środa, 30 marca 2016

Mała kapha:)



I kolejny fragmencik moich wypocin - wybrałam ten, bowiem moja Mała okazała się właśnie kaphą:)
Dzieci kapha są silne, duże i dobrze zbudowane, z dużą ilością ochraniającej i ogrzewającej tkanki tłuszczowej. Dzieci te z natury są leniwe i ospałe, więc nie śpieszą się także na ten świat – ciąże z dzieckiem kapha zazwyczaj są przenoszone, a dziecko zdecydowanie nie zamierza tak łatwo opuścić wygodnego łona matki zmuszając ją ciężko do samodzielniej ciężkiej pracy przy porodzie. (U mnie akurat było ok, ale oczywiście po terminie:):) Nie dość, że jest duże, to jeszcze niechętne do ruchu – najgorsze połączenie dla rodzącej, ale potem ułatwienie dla karmiącej. Jeśli matka ma dużo pełnowartościowego pokarmu to zazwyczaj już od samego początku cieszy się przespanymi i spokojnymi chwilami z Maleństwem ( ja przespałam na razie max 3 godziny, ale to dlatego, że Mała wtsypia się w chuście w dzień - my bad). Dziecko kapha bowiem zazwyczaj ma doskonale rozwinięty cały układ pokarmowy i bez trudu eliminuje spożyty pokarm (o ile nie jest go za dużo). Nie ma problemów z wypróżnianiem i gazami; po spożyciu i odbiciu może przesypiać długie godziny. Nawet do kilku miesięcy całe dnie mogą wyglądać jak przeplatanka jedzenia, wypróżniania i spania; czasem nawet bez minuty płaczu (w teorii - u mojej Mai jest kolka). Oczywiście na dłuższą metę nie jest to idealny stan rzeczy, bowiem dzieci kapha bardzo łatwo przybierają na wadze, dlatego należy stymulować je do ruchu. Maluch wykazuje ewidentnie większą aktywność wieczorami niż o poranku – jest to związane z przewagą bioenergii kapha między 6 a 10 rano. Nie warto zatem trudzić się w zabawianie i stymulowanie dziecka o poranku – będzie zbyt zaspane; lepiej odłożyć ruch na późne godziny popołudniowe (u nas się baaardzo sprawdza - Mała jest zdecydowanie sową:). Wtedy też dziecko o przewadze kaphy lepiej przyswaja informacji i najwięcej się uczy. Ta nauka idzie mu powoli, ale za to doskonale wszystko zapamiętuje i nie gubi już raz uzyskanych informacji. Rankiem dziecko będzie też zimniejsze niż wieczorem – wynika to z metabolizmu kaphy. Będzie też naturalnie dążyło do ciepła, które daje matka – dzieci z przewagą kapha uwielbiają się przytulać lub siadać rodzicom na kolana; kochają głaskanie, łaskotanie lub zabawę matczynymi włosami. Na ogół to dzieci bardzo spokojne, cierpliwe i przyjazne; potrzebują spędzać dużo więcej czasu z rodzicami niż inne dzieci, gdyż są mniej samodzielne i kreatywne na tym etapie. Skóra dziecka o przewadze bioenergii kapha jest zazwyczaj idealnie gładka, naturalnie nawilżona (ze względu na typowe magazynowanie wody) i łatwa w pielęgnacji (nie miała jeszcze do tej pory nawet czerwonej pupy....). Niestety magazynowanie wody ma też drugą stronę medalu – dziecko kapha jest zazwyczaj zaflegmione i zaśluzowane, często ma katar, wydziela dużą ilość śliny oraz innych substancji (np. woskowina w uszach czy łzy). Nadmiar śliny i śluzu powodują zapchanie płuc, gardła i zatok, a co za tym idzie dziecko kapha, mimo dużej odporności ma tendencję do przewlekłego kataru lub astmy oskrzelowej.

