sobota, 30 stycznia 2016

niewątpliwe zalety karmienia piersią a chwile mojej niemocy



Dziecko w łonie matki odżywia się składnikami pochodzącymi z jej krwi; wszystko, co potrzebne do rozwoju, organizm, poprzez pierścień pępowiny (po odpadnięciu zwany pępkiem), który łączy się z łożyskiem, wychwytuje z krwi przepływającej w naczyniach krwionośnych (pępowinach). Natura tego zjawiska jest nieprawdopodobna – łożysko zbudowane jest w taki sposób, który umożliwia selektywne sączenie istotnych dla rozwoju płodu składników i substancji, które mają u dziecka jeszcze wyższy poziom niż u mamy (np. immunoglobuliny klasy G – białka odpornościowe). Dziecku nie brakuje zatem niczego; narządy mamy pracują, by dostarczyć mu tlen, pożywienie i różne substancje umożliwiające funkcjonowanie organizmu we właściwych proporcjach. Wraz z przecięciem pępowiny przerwany zostaje nieustanny strumień odżywczy – dziecko jest zdane na trawienie i przyswajanie tego pożywienia, które mu podasz. Dla wielu osób, w tym dla mnie a już na pewno dla kobiet rodzących dzieci w zakątkach tzw. „trzeciego świata”, zupełnie naturalną kontynuacją porodu jest karmienie dziecka własnym mlekiem. Laktacja jest procesem całkowicie naturalnym i przynależnym wszystkim matkom; to tylko i wyłącznie proces podlegający działaniu hormonów, emocji i uzależniony od mechanicznego opróżniania piersi przez ssące dziecko. Kluczową rolę, prócz hormonów, które pobudzają aktywność gruczołów mlecznych, odgrywa świadomość matki, jej nastawienie i emocje, które towarzyszą karmieniu. Zatem prócz wyjątkowych przypadków, np. ciężkiej choroby, każda kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko tak samo, jak karmiła je przez 9 miesięcy w swoim łonie. Zdarzają się kobiety, szczególnie z przewagą bioenergii wata w konstytucji, które rzeczywiście tego pokarmu mogą mieć mniej, albo może być mało treściwy. Ale nie jest to powód, by pozbawiać dziecka, tego, co można najcenniejszego ofiarować mu w pierwszych miesiącach życia; warto wtedy skupić się na swojej diecie i psychice, a pokarmu na pewno przybędzie. Pozostawiając aspekt rozwijającej się fizycznej bliskości między matką i jej dzieckiem, która jest niezwykle istotnym elementem w rozwoju psycho-emocjonalnym dziecka, zwracam uwagę na naturalne dostosowanie pokarmu do potrzeb dziecka. Mały organizm dostaje właściwe do jego rozwoju na poszczególnych etapach idealne i wyważone proporcje składników odżywczych, których nie da się zastąpić żadnym innym pokarmem! Żyjemy w czasach, w których karmienie piersią wymaga już podjęcia takowej decyzji (wcześniej tak jak napisałam powyżej, na rozważania takowe w ogóle nie było miejsca; w wielu miejscach na świecie nie ma go do tej pory). A teraz kilka argumentów, dla których nie powinnaś się droga mamo zawahać nawet chwili, nawet, jeżeli ma to być związane z niedorzeczną utratą pracy:

- mleko krowie jest odpowiednie do karmienia krowich dzieci – ma idealne, ale dla cieląt nie dla ludzi, proporcje składników odżywczych i minerałów oraz gotowe przeciwciała, hormony i inne składniki biologicznie aktywne (oczywiście są one częściowo wyeliminowane, ale jednak nie wierzę w to, że udaje się to zrobić w całości). Nie chcesz chyba, żeby twoje dziecko było cielakiem.

- Z drugiej strony, w mleku modyfikowanym, które pod względem ilości i proporcji składników odżywczych jest stosunkowo zhumanizowane, brakuje ludzkich hormonów, ciałek odpornościowych i czynników biologicznych takich jak czynnik wzrostu, które są niezbędne do prawidłowego wzrostu i rozwoju dziecka narządów dziecka min. układu nerwowego, przewodu pokarmowego. 

- Dzieci karmione piersią w ogóle lub bardzo rzadko chorują, gdyż mama karmi je swoimi ciałami odpornościowymi dając im ochronę. Możesz karmić nawet będąc chorą – podajesz wtedy dziecku odpowiednie przeciwciała.

- Mleko mamy ma niską zawartość soli mineralnych, dzięki czemu nie dochodzi do obciążenia nerek (jeszcze niedojrzałych). W mleku modyfikowanym może znajdować się nawet potrojona dawka składników mineralnych!

- Mleko z piersi ma zawsze odpowiednią temperaturę i gęstość dla dziecka, ale co najważniejsze jest zawsze sterylne, bez zakażeń bakteriologicznych.

- Jest to produkt gatunkowy, który został stworzony dla potrzeb małego człowieka; zawiera najlepsze dla rozwoju właśnie dziecka podstawowe składniki odżywcze; mleko matki nie powoduje alergii (słyszałam opinie, że rodzą się dzieci uczulone na mleko własnej matki – według mnie to matka powinna przyjrzeć się swojej diecie, bo być może jest w niej tyle alergenów i substancji toksycznych, że dziecko po prostu się przed nimi skutecznie broni; rodzą się natomiast dzieci z wrodzoną chorobą metaboliczną uniemożliwiającą przyjęcie i strawienie matczynego pokarmu)

- Mleko mamy jest łatwostrawne i krócej niż mleko modyfikowane przebywa w żołądku – ma to niebagatelne znaczenie dla niedorozwiniętego jeszcze układu pokarmowego dziecka, gdyż łatwiej sobie poradzi z jego strawieniem i przyswojeniem redukując przy tym powstające wzdęcia, gazy i kolkę. Warto zapoznać się z faktem, że dziecko wypija ogromne ilości mleka w porównaniu do swojej masy – to tak, jakby dorosłemu człowiekowi kazano wypić 13-15 litrów mleka. To wcale nie jest takie proste do strawienia i przyswojenia; układ pokarmowy dziecka wykonuje codziennie szaleńczo trudną pracę. 

- Mleko można podawać bez względu na miejsce i czas – kiedy tylko dziecko jest głodne wystarczy podciągnąć bluzkę i posiłek gotowy. 

- Dziecko je tyle, na ile ma ochotę, a nie tyle, ile wlejesz mu do butelki. Ma to swoje dobre i złe strony, gdyż nigdy nie wiesz, ile zjadło. 

- W mleku matki znajdują się przeciwciała do określonych antygenów pożywienia wytworzone przez jej organizm, w ten sposób organizm dziecka przygotowuje się do samodzielnego ich neutralizowania przez własny system odpornościowy.

- Co najważniejsze, mleko matki w przeciwieństwie do mleka modyfikowanego, zawiera w sobie pranę – siłę, energię życiową, która pozwala funkcjonować organizmowi na wielu płaszczyznach w ramach jednego organizmu (wiąże ciało, umysł i ducha razem) i jest niezbędna do życia.

- Karmiąc własnym mlekiem łatwiej też rozpoznasz preferencje żywieniowe dziecka i przewagę doszy w jego organizmie.

- Karmiąc piersią rozpoznawanie potencjalnych alergii u dziecka zaczyna się dużo wcześniej niż od podawania stałego pożywienia. W przypadku dzieci o przewadze energii wata i pitta ma to niebagatelne znaczenie, bowiem pozwala na szybsze wyeliminowanie z diety dziecka produktów, które mu nie służą i wdrożenie ich zamienników bez narażania dziecka na braki składników mineralnych (w przypadku konieczności wprowadzania diet opartych o jeden lub kilka produktów, co miało miejsce w przypadku mojego syna, który w wieku 14 miesięcy był na niebezpiecznej diecie ryżowej). 

- Mama karmiąca łatwiej i szybciej wraca do formy po ciąży – karmienie przyśpiesza proces inwolucji macicy i redukuje ilość nagromadzonej w ciąży rezerwowej tkanki tłuszczowej.

