środa, 14 grudnia 2016

zatoki zalane:)

Ból zatok i zatory w obrębie nozdrzy to syndrom wzrostu kaphy (przeziębienia, alergie i taka pogoda jaką mamy za oknem czyli wilgotna ciapa:):)). Inhalacje z olejka eukaliptusowego, różanecznika lub imbiru (można także spróbować inhalacji z kilku łyżek nasion kolendry zagotowanych w 4 filiżankach wody) są niezwykle pomocne przy tego typu bólach. Można je także złagodzić kładąc na czoło i w okolice zatok pastę z łyżeczki sproszkowanego imbiru z wodą lub z imbiru, ½ łyżeczki cynamonu i wody. Podobne działanie będzie miała pasta z cynamonu rozrobionego w wodzie lub miejscowe natarcie olejkiem z goździków. Należy pić dużo gorącej wody z sokiem z imbiru i miodem. Można również płukać zatoki wodą z solą. Ale najlepszym sposobem jest według mnie włożenie do nozdrzu po cienkim długim kawałeczku świeżo przekrojonego czosnku i wdychanie. Efekt spłynięcia śluzu murowany:)

Inne polecane olejki łagodnie rozgrzewające, które wzmagają potliwość, eliminując toksyny ze skóry, zwiększają cyrkulację krwi, rozluźniają napięcie mięśni oraz łagodzą bóle głowy spowodowane przeciążeniem zatok i katarem, po kropli mogą być stosowane w przypadku kataru też u dziecka: arcydzięgiel, bazylia, kamfora, kardamon, rumianek, cynamon, goździki, kolendra, eukaliptus, koper włoski, imbir, hyzop, trawa cytrynowa, majeranek, oregano, sosna, szałwia, tymianek.





o
·         
·         



sobota, 10 grudnia 2016

cukier w żywieniu dzieci

Wszyscy wiemy, że cukru nie należy spożywać, a jednak niewielu potrafi go świadomie odrzucić. Niestety nie ogranicza się to tylko do nie słodzenia herbaty… Cukier lub jego zamienniki naturalne (syrop z agawy, glukoza, laktoza, melasa) albo w postaci chemicznie syntetyzowanych syropów, np. glukozowy, glukozowo-fruktozowego lub dekstrozy, jest naprawdę w przerażającej większości produktów! Ukrywa się pod wieloma postaciami, a czasem w ogóle nie ma informacji, że jest dodany do produktu, który kupujemy zupełnie tego nie przypuszczając. Cukier jest w nawet w ketchupie, nie mówiąc o całej gamie płatków śniadaniowych, owoców w puszce, gotowych sosów, soków owocowych lub warzywnych, jogurtach i masie innych produktów przemysłu spożywczego. W rezultacie, w diecie średniego Polaka dziennie znajduje się około 25 łyżeczek cukru, podczas gdy powinien zjeść ich maksimum 2-3. Cukier dodawany do wielu produktów ma nie tylko poprawić ich smak, ale również utrzymać dłuższy termin przydatności do spożycia. Paradoksalnie, jest bardzo często podmieniany zamiast tłuszczu w produktach typu „light”, co całkowicie mija się z celem takiego produktu (zamiast kalorii z tłuszczu zjadamy kalorie z cukrów prostych). Cukier jest też w batonikach typu „zdrowa przekąska”, teoretycznie zawierających same dobre węglowodany oraz w chlebie i innych produktach przemysłu piekarniczego. Jest wreszcie głównym składnikiem wszystkich słodyczy: batoników, ciasteczek, cukierków, czekolad, ciast i innych słodkości, które kuszą, szczególnie dzieci…
                                   
Nie każdy cukier jest zły. Zależy co mamy na myśli mówiąc o cukrze. Węglowodany, czyli cukry, występują pod wieloma postaciami, zależnymi od liczby jednostek cukrowych w cząsteczce. Mogą to być cukry proste, monosacharydy, np. glukoza, galaktoza, fruktoza; dwucukry, np. sacharoza, laktoza lub maltoza lub polisacharydy, wielocukry wśród których znajdziemy np. skrobię, glikogen, celulozę i pektynę. Nazwy brzmią znajomo, prawda?
Warto zwrócić teraz uwagę na to, że cukry proste są dobrze rozpuszczalne w wodzie i nie ulegają już dalej rozkładowi do prostszej postaci – są zatem budulcem cukrów złożonych. Dla człowieka najważniejszym ze wszystkich cukrów jest glukoza, stanowiąca podstawową substancję wykorzystywaną w procesie utleniania komórkowego do produkcji energii. Glukoza jest niezbędna do utrzymywania prawidłowej temperatury ciała, do pracy organów wewnętrznych i mięśni oraz do pracy mózgu, bowiem komórki mózgu i czerwone krwinki traktują ją jako jedyne źródło energii (inne tkanki swoje potrzeby energetyczne mogą zaspokajać np. związkami lipidowymi). Mechanizm utrzymywania stałego stężenia glukozy we krwi zachodzi przy użyciu hormonów wydzielanych przez trzustkę: insuliny i przeciwnie do niej działającego glukagonu (informacje o tym mechanizmie powinny przeczytać wszystkie mamy, które mają cukrzycę ciężarnych). W momencie silnego przegłodzenia lub dużego wysiłku fizycznego a niedostatecznej podaży glukozy organizm wykorzystuje cukier zgromadzony w wątrobie w postaci wielocukru - glikogenu, a gdy i ten ulegnie wyczerpaniu rozpoczyna się proces glukoneogenezy - wytwarzania glukozy z innych dostępnych związków (aminokwasów), tak, by nie dopuścić do „niedożywienia” mózgu. Dzieciom, które są szczególnie ruchliwe i ich mózg pracuje bardzo dużo, ponieważ poznają świat wszystkimi zmysłami, glukoza jest niezwykle potrzebna. Jednak z drugiej strony, zbyt duże spożycie glukozy, skutkuje nie tylko odkładaniem tego cukru w tkanki mięśniowe i wątrobowe (gdzie jest kumulowana w postaci glikogenu i stanowi rezerwę do spalenia na bieżąco) ale także w komórkach tkanki tłuszczowej, gdzie przekształcony do lipidów buduje podskórny tłuszcz. Po drugie, zbyt dużo glukozy we krwi powoduje, że dziecko jest niespokojne, nie może się skoncentrować na jednej czynności, nie potrafi usiąść w jednym miejscu dłużej niż na kilka minut, ogólnie reakcją obronną jego organizmu jest ciągły ruch, tak, by spalić glukozę i rozładować jej stężenie we krwi. Da się zauważyć, że dziecko od pewnego wieku (zazwyczaj od pory wprowadzania pierwszych posiłków stałych) jest najbardziej aktywne  tuż przed snem. Biega, krzyczy, wygłupia się, skacze, tańczy, rzuca przedmiotami, czasem nawet bije (kogoś lub swoją głową o ściany), tak, jakby za wszelką cenę intuicyjnie chciało wykorzystać energię ze spożytych w ciągu dnia posiłków i spokojnie zasnąć. Im większa podaż cukrów w ciągu dnia, tym więcej takich „szalonych” momentów może się zdarzyć. W najgorszym wypadku, o dziecku, które jest cały czas stymulowane jest poprzez dostarczaną do komórek glukozę (np. słodzone soczki owocowe, chrupki, przekąski itd.) i nawet chwili nie usiądzie w miejscu, popularnie mówi się, że ma ADHD - choć prawdziwe ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej, jest poważną i bardziej złożoną chorobą (niewątpliwie odżywianie dziecka też ma na jej pojawienie się i przebieg duży wpływ).
Glukoza w stanie wolnym występuje w miodzie, owocach (np. winogrona) i sokach z tych owoców, podobnie jak fruktoza, czyli cukier owocowy.
Kolejnym z ważnych cukrów, ale w okresie niemowlęcym i wczesno dziecięcym jest laktoza – dwucukier występujący w mleku ssaków, w tym człowieka. W organizmie ludzkim rozkłada się za pomocą enzymu laktazy, na glukozę i galaktozę. Najwyższa aktywność laktazy występuje u noworodków i niemowląt w okresie karmienia piersią – wtedy jest to cukier niezbędny do przeżycia, by później stopniowo zmniejszyć się z wraz z wiekiem osiągając u dorosłego człowieka zaledwie 10% aktywności pierwotnej. Stąd wynika popularna nietolerancja laktozy wśród osób dorosłych.

Innym dwucukrem, chyba najczęściej goszczącym w całym przemyśle spożywczym jest sacharoza – dwucukier będący głównym składnikiem cukru trzcinowego i buraczanego. Końcowy produkt przeróbki tych roślin jest czystym węglowodanem, pozbawionym wszelkich składników odżywczych – podlega procesowi rafinacji i innym procesom uzdatniania do spożycia. Sacharoza świetnie rozpuszcza się w wodzie, a podczas jej hydrolizy w lekko kwaśnym środowisku powstaje substancja nazywana cukrem inwertowanym, która jest głównym składnikiem miodów sztucznych, a w konfiturach, sokach, dżemach stanowi około połowy cukrów. Sacharoza rozkłada się na glukozę i fruktozę w naszym organizmie, ale niestety podwyższa bardzo szybko poziom trójglicerydów a niewykorzystana bardzo szybko odkłada się w tkance tłuszczowej.
Powyższe cukry są łatwo przyswajalne i zbyt duża ich ilość w diecie może doprowadzić do wielu poważnych chorób. Wśród nich są: próchnica zębów, cukrzyca typu 2, otyłość, nadmierny rozwój tkanki tłuszczowej, rozwój pasożytów, obrzęki, obstrukcje, niestrawność, gazy u dzieci, co później może skutkuje miażdżycą naczyń krwionośnych, zbyt dużym stężeniem trójglicerydów we krwi, zaburzeniem pracy jelit, chorobami serca, zaburzeniami oddechowymi itd. Dzieciom nie należy zatem podawać: żadnych kaszek z cukrem w składzie (które są dostępne dla dzieci już od 4-go miesiąca!!!) słodyczy, słodzonych napojów, soków owocowych sztucznie słodzonych, cukierków, ciasteczek, deserków, jogurtów smakowych, deserów dla niemowląt w słoiczku, chrupek, chipsów, galaretek, kisieli, budyniu, płatków śniadaniowych, owoców w puszce, gotowych sosów i tych wszystkich produktów, które zawierają go w formie cukru prostego lub sacharozy.
Skrobia jest najważniejszym wielocukrem zapasowym u roślin. Rośliny magazynują go w owocach, nasionach, korzeniach, bulwach, rdzeniu łodygi i kłączach a także w ziarnach ukrytych w liściach. Ziarna zbóż, bulwy ziemniaka, batatów oraz  kolby kukurydzy stanowią największy rezerwuar skrobi. Polisacharyd ten, u człowieka jest rozkładany w układzie pokarmowym dwuetapowo, finalnym produktem rozkładu jest glukoza. Skrobia pokrywa głównie zapotrzebowanie na energię, z niej też w przeważającej większości powinniśmy ją czerpać. Część skrobi nie zostaje rozłożona, jest to tzw. skrobia oporna i zaliczana do grupy błonnika pokarmowego (stanowi wtedy pożywkę dla flory układu pokarmowego). Aby skrobia została prawidłowo przez nasz układ pokarmowy przetworzona, jej źródło musi zostać ugotowane w dużej ilości wody. 