jeszcze tabelka jakby komuś przydała się w rozpoznawaniu przeważającej doszy u Maluszka:
Właściwości typu kapha:
własności
typowe cechy, mentalna i fizyczna charakterystyka dziecka:
zimna
wilgotna, lepka skóra; nie lubi zimna i wilgoci, pożąda gorąca i sucha; powtarzające się przeziębienia; pożądanie smaku słodkiego
wilgotna
elastyczna, gładka skóra; błyszczące oczy i włosy; podatne na zatory w obrębie płuc, zatok, gardła i głowy, kaszel oraz retencję wody
ciężka
dobrze  zbudowana, ciężka rama ciała, gruby kościec, dobrze rozbudowana klatka piersiowa, narażone na otyłość i szybkie przybieranie na wadze
oleista
elastyczne, dobrze naoliwione stawy; narażone na problemy związane ze śluzem, gromadzenie się śluzu w płucach i zatokach, wysoki cholesterol, alergie; tłusta skóra, włosy i kał.
powolna
wolny metabolizm; powolne chodzenie i mówienie; powoli się uczy, ale ma doskonałą pamięć i przyswajalność wiedzy; lubi spać długo; leniwe, ma dużą wytrzymałość, ale unika aktywności fizycznej wymagającej szybkości
płynna
nadmiar śliny i śluzu powodują zapchanie płuc, gardła i zatok
gładka
gładka skóra, gładkość organów, łagodny umysł, spokojna natura
gęsta
gęste pokłady tłuszczu, gruba skóra, włosy, paznokcie; pulchne; skondensowana tkanka, mocne mięśnie
miękka
przyjazny wygląd; miłość, troska, współczucie, uprzejmość, przebaczenie
lepka
spójna, zwarte ciało; uwielbia się ściskać i tulić, głęboko przywiązana w związku
mętna
wcześnie rano umysł jest mętny i mglisty
pewna, twarda, statyczna
nieugięte, niezawodne; dobrze odżywione mięśnie i tkanki ciała; krzepkie; lubi siedzieć i nic nie robić
słodka
pożąda słodkiego smaku; podatne na cukrzycę II typu
słona
pomaga we wzroście i trawieniu, daje energie; powoduje pragnienie słonego pożywienia i zatrzymanie wody w organizmie
biała
blada karnacja, biały śluz; biały nalot na języku; biały kolorem kapha ama

sobota, 19 marca 2016

szukam szukam poszukuję a jak znajdę zaklepuję:)

Życie zmusza mnie do wynalazków jedzeniowych:) Może to i dobrze, choć jestem fanką regionalnej żywności. Ale jak się nie da jeść tego, co ma się pod ręką, a organizm mówi, że nie jest dobrze to poszukiwać trzeba. O teffie - miłce abisyńskiej, słyszałam już kilka lat temu podczas mojego pobytu w Niemczech. Wtedy tam właśnie panował na teff istny bum, choć niełatwo było go dostać, a mnie wydawało się, że jest taki "hipsterski". Kupować chleb za 50 zł jakoś nie było mi na rękę:) Ale ostatnio szperając w necie w poszukiwaniu białka (śmieszne to trochę, ale naprawdę tak jest:) z powrotem przemówił do mnie teff. Tym razem skutecznie. Kupiłam od razu 5 kilo mąki i piekę co się da; Młodemu posmakowało, Małej nie przeszkadza (ufff....), Mąż chyba się nie wczuwa a ja wreszcie zyskałam trochę dobrej jakości białka z lizyną i wapnia... polecam wszystkim, nie tylko alergikom:)

czwartek, 17 marca 2016

"ale to nie jest tak jak myślisz..."

