środa, 16 listopada 2016

jelitówka w natarciu

Pitta ma to do siebie, że się rozprzestrzenia jak ogień. Szybko i zgarnia wszystko po drodze. Podobnie jelitówka zgarnęłą żniwo w całym moim miasteczku... oczywiście nas nie ominęła, a jakże by to było, żeby jelitówka ominęła ulubioną dla niej pittę:) W zasadzie nas dwoje pitta w domu, czyli mnie i Młodego (nasze kaphy się trzymają dzielnie). Tym razem poszło górą i nie pomogła nawet cudowna mikstura z soku z cytryny z miodem w równych częściach ani herbatka imbirowa. Nawet nie próbowałam soku z limonki z filiżanką ciepłej wody i pół łyżeczki sody oczyszczonej ani soku pomarańczowego ani pomidorowego, bo na samą myśl było mi niedobrze. Poskutkowała za to woda kokosowa, którą piłam bardzo małymi łyczkami. Woda kokosowa jest w niektórych miejscach na ziemi używana jeszcze jako kroplówka, ma skład niemal identyczny jak osocze ludzkiej krwi! Doskonale nawadnia i uzupełnia stracone elektrolity. Woda kokosowa zawiera cenne pierwiastki, w tym potas, sód, magnez, wapń i fosfor, które są łatwo przyswajalne. I uratowała mi i Młodemu skórę:):)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz