyselekcjonowane, nie wierzę w to, że w oleju z wątrób ryb w ogóle nie ma ołowiu, rtęci czy kadmu – ciężkich karcynogennych metali. Denerwuje mnie zatem, jak ktoś mi doradza, żeby jeść dużo ryb, bo to dla maluszka... Kobietom w ciąży np. poleca się zatem olej z alg, który ma zbliżone parametry jakościowe do oleju rybnego. 
Konwersji omega-3 do EPA i DHA w organizmie można pomóc spożywając odpowiednią dawkę kwasu omega-3 (1,1 gr dla kobiet; 1,6 gr dla mężczyzn) zwracając uwagę na jego stosunek do wszędobylskiego omega-6 (według badań powinien znajdować się w przedziale 2:1 a 4:1, a w dzisiejszej diecie wynosić może aż 40:1!). Ten ostatni, czyli kwas linolowy, przeważa niestety w diecie naszych czasów (również w diecie roślinnej, gdyż jego duże ilości występują w nasionach, pestkach i zbożach) a jego nadmierne spożycie powoduje zachwianie równowagi immunologicznej i przyczynia się do zwiększenia częstotliwości stanów zapalnych (choć są różne teorie na ten temat). 

Dobrym roślinnym źródłem kwasu omega-3 jest olej lniany nieoczyszczony, olej z wiesiołka (ma też kwasy omega-6), olej z lnianki (rydzowy) czy olej z orzecha włoskiego. Oleje należy spożywać wyłącznie na zimno! Kupując je należy zwrócić uwagę na kilka kwestii: 

- olej musi być w szklanej i ciemnej butelce, gdyż kwasy omega-3 są wrażliwe na światło

- olej musi być wytłaczany w niskiej temperaturze a nie uzyskiwany przy pomocy ekstrakcji chemicznej w wysokiej temperaturze

- olej powinien mieć krótki termin przydatności do spożycia – kwasy omega szybko się utleniają, więc im jest ich więcej tym olej będzie miał krótszy termin ważności; często aby zwiększyć okres przydatności do oleju dodawana jest sztuczna witamina E – przeciwutleniacz

- nie radzę kupować olejów na targu czy straganie, gdyż narażone są na bezpośrednie działanie światła słonecznego i temperatury, przez co tracą swoje cenne właściwości (chyba, że sprzedawane są w zimie w ciemnych, szklanych butelkach). Dodatkowo, może się zdarzyć, że zostaną wyprodukowane z odmiany nasion o mniejszej zawartości omawianego kwasu lub z nasion w jakiś sposób uszkodzonych (np. przez gryzonie).








piątek, 28 sierpnia 2015

canihua żelaznym wybawieniem ciążarnych

X lat temu na zajęciach z prof. Krzanowskim o mieszkańcach Andów mieliśmy warsztat z uprawnej roślinności andyjskiej. Nie za bardzo wtedy mnie to interesowało, ale niedawno, robiąc porządki w biurku, znalazłam notatki z tamtych wykładów. Jakże ucieszyłam się na widok kartek z podkreślanymi wszystkimi możliwymi kolorami nazw jadalnych roślin z dużą zawartością żelaza.
"Kaniłłę" jadaliśmy już z synem wcześniej, ze względu na (podobnie jak u quinoi, należą do tej samej rodziny i wyglądają podobnie; na zdjęciu canihua w środku) dużą zawartość pełnowartościowego białka i wielu składników mineralnych. Ale zupełnie przeoczyłam fakt, że w 100 gramach canihua mieści się prawie całe dobowe zapotrzebowanie na żelazo!!! Co prawda ile z tej dawki żelaza się wchłonie to kwestia dodatkowych rozważań, ale jest już jakaś potężna wegańska alternatywa dla zakwasu buraczanego i soku z pietruszki:)

nogi do góry, czyli zwalcz obrzęki. Legs up - fight with swollen legs

Problem opuchniętych i obrzękniętych nóg pojawia się nie tylko w upały, ale jest obecny niestety w większości przypadków w stanie błogosławionym (już wielokrotnie zastanawiałam się kto wpadł na tak genialny pomysł, żeby tak właśnie nazwać wszechbolącą ciążę:)). Wszystko za sprawą krążenia żylno-limfatycznego oraz zatrzymanie wody w organizmie. Z tą wodą to jest trochę logiczne, gdzieś rezerwa musi się gromadzić, szczególnie, jak ktoś pije mało wody - wtedy tendencja do akumulacji jest duża, bo organizm broni się przed jej utratą. Zatem w upały należy pić dużo ciepłej wody i zjadać dużo soczystych owoców (arbuz, jabłka gruszki) oraz warzyw ściągających wodę z organizmu (np. seler, pietruszka, liście kolendry, koper)

Osobom z wysokim ciśnieniem krwi, które potrzebują środka moczopędnego, ale takiego, by nie wypłukał sodu i potasu, polecana jest mikstura z filiżanki wody kokosowej, 2 łyżeczek soku z limonki i filiżanki soku z ogórka.

Najwięcej wody, w małych ilościach, ale często, powinno się pić do południa, tak, by przez resztę dnia mogła spokojnie zostać wyewakuowana z organizmu. Częstym błędem jest picie całej butelki wody na raz i to jeszcze wieczorem, po tym, jak delikwent przypomni sobie, że przez cały pracowity dzień wypił jedną szklankę wody... było tyle obowiązków że zapomniałem/am się napić - taka wymówka gwarantuje wieczorne obrzęki:)



Jeśli chodzi natomiast o krążenie to najlepszą metodą jego pobudzenia jest ruch. Ale jak tu ruszać się w 40 to stopniowym upale? Polecam sesje stretchingu w leśnym cieniu:) Rozciąganie pobudzi i dotleni mięśnie, a zwiększone krążenie limfy odprowadzi nadmiar wody z mięśni. Dobrą, powszechnie znaną metodą, jest układanie nóg powyżej serca, tak, by krew i limfa mogły swobodnie odpłynąć z miejsc zastoju. Polewanie nóg zimną wodą jest także świetnym sposobem na zwiększenie krążenia w obrębie kończyn dolnych. Należy unikać długich okresów stania lub siedzenia z nogą na nodze - te pozycje hamują krążenie i sprzyjają gromadzeniu wody.

Dodatkowo:

- Kmin jest moczopędny – zmniejsza obrzęki, świąd i retencję wody w organizmie, zarówno przyjmowany doustnie jak i zewnętrznie, w postaci pasty przykładanej do miejsca zaatakowanego schorzeniem

- Podobnie do kminu, koper ma działanie moczopędne, przez co używa się go do usunięcia wody i obrzęków z organizmu; jest również użyteczny w walce z chorobami skóry oraz stymuluje trawienie, działając wiatropędnie. 