to cytat z kabaretu, który bardzo lubię. U mnie w domu też jest kabaret. I o tym dzisiaj. Generalnie wiele osób spotykając mnie na ulicy czy mailowo wyraża się o mnie i wychowywaniu przeze mnie dzieci w samych superlatywach. Że poświęcam im dużo czasu, że siebie i domowników dobrze odżywiam, że rezygnuję z tylu pokarmów, żeby karmić piersią, że codziennie, nawet w niepogodę, zabieram dzieci na długi spacer itd, itp. Podczas gdy właściwie to nie do końca tak i denerwuję się, że tak mówią, nie wiedząc, że często to wszystko okupione jest bezsensowną walką i upartym stawianiem na swoim. Po pierwsze będąc pittą w każdym calu dbam mimochodem o "własne interesy" - zabieram dzieci na spacer nawet wtedy, gdy nie mają za bardzo na to ochoty. Na szczęście lubią świeże powietrze a Młody woli wyjść na podwórko niż siedzieć w domu, ale zdarzają się chwile, kiedy wyjście jest mu zupełnie nie na rękę, albo kiedy już chce wracać do domu, a ja mówię mu, że nie wrócimy, bo nie byliśmy jeszcze dwóch godzin na dworze. Miewamy takie chwile i potem bardzo mi głupio, bo zazwyczaj okazuje się, że np. miał zimne stopy albo zmarznięte ręce a nie powiedział. Po drugie kwestia dla mnie najbardziej newralgiczna to kwestia jedzenia: ja się staram, produkuje, wstaję czasem przed 6 żeby naszykować mu śniadanie, a Młody przyjdzie zaspany i ze złym humorem do kuchni (to wstawanie to ma chyba po tacie, bo mój mąż budzi się tak koło 12 po 15 kawie:) i zaczyna się wybrzydzanie, które doprowadza mnie do szewskiej pasji. Czasem krzyknę i się uspokoi, czasem wysyłam go do kąta i wtedy jest jeszcze większy płacz a czasem po prostu muszę wyjść, żeby nie wyjść z siebie. A jak do tego Maja zaczyna swój koncert to robię się czerwona jak burak i gotuję się. Poprosiłam ostatnio męża, żeby zawiesił mi worek treningowy w kuchni, bo jak czegoś nie uderzę to oszaleję. Pisałam już w poście 'kłębek nerwów" o sposobach złagodzenia stresu i irytacji, ale wierzcie mi, w takich chwilach nic mi nie pomaga. A najgorsze jest to, że od czasu urodzenia Mai te chwile mam codziennie i nie tylko przy śniadaniu....
Po trzecie czasem te nasze zabawy w sprzątanie nie należą do najprzyjemniejszych - szczególnie jak Krzysio zaczyna się wygłupiać, rozlewać wodę z wiaderka, rozrzucać śmieci zamiast zamiatać, wyrzucać na balkon pranie z miski zamiast wieszać itp. Muszę naprawdę wykazywać się ogromną cierpliwością, której nie mam w takich momentach, żeby nie wyszła z tego awantura. Krzyś nie jest złotym dzieckiem a ja nie jestem zdecydowanie złotą mamą. 
Podobnie z zabawami w kuchni - generalnie jest fajnie, ale dopóki nie zaczyna się sajgon w postaci powysypywanej mąki, wody powlewanej za szafki, porozrzucanych skórek z owoców i jęczenia o kolejnego daktyla...wtedy Krzyś ma do wyboru albo być grzecznym albo zabawę samemu, bo ja muszę dokończyć to co zaczęłam. Zazwyczaj w takich sytuacjach wybiera to drugie:) nie ukrywam, że jest mi to na rękę. Mniej bałaganu i więcej zrobię z tym moim "muszę to muszę tamto".
I jeszcze kwestia dla mnie bardzo boląca. "mamo pobaw się ze mną". "mamo chodź ze mną na dwór". Synu nie mam czasu albo synu karmię Maję albo synu usypiam Maję i tak zawsze... 
Czasem mam wrażenie, że mamę pittę nie powinno chlubnie nazywać się mamą tylko kobietą mającą dzieci, bo zawsze, we wszystkim co pitta robi widzi jakiś cel, jakąś misję, ma jakieś idealne wyobrażenie czegoś, a z dziećmi to wszystko nie tak. To wszystko, co sobie pitta zaplanuje, ułoży znika gdzieś w czeluściach i odmętach dziecięcych zabawek i humorów. A niewykonany dzienny plan to dla pitty stracony dzień. Gratuluję wszystkim mamom przebrnięcia przez wychowanie dzieci bez nabawienia się nerwicy:) Staram się, naprawdę dążę do tego, żeby ujarzmić te pokłady pitty we mnie ale do tego droga jeszcze daleka. 