Dzieci mogą spożywać tylko naturalnie występujące w miodzie (po pierwszym roku życia, bez nietolerancji) lub owocach cukry proste i dwucukry ale oczywiście w umiarkowanych ilościach. Więcej mogą natomiast spożywać produktów zawierających naturalne polisacharydy, co jest dla nich źródłem dobrej energii. Należy pamiętać, że smak słodki złożony jest z wody i ziemi a przez ich właściwości jest wychładzający, ciężki i oleisty.   Słodki nawilża i odżywia ciało oraz rozwesela umysł, jest skorelowany z miłością, zapewnia wzrost i rozbudowę wszystkich tkanek. Smak ten może być użyty jako balansujący inne smaki – zaspokaja uczucie głodu po spożyciu pożywienia słonego, kwaśnego i ostrego, a będąc bezpośrednio opozycyjny wobec gorzkiego, eliminuje frustrację i niezadowolenie. Po spożyciu słodkiego, ciało i umysł wracają do równowagi i czują się zadowolone. Słodki jest najlepszym smakiem dla osób o konstytucji pitta, średnio dobry dla osób z dominacją doszy vaty, najgorszy dla osób o konstytucji kapha.
Z innych produktów zawierających cukry dla dzieci z przewagą doszy wata nadają się: wszystkie naturalne cukry poza syropem klonowym i karobem. Może to być syrop a agawy, daktylowy, ryżowy, orkiszowy, różne melasy, ksylitol, stewia i inne.
Dzieci z przewagą pitty chętnie zjedzą wszystkie naturalnie występujące cukry poza miodem i melasą, a przeciwnie dzieci z przewagą kapha (miód i melasa mają rozgrzewające właściwości).
Ważna uwaga: miodu nigdy nie należy podgrzewać a co gorsza na nim piec! W wyniku podniesienia temperatury miodu powyżej 48-50°C następuje w nim wzrost zawartości HMF- substancji teoretycznie bezpiecznej, ale może ona być przekształcona przez enzymy w substancję szkodliwą dla organizmu. Miód traci też na wartościach biologicznych na skutek inaktywacji zawartych w nim enzymów. Miód należy spożywać wyłącznie na zimno i jeśli towarzyszy mu masło ghee nigdy nie powinno być ich po równo.
Droga mamo jeśli przeczytasz na etykiecie nawet najzdrowszych ciastek czy pierniczków, że do ich wypieku użyto miodu odłóż je z powrotem na półkę.


środa, 16 listopada 2016

jelitówka w natarciu

Pitta ma to do siebie, że się rozprzestrzenia jak ogień. Szybko i zgarnia wszystko po drodze. Podobnie jelitówka zgarnęłą żniwo w całym moim miasteczku... oczywiście nas nie ominęła, a jakże by to było, żeby jelitówka ominęła ulubioną dla niej pittę:) W zasadzie nas dwoje pitta w domu, czyli mnie i Młodego (nasze kaphy się trzymają dzielnie). Tym razem poszło górą i nie pomogła nawet cudowna mikstura z soku z cytryny z miodem w równych częściach ani herbatka imbirowa. Nawet nie próbowałam soku z limonki z filiżanką ciepłej wody i pół łyżeczki sody oczyszczonej ani soku pomarańczowego ani pomidorowego, bo na samą myśl było mi niedobrze. Poskutkowała za to woda kokosowa, którą piłam bardzo małymi łyczkami. Woda kokosowa jest w niektórych miejscach na ziemi używana jeszcze jako kroplówka, ma skład niemal identyczny jak osocze ludzkiej krwi! Doskonale nawadnia i uzupełnia stracone elektrolity. Woda kokosowa zawiera cenne pierwiastki, w tym potas, sód, magnez, wapń i fosfor, które są łatwo przyswajalne. I uratowała mi i Młodemu skórę:):)

sobota, 29 października 2016

Raity, pikle i chutney - z czym to się je:)


Raita to jogurt z przyprawami połączony z warzywem, podawany jako sos lub jako środek na lepsze trawienie do głównego dania (łyżka lub dwie na osobę)

Raita może być z burakiem (gotowany), marchewką, świeżym ogórkiem, szpinakiem albo pomidorem - surowe. Zasada robienia raity jest zawsze taka sama. Przypraw można dodawać według uznania.

Składniki na 4-6 porcji:

Buraki ugotowane i starte na grubych oczkach; pół łyż gorczycy, pół łyż ziarna kminu, 2 łyżki ghee, szczypta asafetydy, świeża kolendra, świeże chilli (lub szczypta pieprzu cayenne), jogurt naturalny, ¼ łyż soli.

Do buraków dodać jogurt i wymieszać. Na patelni rozgrzać ghee, dodać do niego przyprawy (najpierw w ziarnach potem sypkie) i zdjąć z ognia. Dodać do buraków jak przestygnie, wymieszać i posypać świeżą kolendrą lub pietruszką.

Pikle stymulują Agni, dodaje się je do głównego dania jako pomoc w trawieniu. Jada się je w małych ilościach a osoby o konstytucji pitta powinny ich w ogóle unikać.

Pikle również wytwarzane są według tej samej receptury – mogą być warzywne (np. marchew, bakłażan) lub owocowe (mango)

Składniki:

Pokrojone na cienkie paski lub krążki 2 marchewki; 3 łyżki oleju; łyż ziaren czarnej gorczycy; Szczypa asafetydy; łyż proszku do pikli; 2 szczypty soli.

Na patelni rozgrzać olej na średnim ogniu. Dodać ziarna gorczycy i asafetydę. Wystudzić i polać na marchew. Dodać proszku i soli, podgotować. Przykryć i odstawić do lodówki – pikle można trzymać nawet do miesiąca (ale nie może dostać się do nich woda, ponieważ spowoduje fermentację)

Chutney, podobnie jak pikle mają za zadanie stymulować ogień trawienny. Również spożywa się go w małych ilościach do dania głównego lub lunchu.

Chutney robi się w podobny sposób choć w zależności od tego, co stanowi główny składnik, różnią się zawartością poszczególnych przypraw. Chutney może być z kolendry, kokosa, mięty, pomidora, orzechów, sezamu, rodzynek, jabłek i innych.

Składniki na około 2 kubki:

2 fil wiórków kokosowych; kawałek imbiru; pół małej zielonej chilli; łyżka liści kolendry; 2 fil wody; 2 łyżki ghee; pół łyż ziaren czarnej gorczycy; pół łyż kminu; szczypta asafetydy; 4 liście curry; pół świeżej limonki, ¼ łyż soli

Kokos zmiksować z imbirem, zieloną chilli i kolendrą. Dodać wody. Na patelni rozgrzać ghee. Na rozgrzane wrzucić przyprawy w ziarnach i asafetydę a za chwilę liście curry. Przyprawy wlać do blendera. Wycisnąć sok z limonki, posolić i zmiksować.

Składniki na chutney z kolendrą: 3 fil świeżych liści; fil wody; fil wiórków kokosowych; mała chilli; kawałek imbiru; łyżka ghee; po pół łyż ziaren kminu i czarnej gorczycy; szczypta asafetydy, 4 liście curry; pół limonki, ¼ łyż soli.

Chutney z miętą: 3 fil świeżych liści mięty; fil wody; fil wiórków kokosowych; mała chilli; kawałek imbiru; łyżka ghee; po pół łyż ziaren kminu i czarnej gorczycy; szczypta asafetydy, 4 liście curry; pół limonki, ¼ łyż soli.

Chutney z pomidorem: pomidor, pół cebuli; łyżka ghee lub oleju; po pół łyż ziaren kminu i czarnej gorczycy; szczypta asafetydy, 4 liście curry; pół chilli; łyżka cukru.

Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić na rozgrzany najpierw przyprawy w ziarnach, potem sypkie a na końcu chilli i cebulę posiekane drobno. Poczekać aż cebula się podrumieni. Dodać pokrojony pomidor i cukier, przykryć i zostawić chwilkę na ogniu, po czym zdjąć z ognia.

Chutney z sezamu: fil prażonych ziaren sezamu; łyż cayenne; łyż soli

Zmiksować sezam z przyprawami na pastę i dodawać po łyżce do posiłku.

sobota, 15 października 2016

tłuszcze w żywieniu dzieci

Wszyscy wiemy, że tłuszcze są potrzebne, choć oczywiście w umiarkowanej ilości. Są one głównym źródłem glicerolu i kwasów tłuszczowych, z których organizm syntezuje inne lipidy. Są również potrzebne do prawidłowego przyswajania wielu substancji i uruchamiają działanie niektórych enzymów. Tłuszcze można podzielić względem trzech kategorii:

- pochodzenia: zwierzęcego i roślinnego (Oczywiście są jeszcze tłuszcze wytwarzane sztucznie, ale o tych w ogóle nie ma sensu wspominać)

- we względu na ilość wiązań: nasycone, zawierające tylko wiązania pojedyncze i nienasycone: jednonienasycone, zawierające jedno wiązanie podwójne i wielonienasycone – dwa lub więcej wiązań podwójnych.

- ze względu na stan skupienia w temperaturze pokojowej: stałe (tłuszcze zwierzęce z wyjątkiem tranu) oraz ciekłe (roślinne za wyjątkiem oleju kokosowego i palmowego)

Mam wrażenie, że w całym środowisku lekarskim i naukowym, nie mówiąc już o internecie toczy się walka zwolenników i przeciwników tłuszczów, gdy tymczasem sprawa wygląda na dosyć prostą do rozwiązania. Przede wszystkim tłuszcze są niezbędne i to nie tylko te pochodzenia roślinnego. 

Tłuszcze zwierzęce, w małych ilościach, są tak samo istotne, rozpuszczają się w nich przecież naturalne witaminy A, D, E i K, których jest wiele rodzajów (np. wit K to skrót od wit K1 i K2, które mają zupełnie inne właściwości, a syntetyczna witamina K z apteki to w rzeczywistości tylko K1; do grupy wit E należy aż 8 związków!) Dodatkowo to główne źródło cholesterolu (i tu tkwi cały problem z nagonką na tłuszcze zwierzęce – tak, cholesterol jest zły, ale nie w bardzo małych ilościach). Wszędzie piszą, że tłuszcz zwierzęcy jest zły, ale nikt nie bierze pod uwagę tego, że tłuszcze nasycone nie utleniają się (wszystkie wiązania mają już wypełnione) nie stanowią zatem zagrożenia pod kątem nowotworów i obniżania odporności, jak ma to miejsce w przypadku niewłaściwego użycia tłuszczów roślinnych. Dobroczynne działanie tłuszczów zwierzęcych (bo takowe istnieje mimo sprzeciwu większości społeczeństwa) jest możliwe tylko przy użyciu bardzo niewielkiej ilości tłuszczu. Osobiście uważam, że dziecko powinno jeść raz na czas np. masło ghee (dzieciom nie zaleca się podawania smalcu, łoju, gdyż zawierają one zbyt dużą ilość cholesterolu jak na możliwości małego organizmu). I co najważniejsze, tłuszcze zwierzęce są bardziej odporne na działanie temperatury (mają tak zwaną wyższą temperaturę dymienia), na nich więc powinno się gotować, smażyć czy używać do pieczenia, gdyż nie spowoduje to mniejsze szkody dla organizmu niż użycie w tym samym celu olejów roślinnych (prócz kokosowego i palmowego, które są tłuszczami nasyconymi i doskonale reagują na gorącą temperaturę). W Indiach wszystko smaży się na maśle klarowanym, pozbawionym cząsteczek białka (również szkodliwych w wysokich temperaturach). 