- Pasta z kurkumy i soli nakładana miejscowo zmniejszy obrzęk i opuchliznę.

- olejki eteryczne takie jak: brzozowy, szałwiowy, cyprysowy, pomarańczowy, różanecznikowy i eukaliptusowy, dodawane do kąpieli również pomogą zmniejszyć opuchliznę i obrzęk

- Olej kukurydziany jest silnie moczopędny i dzięki tej właściwości jest idealny w leczeniu opuchlizny i obrzęków. Rozgrzewa, przez co pobudza pittę.

- Kompresy – do litra ciepłej wody dodaj ok. 5 do 10 kropel olejku (z powyższych) i namaczaj w niej ręcznik lub inny materiał przez kilka minut. Po wyciśnięciu wody ręcznik przyłóż w bolące miejsce. Dla osób o typie kapha lub z zaburzeniami tej energii, którym dolega opuchlizna, zastoiny i obrzęki idealne będą ciepłe kompresy.

The problem of swollen legs appears not only in hot weather, but is unfortunately present in most cases in pregnancy. All due to veno-lymphatic circulation and water retention. With this water it is a bit logical, somewhere the reserve must accumulate, especially if someone drinks little water - then the tendency to accumulate is large, because the body defends itself against its loss. So in hot weather you should drink a lot of warm water and eat a lot of juicy fruits (watermelon, apple pears) and vegetables that draw water from the body (e.g. celery, parsley, coriander leaves, dill)

For people with high blood pressure who need a diuretic, but not rinse off sodium and potassium, a mixture of a cup of coconut water, 2 teaspoons of lime juice and a cup of cucumber juice is recommended.

Most water, in small quantities, but often, should be drunk by noon, so that it can be safely evacuated from the body for the rest of the day. It is a common mistake to drink a whole bottle of water at once, and in the evening.

However, when it comes to circulation, the best method of stimulating it is movement. But how do you move in 40-degree heat? I recommend stretching sessions in the forest shadow :) Stretching will stimulate and oxygenate the muscles, and increased lymph circulation will drain excess water from the muscles. A good, commonly known method is to put the legs above the heart, so that blood and lymph can flow freely from stasis. Pouring cold water on your legs is also a great way to increase circulation in the lower extremities. Avoid long periods of standing or sitting with your foot on your leg - these positions inhibit circulation and promote water accumulation.

Additionally:
- Cumin is a diuretic - reduces swelling, itching and water retention in the body, both taken orally and externally, in the form of a paste applied to the affected area

- Similar to cumin, dill has a diuretic effect, which is why it is used to remove water and swelling from the body; it is also useful in the fight against skin diseases and stimulates digestion, acting carminative.

- Topical turmeric and salt paste will reduce swelling

- Essential oils such as birch, sage, cypress, orange, rhododendron and eucalyptus, added to the bath will also help reduce swelling

- Corn oil is highly diuretic and thanks to this property it is ideal for the treatment of swelling. It warms up, which stimulates pitta.

- Compresses - add 5 to 10 drops of oil (from the above) to a liter of warm water and soak a towel or other material in it for a few minutes. After squeezing the water, put the towel on the sore spot. For people of the kapha type or with energy disorders who suffer from swelling, congestion and swelling, warm compresses will be ideal.


sobota, 15 sierpnia 2015

Wodolecznictwo – jedna z najstarszych form terapii

Termy, banie, sauny, łaźnie parowe czy inne formy zamkniętych obiektów, w których panowało gorące i wilgotne bądź suche powietrze doprowadzające do pocenia się skóry, znane były już w dalekiej starożytności. Szczególne znaczenie zyskały w czasie trwania Imperium Rzymskiego ale nie mniejszy jest ich udział w kulturze Słowian, Rusów, Ugrofinów, Indian Ameryki Północnej i szamańskich ludów Syberii. Początkowa używano ich w celach higienicznych lub spirytualnych, później odkryto ich działania lecznicze, polegające na znacznym podniesieniu odporności organizmu człowieka oraz zdecydowanym jego oczyszczeniu.
W ajurwedzie od tysiącleci wykonuje się wiele zabiegów z użyciem różnych cieczy:
-  kąpiel napotna w saunie ( saunę suchą bardziej poleca się osobom z przewagą doszy pitta i kapha w konstytucji a saunę „mokrą” osobom z przewagą waty)
- tapasweda - nakładanie na określone miejsca na ciele pacjenta ogrzanych różnych materiałowych przedmiotów typu koce, gazy, ręczniki  lub gazy wewnątrz której znajduje się gorąca substancja lecznicza -  stosuje się w leczeniu bolących i opuchniętych miejsc na ciele
- zabieg polewania całego ciała różnymi ciepłymi cieczami np. różnego rodzaju olejami, mlekiem lub odwarami z leczniczych ziół.
-gorąca kąpiel w wannie z dodatkiem napotnych olejków eterycznych znajduje świetne zastosowanie w terapiach domowych po dzisiejsze czasy.
Dziś wykorzystujemy nieporównywalną dostępność wód leczniczych i różnorodność zabiegów związanych z użyciem wody.
Najczęściej stosowane są kuracje pitne – krenoterapia, podczas których chory udaje się do specjalnego sanatorium/uzdrowiska utworzonego na bazie występującego rodzaju wody uzdrowiskowej; kompresy/okłady, termofory, płukanki, lewatywy, kąpiele, nasiadówki, nacierania gorące lub zimne. Są też kąpiele z minerałami, np. kąpiele torfowe stosowane głównie w schorzeniach stawów; kąpiele błotne, mułowe, piaskowe czy w glinie a nawet z udziałem produktów pochodzenia wulkanicznego. Przeciwwskazaniem w każdej z tych terapii są ostre stany zapalne, nowotwór. W porozumieniu lekarza i pod jego kontrolą można korzystać z wodolecznictwa w przypadku chemioterapii, radioterapii, nowotworów nerki, białaczki lub czerniaków.
W kuracjach pitnych najczęściej wykorzystuje się:
·         Wody chlorkowo-sodowe, czyli solanki, zwiększające ilość kwasu solnego, wydzielanej żółci i soku trzustkowego. Stężona solanka działa pobudzająco i moczopędnie; rozcieńczona odwrotnie. Solankom często towarzyszy brom i jod.
·         Szczawy lub szczawiany, czyli wody wodorowęglanowe. Mają działanie żółciopędne,  żółciotwórcze i zobojętniające; pobudzają apetyt i trawienie. Szczawom często towarzyszy jon żelazawy, który wspomaga walkę z niedokrwistością oraz biokatalizatory takie jak miedź, cynk czy mangan.
·         Wody siarczkowe, inaczej glauberskie- regulują pracę wątroby oraz zwiększają wydzielanie kwasu moczowego. Nie stosuje się ich dłużej tylko doraźnie, mogą mieć przeczyszczający jelita.
·         Wody wapniowe, w rzeczywistości wody siarczanowo-wapniowe tonizują nadkwaśność żołądka stając się tym samym remedium na zgagę i odbijanie. Działają też silnie odczulająco i uszczelniają naczynia krwionośne.
·         Wody siarkowodorowe to wody stosowane w chorobach reumatycznych. Mają właściwości bakteriobójcze i uśmierzają ból; wywołują również przekrwienie a przez co i regenerację błon śluzowych.
·         Wody radonowe, które pije się ze specjalnych naczyń uniemożliwiających „ucieczkę emanacji radonowej”. Wody pobudzają wydzielanie hormonów z kory nadnerczy, zwiększają metabolizm i poprawiają oddychanie komórkowe.


sobota, 18 lipca 2015

basti - lewatywy i wlewy


Basti to terapeutyczne lewatywy. Istnieje wiele różnych rodzajów lewatyw, jedne używane są w celu wzmocnienia mięśniówki i stymulacji pracy jelita, inne do redukcji kumulujących się w nim substancji. Czyszczące lewatywy, stosowane w panczakarmie, mają na celu wydalenie nadmiaru waty z jelita grubego; typowe wlewy składają się z namydlonej ciepłej wody z dodatkiem ziół, przypraw, miodu, oleju lub innych lekarstw, w zależności od stopnia schorzenia i miejsca wprowadzenia (wlew może być nie tylko do odbytnicy, ale również przez cewkę moczową lub pochwę). Wlewy z czystej wody, bez dodatku oleju czy ziół, mogą wysuszać i uszkadzać ścianki jelita. Kurację najlepiej jest przeprowadzać wczesnym rankiem, w okresie dominacji wata. Pacjent powinien wydalić wlew najpóźniej po 45 minutach – ziołowe odwary oczyszczające wykazują bowiem silnie kwaśne właściwości mogące uszkodzić ścianki jelita. Lewatywy oczyszczające mogą być uzupełniane wlewami odżywczymi i budującymi, zawierającymi olej sezamowy – te mogą utrzymywać się w jelitach przez dłuższy okres, nawet do 9 godzin. Jeśli organizm nie wydala wlewu zbyt długo, należy sprowokować go przez zażycie środków przeczyszczających. Obecnie w terapii pańczakarma istnieje wyraźny podział basti na lewatywy olejowe i czyszczące. Lewatywy tzw. olejowe są wykonywane jako pierwsze – ich celem jest nawilżenie jelita grubego i zmiękczenie  złogów przyklejonych do jego ścianek. Wlew ten pacjent powinien utrzymać minimum około godziny, podczas gdy traktaty ajurwedyjskie określają ten czas od 2 do 8 a nawet 9 godzin. W rzeczywistości, według opinii lekarzy, ścianki jelit i zwieracze pacjentów są dziś zbyt słabe, by wytrzymały napór wlewu przez tak długi okres czasu. Skraca się również czas wlewu czyszczącego - wykonuje się go każdej porze dnia (należy zachować kilkugodzinny odstęp po spożyciu posiłku) skupiając uwagę na konkretnym narządzie. W zależności od kondycji narządów, wlewy mogą być powtarzane kilka do kilkunastu dni – jest to bowiem najważniejszy element panczakarmy, a prawidłowo wykonany skutkuje pełnym oczyszczeniem. W przeciwnym razie toksyny, które zostały nagromadzone od początku terapii w jelicie grubym zostaną z powrotem wchłonięte do tkanek organizmu. Wlew ten pacjent powinien, według pism ajurwedy, trzymać do 45 minut, w rzeczywistości napór jest tak silny, że pacjenci wytrzymują od 5 do 10, a sporadycznie 20 minut. Zabieg basti powinien zakończyć wlew budujący i odżywczy – w klinikach jest to praktykowane tylko po wielu lewatywach czyszczących; w innych przypadkach pacjent pozostawiany jest sam sobie z dalszymi zaleceniami dotyczącymi diety i metod odbudowywania, zniszczonej ziołami o silnym działaniu, flory bakteryjnej w obrębie jelit.
Przeciwwskazaniem do przeprowadzenia basti są przede wszystkim hemoroidy i nieżyt odbytu, choroby skóry i cukrzyca.

Basti are therapeutic enemas. There are many different types of enemas, some are used to strengthen the muscles and stimulate intestinal work, others to reduce the cumulative substances in it. Cleansing enemas, used in panchakarma, are aimed at expelling excess vatta from the large intestine; typical infusions consist of soapy warm water with the addition of herbs, spices, honey, oil or other medications, depending on the degree of disease and place of introduction (the infusion may be not only into the rectum, but also through the urethra or vagina). Pure water infusions, with no added oil or herbs, can dry and damage the intestinal walls. The treatment is best carried out in the early morning, during the domination of vatta. The patient should clear the infusion at the latest after 45 minutes - herbal cleansing decoctions have strong acidic properties that can damage the intestinal walls. Enema cleansing can be supplemented with nutritional and building fillers containing sesame oil - these can persist in the intestines for a longer period, up to 9 hours. If the body does not discharge too long, it should be provoked by taking laxatives. Currently, in the therapy of panchakarma, there is a clear division of basti into oil and cleaning enemas. oils enemas are made first - their goal is to moisturize the large intestine and soften the deposits stuck to its walls. The infusion should maintain a minimum of about an hour, while Ayurvedic treats determine this time from 2 to 8 or even 9 hours. In fact, according to physicians' opinions, intestinal walls and sphincter patients are too weak today to withstand the infusion over such a long period of time. The cleaning infusion time is also shortened - it is performed at any time of the day (a few hours should be kept after eating a meal), focusing on the specific organ. Depending on the condition of organs, infusions can be repeated a few to a dozen or so days - this is the most important element of panchakarma, and properly performed results in full purification. Otherwise, the toxins that have been accumulated since the beginning of therapy in the large intestine will be absorbed back into the tissues of the body. This infusion should be up to 45 minutes according to Ayurvedic writing, in fact the pressure is so strong that patients can withstand 5 to 10, and occasionally 20 minutes. The basti procedure should end the building and nourishing infusion - in clinics it is practiced only after many enema cleansing; in other cases, the patient is left alone with further recommendations for diet and methods of rebuilding, destroyed by herbs with a strong action, intestinal flora.


The contraindication to carry out basties are primarily hemorrhoids and anal fever, skin diseases and diabetes.

wtorek, 16 czerwca 2015

pilayu, czyli to, co robię na co dzień:)

Proste połączenie - dowolność kreowania ćwiczeń w pilatesie i zasady względem doszy, które podaje ajurweda, to całe sedno prowadzonych przeze mnie zajęć. Nazwałam je może i banalnie, ale cała zabawa banalną w rzeczywistości nie jest:) 
Przedstawiam Wam 3 filmy, które mimo ogromnego stresu udało mi się nagrać. Jestem zdecydowanie lepsza w pisaniu niż w staniu przed kamerą - wybaczcie:) Filmy przedstawiają kilkunastominutowy zestaw ćwiczeń ułożony pod kątem własności fizycznych charakterystycznych dla przewagi poszczególnej doszy. Trening można (a może nawet trzeba) wykonywać codziennie, bez strachu o swoje stawy czy nadwerężenie mięśni. Pierwszy filmik przeznaczony jest dla osób z dominacją doszy wata; kolejny dla pitty a ostatni z nich dla osób z dominacją doszy kapha. Filmy opatrzone są krótkim komentarzem, a ćwiczenia przedstawione bez powtórzeń - ich ilość możecie wykonywać wedle uznania. 
Wszystkie treści, które znajdziecie na mojej stronie są powszechnie dostępne i bezpłatne, tak, by każdy, kto myśli poważnie o swoim zdrowiu i samopoczuciu mógł z nich korzystać. W tym samym duchu zostawiam nagrania, z tym małym wyjątkiem, że traktując prowadzenie treningów jako część mojej pracy zawodowej (a tym samym zarobkowej) wszystkim, którzy mają na to ochotę lub uznają filmy za wartościowe, pozostawiam otwartą furtkę na dokonanie opłaty wedle uznania:)
Wpłaty, z tytułem "wpłata pilayu" można dokonać na konto:  

81 1050 1461 1000 0090 7781 6412 ( bank ING)

Monika Ptak-Korbacz "Usługi Prozdrowotne"
ul. Sportowa 3
26-130 Suchedniów

wtorek, 26 maja 2015

Domowe mleko roślinne z truskawkami

Sezon zaczęłam trochę wcześnie, ale uwielbiam kwaśne truskawki (których, ze względu na przeważającą we mnie pittę, jeść notabene nie powinnam:). Nie ma słońca, więc kwaskowatość truskawek uznaję w tym roku za bardzo udaną (choć wolałabym słońce i mogłyby być ostatecznie słodkie truskawki). Bardzo ostatnio wybrzydzam jedzeniowo (to nie, tamto nie...), ale dziś napadły mnie truskawki z mlekiem migdałowym...

Składniki na mleko: fil dowolnych orzechów, migdałów lub kokosa moczonych przez noc w zimnej wodzie na 3 fil wody; szczypta soli

Odcedzone orzechy lub migdały wrzucić do blendera, dodać wodę i sól i miksować co najmniej 60 sekund na dużych obrotach. Zawartość przecedzić przez gazę lub pieluchę tetrową i wlać do szklanej butelki.


Do mleka rozgniotłam truskawki i nie powinnam się przyznać, ale dodałam syropu daktylowego. Niebo w gębie...

poniedziałek, 4 maja 2015

weganizm w ciąży - co na to ajurweda

Ajurweda nie dyktuje takiego sposobu odżywiania – należy mieć na uwadze to, że medycyna ta rozwinęła się w kulturze ceniącej mleko i produkty mlekopochodne jako największe dobro i kluczowy produkt w ubogiej diecie. Kultury Wschodu, kultury w przewadze rolnicze i pasterskie cenią sobie produkty odzwierzęce jako wzmacniające i dające energię do przetrwania w trudnych warunkach. Mieszkańcy północnych Indii, Nepalczycy oraz Tybetańczycy nie przeżyliby gdyby nie jedli mięsa i nie pili mleka. Wszystko zależy zatem od dostępności pożywienia i warunków klimatycznych. Oczywiście produkty pochodzenia zwierzęcego są w ajurwedzie uznawane za tamasowe (każdy produkt, który powstał już z zapłodnionej komórki jajowej jest za takowy uważany, czyli zarówno mięsa jak owoce morza, skorupiaki, ryby czy jaja), czyli takie, które uziemiają, powodują inercję, bezwład i poczucie ciężkości; wyjątek od reguły stanowi mleko krowie i jego pochodne, które z kolei należą do dobrych produktów o przewadze guny sattwa. Pokarmów tamasowych należy unikać, ale nie znaczy to, że są one zabronione (W Czaraka Samhicie znajdujemy nawet porady dotyczące spożywania mięsa).

W dzisiejszych czasach obserwujemy pęd do bardzo radykalnych zmian żywieniowych – teorie przeplatają się by zaraz się wykluczyć a każdy mądry naukowiec-żywieniowiec wymyśla co rusz kolejną wersję swojej cudownej diety, oczywiście popartą kolejną porcją niestrawnych dla zwykłego odbiorcy serią badań opisanych skomplikowanym językiem biologii. Najrozsądniej, by nie pogubić się w tym gąszczu, podążać własną ścieżką, którą wyznacza nasz organizm. Jego potrzeby energetyczne i odżywcze powinny stanowić wyznacznik tego czym i w jakiej ilości się odżywiać. Nie można założyć, że każdy bez wyjątku będzie się czuł doskonale na diecie roślinnej – to tak jakby powiedzieć, że każdy musi biegać, bo bieganie przecież jest bardzo zdrowe. Ale nie każdy chce, może, ma predyspozycje lub uwarunkowania fizyczne do biegania; to samo ma się z dietą bazującą na roślinach. Osoba o konstytucji wata na przykład, na pewno nie czułaby się dobrze, gdyby jej pokarm w całości stanowiły rośliny i to jeszcze w znamienitej większości surowe. Pożywienie, które dodatkowo wychładza jej zimny organizm, nie jest dla takiej osoby optymalnym pokarmem. Warto więc, podejmując decyzję o przejściu na odżywianie oparte na roślinach, wsłuchać się przede wszystkim w to, co próbuje nam o tym pomyśle przekazać organizm. Czasem, mimo tego, że dzięki silnej woli będziemy realizować powziętą decyzję, może się okazać, że ta decyzja jest błędna i zamiast pożytku wyrządzamy organizmowi szkodę. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że nauka nie zna do końca złożoności i wymagań całego systemu jakim jest ludzki organizm. Co rusz znajduję nowe informacje na temat kolejnych przełomowych odkryć związanych np. z witaminami, które mają znacznie szersze znaczenie niż do tej pory sądzono. Naukowcy nie są w stanie wyabstrahować pewnych substancji, które są potrzebne człowiekowi do przeżycia, a które znajdują się w produktach pochodzenia zwierzęcego – chcąc nie chcąc jesteśmy zwierzętami wszystkożernymi i od zarania dziejów nasza ludzka dieta w jakimś stopniu składała się zarówno z produktów roślinnych jak i mięsa. Pomimo tego, że od kilkunastu lat nie jem mięsa i nie suplementuję żadnej substancji, czuję się z tym doskonale, ale nie mogę zagwarantować, że którejś z nich (np. wit. K2) mojemu organizmowi nie brakuje. 

Konwersja na weganizm zdecydowanie powinna nastąpić przed zajściem w ciążę – pozwoli to na prawidłowe zinterpretowanie zachowania organizmu. W innym przypadku nie będzie można jednoznacznie określić przyczyny występujących zjawisk – wzdęcia, gazy, nudności, zgaga, biegunki czy zatwardzenia, wychłodzenie itd. mogą być spowodowane zarówno przemianami hormonalnymi, które wpływają na kondycję naszych organów w ciąży jak i przejściem na dietę w dużej mierze bazującej na strączkach i warzywach. 

Zarówno zalet jak i wad odżywiania opartego wyłącznie o rośliny jest wiele, tak w normalnej kondycji organizmu jak i w ciąży. Jeśli chodzi o zalety, prawidłowo prowadzona dieta wegańska na pewno uchroni przed dużą ilością toksyn i złogów z przemiany materii białek zwierzęcych; oczyści i odżywi tkanki ciała; doda energii i polotu. Równocześnie, nawet przy odpowiednio zbilansowanej diecie wegańskiej trudno dostarczyć organizmowi niezbędną dla niego ilość żelaza, cynku, witaminy D3, wit. B 12, wit K2 czy innych substancji przynależnych tylko produktom pochodzenia odzwierzęcego (w dodatku należy pamiętać, że to, co znajduje się w roślinach zależy tylko od gleby na jakiej rosną, więc to, że jakaś roślina jest hipotetycznie źródłem danej substancji, wcale nie musi równać się temu, że rzeczywiście ją dostarcza). Z tym problemem borykają się szczególnie kobiety w czasie ciąży, które muszą zadbać nie tylko o dawkę dla siebie ale zaspokoić także potrzeby rosnącego w brzuchu maluszka. A to nie jest takie proste – nawet najlepiej dobrana dieta często wymaga dodatkowej suplementacji witaminy B 12, witaminy D3 lub żelaza. Suplementacja ma to do siebie, że jej produkty są jedną lub kilkoma wyizolowanymi i skoncentrowanymi substancjami, które nie pasują do toczących się w organizmie ludzkim skomplikowanych mechanizmów. Nie można oczekiwać, że dostarczając organizmowi dawki czegoś, co nie jest naturalne, tylko sztucznie zsyntetyzowane, uzyskamy lepsze efekty i poprawienie funkcjonowanie organizmu. Organizmu, stanowiącego wspaniały przykład synergii, współdziałania złożonych systemów, które w procesie trawienia i asymilacji uzyskują z pokarmu to, co rzeczywiście potrzebne. Czasem dzieje się wręcz odwrotnie – wysokie stężenie pojedynczych, wyabstrahowanych substancji, zmusza organizm do dodatkowej pracy nad ich rozłożeniem i wchłonięciem. To, czego nie zdoła wchłonąć, albo wydostaje się z moczem (i to jest ta optymistyczna wersja) albo odkłada się jako toksyna w tkankach ciała. Jestem zdecydowanym i zagorzałym przeciwnikiem suplementacji, ale w dzisiejszych czasach stoimy często między młotem a kowadłem: żywności ze sklepowych półek nie powinno się spożywać (patrz na etykiety), a na pewno nie dostarcza ona odpowiednich substancji do sprawnego funkcjonowania organizmu. Odrzucając ją, jesteśmy z kolei zmuszeni zapewniać organizmowi pewne niezbędne substancje poza spożywanymi produktami. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie substancje znajdujące się w naturalnym pożywieniu są lepiej przyswajalne i zdecydowanie lepiej wpływają na funkcjonowanie ludzkiego organizmu, ale w dzisiejszych czasach niezwykle trudno znaleźć coś, co bez szkody dla organizmu nadaje się do spożycia…Co więcej zbadana i zdefiniowana zawartość witamin i pierwiastków w produktach spożywczych (np. ilość poszczególnych substancji w średnim jaju kurzym) ma się nijak do tego, co rzeczywiście w tym jaju jest, ponieważ wszystko zależy od tego, co zwierzę jada (kura może jadać sztuczne pasze, z których niewiele przyswoi a tym samym niewiele cennych składników znajdzie się w jej jaju), gdzie przebywa (może być hodowana w klatkach, bez dostępu do słońca – w żółtku nie będzie wtedy witaminy D, bo niby skąd) czy wreszcie gdzie i na jakiej glebie rosną rośliny, które spożywa (wiadomym jest, że ilość składników odżywczych w roślinie pochodzi z gleby na której rośnie). „Klęska urodzaju”, która towarzyszy naszym czasom we wszystkich aspektach, ma to do siebie, że ilość przewyższa jakość produktów. Dodatkowo ogólne zanieczyszczenie, powszechnie dostępne preparaty chemiczne oraz lekarstwa podawane bez umiaru, dodatki i konserwanty, specjalne podwyższane normy jakościowe itd. sprawiają, że to, co znajduje się na półkach w sklepach daleko odbiega od naturalności. Z kolei chemicznie syntetyzowane preparaty są trudniej przyswajalne, powodują więcej skutków ubocznych, i otwarcie trzeba to przyznać, nie znamy konsekwencji ich spożywania dla tak synergicznego układu jakim jest organizm ludzki. 

Decydując się na taką, czy inną dietę, niezwykle konieczna jest obserwacja własnego ciała i błyskawiczna reakcja na sytuacje odbiegające od normy. Pozwoli to na szybkie zdiagnozowanie gdzie leży problem i ewentualną podaż substancji, której organizmowi brakuje. Nie wolno zapominać, że w każdej sekundzie w milionach komórek naszego ciała odbywa się bardzo wiele procesów, do których codziennie potrzeba szeregu substancji z zewnątrz. Ich permanentny brak uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie tego złożonego i niezwykle mądrego systemu. 