poniedziałek, 14 marca 2016

lifehacking wg pitty part II

8. Jeżeli nie jesteś tego nauczona to radzę powoli złapać sprytną metodę na oszczędność czasu wieczorem - kiedy wreszcie uda ci się uśpić dzieci nie będziesz musiała chodzić po domu i zbierać powkładane w każdy kąt kredki, klocki i zmywać podłogi - sprzątaj od razu po sobie i naucz tego dziecko. Po każdym wykonanym zadaniu, czy to w kuchni czy po prostu po zabawie, nawet jeśli ma to zająć kilka minut a bobas płacze, sprzątnij po tym, co robiłaś. Kiedyś wykonałam eksperyment i nie robiłam tego przez cały dzień czekając na wieczór po uśpieniu dzieci. Efekt: straciłam godzinę na szorowaniu wyschniętych naczyń, ścieraniu wyschniętych plam z soku na dywanie, szukaniu pochowanych zabawek i innych pracach, które byłyby zupełnie zbyteczne gdybym zrobiła to od razu.
9. Jeszcze a propos gotowania: nam świetnie wychodzi zabawa w gotowanie ze zwierzątkami z klocków lego: albo uczymy je gotować, albo dajemy im do spróbowania czy już dobre, albo zapraszamy je na piknik itd - dla młodego frajda, ja w czasie jego rozmowy z nimi mogę wykonać wszystkie niezbędne w kuchni obowiązki:)
10. Minimalizuj niepotrzebne targanie tony zakupów poprzez internet - to, co da się kupić niech ci przywiozą. Mieszkam półtorej km od najbliższego sklepu i  nie zawsze wykorzystuję męża do zrobienia zakupów, po prostu klikam i oszczędzam czas i siły na ważniejsze zadania.
10. Zorientuj się kiedy Maluch, jeśli nadal karmisz, reaguje na twoje jedzenie. U mnie po kilku próbach, np. z suszonymi śliwkami, ryżem albo szpinakiem, wyszło że mniej więcej od 20 do 24 h jest reakcja. Jeśli zatem gdzieś się planuję wybrać na 24 h przed nie jem ciężkostrawnych i gazujących produktów, by nie bolał ją brzuch kiedy mnie nie będzie. To samo na noc - ostatni lekki posiłek jem o 18 a pierwszy o 8 rano i dzięki temu nie męczę się w nocy:)
11. Ile się da śpię z Młodą na moim brzuchu - nie wstaję dzięki temu do odbijania, bo się robi samo, nie wstaję do karmienia, bo po prostu łapie cyca (tylko podstawiam na zmianę) i w dodatku masuję jej brzuch, żeby wychodziły gazy. Nie męczę się z odkładaniem do łóżeczka, bo pamiętam w ogóle nieprzespane noce z synem, którego książkowo nosiłam czasem przez godzinę żeby mu się odbiło a kiedy wreszcie usnął i próbowałam odłożyć go do łóżeczka zawsze się budził, co doprowadzało mnie do istnego szału...
12. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała odnośnie śniadań: ponieważ Młody czasem budzi się bardzo wcześnie i pierwsze wypowiadane przez niego słowo to "mamo jeść!!!!' to kaszę podszykowuję sobie wieczorem - wyparzam, przecedzam i zalewam wodą, tak, żeby rano tylko ją nastawić. nawet jeśli obudzi się wcześniej niż ja, biegnę wtedy do kuchni, nastawiam kaszę i zanim ogarnę go po spaniu zazwyczaj już jest gotowa (namoczona szybciej się gotuje a nie traci cennych minerałów, bo gotuję ją w tej samej wodzie).

sobota, 12 marca 2016

lifehacking wg pitty

Ostatnio naprawdę bardzo dobrze mi idzie. Jedno dziecko w wózku a drugie w chuście to nie wyczyn. Ale bawiąc się z jednym w ganianego, machając drugiemu przed nosem piłeczką trzymaną w jednej nodze a zarazem trzaskając brzuszki należy chyba do życiowych optymalizacji.
Dla mam ale też dla kobiet, które nie potrafią za bardzo ułożyć sobie planu dnia tak, żeby coś z niego jeszcze mieć dla siebie mam kilka wypracowanych porad:
1. jesteś śpiochem czy nie, wstawaj wcześnie; nawet jeśli nie prześpisz całej nocy rano i tak organizm wskakuje na górny poziom energii. Rano zrób to, co najważniejszego masz zaplanowane na ten dzień - masz bowiem najjaśniejszy umysł i dużo (pewnie czasem stosunkowo energii). Jeśli masz wystarczająco dużo czasu i chęci rano poćwicz - wieczorem zazwyczaj się nie chce, albo coś ważniejszego wypada, albo dziecko ma kolkę....
2. ogarnij posiłki z dzieckiem - dla dziecka to super frajda, dla ciebie może nie za bardzo ze względu na wszechogarniający bałagan, ale to naprawdę spore ułatwienie. Zabawa w robienie zupy jest super - dajesz dziecku drewniany nożyk i ziemniaka, którego ma przekroić i masz pół godziny z głowy;)
3. noś dziecko w chuście - co ja bym zrobiła gdyby jej nie było!? wsadzam Mała w chustę i mam 3 godziny spokoju, mogę posprzątać, ugotować i pobawić się spokojnie z Krzysiem w zamiatanie:)
4. sprzątanie też należy do obowiązków obojga - czyli twojego i dziecka: daj mu szmatkę i niech się wprawia:) może przecież włożyć naczynia do zmywarki, pojeździć na odkurzaczu jak ty akurat odkurzasz czy zetrzeć kurze na wyścigi.
5. jedz z dzieckiem - usiądź jak człowiek, być może z drugim dzieckiem przy cycu i zjedz porządny posiłek. To, że jesz z dzieckiem pozwoli pamiętać o regularności posiłku a i w towarzystwie jest przyjemniej
6. wprowadź regularność i przewidywalność dnia! dla dzieci to mega istotne, czują się wtedy bezpieczniej i łatwiej przychodzi im robienie też tego, czego nie lubią:) U mnie dzień wygląda następująco: rano wstaję i bez dzieci załatwiam takie sprawy, w których mogą mi bardziej przeszkadzać niż pomagać w stylu wyrzucenie śmieci, sprawy firmowe i inne wymagające więcej skupienia lub dwóch rąk i dwóch nóg:). Czasem uda mi się rano poćwiczyć i to jest piękny poranek. Potem wstają - najpierw Mała, więc ją kładę na podłodze i robię śniadanie dla wszystkich. Jak obudzi się Krzysio wkładam Maję w chustę i dalej działam już z nim:) Jemy śniadanie, potem robimy sok i gotujemy drugie śniadanie, sprzątamy, prasujemy itd a potem jest zabawa. Potem z Małą idziemy na spacer i to jest moja ulubiona pora dnia:) A potem to już bardzo z górki: II śniadanie, drzemka dzieci, której czasem nie ma, pora kolki, mąż kończy pracę więc chwila luzu, obiad, potem znowu zabawa i chwila mojej pracy, kąpanie i wreszcie błogi czas na czytanie bajek w łóżku...scenariusz taki sam każdego dnia sprawia, że każdy wie, co ma robić i jakoś tak to wszystko idzie naprawdę sprawnie...
7.każdą chwilę wykorzystuj na małe ćwiczenia - zawsze możesz podnieść wyżej jedną nogę jak stoisz przy zlewie i obierasz warzywa, napiąć brzuch i robić z dzieckiem przysiady - dzięki temu szybciej wrócisz do formy. Ze starszym dzieckiem możesz też pobawić się w trening:)