I teraz problem polega na tym, że podobnie jak Krzyś, Maja również jest bardzo silnie uczulona. Wygląda na to, że nawet na quinoę:( Moja dieta obecnie składa się z kaszy jaglanej, ziemniaków i ryżu:) Obserwujemy... a ja denerwuje się bo nic nie mogę z tym zrobić. I jakoś trudno mi się pogodzić z tym, że potrzeba tu dużo dużo czasu a moja pittowa natura tylko pogarsza sprawę...

Trzymm kciuki za wszystkie mamy w podobnej sytuacji!

czwartek, 14 stycznia 2016

refleksje poporodowe

Jestem już z Mają od jakiegoś czasu w domu, ale dopiero teraz puściły mnie nerwy po pobycie w szpitalu i jestem w stanie napisać cokolwiek bez rzucania bluzgami:):)
W zasadzie nie złoszczę się na całą tą dziwną maszynerię, którą jest służba zdrowia, na ich głupie procedury, permanentny brak czasu nawet jak siedzą i piją kawę, na bezsensowne "przesłuchania" gdy wszystkie dane mają w kartach itd itd. Z tym jakoś już się pogodziłam po pierwszym pobycie w szpitalu w trakcie rodzenia syna; pogodziłam się też z brutalną pobudką przed szóstą oślepiającym światłem pielęgniarek, pomyłkami w dawanych lekach (których i tak nie brałam), tysiąckrotnym wbijaniem igły pod wenflon i wieczną duchotą na zmianę z przeciągami z powodu nieszczelnych okien w salach. Tym razem miałam oprócz tego, że leżałam z małą w 3 salach w 4 dni, bo była tak przepełniona porodówka (nie mówiąc o tym, że leżałyśmy w 6 w salach 4 osobowych), miałam dość matek z którymi leżałam na salach. Tak, naprawdę byłam zszokowana zachowaniem, wypowiadanymi zdaniami, obyciem kobiet, z którymi przyszło mi dzielić czas. Nie chodzi tu tylko o denne rozmowy, bo przecież nikt nie będzie wchodził na tematy filozoficzne; nie chodzi mi też o ciągły szum telewizora, który już po prostu przestał po pewnym czasie mi przeszkadzać (swoją drogą dziwię się oglądającym "trudne sprawy" albo "dlaczego ja", mając tyle problemów ludzie dokładają sobie czyjeś...).
 Po pierwsze miałam wrażenie, że statystyczna większość strasznie wyolbrzymia swoje bóle i z porodu, który jest normalną fizjologiczną sprawą robi rzeź. Nasłuchałam się opowieści jak to się męczyly przez 12 godzin z bólem aż w końcu i tak pojechały na cięcie. Swoją drogą na cały mój pobyt w szpitalu 60% porodów fizjologicznych zakończyło się cesarskim cięciem, nie mówiąc już o zabiegach planowanych.... rozumiem, że każda kobieta przeżywa na swój sposób poród, na pewno większość to boli, zdarzają się ciężkie przypadki, ale nie można robić z tego horroru i opłakiwać godzinami swój stan! Cieszyłam się, że mój poród przebiegł praktycznie w 5 minut i naprawdę się nie namęczyłam, ale pracowałam na to przez całą ciążę i jeszcze wsześniej odżywiając się zdrowo, dużo ćwicząc i utrzymując ciało sprawnym. Czy żadna z tych kobiet nie widzi zależności między tym, że sprawny poród wynika ze sprawnego ciała i zamiast leżeć na kanapie oglądając głupie 'dlaczego ja" powinny trochę się poruszać? I ciekawe jest to, że większość pytanych chciałaby mieć cesarskie cięcie, mimo, że łączy się z tym wiele problemów i summa sumarum jest dużo boleśniejsze niż normalny poród! nie można się ruszać przez 24 h, istnieje ryzyko uszkodzenia systemu nerwowego podczas znieczulenia, kobieta nie ma pokarmu od razu, bo nie załapią odpowiednie systemy hormonalne, kobieta ma bliznę, którą trzeba odkażać codziennie i codziennie brać zastrzyk przeciwzakrzepowy w brzuch lub rękę, po wstaniu z łóżka wszystko rwie i boli, nie można samemu dźwigać dziecka, później załapuje system obkurczania macicy, nie  mówić o cewnikowaniu i baseniku itd itd....a przy porodzie naturalnym wstajesz i normalnie funkcjonujesz już po godzinie!