Z kolei tłuszcze roślinne trzeba dobierać bardzo starannie. Warto zwrócić uwagę na fakt, że nienasycone tłuszcze, których organizm nie potrafi zsyntetyzować i potrzebuje z zewnątrz, zawierają wolne wiązania, przez co mogą łączyć się z tlenem, a podczas tej reakcji powstają szkodliwe dla organizmu wolne rodniki. Proces utleniania olejów zachodzi tym szybciej im więcej ma wolnych wiązań, tak więc wszystkie oleje, w których składzie przeważają kwasy tłuszczowe są szybciej narażona na jełczenie (jednym ze sposobów sprawdzenia czy olej rzeczywiście zawiera dużo NNKT jest jego krótka data przydatności do spożycia). Oleje takie po otwarciu muszą być spożyte w bardzo krótkim czasie, bowiem przy każdym kontakcie z tlenem zachodzi powolny niebezpieczny proces utleniania. Co więcej w naszym organizmie stale zachodzą reakcje utleniania, które mają swoje dobre strony np. pomagają w rozpuszczeniu w wodzie szkodliwych dla nas substancji ale działają także na niekorzyść poprzez to, że reaktywne formy tlenu wchodząc w reakcje z różnymi strukturami komórkowymi (białka, błony czy kwasy nukleinowe) wywołują bardzo niekorzystne dla organizmu skutki. Reakcję utleniania potęguje temperatura i światło – im wyższa, tym substancja robi się coraz bardziej toksyczna. Dlatego oleje należy przechowywać w lodówce w ciemnym opakowaniu i nie podgrzewać ich. Żaden olej roślinny (prócz wymienionych wcześniej oleju kokosowego i palmowego) nie powinien być poddawany temperaturze powyżej 40 stopni, gdyż uruchamia to lawinową produkcję wolnych rodników, a tym samym powoduje uszkadzanie komórek, starzenie organizmu i powstawanie komórek nowotworowych. Na szczęście natura jest jednak niezwykle mądra i wyposażyła rośliny w system obronny w postaci przeciwutleniaczy (takich np. jak karotenoidy czy wit. E), które wychwytują wolne rodniki powstające w wyniku fotosyntezy. Antyoksydanty (przeciwutleniacze) to związki chemiczne, które już w niewielkich stężeniach chronią przed procesem utleniania bądź opóźniają ten proces. W większości olejów roślinnych dominuje witamina E (charakterystyczna tylko dla roślin), dzięki czemu są one dosyć trwałe i odporniejsze na działanie temperatury. Oliwa z oliwek, na przykład, w części opracowań, wymieniana jest jako dobra do krótkiego smażenia ze względu na dużą zawartość właśnie tego antyoksydantu oraz dużą ilość jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, nie podlegających tak szybkiej degradacji podczas obróbki cieplnej. Im mniej naturalnych antyutleniaczy w oleju, tym olej szybciej zjełczeje, a informuje nas o tym jego zmieniający się smak i zapach. Najbardziej wrażliwy jest olej lniany. Podsumowując, oleje roślinne zawierające dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, łącznie z popularnym olejem rzepakowym nierafinowanym (bo tylko takie, wytłaczane metodami mechanicznymi oleje na zimno należy kupować), nadają się wyłącznie do sałatek, polania chłodnych dań czy bezpośrednio do spożycia. Oleje nierafinowane zachowują naturalny aromat, kolor i konsystencję (zdarza się, że jest mętna) a co najważniejsze niosą też ze sobą pranę do organizmu człowieka. Przeciwnie oleje rafinowane, oczyszczone – te pochłaniają tą energię, by zostać strawione. Oleje rafinowane są najczęściej ekstrahowane w wysokiej temperaturze, przekraczającej 200 stopni, często przy użyciu rozpuszczalników chemicznych. Producent takiego oleju dostarcza na rynek olej o neutralnym smaku i barwie oraz całkowicie bez wartości… ba...wręcz przeciwnie z zawartością substancji, z których z pewnością nasz organizm nie będzie zadowolony (np. niebezpieczne dla układu hormonalnego ksenoestrogeny powstające w kontakcie oleju z plastikową butelką). 

Dziecku nie wolno podawać żadnych utwardzanych tłuszczy roślinnych (uwodornionych), ponieważ podwyższają poziom „złego cholesterolu” i trójglicerydów we krwi oraz zaburzają prawidłową przemianę tłuszczy. Utwardzone tłuszcze zawierają: margaryny, różnego rodzaju frytury wykorzystywane do smażenia w restauracjach, tłuszcze wykorzystywane w przemyśle cukierniczym, oleje użyte do produkcji chipsów, maseł orzechowych, majonezów, śmietanki w proszku, różnych słodkich batonów i przekąsek. Uważnie czytaj etykietę produktu, który chcesz podać dziecku!


Droga Mamo, zwróć uwagę, że kupując gotowy „słoiczek” dla swojego dziecka, na którego etykiecie widnieje napis „zawiera kwasy omega-3” popełniasz duży błąd. Po pierwsze na pewno kwas ten pochodzi z oleju z rzepaku, który zawiera tylko 10% kwasu alfa-linolenowego (w słoiczku musiałoby znajdować się bardzo dużo tego oleju, żeby zapewnić optymalną dla dziecka dawkę). Po drugie cały posiłek przed włożeniem go do słoika i zawekowaniem na pewno przeszedł porządną obróbkę termiczną (z kwasu nic już nie zostało prócz utlenionych rodników). A po trzecie „słoiczek” ma bardzo długą datę przydatności do spożycia - jest niemożliwym, by z rzeczywistą zawartością tych kwasów nie zepsuł się w tak długim czasie. Wniosek: żaden obiadek ze słoiczka nie zawiera kwasów omega-3! 


Olej, w bardzo niewielkiej ilości, powinien być dodawany do każdego posiłku dziecka, bowiem ułatwia absorpcję zawartych w nim składników. Mniej oleju powinny spożywać dzieci o konstytucji kapha (ponieważ gruntuje, nawilża i natłuszcza) i pitta (jest rozgrzewający) a więcej te z przewagą doszy wata. 


Dla dziecka z przewagą doszy wata odpowiednie tłuszcze to: olej sezamowy, migdałowy, oliwa z oliwek, olej z avocado, słonecznikowy, z siemienia lnianego, wiesiołkowy oraz masło ghee.


Dla dziecka z przewagą pitty dobre tłuszcze to: masło ghee (jest silnie wychładzające), olej kokosowy, słonecznikowy, sojowy, wiesiołkowy, z siemienia lnianego, z lnianki.


Dla dziecka z dominacją kaphy zalecane tłuszcze to: olej rzepakowy, gorczycowy, słonecznikowy, kukurydziany, lniany, z pestek dyni i pestek moreli. 

Inne, rzadziej wymieniane oleje, które też nadają się do spożycia przez dzieci: arganowy (równoważy dosze), z czerwonej palmy, z orzechów macadamia, z czarnuszki siewnej, amarantusowy, koperkowy, z kiełków pszenicy, z ogórecznika, nasion ostropestu, z nasion pietruszki i pestek winogron. 





środa, 12 października 2016

kalari... co?!:)

Ppayatuu:) kalarippayatuu, czyli najstarsza na świecie sztuka walki. Uczyłam się kalari w Indiach przez dłuższy czas kilka dobrych lat temu. I wszystko zapomniałam... no prawie:) Ostatnio miałam okazję trochę sobie odświeżyć - szczególnie machanie kijem, bo syn bardzo nalegał:):):) Dla wszystkich niewtajemniczonych trochę o kalaripayattu:

To sztuka walki, której ojczyzną są południowe Indie, głównie stan Kerala. Przez wielu znawców sztuk walk uważana jest za najstarszą, na której bazują wszystkie inne. W zależności od regionu, w którym się kształtowała, wyróżniono 3 style: północny (wadakkan), południowy (tekkan) i środkowy. Style te różnią się przede wszystkim sekwencjami ruchowymi (tzw. movements), ale również walką z użyciem broni czy poszczególnymi ćwiczeniami. Praktyka w każdym ze styli obejmuje naukę „movements”, (sekwencji – sposób wykonania jest określony, ale kolejność nauczania przeważnie dowolna), walkę wręcz (łącznie ze schematami), walkę z użyciem broni oraz ćwiczenia oddechowe i medytacyjne. Wykorzystywane bronie to min. kije krótkie i długie, kijki, tarcze, tasaki, maczugi, pałki, szable, miecze, noże długie i krótkie, miecze urumi (długi miecz w postaci taśmy z ostrej giętkiej stali). Nowicjusz rozpoczyna od opanowania sekwencji ruchowych; następnie do treningu włączane są elementy imitowanej walki zawierające ciosy, kopnięcia i chwyty, które nakierowane są na witalne punkty ludzkiego ciała. Potem następuje nauka walki z bronią. Adepci zaczynają od długich kijów, pałek (ja się tu zatrzymałam...) by wraz z kolejnymi stopniami, jakie osiągają, móc trenować na bardziej niebezpiecznych narzędziach, takich jak noże, sztylety, szable, których ukoronowaniem jest urumi. Tylko ktoś, kto naprawdę osiągnął wysoki poziom samokontroli i zaawansowania w praktyce, może poszczycić się umiejętnością władania urumi. Do każdego treningu włączane są ćwiczenia wzmacniające i rozciągające, mające na celu zwiększenie elastyczności i zwinności ćwiczącego. Trening dopełniają elementy systemu ajurwedy: min. masaże (istnieje specjalny rodzaj masażu polegający na masowaniu stopami układanymi według schematu sekwencji, czyli upraszczając masażysta wykonuje na ciele pacjenta ruchy „movements”) oraz nauka o witalnych punktach ludzkiego ciała, tzw. marma points. Adept zapoznaje się też z rytuałami towarzyszącymi walce.

Kalarippayattu etymologicznie to „ćwiczyć, praktykować (mal. payyattu, tam. payit)” w „miejscu do tego przeznaczonym (mal. kalari)”. Tak więc miejsce ćwiczeń to kalari – tradycyjnie lepianka z glinianą podłogą. Nowicjusz, chcący uczestniczyć w treningach musi przejść obrzęd przejścia i złożyć ofiarę. Przed rozpoczęciem każdego treningu obowiązuje sekwencja na wejście oraz oddanie czci nauczycielowi; adept wykonuje podobne również kończąc.

Regularne ćwiczenia poprawiają wydajność organizmu, elastyczność, sprawność motoryczną, koordynację ciała. Wspomagają również koncentrację umysłu i kształcą postawę duchową. U praktykującego ceni się: odwagę, zwinność, elastyczność, poświęcenie, kreatywność (mimo, iż obowiązują pewne schematy ruchów). W treningach mogą brać udział zarówno kobiety jak i mężczyźni w każdym wieku (jedynym ograniczeniem menstruacja – wtedy zabronione jest wejście do kalari).

Sztuka ta wykorzystywana jest szeroko dla rozrywki: pokazy fireshow, pokazy „movements” uświetniające różne wydarzenia, częste zawody i zmagania szkół, otwarte treningi, wystąpienia przy okazji świąt, wystąpienia przy świątyniach. Elementy kalarippajattu wykorzystywane są także w treningu keralskich aktorów i tancerzy kathakali.


czwartek, 29 września 2016

Z serii zioła Azji - ashoka (sarca ashoka)

W ajurwedzie występuje wiele odnośników do wierzeń hinduistycznych. Ale chyba nie ma nic bardziej wymownego od drzewa ashoka, uważanego w hinduizmie za jeden z symbolów miłości. Czasem można spotkać jeszcze w Indiach kobiety modlące są pod tym pięknym drzewem z bujnymi kwiatami o potomstwo. W buddyzmie natomiast wierzy się, że sam Budda urodził się pod tym drzewem. Literalnie ashoka znaczy "bez smutku" i odnosi się do właściwości odmładzających i utrzymujących w dobrym stanie kobiecy układ rozrodczy. Wyciągiem z ashoki leczy się dolegliwości kobiecych narządów rozrodczych tj. zbyt obfite lub zbyt skąpe miesiączki, brak miesiączki, ostre bóle menstruacyjne, silne skurcze, ale także depresje, w tym poporodowe, krwawiące hemoroidy, mięśniaki macicy. W czasie przekwitania, herbatka z dodatkiem ashoki pomaga trzymać nerwy na wodzy, zmniejsza uderzenia gorąca, kołatanie serca i ogólne zmęczenie. Pomaga utrzymać równowagę i zachować spokój... A kobietam, które nie mogą zajść w ciążę zaleca się spożywanie ashoki 1-2 gr na dzień przez minimum 3 miesiące. Drzewa ashoki występują szeroko w różnych odmianach w Indiach, Nepalu i na Sri Lance.

niedziela, 18 września 2016

Myły Tadek-niejadek. I coś dla dużego tadka-niejadka też

Dziecko je tyle, ile mu potrzeba i kiedy ma na to ochotę. Kiedy jest głodne upomni się o jedzenie, chyba, że z jakiś powodów (np. neurologiczne, psychiczne) nie odczuwa głodu, co zdarza się bardzo rzadko. Rodzice bardzo często popełniają błędy żywieniowe podając dziecku ciągle przekąski a potem wymagając od niego zjedzenia porcji obiadu albo zmuszają dziecko do jedzenia podczas gdy ono w ogóle nie ma na to ochoty (poprzednia porcja nie została strawiona i dziecko po prostu nie jest głodne, albo boli go brzuszek). Jeśli sytuacja pojawia się dość często, oznacza to, że trawienie dziecka nie postępuje prawidłowo. 

· Ghee dodane do posiłku stymuluje agni i wspomaga trawienie, staraj się więc czasem podać mu ten rodzaj masła. 

· Picie ciepłej wody przynajmniej godzinę po posiłku pomaga w absorpcji składników odżywczych. Nigdy nie podawaj dziecku zimnej wody – gasi ogień trawienny i spowalnia trawienie.

· Pokarm rozdrabniaj dziecku na papkę, tak, by nie dochodziło do niestrawności z powodu połknięcia zbyt dużych kawałków pożywienia.

· Nie dawaj dziecku dużych porcji jedzenia na raz, lepiej nich zje częściej, a mniej. Postaraj się dawać mu też małe porcje jedzenia na raz do buzi.

· Możesz podać maluchowi wodę z sokiem z cytryny lub limonki.

· Herbatka imbirowa zarówno przed jak i w godzinę po posiłku wzmacnia ogień trawienny; w połączeniu z syropem klonowym doskonale nadaje się dla dzieci o konstytucji pitta, a z miodem dla pozostałych typów.

· Aby polepszyć trawienie należy produkować dużo śliny. Więcej śliny w ustach można wyprodukować krążąc językiem między zębami a ustami (usta są zamknięte), najpierw zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a potem przeciwnie – możesz pobawić się z dzieckiem w ten sposób nakłaniając je do produkcji śliny.

· Dodawaj dziecku do posiłków kardamon, cynamon, goździki, kmin lub pieprz.

· Staraj się urozmaicać maluchowi posiłki, gotuj mu smacznie, dodawaj ziół i przypraw

· Staraj się, żeby posiłki były kolorowe, możesz układać je w jakieś kształty, nadawać im wzorki lub bawić się z dzieckiem np. w „kopanie dołów” w papce z warzyw. Sprawdza się też popularny „samolot”, ale co za dużo atrakcji to niezdrowo…

· Stosuj zasadę „pierwszego kęsa” – zanim dziecko powie, że wyraźnie czegoś nie zje, bo np. nie podoba mu się kształt czy kolor pożywienia, postaraj się, żeby chociaż spróbowało. Często po pierwszym kęsie od razu dziecko nabiera apetytu. 

· Jeśli nie dasz rady nakarmić dziecko widelcem, pozwól mu zjeść jedzenie ręką – dobre maniery odstaw na później, dziecko naprawdę się ich nauczy w swoim czasie; możesz też podać mu łyżkę i czekać, aż wybrudzi całą kuchnię, ale z zadowoleniem zje całą miseczkę.

· Dawaj maluchowi wybór – dziecko intuicyjnie wie, co jest dla niego dobre, a czego powinno unikać. 

· Postaraj się nie wprowadzać dziecku do diety słodyczy przynajmniej do końca 3-go roku życia – możesz mieć wtedy pewność, że cokolwiek maluch zje, będzie to posiłek wartościowy, a nie puste kalorie jak w przypadku słodyczy, które dodatkowo hamują apetyt.

· Spróbuj zachęcić dziecko do własnoręcznego przygotowywania posiłku – róbcie razem zupę albo inne dania, a na pewno maluch będzie chciał ich z przyjemnością spróbować.

· Zwracaj uwagę na dzienną aktywność malucha pod kątem doszy: dziecko z przewagą doszy wata będzie miało największy apetyt z rana i ok. 16, kiedy potrzebuje uzupełnić zapasy energetyczne. Dzieci wata często potrzebują również pokarmu w nocy, bowiem tempo przemian energetycznych jest u nich największe. Dziecko z przewagą doszy pitta jest głodne w zasadzie równomiernie w ciągu dnia, przy czym najbardziej w okolicach południa – staraj się wtedy podać mu też największy i najbardziej wartościowy posiłek. Dzieci pitta często zupełnie rezygnują z kolacji. Odwrotnie dzieci z przewagą kapha – te trudno zmusić do śniadania, ale za to wieczorem zjadłyby dwie miseczki kaszy. Staraj się zatem, by bardziej obfity posiłek maluch kapha zjadł ok. 16, a potem tylko małą podwieczorkową przekąskę.
A teraz dla dużych niejadków:

- używaj dużo czarnego pieprzu stymulującego pracę układu trawiennego i pobudzającego pracę ślinianek
- cynamon też świetnie stymuluje apetyt
- by zwiększyć apetyt na 5 minut przed posiłkiem spożyj łyżeczkę miodu ze szczyptą sproszkowanych goździków i ¼ łyżeczki trikatu.
- imbir wzmaga ogień trawienny i produkcje enzymów trawiennym. Jedzony przed posiłkiem, przygotowuje przewód pokarmowy i pobudza apetyt. Może być skropiony sokiem z limonki lub posypany solą
dla poprawy apetytu możesz żuć lionkę posypaną szczyptą soli kamiennej.
- używaj dużo gorzkich ziół
- i wreszcie najlepsze, czyli gruszka! gruszka stymuluje apetyt:) 

poniedziałek, 12 września 2016

stresie stresie co ty ze mną zrobiłeś...

Jestem doskonałym przykładem tego, jak emocje potrafią wyniszczyć organizm. Pomimo super troski o dietę, codziennych treningów, mieszkania w lesie i w ogóle zdrowego trybu życia, ostatnie kilka miesięcy olbrzymich stresów, życia obowiązkami których dokładam sobie z dnia na dzień jeszcze więcej, spowodowało u mnie konkretny nadmiar pitty a w konsekwencji... wrzody żołądka! Bardzo piękna antyreklama:):)
W każdym razie przyczyn takowego stanu rzeczy jest kilka i wierzcie mi, że żadna z nich nie wiąże się z jedzeniem - wszystkie są wynikiem nagromadzonych emocji, którym przewodzi pitta: irytacji, bezsilności, gniewu, zdenerwowania, braku cierpliwości i chęcią ogarnięcia wszystkich spraw na raz.
Gdy pitta zdominuje twój umysł bardzo ciężko jest z powrotem znaleźć równowagę, bo pitta zawsze chce więcej. Rozszerza się jak ogień, chwytając wszystko na swojej drodze. I najgorsze jest to, że nie zna pokory ani lęku. Dopiero wiadro zimnej wody na głowę powoduje, że ogień trochę się zatrzyma a ty widzisz ile za sobą pokonałeś. Albo ile spaliłeś biegnąc gdzieś płomiennie do przodu.
U mnie wiadro zimnej wody osiągnęło apogeum w piątkową noc, kiedy kolejny dzień zwijając się z bólu uświadomiłam sobie, że trochę chyba zagalopowałam w tym wszystkim. Ciekawe na ile wystarczy:)
W każdym razie wrzody są symptomem nierównowagi paczakapitty. Substancje regulujące i przywracające balans to: kolendra, kmin, kurkuma, koper włoski, koper ogrodowy, mięta pieprzowa, aloes. Ja od razu sięgnęłam po aloes, gojący wewnętrzne rany i już na drugi dzień było lepiej. Namiętnie piję tez wodę z kurkumą oraz siemię lniane, które doskonale łagodzi podrażnioną śluzówkę. Skończyłam jedzenie w pośpiechu między kupą Młodej a siku Krzysia, telefonem i kipiącą kaszą - lepiej będzie jak nie będę jeść w ogóle niż tak na jednej nodze:) (choć z drugiej strony czasem w 5 minut muszę zmieścić kilka czynności na raz a rano baaaaardzo mi się chce jeść:):)
Ku przestrodze dla innych zapracowanych pitt - chyba jednak lepiej z czegoś zrezygnować niż popaść w stan niełaski żołądkowej:)

czwartek, 8 września 2016

uuuupppsss, coś się wymskło:) czyli trawienie strączków

Warzywa strączkowe to niezmiernie istotna dla prawidłowego żywienia dzieci grupa. W Polsce jadamy mało strączków w porównaniu do krajów Wschodu, a są one naprawdę kopalnią białka (łatwo przyswajalne i lekkostrawne), minerałów (żelazo, potas, fosfor, wapń) i witamin (min z grupy B). Zasuszone strączki są dostępne przez cały rok, jednak najlepiej spożywać je po zbiorach do późnej wiosny. Strączki mają niski indeks glikemiczny, zawierają cukry złożone i dużo błonnika (uwalniają cukier stopniowo, co nie powoduje niezdrowych wyrzutów insuliny) i są bardzo sycące. W przeciwieństwie do białka pochodzenia zwierzęcego, puryny znajdujące się w warzywach strączkowych nie powodują wydzielania dużej ilości kwasu moczowego (puryny zawarte naturalnie w wielu produktach żywnościowych, przy czym w większości tych z dużą ilością białka, w trakcie wielu skomplikowanych przemian organizm przetwarza na kwas moczowy wydalany wraz z moczem), a więc tym samym nie obciążają nerek dziecka i nie powodują niebezpiecznego odkładania kwasu moczowego w formie kamieni lub małych grudek w stawach. Resztki niestrawionych strączków są doskonałą pożywką dla dobrych bakterii żyjących w naszych jelitach. Spośród tylu dobrych dla naszego organizmu wartości mają niestety minus w postaci produkcji dużej ilości gazów podczas trawienia. Aby temu zapobiec należy długo je namaczać, odlać wodę i zagotować w nowej (namaczanie jest niezwykle istotne ze względu na wypłukiwanie kwasu fitynowego ograniczającego przyswajalność minerałów; najlepiej zalać strączki letnią lub ciepłą wodą). Potem tą wodę także odlać i gotować w nowej wodzie już z dodatkiem glonów lub przypraw ułatwiających trawienie i uwalniających gazy: polecam kmin, kminek, koper włoski i ogrodowy, majeranek, tymianek, ajwan, kolendra, asafetyda (najsilniejsza przyprawa w kuchni indyjskiej; używa się jej zaledwie po szczypcie i doskonale redukuje ilość wydzielanych gazów). Wszystkie strączki gotujemy bez przykrycia w dużej ilości wody, sól dosypując kiedy są już wystarczająco miękkie (w wodzie z solą warzywa te nie ugotują się podobnie jak w kwaśnej wodzie np. z dodatkiem pomidora). Fasoli i grochu nie można łączyć z owocami, serem, jajkami, rybą, mlekiem, mięsem, jogurtem.