czwartek, 10 marca 2016

lista zakupów:)

Ogarniamy z dr Shivani Sood, moją ajurwedyjską guru kolejną książkę, ale idzie jak krew z nosa. Niezbyt intensywnie, że tak się wyrażę:) niby gotowa, ale poprawki są jeszcze gorsze niż pisanie... dlatego po wielu prośbach postanowiłam wrzucać trochę treści już na bloga. Dziś zamiennikowa lista zakupowa, temat dla mnie baaaardzo na czasie:)

Mąki bez glutenu: gryczana, kokosowa, jaglana, kukurydziana, ryżowa, sezamowa, słonecznikowa, migdałowa, z nasion amarantusa, z pestek dyni, z quinoa, z kasztanów jadalnych, z topinamburu, z żołędzi, z teff, z cieciorki, z lnu (uwaga, ze względu na bardzo dużą zawartość błonnika blokuje przyswajanie pierwiastków).
Kasze: gryczana niepalona, jaglana, ziarna komosy ryżowej, ziarna cahinua, ziarna amarantusa
Ryż: basmati, biały, jaśminowy, czarny, czerwony, brązowy, dziki
Oleje: lniany, słonecznikowy, z czarnuszki, z pestek moreli, kokosowy, z czerwonej palmy, amarantusowy, migdałowy, koperkowy, konopny, kukurydziany, rzepakowy, sezamowy, sojowy, z kiełków pszenicy, z lnianki, z nasion pietruszki, z ostropestu, z ogórecznika, z orzechów cedrowych, z pestek winogron, z pestek wiśni, z wiesiołka, arganowy, z miąższu avocado, z orzechów macadamia, z pestek dzikiej roży
Owoce suszone: żurawina, figi, daktyle, morele ciemne, morwa biała, rodzynki, śliwki suszone, imbir
Orzechy, pestki: włoskie, laskowe, pistacje, pecan, macadamia, migdały, pestki moreli, brazylijskie, nerkowce, kasztany jadalne, kokosowe, pestki z dyni i pestki ze słonecznika
Nasiona: chia, sezam czarny, kozieradka, len, mak
Warzywa strączkowe: soczewica żółta, czerwona, zielona, brązowa i czarna; groch żółty i zielony, groch włoski - cieciorka; bób; fasola: szparagowa, biały jaś, kidney, adzuki, mung żółta i zielona, pinto, nerkowa, czarna; soja
Glony: agar agar, chlorella, spirulina, kombu, nori, wakame, dulsi
 Syropy: buraczany, daktylowy, orkiszowy, ryżowy, klonowy, kukurydziany, z agawy, z pączków sosny, melasa trzcinowa
Cukier: trzcinowy, kokosowy (z pączków kwiatowych), palmowy, brzozowy, stewia