środa, 15 kwietnia 2015

Tworzenie pomyślnych zdarzeń – afirmacja


Od wielu osób słyszysz na co dzień „myśl pozytywnie!”. Oczywiście każda myśl jest energią, więc pozytywne myślenie ma kolosalne znaczenie. Podobnie z mową – wypowiadane przez ciebie intencje, zdania, słowa pozytywne lub przekleństwa odbijają się energetyczny echem na działaniach bądź ludziach do których są skierowane. Idąc dalej, w ajurwedzie  zarówno twoje myśli, słowa jak i uczynki mają takie same znaczenie w kształtowaniu twojej karmy na teraźniejsze i przyszłe życie. Skupiaj się zatem na pozytywnych myślach i postaraj się włożyć choć odrobinę serca w ich intencjowanie.
Afirmacje, bo tak nazywamy krótkie, pozytywne teksty ułożone specjalnie pod kątem jakiejś sytuacji, którą chcemy zrealizować, mogą być bardzo różnorodne. Panuje jednak kilka zasad w ich wypowiadaniu, tak, by rzeczywiście spełniały swoje założenia.
Generalnie przyjmuje się, że afirmację powinny być pozytywne, a tekst ułożony w formie twierdzącej czasu teraźniejszego. Afirmując w czasie przeszłym odnosisz się jedynie do wspomnień a w czasie przyszłym budujesz jedynie oczekiwania, że kiedyś coś się wydarzy. Pozytywne oznacza, że nie możesz tworzyć zdań obrażających lu b ośmieszających  kogoś, nie możesz też życzyć mu źle.
·         Nie używaj w afirmacji słowa NIE; buduj zdania twierdzące, gdyż podświadomość lubi zgubić ten wyraz dając zupełnie inny kontekst. Zamiast „nie będę chorować” powiedz „jestem zdrowa!”
·         Nie używaj słów wskazujących na ciągłe pragnienie czy chęć, potrzebę czegoś, gdyż w ten sposób utwierdzasz się w przekonaniu, że nieustannie czegoś chcesz. Lepiej powiedz „mam kochającego męża” niż „chciałabym mieć bardzo kochającego męża”
·         Staraj się używać określeń o pozytywnym zabarwieniu unikając zupełnie wyrazów kojarzących się z czymś niechcianym. Np. zamiast „nie chcę bólu i choroby” powiedz zdecydowanie „jestem zdrowa i silna”
·         Nie używaj skomplikowanych i długich tekstów – afirmacje to krótkie, zwięzłe i oczywiste sformułowania, jasno wyrażające cel
·         Nie kłam swojej podświadomości; jeśli twój portfel dawno świeci już pustkami nie mów: „mam portfel pełen pieniędzy” bo tylko się oszukujesz. Lepiej afirmuj: „jestem gotowa na wysokie zarobki”.
·         Używaj słów i zdań, które są ci bliskie i dostosuj je do najbardziej aktualnych potrzeb. Im mniej afirmacji tworzysz tym lepiej będzie ci się na nich skoncentrować.
·         Pracuj powoli i systematycznie – nie od razu Rzym zbudowano. Bądź cierpliwa i wypowiadaj afirmację z całym przekonaniem co do ich słuszności.

poniedziałek, 30 marca 2015

Witamina D


Na niedobór witaminy D3 cierpi połowa ludności świata, ale weganie borykają się częściej z jej brakiem niż osoby spożywające produkty odzwierzęce (witamina ta występuje tylko w tłuszczach pochodzenia zwierzęcego np. tłustych rybach, oleju z wątroby lub żółtku). W grupie ryzyka, z racji ciemniejszego kolorytu skóry, są także osoby o konstytucji wata. Braki tej witaminy mogą skutkować min. niedostatecznym wchłonięciem wapnia do kości, ich kruchością, demineralizacją lub krzywicą, bo zadaniem witaminy ze słońca jest regulowanie poziomu wapnia i fosforu we krwi. Ale nie tylko. W świetle najnowszych badań, witamina D wspiera procesy obronności organizmu i pomaga walczyć w wirusami (stąd powiązanie zachorowalności grypy z brakiem dostatecznej ilości światła słonecznego).
Najlepszym sposobem na pozyskanie D3 jest ekspozycja na działanie promieni słonecznych, bowiem receptory tej witaminy występują w każdej komórce ciała – D3 sama zsyntetyzuje się w skórze (chyba, że ta jest chroniona kremem z filtrem UV; to frakcja UVB powoduje powstanie witaminy D w naszym organizmie, a jednocześnie ta sama frakcja światła może powodować oparzenia i powstanie niezłośliwych nowotworów skóry). Co więcej, część wytworzonej w ten sposób witaminy D, odkłada się w tkance tłuszczowej stanowiąc rodzaj rezerwy na dni bezsłoneczne. Witamina wytworzona ze słońca pozostaje we krwi dużo dłużej niż suplementowana, ale jesienią, zimą i wczesną wiosną, kiedy nie ma słońca przez dłuższy czas a rezerwy organizmu wyczerpią się, dodatkowo znaczny procent powierzchni skóry przykrywa ubranie, konieczne jest uzupełnianie tej witaminy. Nierealnym jest bowiem dostarczenie odpowiedniej dawki tej witaminy z pożywienia. Co ciekawe, chemicznie wytwarzaną witaminę można przedawkować, a przy jej wersji naturalnej nie jest to możliwe. Nadmiar witaminy D jest szkodliwy i powoduje wiele zaburzeń (tylko nie wiadomo dokładnie ile tej witaminy potrzebujemy i w którym momencie jest już nadmiar – kolejne badania podają coraz to inne wyniki).


niedziela, 1 marca 2015

O ajurwedzie po indyjsku - warto przeczytać:)


Zbierając materiały do nowej książki trafiła mi w ręce książka dr Partapa Chauhana - wspaniałego lekarza praktykującego ajurwedę w jej oryginalnej formie. 

Dr Chauhan jest autorem książek, nauczycielem i podróżującym po świecie lekarzem, którego ogromny wkład w propagowanie ajurwedy na świecie jest nie do przecenienia. Współpracuje z wieloma Międzynarodowymi Ajurwedyjskimi Instytucjami i Uniwersytetami a na co dzień prowadzi klinikę Jiva Ayurveda w Faridabadzie, gdzie z powodzeniem leczy chronicznie chorych i takich, których dolegliwości uznawane są za nieuleczalne. 