Łagodne strączki – fasolę żółtą mung, żółtą soczewicę lub fasolkę szparagową bez włókien można podawać dzieciom już od 7-8 miesiąca życia, o ile wcześniej były przyzwyczajane do substancji w nich zawartych wraz ze spożywanym mlekiem matki. Moja 8 miesięczna córa je już chyba wszystkie z wymienionych. Potem przychodzi czas na czerwoną i zieloną soczewicę, fasolę adzuki, żółty i zielony groch, bób czy fasolę pinto. Ciężkich lub ciemnych strączków, takich jak kidney, biały jaś, czarna fasolka, czarna i brązowa soczewica, soja czy cieciorka w teorii nie podaje się dzieciom do ukończenia drugiego roku życia, aczkolwiek moje dziecko dostaje wszystkie (prócz soi) odkąd skończył rok. Trawienie strączków jest dla dziecka trudne, należy zatem wprowadzać strączki stopniowo i dodawać do ich gotowania dużo ułatwiających późniejsze wydalanie gazów zioła. Może zdarzyć się, że podane w zbyt dużej ilości warzywo strączkowe spowoduje ból brzucha u dziecka, który ono zapamięta i nie będzie więcej chciało zjeść tego smaku (u mojego syna stało się tak z żółtym grochem). Dzieci z przewagą wata w konstytucji często intuicyjnie odrzucają warzywa strączkowe, jako trudne do strawienia i wzdymające ich małe brzuszki, a dzieci pitta odwrotnie, będą do nich chętnie zasiadać. Dla dzieci z przewagą bioenergii kapha może nie będzie to ulubiony smak, ale powinny zjadać dużo strączków z racji zawartości w nich dużej ilości sycących cukrów złożonych i białka. Wszystkie strączki poza cieciorką wysuszają śluz i ściągają wodę z organizmu, to też jest niezmiernie ważne przy żywieniu dziecka o dominacji kapha.

środa, 31 sierpnia 2016

Z serii zioła Azji - neem

Miodla indyjska (Azadirachta indica), znana również jako neem (hindi) lub nimba (sansk.)
Neem to drzewo występujące w indyjskim klimacie podzwrotnikowym i tropikalnym; jego liście są znanym i cenionym ziołem w całej południowo-wschodniej Azji. Neem jest dostępny w formie rozdrobnionych liści.


Neem utrzymuje skórę w zdrowiu i połysku, odmładza ją i ujędrnia, zapobiega również chorobom skóry i świądowi. Wspomaga gojenie ran, łagodzi uczucie pieczenia. Neem ma właściwości antybakteryjne,antywirusowe, przeciwrobaczne i przeciwpasożytnicze – może być zatem z powodzeniem stosowany w leczeniu zakażeń i stanach zapalnych jamy ustnej jak i przewodu pokarmowego. Pomaga w ogólnym utrzymaniu higieny jamy ustnej. W dodatku zwiększa wchłanianie płynów w jelitach, neutralizuje nadmiar kwasów i oczyszcza krew neutralizując trucizny. Neem nie wykazuje żadnych skutków ubocznych.


Neem ma właściwości przeciwświądowe, przeciwzapalne, antybakteryjne, przeciwgorączkowe, przeciwpierwotniakowe, przeciwgrzybicznie, przeciwrobaczne, przeciwmalaryczne, hipoglikemicznie i zobojętnia kwas żołądkowy.


Wskazania: choroby zapalne skóry; przykry zapach potu; stany zapalne jelit i wrzody układu pokarmowego; krwawienia w układzie żołądkowo-jelitowym; grzybica i drożdżyca układu pokarmowego (min.Candida albicans); cukrzyca; ból i stan zapalny w obrębie jamy ustnej (szczególnie w połączeniu z mirrą!) ; wysoka gorączka; 


Przeciwwskazania: Nadmiar vata, osłabienie organizmu; niekorzystnie wpływa na serce i umysł 


czystego neem w dużych dawkach nie powinno się stosować dłużej niż miesiąc!

czwartek, 25 sierpnia 2016

ziołowy boooooom i bajkalina

Dziś zadzwoniła do mnie mama chłopaka, któremu kiedyś nie za bardzo udało mi się pomóc w poważnym schorzeniu i opowiedziała jak walczą z chorobą. przy okazji zapytała co sądzę o bajkalinie ( tarczyca bajkalska, Skullcap, Baikal, Huangqin). A ja oczy jak 5 złotych. Nie znałam bajakaliny i jedyce co mi przyszło do głowy to fakt, że mam jeszcze wiele do nauczenia:) Zaraz potem refleksja, że wiele ludzi myśli, że pozjadałam wszystkie rozumy i wiem nawet to, czego nie wiem. A przynajmniej, że powinnam:) W każdym razie nie słyszałam o bajkalinie. zatem od razu zaczęłam poszukiwania - najlepiej od Różańskiego - to dopiero mądra głowa! Okazało się, że bajkalina jest bardzo popularna, w zasadzie jako kolejne zioło na wszystko, a raczej była. Teraz w modzie jest przecież cudowny czystek na wszystko. Wieczne panaceum na wszystko nie istnieje, moda na kolejne zioła przemija razem z kolejną okładką magazynu vogue.
 I oto moja refleksja na dziś: w naszym zwariowanym świecie nawet w ziołolecznictwie panują zasady wszechogarniającego konsumpcjonizmu. Boże widzisz a nie grzmisz.
Nie ma ziołowego panaceum na wszystko - pogódźmy się z tym nie szukając rozwiązania na wszystkie problemy w składzie chemicznym jednej rośliny. W dodatku może się okazać, że jest ona dla konkretnej jednostki bardziej szkodliwa niż pożyteczna (dla przykładu bajkalina ma silny potencjał wychładzający - nie nadaje się dla osób o konstytucji kapha). Nie lepiej po prostu zdrowo i harmonijnie żyć niż potem szukać rewolucyjnej metody na wszystkie dolegliwości??

Wracając do bajkaliny - rzeczywiście, z tego co pisze dr Różański, szeroko wykorzystywana w różnych zakątkach świata, w szczególności w Chinach w leczeniu alergii, przewlekłych stanów zapalnych skóry i błon śluzowych, stanów zapalnych stawów i stanów stresowych. Popularna w leczeniu chorób skóry, jak w Indiach kurkuma. W Polsce mamy tarczycę pospolitą, wykazującą działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze i antywirusowe. Hamuje rozwój gronkowców, paciorkowców i drożdżaków opornych na antybiotyki. 

Cyt. dr Różański: W Polsce dostępne są preparaty dermatologiczne zalecane w leczeniu stanów zapalnych skóry, wyprysków, ropni, trądziku i trudno gojących się ran. Ponadto preparaty stomatologiczne do leczenia stanów zapalnych dziąseł, kandydozy jamy ustnej, odleżyn w jamie ustnej (od protez) i bolesnych owrzodzeń.
Wyciągi z tarczycy mogą być używany w leczeniu stanów zapalnych narządów płciowych, zapalenia piersi, stanów zapalnych oczu (spojówek i powiek) oraz doodbytniczo w leczeniu świądu, zapalenia i hemoroidów.

piątek, 12 sierpnia 2016

codzienna obserwacja


Zgodnie z tym, co naucza ajurweda, każdy człowiek jest żywą książką, którą trzeba czytać codziennie sobie samemu – codzienna obserwacja własnego ciała, pulsu, języka, twarzy, oczu, paznokci i warg dostarcza drobnych, aczkolwiek ważnych wskazówek dotyczących własnego ciała. Ajurweda podaje dokładne metody rozpoznawania procesów chorobowych, zanim jeszcze wystąpią jakiekolwiek wyraźne symptomy; dzięki temu możliwe jest przewidzenie przyszłej reakcji organizmu. Tak więc poprzez regularną kontrolę parametrów ciała, można wcześnie wykryć  patologiczne objawy i podjąć wobec nich środki prewencyjne. Obserwuj codziennie swoje dziecko. Zwracaj przede wszystkim uwagę na stan paznokci i języka, uważnie przyglądaj się wydzielinom ciała. Notuj ich kolor i gęstość. U bardzo małego dziecka trudno jest jednoznacznie określić kolor nalotu czy wręcz jego występowanie (ciągle pije mleko i nie czyści się mu języka), ale na tyle, ile możesz, diagnozuj i reaguj, gdy tylko widzisz jakieś odstępstwo od normy.
Paznokcie
Paznokcie blade wskazują na anemię i niedokrwistość, żółte na żółtaczkę lub słabą wątrobę, niebiesko sine natomiast na słabe serce i krążenie. Białe plamki na paznokciach wskazują na niedobór lub zaburzenia w przyswajaniu wapnia lub cynku. Plamki na paznokciu palca serdecznego wskazują na odkładanie się wapnia w nerkach, na palcu środkowym oznaczają, że w jelitach jest nieprzyswojony wapń; odkładający się w płucach wapń daje znaki w postaci plamki na paznokciu palca wskazującego. Jeżeli półokrągły półksiężyc u podstawy paznokcia jest w kolorze niebieskim oznacza niedomaganie wątroby. Czerwony półksiężyc zaś oznacza niewydolność serca.
Język
Poszczególne części języka związane są z odpowiednimi narządami. Zmiany, odbarwienia, krostki na pewnych miejscach wskazują na niedomaganie konkretnych narządów. Pęknięcia wskazują na mniejsze uszkodzenie narządów, głębsze pęknięcia to głębsze uszkodzenie. Trzęsący się język wskazuje na akumulację waty. Plamki wskazują na wrażliwość organów a czerwone lub brązowe krostki na choroby autoimmunologiczne. Widoczne na brzegu języka ślady zębów wskazują na słabe wchłanianie w obrębie jelit.
Obłożenie języka w tylnej części oznacza kumulacje toksyn w obrębie jelita grubego. Jeśli obłożona jest środkowa część toksyny znajdują się w żołądku i jelicie cienkim. Obłożenie języka w miejscu płuc wskazuje również na alergie; w miejscu serca na problemy emocjonalne i słabą cyrkulacje krwi; na wątrobie wykazuje stan zakwaszenia organizmu i problemy z emocjami tj. gniew, złość, agresja; na śledzionie – stan systemu immunologicznego (cętki i krostki pokazują teraźniejsze i przyszłe możliwe choroby autoimmunologiczne). Swoje odzwierciedlenie na języku w postaci linii biegnącej przez jego środek, ma również kręgosłup. Jeśli linia ta jest zakrzywiona, świadczy to o skrzywieniu kręgosłupa: z tyłu języka część krzyżowo-lędźwiowa, w środkowej – część piersiowa, w części przedniej języka – odcinek szyjny kręgosłupa.
Kolor:
a)         blady – anemia, niedokrwistość
b)         żółtawy – nadmiar żółci w woreczku żółciowym lub zaburzenia wątroby
c)         niebieskawy – zaburzenia pracy serca
d)         biały nalot – zaburzenia kaphy i nagromadzenie śluzu (lepki, wilgotny, szorstki)
e)         czerwony lub żółtawozielony nalot – zaburzenia pitty (miękki, śliski)
f)         ciemnobrązowy nalot – zaburzenia wata (suchy, chłodny, szorstki, drżący)

Mocz

Funkcjonowanie układu moczowego zależy od wielu czynników, min. od poboru wody, diety, temperatury, kondycji fizycznej. Zrównoważone wydalanie moczu jest niezbędne do prawidłowego utrzymania ciśnienia krwi i jej objętości – zatrzymanie wody powoduje bowiem gromadzenie wody w tkankach i wywieranie ciśnienia na krew. Dziecko oddaje ok.pół litra moczu na dobę. Przy nadczynności kaphy ilość oddawanego moczu wzrasta, ale częstotliwość wydalania maleje, natomiast ilość moczu maleje przy nadczynności waty, jednak musi być on wydalany bardzo często. Dodatkowo, przy zaburzeniach kaphy, mocz może być białawy, mętny, tłusty i gęsty; przy zaburzeniach waty natomiast mocz jest bezbarwny, rzadki, lekko spieniony. Zaburzenie wszystkich bioenergii skutkuje bardzo skąpą ilością i długimi odstępami między oddawaniem moczu. Kolor moczu zależy od diety; prawidłowy kolor to jasnożółty. Jeżeli kolor moczu jest ciemnożółty lub czerwonawy wskazuje na zaburzenia pitty (podobnie ciemnożółty mocz występuje przy zaparciach i zbyt małej ilości wypijanej wody). Normalny mocz ma charakterystyczny, ale nie śmierdzący zapach. Jeżeli mocz jest cuchnący to możemy mieć pewność, że organizm jest zatoksyczniony; kwaśny, piekący zapach wskazuje na zaburzenia pitty. Słodki zapach moczu może oznaczać cukrzycę, a piasek w moczu sygnalizuje obecność kamieni w przewodzie moczowym.

wtorek, 26 lipca 2016

kuracja napotna w upalne dni. gorąco polecam:):):)

Brzmi dosyć abstrakcyjnie – nie dość, że w gorące dni cali ociekamy potem, to jakby tego było mało mamy dobrowolnie poddawać się kuracji napotnej.  W ajurwedzie jednak wszystko jest dogłębnie przemyślane. Oczywiście zbyt duży wzrost energii pitta jest szkodliwy, ale z drugiej strony w upalne dni ciało jest naturalnie najlepiej przygotowane na „dodatkowe ciepło”. Skóra, podobnie jak narządy wewnętrzne, również dostosowuje się niejako do panujących na zewnątrz warunków – w lecie pory skóry są szerzej otwarte, tak, by z większą wydajnością usuwać pot z organizmu. Pot (sweda), w ajurwedzie uważany jest za organiczny produkt odpadowy tkanki tłuszczowej (meda): zarówno tłuszcz jak i jego produkt uboczny w postaci potu, pomaga organizmowi utrzymać wewnętrzną temperaturę – tłuszcz zatrzymuje ciepło wewnątrz a pot wydala je na zewnątrz.  Jeśli pot nie zostanie całkowicie usunięty z organizmu, może spowodować różnorakie schorzenie, nie tylko skóry, ale również krwi i narządów, w których substancje i różne toksyny zgromadzone w pocie a nie wydalone się osadzą. Dlatego tak istotne jest przeprowadzanie kuracji napotnych, które można podzielić na dwie grupy. Pierwsza z nich to kuracje z udziałem żywiołu ognia, którym towarzyszą napary z ziół wzmagających energię pitta. Druga grupa to pocenie osiągane poprzez aktywność fizyczną, kąpiele słoneczne, noszenie odzieży wzmagającej pocenie lub oczyszczającą głodówkę.
Z najłatwiejszych do przeprowadzenia jest kąpiel napotna w saunie – każda z jej rodzajów, czy to sucha czy wilgotna znajduje swoje zastosowanie, z tym, że saunę suchą bardziej poleca się osobom z przewagą doszy pitta i kapha w konstytucji a saunę „mokrą” osobom z przewagą waty. Innym zabiegiem jest tapasweda – czyli nakładanie na określone miejsca na ciele pacjenta ogrzanych różnych materiałowych przedmiotów typu koce, gazy, ręczniki itd. Inne okłady, z gazy wewnątrz której znajduje się gorąca substancja lecznicza stosuje się w leczeniu bolących i opuchniętych miejsc na ciele. Jeszcze inną metodą na ogrzanie miejscowe różnych części ciała ze wskazaniem na przeważającą doszę jest uszmasweda, czyli zabieg polegający na przykładaniu na nie woreczków z zawartością różnych suchych lub ciepłych substancji np. ryżu, strączków, piasku, soli, obornika, borowin, glinki itd. W kolejnej metodzie polewa się całe ciało różnymi ciepłymi cieczami np. różnego rodzaju olejami, mlekiem lub odwarami z leczniczych ziół. Gorąca kąpiel w wannie z dodatkiem napotnych olejków eterycznych znajduje świetne zastosowanie w terapiach domowych.
Przeciwwskazaniami w terapiach napotnych są: biegunka, zatrucie pokarmowe, cukrzyca, żółtaczka i inne schorzenia towarzyszące ostremu wzrostowi aktywności doszy pitta oraz ciąża i okres karmienia piersią. Kurację należy przerwać, gdy tylko wystąpi drżenie mięśni, ciemne zabarwienie skóry, pieczenie.

Podczas wszelkich zabiegów napotnych należy dbać o odpowiednie nawodnienie organizmu wypijając co najmniej 3 litry wody na dobę.

czwartek, 14 lipca 2016

moja mała Maja fruwa tu i tam....:) czyli rozwój motoryczny bobasa

Ma pół roku, swobodne raczkuje i staje na nogach. Jest wszędzie i w ciągłym ruchu. wszyscy pytają jak ona to robi. A ja odpowiadam, że rośnie na fasoli:):)

Motoryczny rozwój osobniczy dziecka zależny jest od wielu czynników, a wśród nich na pierwszy plan wysuwa się determinacja genetyczna. Każda jednostka ma już zaprogramowany rozwój od zapłodnienia aż do śmierci (możemy tu mówić naukowo o genach lub w kontekście ajurwedy o prakriti). Rozwój motoryczny determinuje też działanie i prawidłowa integracja zmysłów. Człowiek jest istotą dwunożną, więc już jako dziecko musi nauczyć się kontroli posturalnej, czyli automatycznego sterowania postawą oraz przeciwdziałania sile grawitacji, co jest widoczne w pierwszym roku życia.
Motoryka jest uzewnętrznieniem funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego. Dziecko zatem powinno reagować ruchem na stymulujące bodźce takie jak odgłosy, barwy itd.
Rozwój dziecka w pierwszych miesiącach życia można ocenić dzięki obserwacji motoryki spontanicznej dziecka, do której zalicza się nie tylko jakość i ilość ruchu ale także rozwój mowy, komunikacji społecznej itd. Każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie, ale wyznaczone zostały pewne normy, które dziecko powinno spełniać do określonego miesiąca życia.

Podstawowe objawy zaburzeń w funkcjonowaniu, które powinny cię zaniepokoić to:

- stała asymetria ustawienia tułowia (objawem mogą być również „ośki rybne” na plecach zwiastujące skoliozę w przyszłości); ułożenie dziecka na brzuchu w 3-cim miesiącu życia podpowiada czy wszystko jest w porządku – jeśli leży prosto, to znaczy, że będzie prosto chodzić; jeśli krzywo, oznacza, że ustawienie jest nieprawidłowe

- stałe asymetryczne ustawienie głowy; głowa po 3-cim miesiącu powinna być na linii z kręgosłupem, prosto. Kręcz szyi, krzywa głowa, po tym okresie czasu wymaga konsultacji z terapeutą.

- częste wyprosty kończyn z rotacją wewnętrzną

- dziecko ma problemy z jedzeniem, nie zgłasza też potrzeby jedzenia

- duże kolki i stałe bóle brzucha, a co za tym idzie stały płacz i niepokój dziecka

- stale zaciśnięte pieści po 2 miesiącu (po 3-cim miesiącu kciuki muszą być na zewnątrz dłoni)

- wyraźna silna niechęć do leżenia na brzuchu i brak rozwinięcia funkcji podporowych w leżeniu na brzuchu (czyli nie podpiera się na nadgarstkach czy przedramionach)

- brak raczkowania – raczkowanie jest ważne dla kształtowania prawidłowej postawy w dalszym życiu.

Najczęstsze błędy jakie popełniają rodzice:

- nie pozwalają dziecku swobodnie leżeć na dywanie – jest dostatecznie miękki, żeby na niego upaść a jednocześnie dosyć twardy, by leżeć na brzuchu i go masować.

- biernie sadzają dziecko np. obłożone poduszkami. Dziecko samo siądzie kiedy będzie na to dostatecznie posturalnie gotowe, nie powinno się sadzać go wcześniej

- bierne stawianie dziecka np. przy meblach. Na tej samej zasadzie, co siadanie – dziecko wie, kiedy może sobie pozwolić na samodzielne stanie

- nie kładzenie na brzuchu – rodzice boją się często kłaść dziecko na brzuchu, bo nie umieją go łagodnie z powrotem przerzucić na plecy i myślą, że dziecku jest na brzuchu niewygodnie, a tymczasem to na brzuchu właśnie dziecko najwięcej się rozwija motorycznie a w dodatku masuje sobie jelita

- częste usadzanie dziecka w foteliku samochodowym, nierzadko ciasnym – fotelik służy do przewożenia dziecka w podróży a nie do kładzenia dziecka w nim w domu. Jego kształt nie służy dobrze układowi szkieletowemu malucha.

- stawianie w chodziku

- kupowanie twardego i nieodpowiednio dobranego pierwszego obuwia.


























piątek, 3 czerwca 2016

"projekt" dziecko c.d.

Nawet jeśli przyszła mama przeszła okres ciąży względnie bezstresowo, dopiero teraz, jak już Maleństwo jest na świecie, czeka ją prawdziwe wyzwanie. Stresy, lęki, niepokój, nieprzespane noce i ogólne przemęczenie skutkują nagromadzeniem się złych emocji i obniżeniem poziomu ojas. To z kolei wpływa negatywnie na relacje z Maleństwem a ono jest bardzo wrażliwe i odbiera emocje matki z kilkukrotną siłą. Na tym poziomie, rzeczywiście kumulacja "nieprzetrawionych" doznań może skutkować fizyczną dolegliwością, np. kolką o nieznanej etiologii. 
W sytuacjach zaburzonych z różnych powodów hormonów jak to ma miejsce po porodzie, ajurweda radzi przede wszystkim budowanie silnego ojas. Ojas w naszym fizycznym ciele ujawnia się jako źródło energii życiowej, które obdarza siłą serce, reguluje naturalny rytm jego bicia, odżywia całą muskulaturę, zapewnia prawidłowe funkcjonowanie nerek, wątroby oraz systemu odpornościowego. Osoba o słabym ojas jest pozbawiona wewnętrznej równowagi i pewności, co uwidacznia się również w jej niespokojnym sposobie poruszania się, "wybuchowym"zachowaniu.  Ojas odżywia się nie tylko składnikami zdobytymi z pożywienia ale także odpowiednimi formami relaksu oraz dbałością o zmysły i duchowe wartości jak miłość czy współczucie. Powinno się też uaktywnić kiedy mama patrzy na swoje nowonarodzone Maleństwo. Wraz z zanikiem ojas, nasze zdrowie ulega osłabieniu, zostaje zaburzona naturalna równowaga. Również konflikty na tle emocjonalnym, wybuchy gniewu i złości mogą poważnie zaburzyć ojas i dochodzi wtedy do sytuacji, kiedy nie mamy "płaszcza ochronnego", nie tylko dla siebie ale i dziecka, dla którego jesteśmy całym światem. Mały człowiek bazuje tylko na matce i jeśli ona nie da mu ochrony samo nie jest w stanie jej wytworzyć bez miłości, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji! 

Aby wzmocnić lub przywrócić do równowagi ojas niezbędne są techniki medytacyjne i oddechowe, uprawianie jakiś wyciszających ćwiczeń np. jogi, kontakt z naturą, odpoczynek i dobry sen. Z naturalnych metod dobre jest ciepłe mleko z masłem ghee, niektóre zioła jak np. shatavari, aswagandha i brahmi oraz lekkostrawna dieta. Można też oddać się w ręce dobrym masażystom (masaże z dodatkiem olejów dla waty), ale dopiero po 6 tygodniach od porodu. Wpatrywanie się w dziecko, tulenie go i karmienie długą piersią również przyniesie spokój. I mama pitta radzi: "don't push yourself", daj sobie czas, nie naciskaj, że musisz to, że musisz tamto... rada, która przychodzi dopiero, jak za bardzo chcesz wszystko na już i na teraz, a twoje dzieci potrzebują cię akurat w tym momencie leżąc z 40 stopniową gorączką....



czwartek, 2 czerwca 2016

"projekt" dziecko

Jedna z moich pacjentek zapytała mnie czy to prawda, że rodzice już przed poczęciem dziecka, nawet wtedy, gdy dziecko nie jest do końca planowane:), zaczynają nieświadomie tworzyć nazwijmy to, "projekt", który ich dziecko będzie realizować przez całe swoje życie. Na projekt ten składają się wszystkie emocje - te negatywne i pozytywne, lęki, stan psychiczny, których rodzice dziecka doświadczają przed poczęciem, w trakcie ciąży i w pierwszym roku życia dziecka. Największą rolę odgrywają emocje i problemy matki - to od niej bowiem zależne jest dziecko w pierwszych latach życia. Matka, która jest skupiona na swoich problemach emocjonalnych nie może w pełni realizować swojego macierzyństwa a stresy, które przeżywa podświadomie przejmuje od niej jej małe dziecko. Przetwarza je potem w fizyczne choroby.

I co na to ajurweda i ja:)

Ajurweda uczy, że najważniejszy czas dla rozwoju płodu (a dalej człowieka) to moment zapłodnienia - jego warunki, otoczenie, kondycja psychosomatyczna dwojga ludzi biorących w nim udział, ich stan mentalny i nastawienie w tym konkretnym momencie wreszcie oraz okres ciąży – dieta matki, jej zachowanie, później sam proces porodu i jego okoliczności.

W chwili zapłodnienia, pojedyncza męska gameta – plemnik, łączy się z komórką jajową kobiety i w momencie tego zjednoczenia, konstytucja jednostki zostaje wyznaczona przez przemiany i kombinacje cielesnych żywiołów przejawiających się w ciałach jej rodziców. Innymi słowy już wtedy kształtuje się konstytucja psychofizyczna człowieka, która determinuje całe jego dalsze życie a konstytucja ta powstaje z połączenia cech obydwojga rodziców. Należy mieć świadomość tego, jak uczucia towarzyszące współżyciu wpływają na płód: radość i ekscytacja transmitowane do zygoty stanowią podstawę satysfakcji, na której dziecko będzie budować swoje życie; złe emocje, które towarzyszą matce, będą przenosić się na dziecko, powodując jego zgorzkniały charakter. Jeśli płód został poczęty z bezgranicznej satysfakcji, jaką oboje rodzice odczuwają w momencie orgazmu, dziecko, które się z niego rozwinie, będzie bardziej zadowolone z życia niż to, którego rodzice kopulowali tylko dla zabawy. Podobnie dziecko, którego rodzice w momencie poczęcia owładnięci byli niezdrowymi emocjami nie łatwo znajdzie spokój. Udana wzajemna przyjemność pojawia się między dwoma partnerami, a nie między dwoma genitaliami. Nie pojawia się z dnia na dzień, lecz jest wynikiem długotrwałego budowania więzi i zażyłości. 

Nie powiem nic nowego twierdząc, że już od samego początku ciąży nastawienie i kondycja przyszłej mamy mają ogromne znaczenie. Radość i satysfakcja odczuwane z powodu zajścia w ciążę przenoszą się na płód i kształtują go w silne, zdrowe i spokojne dziecko. Przeciwnie gniew, frustracja i niezadowolenie z tegoż powodu – dziecko rozwijające się w takich mentalnych warunkach będzie czuło się niechciane i nieszczęśliwe. Matka pełna trosk będzie przenosić je na swoje nienarodzone dziecko jak toksyny zatruwać jego rozwój. Nie jest możliwym przejście ciąży bez żadnych obaw i lęków, ale należy dążyć do tego, by było ich jak najmniej. Warto ograniczyć wszystkie sytuacje wywołujące stres i dążyć do rozładowania napięcia nim jeszcze nie osiągnie zenitu. 

Pierwsze miesiące są niezwykle istotne dla płodu – wytwarza się bowiem wtedy cały układ nerwowy i podstawowe narządy. Dlatego też należy szczególnie zadbać o odpowiednią dietę, higienę i postawę mentalną w tym czasie. Często kobieta nawet nie wie, że jest w ciąży w tych pierwszych tygodniach – czasem niewiedza ta pomaga, albowiem często świadomość bycia w ciąży generuje niepotrzebny stres i zamartwianie się, co z kolei nie przyczynia się w żadnym stopniu do „budowania” zdrowego organizmu nienarodzonego dziecka.


Ciąża jest jednym z najważniejszych, a zarazem najtrudniejszych okresów w życiu każdej kobiety, dlatego też przygotowania do niej powinny zacząć się na długo wcześniej. Niezmiernie ważne jest, by przyszła mama była zdrowa – w sensie ajurwedyjskim zdrowie nie opiera się jedynie na braku wyraźnych symptomów chorobowych, lecz stanowi stan absolutnie dobrego samopoczucia w całej swojej istocie i harmonii całego systemu. Równowaga emocjonalna i fizyczna jest ogromnie istotna, bowiem kondycja psychosomatyczna rzutuje na rozwój i ukształtowanie płodu. Wszystkie doświadczenia kobiety, zarówno te smakowe jak i umysłowe, są bezpośrednio transmitowane do żywej istoty wewnątrz niej. Zatem czas planowania ciąży i sam jej przebieg powinny być dla kobiety okazją do szczególnego zadbania o siebie, troski zarówno o swoje ciało jak i wnętrze oraz próbą przygotowania do wydania na świat potomka – im więcej pracy ze sobą, tym poród jest łatwiejszy. W tym okresie kobieta szczególnie powinna poddawać się pielęgnującym zabiegom na skórę, masażom, kąpielom czy inhalacjom. Użycie kadzideł, olejków, lamp zapachowych jest również wskazane – olejki mogą przynieść ogromną ulgę, łagodząc niektóre problemy występujące w czasie ciąży, szczególnie poprawiając krążenie i odprężając.

c.d.n

środa, 1 czerwca 2016

chustowanie

Coraz więcej mam zadaje mi pytanie o to dlaczego tak bardzo upieram się, żeby nosić Małą w chuście. Ja też zadaję je sobie z każdym dodatkowym kilogramem, który jej przybywa... w każdym razie postaram się pokrótce wytłumaczyć i przekonać niedowiarków, że jest to naprawdę pożyteczny nawyk o ile nie trwa zbyt długo:) (Do momentu kiedy dziecko nie zacznie samodzielnie siadać)

Chustowanie jest szeroko rozpowszechnioną na cały świecie metodą na noszenie własnego dziecka. Wózek jest niedawnym wynalazkiem zachodnioeuropejskim (jeszcze pamiętam jak moja prababcia opowiadała, że wszystkie swoje dzieci nosiła w odpowiednio zwiniętym materiale); we wszystkich innych rejonach świata, w południowo – wschodniej Azji, Ameryce Południowej, Afryce, na Bliskim Wschodzie, kobiety noszą swoje dzieci w specjalnych worach, wędzidłach, chustach i innych przyrządach wiązanych u pasa, na biodrze po boku ciała, na plecach lub klatce piersiowej. Są plemiona, w których kobiety noszą swoje dzieci w koszach na głowie. W większości przypadków noszenie dziecka jest po prostu koniecznością, kobiety muszą pracować na roli, zbierać pożywienie czy drewno opałowe w lesie albo zajmować się innymi dziećmi, nie mają czasu, by poświęcić go wyłącznie nowonarodzonemu dziecku. Często nie mają także możliwości zostawić go w swojej chatce. Oddalając się od domu, mają dziecko zawsze przy sobie i mogą nakarmić go kiedy tylko zechce jeść (nie mają przecież telefonów komórkowych i szybkich środków transportu). Prócz tego niezwykle istotną zaletą chusty jest to, że dziecko czuje się bezpieczne czując bliskość i dotyk mamy oraz słysząc jej bijące serce. Uspokaja się przy tym odgłosie, bo jest to przecież to samo serce, które zna z dziewięciu miesięcy życia płodowego. Poczucie bezpieczeństwa i ciepło gwarantują, że dziecko szybko relaksuje się w chuście, mniej płacze ale również lepiej funkcjonuje. Ruchy jelit dziecka, ułożonego brzuszkiem do brzucha mamy, są stymulowane jej ruchami perystaltycznymi, co ułatwia wydalanie gazów i redukuje wzdęcia. Takie ustawienie jest szczególnie polecane przy kolce (ja ze swoimi dziećmi czasem spędzałam nawet pół dnia w chuście, gdyż tylko w taki sposób byłam w stanie złagodzić jego dolegliwości żołądkowe, ale tylko wtedy, gdy było to naprawdę konieczne). W dodatku, w pozycji pionowej dziecko może swobodnie zasnąć bez przykrych dolegliwości ze strony układu pokarmowego, a w przypadku trudności z odbiciem jest to jedna z najlepszych metod na wydobycie bąbelków powietrza z żołądka (ucisk, ciepło i pozycja pionowa na raz). W chuście nogi dziecka są szeroko rozstawione, a to ustawienie zalecane jest jako najwłaściwsze dla rozwoju stawów biodrowych i korekcji już istniejących dysplazji. Dziecko również szybciej się uczy i rozwija – towarzysząc matce we wszystkim co ona robi, jest nieustannie bodźcowane i stymulowane (dzięki temu lepiej też śpi, potrzeba mu więcej czasu odpoczynku na przetworzenie wrażeń). I co najważniejsze, mama ma obydwie ręce wolne:) Oczywiście nie powinno się wykonywać niebezpiecznych zajęć domowych w stylu prasowania, gotowania w dzieckiem uwiązanym z przodu. Podobnie nie wolno uprawiać sportów, szczególnie biegania z takim dodatkowym „obciążeniem” (aż dziw bierze, że komuś przychodzi to w ogólne do głowy, przecież wyobraźnia sama podpowiada co dzieje się z taki niestabilnym układem szkieletowym dziecka podczas szybszego chodu rodzica!). 

Z chustowaniem jest tylko jeden problem. Dziecko trzeba bardzo uważnie rozstawić w chuście, tak, by nie obciążać kręgosłupa i przytrzymać główkę (do ukończenia trzeciego miesiące główkę dla bezpieczeństwa można jeszcze podtrzymywać ręką). Dziecko powinno wyraźnie siedzieć w chuście w pozycji „na żabę”, czyli kolana wyżej niż pupa (a pupa nie niżej niż pępek rodzica), plecy okrągłe a nogi rozchylone po bokach; chusta musi szczelnie opasać dziecko i przylegać do jego ciała. I oczywiście dziecko jest ustawione przodem do rodzica, a nie odwrotnie – w ustawieniu „przodem do świata” nie ma możliwości ustawienia dziecka „na żabę”, a tym samym pozycja jest niebezpieczna dla kręgosłupa. Dodatkowo nogi dziecka zwisają swobodnie bez podparcia, a całe obciążenie znajduje się na kroczu.  Główka dzieci, które nie trzymają jej jeszcze prawidłowo nie jest niczym zabezpieczona. 

Wkładając dziecko do chusty najlepiej ustaw się przed lustrem i z początku używaj instrukcji wiązania, tak, by prawidłowe wiązanie weszło ci w nawyk. Najlepsze, mym zdaniem, są chusty tkane, najlepiej o splocie skośno-krzyżowym. 




środa, 25 maja 2016

smarowidło masłopodobne:)

Ostatnio mój syn ma niepohamowany apetyt na tłuszcze maści wszelkiej. Je wszystkie oleje świata w ilościach hurtowych (łącznie z olejem lnianym, który w smaku raczej do delikatesów nie należy. Radowało mnie to bardzo, ale doszłam do wniosku, że trochę przesadza, szczególnie z masłem ghee, którym smarować musiałam dosłownie wszystko, warzywa, ciastka, makaron itd. Postanowiłam więc zaszaleć i zrobić coś na kształt masła z oleju kokosowego. Roztopiłam filiżankę oleju, dodałam szczyptę soli, kurkumy i czerwonej papryki żeby miało ciekawy kolor, a jak troszkę przestygł połączyłam miksturę z kilkoma łyżkami oleju z lnianki dobrze wszystko mieszając. Przelałam do słoiczka i włożyłam do lodówki. A teraz już do lodówki nie trafia, bo ciągle muszę coś tym masłopodobnym czymś smarować:)

wtorek, 10 maja 2016

pij Mała:)

Ta wiosna jest dla mnie mało łaskawa. Dopiero co wyszliśmy z grypy a tu dziś w nocy ni z tego ni z owego gorączka. I zapalenie piersi...Mała nie chce pić. Od rana kapusta i imbir na zmianę, ale na razie niewiele pomogło, masaż pod ciepłą wodą i częste przystawianie też nie daje rady. Kompresy z rumianku i pasta cynamonowa trochę uśmierzają ból. pij Mała, pij:)

środa, 27 kwietnia 2016

no i się narobiło...