Po drugie ciche przekleństwo naszych czasów - środki przeciwbólowe.  Rozumiem znieczulenia podczas cięcia - to normalne. Ale przesadą jest znieczulenie przy każdym porodzie naturalnym (jak wyczuć skurcze, skąd kobieta ma wiedzieć kiedy przeć????), przesadą jest też zażywanie środka przeciwbólowego na skurcze inwolucyjne. W zasadzie wtedy te skurcze nie występują, bo przecież środki działają rozkurczowo! Nie chcąc przeżywać bólu kobiety na własne życzenie robią sobie krzywdę. Wolą iść na plastykę brzucha zamiast pozwolić, by zaszły naturalne zmiany obkurczające ciało po ciąży? Czy to nie jest trochę bez sensu, że zażywając prochy w szpitalu, po wyjściu do domu dostają krwotoku, bo dopiero wszystko "puszcza", zamiast powoli, poprzez działanie odpowiednich hormonów, zwijać się od razu po porodzie? Dla mnie to trochę abstrakcyjne myślenie, na pewno nie prowadzące do niczego dobrego. 
Po trzecie: odżywianie. Znów nie chciałam się czepiać, ale słysząc rozmowy i dobre jedzeniowe porady po prostu robiło mi się niedobrze. Biedne dzieci i ich brzuszki. Oczywiście gdy tylko wjeżdżał szpitalny obiad nie było innego tematu jakie to ohydne i w ogóle jak można to jeść, po czym wszystkie puste talerze wędrowały grzecznie do zmywania. na deser ciasteczko od męża. A potem przez kolejną godzinę znów komentarze jakie to było niedobre i jak im teraz źle. Uszy więdły. mam taką zasadę, że jeśli uważam coś za niedobre to po prostu tego nie jem. Odmówiłam jedzenia w szpitalu i nie wypowiadałam się na ten temat, i uważam, że jeśli komuś nie pasuje co dają powinien zrobić po prostu tak samo. Żal tylko serce ściska, że gdzieś w Afryce dzieci głodują... 
co do karmienia piersią na takim pokarmie (patrz przekąski, słodycze, smażone mięso, cytrusy) naprawdę życzę powodzenia...
Po czwarte: podejście do karmienia piersią i do dziecka. Też się denerwuję, nie ma ludzi o stalowych nerwach, którzy nie mają chwil zwątpienia. Ale nie znaczy to, że nie podejmuje prób. Zszokowała mnie łatwość, z jaką kobiety sobie odpuszczają, bo przecież "nie mają pokarmu" i "dziecko głoduje". No jasne, że od razu go nie będą miały - to wymaga czasu, pozytywnego myślenia i przystawiania dziecka do piersi. Samo się nie zrobi. A żeby dziecko nie płakało, bo muszą odpocząć, podkarmiają je sztucznym mlekiem i zastanawiają się dlaczego nie chce ciągnąć z piersi? Bo dla dziecka to ogromna praca. Każde leniwe jak raz już dostanie z butelki nie będzie chętne do pracy z sutkiem mamy. poddawanie się w pierwszym etapie jest najgorszym wyjściem dla dziecka. Siara (pierwsze mleko) to najlepszy prezent jaki możemy ofiarować noworodkowi - to cały zestaw wypracowanych przez nas przez całe życie ciałek odpornościowych, różnego rodzaju hormonów i innych specyficznych substancji bez których dziecko może być wątłe, słabe i z problemami. Zalet karmienia piersią jest wiele, nie będę się teraz rozwodzić na tym, uderzył mnie tylko kobiecy sceptycyzm do karmienia naturalnego.
I w ogóle jakoś pomyślałam, że jestem nie z tej bajki...