poniedziałek, 30 marca 2015

Witamina D



Nie pisałam nic na bloga, bo dzień w dzień siedziałam nad materiałami do nowej książki - tym razem o mamie i dziecku pod kątem ajurwedy i naturoterapii. I właśnie z tych materiałów będzie aktualny post, zresztą bardzo na bieżąco biorąc pod uwagę deszczowo-burzową aurę za oknem...

Na niedobór witaminy D3 cierpi połowa ludności świata, ale weganie borykają się częściej z jej brakiem niż osoby spożywające produkty odzwierzęce (witamina ta występuje tylko w tłuszczach pochodzenia zwierzęcego np. tłustych rybach, oleju z wątroby lub żółtku). W grupie ryzyka, z racji ciemniejszego kolorytu skóry, są także osoby o konstytucji wata. Braki tej witaminy mogą skutkować min. niedostatecznym wchłonięciem wapnia do kości, ich kruchością, demineralizacją lub krzywicą, bo zadaniem witaminy ze słońca jest regulowanie poziomu wapnia i fosforu we krwi. Ale nie tylko. W świetle najnowszych badań, witamina D wspiera procesy obronności organizmu i pomaga walczyć w wirusami (stąd powiązanie zachorowalności grypy z brakiem dostatecznej ilości światła słonecznego). Najlepszym sposobem na pozyskanie D3 jest ekspozycja na działanie promieni słonecznych, bowiem receptory tej witaminy występują w każdej komórce ciała – D3 sama zsyntetyzuje się w skórze (chyba, że ta jest chroniona kremem z filtrem UV; to frakcja UVB powoduje powstanie witaminy D w naszym organizmie, a jednocześnie ta sama frakcja światła może powodować oparzenia i powstanie niezłośliwych nowotworów skóry). Co więcej, część wytworzonej w ten sposób witaminy D, odkłada się w tkance tłuszczowej stanowiąc rodzaj rezerwy na dni bezsłoneczne. Witamina wytworzona ze słońca pozostaje we krwi dużo dłużej niż suplementowana, ale jesienią, zimą i wczesną wiosną, kiedy nie ma słońca przez dłuższy czas a rezerwy organizmu wyczerpią się, dodatkowo znaczny procent powierzchni skóry przykrywa ubranie, konieczne jest uzupełnianie tej witaminy. Nierealnym jest bowiem dostarczenie odpowiedniej dawki tej witaminy z pożywienia. Co ciekawe, chemicznie wytwarzaną witaminę można przedawkować, a przy jej wersji naturalnej nie jest to możliwe. Nadmiar witaminy D jest szkodliwy i powoduje wiele zaburzeń (tylko nie wiadomo dokładnie ile tej witaminy potrzebujemy i w którym momencie jest już nadmiar – kolejne badania podają coraz to inne wyniki).


niedziela, 1 marca 2015

O ajurwedzie po indyjsku - warto przeczytać:)


Zbierając materiały do nowej książki trafiła mi w ręce książka dr Partapa Chauhana - wspaniałego lekarza praktykującego ajurwedę w jej oryginalnej formie. 

Dr Chauhan jest autorem książek, nauczycielem i podróżującym po świecie lekarzem, którego ogromny wkład w propagowanie ajurwedy na świecie jest nie do przecenienia. Współpracuje z wieloma Międzynarodowymi Ajurwedyjskimi Instytucjami i Uniwersytetami a na co dzień prowadzi klinikę Jiva Ayurveda w Faridabadzie, gdzie z powodzeniem leczy chronicznie chorych i takich, których dolegliwości uznawane są za nieuleczalne. 



Dr Chauhan w książce, nad którą pracował kilka lat, w sposób bardzo dokładny i staranny, a zarazem przystępny, w początkowych rozdziałach opisuje zagadnienia teoretyczne ajurwedy - jej pochodzenie, zasady a także rozważania na temat konstytucji fizycznej i mentalnej. Sama wiem, jak trudno opisać w zrozumiały sposób tak skomplikowane tematy a autor posługując się prostym i konkretnym językiem zrobił to w sposób godny szacunku. Każde zdanie jest napisane w ten sposób, że lektura staje się przyjemna i łatwa w odbiorze nawet dla zupełnie niezorientowanego w temacie czytelnika. 
Kolejny rozdział poświęcony jest trawieniu, które jest przecież najważniejszą funkcją naszego organizmu i na poziomie fizycznym jest odpowiedzialne za utrzymanie równowagi a co za tym idzie zdrowia. Ten krótki, ale treściwy rozdział został opatrzony cennymi poradami praktycznymi. 
Autor poświęcił kilka następnych stron na opisanie zagadnień fizjologii ciała wg ajurwedy - tłumaczy pochodzenie tkanek, wyróżnia znaczenie kanałów w organizmie ludzkim a przede wszystkim zapoznaje czytelnika z niezwykle istotną energią witalną.
W drugiej części książki, tej bardziej praktycznej, czytelnik zostaje dosłownie obsypany poradami dotyczącymi zarówno odżywiania jak i całej aktywności życia codziennego. Moim konikiem jest żywienie według ajurwedy i tylko w tym punkcie książki westchnęłam nie dowiedziawszy się niczego więcej poza to, co jest dla mnie jasne. Niemniej jednak dla mnie nie oznacza, że dla wszystkich sympatyków tej medycyny - wszystko, co związane jest z dietą autor opisał w sposób jasny i konkretny. Po części poświęconej stylowi życia, bardzo ciekawej zresztą, doszłam wreszcie do rozdziałów, na które czekałam z niecierpliwością. Byłam bowiem bardzo ciekawa, jak autor, który jest lekarzem podchodzi do choroby, jej diagnozy i leczenia. Nie zawiodłam się - strony chłonęłam w tempie ekspresowym zachwycając się nad językiem i ogromem wiedzy autora (mam porównanie z wieloma innymi praktykami, których czytałam podczas pisania pracy magisterskiej a potem książek; plusem jest na pewno doskonały przekład książki). 
Na koniec wisienka na torcie - domowe leki, czyli co z kuchni można wykorzystać w samoleczeniu. Wzbogaciłam swoją wiedzę o kilka ciekawych wiadomości, a osoby, które nie znają się na temacie zapewniam, że będą czytały wszystko z wielkim zaciekawieniem i kartką na zakupy w ręku.
Autor dodał kilka przepisów na typowo indyjskie dania czyli np. kichadi (które nazywa kiczeri, zależy od regiony Indii), lassi, masło ghi i inne oraz umieścił opis jogicznej sekwencji "powitania słońca", co na pewno czyni książkę jeszcze bardziej atrakcyjną.
Bardzo cenny jest też słowniczek na samym końcu książki - terminy w pracy pisane są w języku oryginalnym, co wymaga czasem objaśnień. 

Książkę polecam wszystkim adeptom ajurwedy, a także tym, którzy chcą tak jak ja stale wzbogacać swoją wiedzę. Ciekawych i cennych wiadomości nigdy nie za dużo, tym bardziej, jeśli pochodzą one z tak dobrego źródła.