Wiedziałam, że to mała kapha, wiedziałam jak może skończyć się u niej ten niewinny katar w trzecim miesiącu życia, a jednak mimo znajomości teorii...nic z tym nie zrobiłam. Może uwierzyłam w jej mega odporność, może zasugerowałam się Krzysiem, który leków i chorób na oczy nie widział a może byłam w swoim świecie obowiązków, rzeczy na już do zrobienia i realizowania pomysłów, na które nigdy nie ma czasu. Na pewno uśpiło moją czujność ząbkowanie, ni stąd ni zowąd pojawiły się Mai 2 zęby:) Według mojej wiedzy ząbkowanie u dzieci kapha nie obędzie się bez wylewania płynów ze wszystkich otworów głowy, więc pomyślałam, że ten katar na pewno stąd. I w ogóle nie gorączkowała, ciągle pogodna i z apetytem... Przyczyn może być wiele, ale pewne jest, że zawaliłam sprawę konkretnie. Na szczęście skończyło się na antybiotyku w domu, a nie na oddziale. I mam nadzieję, że tak zostanie, choć cały czas wyrzucam sobie, że nie podjęłam żadnych działań prewencyjnych kiedy była na to pora zamiast truć ją tymi chemikaliami; gdyby to był trzyletni Krzyś zapewne bym się głęboko zastanowiła ale u 3 miesięcznej Mai po prostu się boję:( Codziennie na ile się uda nebulizuję ją solą fizjologiczną, podaję dicoflor i bawię się w huśtawkę odwracając do góry nogami, żeby wszystko, co niechciane spłynęło:) Szczęściem w nieszczęściu nie układam jej na plecach - w dzień jest raczej w chuście lub na brzuchu, w nocy u mnie na brzuchu lub na boku - tym samym mniej tej flegmy miało okazję spłynąć:) Piję bardzo dużo imbiru i czystka mających działanie bakterio i wirusobójcze, przeciwzapalne i przeciwgorączkowe (może właśnie dlatego nie gorączkowała?). Mała dużo je, więc mam okazję przemycić jej trochę imbirowego mleka:):)

Oto kilka ajurwedyjskich metod zapobiegawczych, które lepiej podjąć zanim z igły będą widły....idąc moim przykładem pamiętajcie, że lepiej zapobiegać kiedy już coś się wykluwa niż potem leczyć i siedzieć tygodniami w domu jak w szklanym zamku z dwójką stale marudzących i nudzących się dzieci:):)

a mi należy się porządny kopniak na opamiętanie:)

· Podrażnienie i zablokowanie górnych dróg oddechowych, popularne w okresie wiosennym i jesiennym jest skutkiem nierównowagi dosz wata i kapha. Najlepszym znanym remedium na stany grypowe, katar i zaflegmienie jest świeży imbir – jeśli maluch nie toleruje imbiru w postaci herbatki, możesz dosładzać ją miodem

· Gotuj dziecku lekkie, ciepłe i łatwostrawne produkty, najlepiej warzywa na parze, owoce, pełnoziarniste produkty a unikaj nabiału, bananów, słodyczy, mięsa, produktów pszenicznych, produktów mrożonych i smażonych. Daj mu też dużo ciepłych płynów, usprawniających przepływ substancji w kanałach ciała i utrzymujących odpowiednie nawodnienie organizmu.

· Kilka razy dziennie podaj maluchowi napar z świeżego imbiru, cynamonu i kardamonu z dodaną do niego tuż przed spożyciem łyżeczką miodu; jeśli karmisz – pij go też sama

· Na przeziębienie, któremu towarzyszy kaszel, możesz podać starszemu dziecku do picia herbatkę zawierającą: ¼ łyżeczki świeżego korzenia imbiru, 8 liści bazylii, 2 ziarenka pieprzu czarnego, 2 nasiona kardamonu, szklankę wody, ½ łyżeczki kurkumy, 2 goździki i 5 listków mięty.

· Dla udrożnienia dróg nosowych zrób malcowi inhalację ze świeżego imbiru, różanecznika lub eukaliptusu rozmoczonego w gorącej wodzie. Jeśli maluch ma zapchane zatoki zrób mu inhalację z kilku łyżek nasion kolendry zagotowanych w 4 filiżankach wody. Możesz też nebulizować dziecko solami fizjologicznymi.

· Podawaj dziecku herbatkę z lukrecji lub lipy (łyżka stołowa na 2 filiżanki wody – gotować aż zmniejszy swą objętość o połowę). Jeśli toleruje podawaj dziecku herbatkę z czystka.

· W razie silnego kaszlu, podawaj dziecku mocną herbatkę z kopru włoskiego z cukrem palmowym

· Jeśli dziecko je czosnek, podaj mu ugotowany lub zrób wywar z 4 ząbków czosnku na szklankę wody

· Do gotowania dodawaj kurkumy, pieprzy czarnego, imbiru, cynamonu, kardamonu lub goździków

· Zadbaj o dużą ilość witaminy C z naturalnego pożywienia: kwaśne owoce oraz kiszone warzywa będą doskonałe; podawaj dziecku syropy z czarnego bzu, pędów sosny, cebuli czy pigwy

· Nie kąp dziecka jeśli ma gorączkę, osłabienie lub silny katar

· Wietrz porządnie w domu, jeśli ma tylko katar możesz wyjść z nim na świeże powietrze

· Jeśli przeziębieniu towarzysz gorączka możesz podać dziecku herbatkę z tulsi (bazylia azjatycka); możesz zrobić też wywar z łyżki rozgniecionego czosnku, filiżanki wody i ¼ fil. posiekanej bazylii gotowanych do zmniejszenia objętości o połowę i podawać dziecku po pół łyżeczki dwa razy dziennie. Inna mikstura przygotowywana z dwóch filiżanek wody, 3 goździków, szczypty kardamonu, 2 łyżek anyżu, 7 liści bazylii i łyżki cynamonu i gotowana aż zmniejszy swoją objętość o połowę i przecedzona może być spożywana raz dziennie.

sobota, 23 kwietnia 2016

jak to? nie kąpiesz jej codziennie?!

Nie. I to nie dlatego, że mi szkoda na wodę:):):)

Zdrowy niemowlak nie powinien być kąpany codziennie – to jest najgorszy błąd popełniany przez rodziców. Jeżeli nie ma takiej potrzeby, wynikającej np. z bardzo wysokiej temperatury a co za tym idzie wzmożonej potliwości lub zanieczyszczeń powstałych w wyniku niedokładnego ułożenia pieluchy, nie ma powodu do tego, by zmywać z dziecka mozolnie wykształcaną z godziny na godzinę warstwy ochronnej. Naskórek dziecka jest bardzo cienki i niestety nie posiada jeszcze właściwej flory bakteryjnej, a przez to jest niezwykle wrażliwy. Oczywiście brudna czy spocona skóra tym bardziej może być podrażniona, więc pupa i pachwiny są miejscem na które należy zwrócić szczególną uwagę i myć tak często, jak zajdzie taka potrzeba (ale to nie znaczy, że należy myć całe dziecko od stóp do głów).

Mechaniczne wykonanie wszystkich zabiegów pielęgnacyjnych (a jest ich wiele) jest dla niemowlaka stresujące, zatem pierwszą zasadą jaką powinnaś przyjąć to traktowanie tego na pozór nudnego i żmudnego zajęcia jako formę okazywania dziecku miłości i kontakt z jego wspaniałą skórą. Skóra niemowlęcia jest gładka, jedwabista i miła w dotyku; jest też niestety cienka i bardzo wrażliwa zarazem. Na kontakt z różnymi substancjami, również tymi z ręki mamy, łatwo reaguje wysypką, zaczerwienieniem i podrażnieniem. Kolejna zasada to ograniczenie wszystkich produktów w teorii dla niemowląt do minimum. Wszystkie z nich, nawet jeśli nie zawierają perfumowanych płatków mydlanych czy pudru to mają w składzie parafinę i inne pochodne, które powstają w procesie rafinacji i na pewno na dłuższą metę są niewskazane. Woda, mimo, że wysusza skórę, może być swobodnie używana jako najlepiej myjąca substancja, taką bowiem była od wieków. Przed rozpoznaniem doszy przeważającej u dziecka do wody należy dodawać kilka kropel oleju z jojoby, arganowego (są neutralne a doskonale pielęgnują skórę). Można również spróbować popularnej oliwy z oliwek – natłuszcza i nawilża skórę (wzmaga kaphę), oleju sezamowego (wzmaga watę, dobry do złagodzenia ciemieniuchy stosowany bezpośrednio na zmienione miejsca), oleju z wiesiołka (idealny dla alergików, podnosi funkcje obronne skóry), oleju migdałowego (doskonały do mycia i natłuszczania główki, podnosi watę) oraz oleju z czarnuszki (antyalergiczny). W pierwszych dniach możesz kąpać dziecko w wodzie z wywarem z siemienia lnianego, który doskonale łagodzi podrażnienia i pokrywa skórę śluzowatą warstwą ochronną. Możesz też do kąpieli dodać zaparzonego wcześniej rumianku lub nagietka, które koją podrażnioną skórę. Kolejnym pomysłem jest odwar z gotowanych płatków owsianych z dodatkiem kolendry - pomaga w przypadku odparzeń, podrażnień skóry lub wysypki; aloesu łagodzącego pieczenie i swędzenie skóry; olejku z drzewa herbacianego (właściwości antyseptyczne i antybakteryjne) lub lawendy. Wreszcie, według mnie najlepszym pomysłem, jest kąpiel dziecka z dodatkiem własnego mleka. Do mycia można wykorzystać mleko, które samoistnie wypływa w dużej ilości podczas karmienia z drugiej piersi (którą aktualnie nie karmisz). Mleko można zebrać podkładając pod brodawkę muszlę laktacyjną lub po prostu zwykły plastikowy kubełek i wlać je do wanienki – to najlepsza substancja bowiem łagodzi, regeneruje naskórek (ma dużo tłuszczu) i jednocześnie łagodnie go pielęgnuje (zawiera naturalne witaminy np. A, E). Dodatkowo mleko jest całkowicie bezpieczne nawet przy przypadkowym połknięciu. 

Mleko do pielęgnacji można zbierać z kilku karmień w sterylny pojemnik i przechowywać w temp. pokojowej nawet do 8 godzin.

Jestem za tym, żeby dziecko we wszystkim było chowane jak najprościej – im więcej „ulepszeń” w stylu płyn do kąpieli czy inne kosmetyki są zupełnie zbędne do właściwej pielęgnacji a wręcz mogą spowodować niepotrzebne podrażnienia delikatnej skóry. Woda z dodatkiem naturalnego oleju jest całkowicie bezpieczna i nie ingeruje w niewykształcony odpowiednio układ odpornościowy dziecka. Po za tym, mam wrażenie że przemysł produkujący środki pielęgnacji dla dzieci, specjalnie uwrażliwia społeczeństwo na to, jak bardzo trzeba dbać o skórę niemowlaka, podczas gdy jego wytwory zupełnie temu przeczą, bowiem w większości zawierają szkodliwe substancje chemiczne. 

Pupa powinna być także delikatnie wycierana mokrą szmatką (np. bambusową) lub chusteczką (nawilżone chusteczki można zrobić samemu z ręczników kuchennych namaczanych w roztworze wody z olejem i olejkiem z rumianku bądź nagietka) przy każdej zmianie pieluszki. Można wykonywać ruch wyciskania chusteczki, tak, by strumieniem wody polać zabrudzone miejsce na skórze a tym samym spłukać zanieczyszczenia bez konieczności przecierania.