Dr Chauhan w książce, nad którą pracował kilka lat, w sposób bardzo dokładny i staranny, a zarazem przystępny, w początkowych rozdziałach opisuje zagadnienia teoretyczne ajurwedy - jej pochodzenie, zasady a także rozważania na temat konstytucji fizycznej i mentalnej. Sama wiem, jak trudno opisać w zrozumiały sposób tak skomplikowane tematy a autor posługując się prostym i konkretnym językiem zrobił to w sposób godny szacunku. Każde zdanie jest napisane w ten sposób, że lektura staje się przyjemna i łatwa w odbiorze nawet dla zupełnie niezorientowanego w temacie czytelnika. 
Kolejny rozdział poświęcony jest trawieniu, które jest przecież najważniejszą funkcją naszego organizmu i na poziomie fizycznym jest odpowiedzialne za utrzymanie równowagi a co za tym idzie zdrowia. Ten krótki, ale treściwy rozdział został opatrzony cennymi poradami praktycznymi. 
Autor poświęcił kilka następnych stron na opisanie zagadnień fizjologii ciała wg ajurwedy - tłumaczy pochodzenie tkanek, wyróżnia znaczenie kanałów w organizmie ludzkim a przede wszystkim zapoznaje czytelnika z niezwykle istotną energią witalną.
W drugiej części książki, tej bardziej praktycznej, czytelnik zostaje dosłownie obsypany poradami dotyczącymi zarówno odżywiania jak i całej aktywności życia codziennego. Moim konikiem jest żywienie według ajurwedy i tylko w tym punkcie książki westchnęłam nie dowiedziawszy się niczego więcej poza to, co jest dla mnie jasne. Niemniej jednak dla mnie nie oznacza, że dla wszystkich sympatyków tej medycyny - wszystko, co związane jest z dietą autor opisał w sposób jasny i konkretny. Po części poświęconej stylowi życia, bardzo ciekawej zresztą, doszłam wreszcie do rozdziałów, na które czekałam z niecierpliwością. Byłam bowiem bardzo ciekawa, jak autor, który jest lekarzem podchodzi do choroby, jej diagnozy i leczenia. Nie zawiodłam się - strony chłonęłam w tempie ekspresowym zachwycając się nad językiem i ogromem wiedzy autora (mam porównanie z wieloma innymi praktykami, których czytałam podczas pisania pracy magisterskiej a potem książek; plusem jest na pewno doskonały przekład książki). 
Na koniec wisienka na torcie - domowe leki, czyli co z kuchni można wykorzystać w samoleczeniu. Wzbogaciłam swoją wiedzę o kilka ciekawych wiadomości, a osoby, które nie znają się na temacie zapewniam, że będą czytały wszystko z wielkim zaciekawieniem i kartką na zakupy w ręku.
Autor dodał kilka przepisów na typowo indyjskie dania czyli np. kichadi (które nazywa kiczeri, zależy od regiony Indii), lassi, masło ghi i inne oraz umieścił opis jogicznej sekwencji "powitania słońca", co na pewno czyni książkę jeszcze bardziej atrakcyjną.
Bardzo cenny jest też słowniczek na samym końcu książki - terminy w pracy pisane są w języku oryginalnym, co wymaga czasem objaśnień. 

Książkę polecam wszystkim adeptom ajurwedy, a także tym, którzy chcą tak jak ja stale wzbogacać swoją wiedzę. Ciekawych i cennych wiadomości nigdy nie za dużo, tym bardziej, jeśli pochodzą one z tak dobrego źródła.


sobota, 7 lutego 2015

Z serii zioła Azji Amla, amalaki - źródło witaminy C

Owoce drzewa amlaki są najbogatszym naturalnym źródłem witaminy C, do 445 mg na 100 g. Są również bogatym źródłem polifenoli oraz witamin A i z grupy B.
Znana również jako agrest indyjski, amla ma niską zawartość kalorii. Sto gramów świeżych jagód ma tylko 44 kalorie. Podobnie jak czarne porzeczki, ma znacznie większe ilości fitochemicznych związków fenolowych, zwłaszcza flawonów i antocyjanów. Stwierdzono, że oba te związki mają liczne korzyści zdrowotne. Są przeciwnowotworowe i przeciwstarzeniowe. Dzięki tym właściwościom, w medycynie ajurwedyjskiej owoce amla są najważniejszym składnikiem odmładzających preparatów ziołowych – spożywanie amli to najbardziej efektywny sposób na utrzymanie dobrego stanu zdrowia oraz ogólnej regeneracji organizmu i długowieczności. 

Działanie: Amalaki zawiera pięć rodzajów smaku naszej percepcji zmysłowej (kwaśny, gorzki, słodki, słony i ostry - wyrównuje zatem wszystkie trzy energie; zawiera wysoką zawartość przeciwutleniaczy (substancji zmniejszających normalny proces utleniania, które są odpowiedzialne za proces starzenia się i śmierć komórek), bioflawonoidy (witamina wspomagająca odporność na przenikanie szkodliwych substancji w postaci wolnych rodników) i dużą zawartość niezbędnych aminokwasów. 
Właściwości biomedyczne: amla  zwiększa odporność organizmu, likwiduje zaburzenia żołądkowo-jelitowe, wzmacnia i utrzymuje w zdrowiu serce i aktywność mózgu, zwiększa produkcję czerwonych krwinek, regeneruje tkanki ciała poprzez wysoką zawartością przeciwutleniaczy, ma ogólne właściwości regenerujące i odmładzające cały organizm. 

środa, 4 lutego 2015

Przeziębienie i kaszel u malucha


·         Podrażnienie i zablokowanie górnych dróg oddechowych, popularne w okresie wiosennym i jesiennym jest skutkiem nierównowagi dosz wata i kapha. Najlepszym znanym remedium na stany grypowe, katar i zaflegmienie jest świeży imbir – jeśli maluch nie toleruje imbiru w postaci herbatki, możesz dosładzać ją miodem
·         Gotuj dziecku lekkie, ciepłe i łatwostrawne produkty, najlepiej warzywa na parze, owoce, pełnoziarniste produkty a unikaj nabiału, bananów, słodyczy, mięsa, produktów pszenicznych, produktów mrożonych i smażonych. Daj mu też dużo ciepłych płynów, usprawniających przepływ substancji w kanałach ciała i utrzymujących odpowiednie nawodnienie organizmu.
·         Kilka razy dziennie podaj maluchowi napar z świeżego imbiru, cynamonu i kardamonu z dodaną do niego tuż przed spożyciem łyżeczką miodu; jeśli karmisz – pij go też sama
·         Receptura: Na przeziębienie, któremu towarzyszy kaszel, podaj starszemu dziecku do  picia herbatkę zawierającą: ¼ łyżeczki świeżego korzenia imbiru, 8 liści bazylii, 2 ziarenka pieprzu czarnego, 2 nasiona kardamonu, szklankę wody, ½ łyżeczki kurkumy, 2 goździki i 5 listków mięty.
·         Dla udrożnienia dróg nosowych zrób malcowi inhalację ze świeżego imbiru, różanecznika lub eukaliptusu rozmoczonego w gorącej wodzie. Jeśli maluch ma zapchane zatoki zrób mu inhalację z kilku łyżek nasion kolendry zagotowanych w 4 filiżankach wody. Spróbuj nebulizować malucha solami fizjologicznymi.
·         Podawaj dziecku herbatkę z lukrecji lub lipy (łyżka stołowa na 2 filiżanki wody – gotować aż zmniejszy swą objętość o połowę) lub czystka.
·         W razie silnego kaszlu, podawaj dziecku mocną herbatkę z kopru włoskiego z cukrem palmowym
·         Jeśli dziecko je czosnek, podaj mu ugotowany lub zrób wywar z 4 ząbków czosnku na szklankę wody
·         Do gotowania dodawaj kurkumy, pieprzu czarnego, imbiru, cynamonu, kardamonu lub goździków
·         Zadbaj o dużą ilość witaminy C z naturalnego pożywienia: kwaśne owoce oraz kiszone warzywa będą doskonałe; podawaj dziecku syropy z czarnego bzu, pędów sosny, cebuli czy pigwy
·         Nie kąp dziecka jeśli ma gorączkę, osłabienie lub silny katar
·         Wietrz porządnie w domu, jeśli ma tylko katar możesz wyjść z nim na świeże powietrze
·         Niemowlę układaj na boku lub na brzuchu, a najlepiej dużo noś, tak, by flegma nie spływała do płuc i oskrzeli.
·         Receptura: Jeśli przeziębieniu towarzysz gorączka możesz podać dziecku herbatkę z tulsi (bazylia azjatycka); możesz zrobić też wywar z łyżki rozgniecionego czosnku, filiżanki wody i ¼ fil. posiekanej bazylii gotowanych do zmniejszenia objętości o połowę i podawać dziecku po pół łyżeczki dwa razy dziennie. Inna mikstura przygotowywana z dwóch filiżanek wody, 3 goździków, szczypty kardamonu, 2 łyżek anyżu, 7 liści bazylii i łyżki cynamonu i gotowana aż zmniejszy swoją objętość o połowę i przecedzona może być spożywana raz dziennie.

I nie daj się tej pani


środa, 28 stycznia 2015

kłębek nerwów

Są dni, które przynoszą ze sobą tyle złych wiadomości, że chcesz aby już się skończyły mimo, że dopiero się zaczęły. Są dni, kiedy denerwujesz się ze wszystkiego bez wyjątku. Są dni, których nawet szczery śmiech dziecka nie jest w stanie złagodzić (a czasem i odwrotnie...). Są to dni w które ewidentnie wkroczyłeś lewą nogą:) 
Ja mam właśnie taki okres - co chwile dzieje się coś, co nie powinno mieć miejsca. Raz za raz wiadomość jakby z kosmosu. Wreszcie bezsensowne podnoszenie głosu i tłumienie coraz większych złych emocji. Mimo świetnej znajomości teorii niestety nie potrafię do końca poradzić sobie z praktyką. Może dlatego, że góruje we mnie pitta, która właśnie przebrała swoją miarkę. Pitta naprawdę ma najgorzej z wyhamowaniem z emocjami - głośne krzyki, silne uderzenia czy tłuczenie szkła to przy wyładowaniach pitty standard. Co zatem robić by nie dochodziło do takich scen?
Przede wszystkim należałoby stłumić jak najszybciej wszystko w zarodku, nie narażając się na "przelanie" - nazywam tak czas, kiedy już poziom pitty przekroczył stan alarmowy i następuje powódź. Może odpowiednio wcześnie zareagować i po prostu wyjść z domu. Może skończyć rozmowę i obejrzeć jakąś głupią rozmowę. A może oddalić się i wykrzyczeć wszystko, co nas boli. Może wypić szklankę zimnej wody lub wziąć zimny prysznic. Albo iść na siłownię lub trening. Wszystko jedno, byleby dać upust nadszarpniętym emocjom - ajurweda mówi, że absolutnie nie wolno ich tłumić we własnym wnętrzu. Takie działanie skutkuje zaburzeniami wątroby, nadmierną produkcją żółci i tworzenie mentalnych ama zaśmiecających umysł i ciało. Pitta w sytuacjach stresu nie powinna też jeść, bo na pewno nabawi się niestrawności i spotykać się ze znajomymi, którym może powiedzieć więcej niż może powiedzieć, żeby ich nie obrazić. Na uspokojenie poleca się ashvagandhę lub herbatkę z tulsi albo brahmi. I oczywiście melisę lub pokrzywę. U mnie niestety nic nie skutkuje:)
Istnieje drugi, gorszy scenariusz. Ten, w którym nic nie możesz zrobić, mimo, że wiesz, że to zło dzieje się obok. I to najbardziej boli. Szczególnie pittę. Frustracja i irytacja to najlpsze określenia dla tego stanu, kiedy wiesz, że to się dzieje, a ty nic nie możesz z tym zrobić, nie jest tu nic zależne od ciebie. NIC nie możesz na to poradzić. W takich sytuacjach u pitty "przelanie" następuje natychmiast i rozchodzi się po całym organizmie z prędkością błyskawicy. Opanowuje wszystkie członki, które drżą z nerwów, opanowuje wszystkie narządy, które odmawiają prawidłowej pracy (a ty opanowujesz przy tym na dłuższy czas toaletę) i wreszcie terroryzuje myśli i emocje - nie jesteś w stanie sklecić zdania a oczy same zalewają się łzami. Jakże to dziewczyńskie:) W każdym razie tak wygląda złość pitty w takiej sytuacji. Ajurweda mówi na nią - oddychaj spokojnie. Napij się herbaty rumiankowej z brahmi. Wyrzuć z siebie złe myśli, uśmiechnij się. Weź kąpiel z dodatkiem sody i świeżego imbiru, by pozbyć się napięcia lub idź na masaż odprężający. Oddaj się praktyce jogi i zapomnij o bożym świecie. I nie myśl, że to wszystko jest takie trudne. Łatwo powiedzieć...