poniedziałek, 17 września 2018

Miej głowę do sportu! Thoughtfully with sport!

Biegam dzisiaj rano a tu taka sytuacja: spotykam biegnącego z naprzeciwka znajomego, który od jakiegoś czasu wkręcił się w ten rodzaj aktywności aż za nadto. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
- Cześć, co Ty tu robisz? - pyta znajomy zdyszany
- relaksuję się - odpowiadam bo przecież widzi, że biegnę, więc co innego mogę robić?
- czemu tak powoli? - próbuje żartować
- bo jestem długodystansowcem, wystarczy, że biegnę 12 km/h - odpowiadam spokojnie, choć już wiem, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi
- taaaak? A długo już tak biegasz? - kontynuuje znajomy
- jakieś 19 lat 
- taaaak? To czemu nie bierzesz udziału w zawodach? 
- po co? - pytam najgrzeczniej jak potrafię
- żeby się pokazać, żeby wszyscy wiedzieli, że biegasz, żeby się sprawdzić, żeby mieć motywację! - wylicza z entuzjazmem
- po co? - pytam dalej
- no jak to po co? Dołączysz do naszej paczki, będziesz zbierać punkty na aplikacji...
- Stary ja biegam dla zdrowia, nie dla aplikacji - przerywam mu to bezsensowne wyliczanie - jestem sama dla siebie motywatorem i najsurowszym sędzią. Nagrody też sobie funduję. Biegnijmy dalej!

Nic dodać nic ująć - pitta. Pitta przemawiająca za tymi argumentami aż mnie poraziła. Pitta niezbalansowana, hołubiąca, oczekująca wiecznego poklasku. Duma ze zbierania punktów na aplikacji, medali i najdroższych butów oasics...po to, by podziwiali to inni ludzie. Taka postawa nie prowadzi do niczego dobrego, raczej do ciągłej żądzy więcej, więcej, więcej! Lepiej, szybciej, za wszelką cenę. Wygram, będę najlepszy, pokonam siebie! Tyle, że pokarmię moją pittę agresją, chciwością, żądzą, nienawiścią i innymi cechami, które właśnie w ten sposób rozbudowuję... Pitta nie umie powiedzieć sobie dość, gdy wejdzie na tą ścieżkę, zawsze jest jej mało, zawsze jest kolejny szczebelek do pokazania innym, że jestem lepszy.
Czy na tym to wszystko polega? Na zmaganiu się z możliwościami ludzkiej natury i swojego organizmu kosztem swojego zdrowia, psychiki, kosztem rodziny, często przyjaciół czy pracy?

Współzawodnictwo jest ok ale do pewnego stopnia i nie dla wszystkich. Dla kaphy, kahpy-pitty czy waty-pitty jest to świetna forma mobilizacji i budowania swojej własnej wartości. Daje pozytywne rezultaty i tworzy dobrą atmosferę. Każde zwycięstwo i każda porażka to nowe doświadczenie, z którego te typy wyciągną wnioski. Wata jest za wrażliwa na różnego rodzaju porównania, zawody. Łatwo się zniechęca i przeżywa każdą porażkę. Może nawet być agresywna w stosunku do siebie! Z kolei pitta każdą porażkę wobec założeń jakie sobie postawiła, przeżywa silną agresją, zdenerwowaniem czy gniewem, który wyładowuje na innych. Pitta nie potrzebuje zewnętrznej motywacji - jest motywatorem sama dla siebie, ma bardzo silną wolę. Stawia sobie wysoko poprzeczkę, często dążąc do niej ponad możliwości własnego organizmu. Dlatego pitta nie powinna uczestniczyć w zawodach, a pracować więcej nad ujarzmianiem swojej pitty!

Drogi użytkowniku sportu: sport jest lekarstwem. A zatem jak z lekarstwem przed użyciem powinnaś/eś skontaktować się z trenerem lub terapeutą, gdyż każdy sport niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu. 
Każde uprawianie sportu powinno być skonsultowane ze specjalistą, aby ocenić właściwą postawę podczas treningu, właściwe parametry do wykonywania ćwiczeń, właściwe obciążenia do możliwości, właściwy oddech itd. Bez tego możesz sobie zrobić więcej szkody niż pożytku!

Jako instruktor widzę błędy jakie popełniają nieświadomi ludzie i jakie mają tego konsekwencje. Nie mam tu na myśli tylko dysfunkcji stawów biodrowych, problemów z kręgosłupem, obciążonych stawów kolanowych czy napiętych mięśni. Sprawa sięga bardzo głęboko, wnętrza niedotlenionych tkanek, gdzie zachodzą beztlenowe rakotwórcze procesy! 
Aby bezpiecznie ćwiczyć, trzeba dobrze oddychać (czyli nie doprowadzać do zachodzenia procesów beztlenowych), ustawić odpowiednią, bezpieczną pozycję podczas ćwiczeń i współpracować ze swoim ciałem, odbierać znaki, jakie ono daje, być świadomym użytkownikiem własnego ciała - to są podstawy, od których mamy zaczynać. Nie od kupienia wypasionego stroju sportowego, butów za tysiaka i zainstalowania apki...

I run this morning and this is the situation here: I meet a friend running from the opposite direction, who has become involved in this kind of activity too much. The conversation was more or less like this:

- Hi, what are you doing here? - a friend asks

- I relax - I answer 

- why so slowly? - he is trying to joke

- because I am a long-distance runner, it's enough that I run 12 km / h - I answer calmly, although I already know that this conversation does not lead to anything

- Yeah? Are you running for long time? - continues a friend

- about 19 years.

- Yeah? So why do not you take part in the competition?

- for what? - I ask you as politely as I can

- to show yourself, let everyone know that you are running, to check, to have motivation! - he enumerates enthusiastically

- for what? - I'm asking further

- what for? You will join our package, you will collect points on the application ...

- I run for health, not for the application - I stop him by this senseless enumeration - I am the motivator and the strictest referee for me. Let's run!

Nothing more to add - pitta. Pitta arguing for these arguments has upset me. Pitta unbalanced, cherishing, waiting for eternal applause. The pride in collecting points on the app, medals and the most expensive shoes oasics ... to be admired by other people. Such an attitude does not lead to anything good, more to continuous desire more, more, more! Better, faster, at all costs. I will win, I will be the best, I will defeat myself! It's just that I feed my pita with aggression, greed, lust, hatred and other traits that I am developing in this way ... Pitta can not say enough when she enters this path, there is always her little, there is always another rung to show other that I'm better.

Is this all about it? On the struggle with the possibilities of human nature and your body at the expense of your health, your psyche, at the expense of family, often friends or work?

The competition is ok but to some extent and not for everyone. For kapha, kahpa-pitta or Vatta -pitta, this is a great form of mobilization and building your own worth. It gives positive results and creates a good atmosphere. Every victory and every defeat is a new experience, from which these types will draw conclusions. Vatta is sensitive to all kinds of comparisons and professions. It is easily discouraged and survives any failure. It can even be aggressive towards yourself! In turn, pitta every failure experiences strong aggression, nervousness or anger, which she unloads on others. Pitta does not need external motivation - she is the motivator for herself, she has a very strong will. She sets the bar high, often striving for it beyond the capabilities of his own body. Therefore, pitta should not participate in competitions, and work more on taming your pitta!

Dear sport user: sport is a medicine. So you should contact your trainer or therapist before the treatment, because every sport that is not properly used jeopardizes your life or health.

Every sport should be consulted with a specialist to assess the correct posture during training, the right parameters to perform the exercises, the right loads to the ability, proper breathing, etc. Without this you can do more harm than good!

As an instructor, I see many mistakes made by unconscious people and what are consequences. I do not mean only the dysfunctions of the hip joints, back problems, weighted knee joints or strained muscles. The case reaches very deeply, the interior of hypoxic tissues where anaerobic carcinogenic processes occur!

To safely exercise, you need to breathe well (that is, do not lead to anaerobic processes), set an appropriate, safe position during exercise and cooperate with your body, receive the signs it gives, be a conscious user of your own body - these are the basics from which we have begin. Not from buying a sports outfit, shoes for a thousand and installing the app ...


sobota, 8 września 2018

Wątroba - główny odtruwacz organizmu. Liver - the main body detox.

Miałam dziś konsultację z panią, u której zobaczyłam całe mnóstwo plamek wątrobowych rozsianych po całej tęczówce i języku. Długo rozmawiałyśmy na tematy wątrobowe:) 

W wielkim skrócie postanowiłam streścić, co najważniejsze:

Wątroba kontroluje niezakłócony przepływ prany i krwi, odpowiedzialna jest za odtruwanie organizmu i produkowanie żółci niezbędnej w procesie trawienia. Produkuje i przechowuje witaminy, minerały i glukozę. Jej zadanie według ajurwedy polega na „trawieniu” pięciu żywiołów, wyciągniętych z pokarmu i transformację ich w formę, w której mogą być użyte przez organizm. Może odbywać się to dzięki Bhuta-Agnis – pięć ogni wątroby, które „trawią” żywioły. Wątroba jest narządem pitty, stąd też pojęcie pitta tłumaczy się niekiedy jako żółć. Wątroba, poprzez pittę, jest na stałe związana z wyglądem skóry oraz pracą jelita cienkiego, oczami, budową składu i jakością krwi. W niej znajduje się siedziba randżakapitty, poddoszy pitty wytwarzającej komórki krwi i równoważącą składniki krwi. Symptomy nierównowagi randżakapitty są: złość, wrogość, zapalenia skóry, dysfunkcje wątroby, żółtaczka, choroby krwi, anemia, niskie ciśnienie krwi.
Wątroba jest bardzo wrażliwa na stan emocjonalny - podrażnia ją gniew, zazdrość, nienawiść i branie na siebie zbyt dużej odpowiedzialności. Te emocje mogą przyczyniać się do zaburzeń w jej pracy!

Substancje przywracające harmonię w pracy wątroby to: róża, drzewo sandałowe, rumianek, mirt, lawenda, kolendra, neem, krwawnik, chryzantema, kurkuma, szafran, wiciokrzew.

Smak gorzki powinien zagościć w diecie, gdyż oczyszcza i wysusza organizm, ściąga nadmiar wody i płynów, balansuje wszystkie trzy dosze, czyści wątrobę, wzmaga apetyt i powstrzymuje zakażenia skóry. A zatem dobre będą np. zioła, sałaty, neem, jarmuż, skórka cytrynowa, botwinka, dandelion, liście warzyw podziemnych, kakao, boćwina, asafetyda. 

Polecam zupę z fasoli mung: jest ona bogata w białko i naturalnie detoksyfikująca – czyści wątrobę, woreczek żółciowy i system naczyniowy ze wszelkich złogów. Alternatywą dla zupy jest mung dal kichidi lub zupa warzywna robiona na podobnej zasadzie jak z fasoli. Zarówno zupę jak i kichidi można jeść w momencie głodu, ale nie wcześniej niż 3-4 godziny od ostatniej porcji (tak, by wszystko zostało dokładnie strawione). 

Z innych ajurwedyjskich zaleceń dotyczących wątroby: 

* 2 gruszki spożywane rano czyszczą wątrobę i pomagają w usuwaniu kamieni żółciowych i kamieni w nerkach. Nie wolno pić i jeść co najmniej 2 godziny po ich skonsumowaniu. 
* Rzodkiewki pomagają zredukować gazy, czyszczą wątrobę i pomagają uporać się z pasożytami w obrębie jelit. 
* Garść rodzynek dziennie pomoże w leczeniu anemii, przerośniętej wątroby lub śledziony i w zaparciach. 
* Na dysfunkcję wątroby można spróbować pić 2 łyżeczki soku z rzodkiewki ze szczyptą sproszkowanej kolendry. 
* Ostry czarny pieprz czyści przewód pokarmowy z niestrawionych resztek i toksyn i stymuluje do pracy, przede wszystkim wątrobę. Jest doskonałym remedium na brak apetytu oraz użyteczny w walce ze zbędnym tłuszczem ponieważ poprzez swoje silnie rozgrzewające właściwości przyspiesza metabolizm. Warto jeść pieprz w postaci odżywczego połączenia z miodem – siedem ziarenek pieprzu należy dobrze zmielić, dodać do nich łyżeczkę miodu i ssać na języku. Ta sama mikstura pozwala zwalczyć pierwsze objawy grypy i przeziębienia. 
* Cynamon również oczyszcza wątrobę i poprawia jej funkcjonowanie. 
* spanie na lewej stronie odciąża wątrobę i sprzyja dobremu trawieniu. 
* Olej z awokado jest słodki i rozgrzewający, nawilża, odżywia skórę i poprawia kondycję osłabionych tkanek. Doskonały dla wątroby choć stymuluje pittę.
* no i generalnie próbować aż tak bardzo się nie wczuwać jak to mawia mój mąż... Zostaw to wszystko, nie angażuj się zbytnio w to, co się nie może udać a wyjdzie ci to na zdrowie. Świata nie uratujesz... a jak już musisz to kup sobie worek treningowy i wyładuj tą całą złość na świat i wszystkich dookoła na nim, a nie kumuluj jej w wątrobie:)


I had a consultation today with a lady with whom I saw a whole host of liver spots spread throughout the iris and tongue. We talked about liver for a long time.

 I decided to summarize what is most important:

The liver controls undisturbed flow of the prana and blood, is responsible for detoxifying the body and producing bile necessary for the digestive process. It produces and stores vitamins, minerals and glucose. The liver task according to Ayurveda is to "digest" the five elements extracted from food and transform them into a form in which they can be used by the body. It can be done thanks to Bhuta-Agnis - five fires of the liver that "digest" the elements. The liver is a pitty organ, hence the term pitta sometimes translates as a bile. The liver, through pitta, is permanently associated with the appearance of the skin and the work of the small intestine, eyes, composition and blood quality. In it there is the residence of a ranjakapitta, a part of pitta that produces blood cells and balances blood components. There is a few symphtoms of ranjakapitta imbalances: anger, hostility, dermatitis, liver dysfunction, jaundice, blood disorders, anemia, low blood pressure.
The liver is very sensitive to the emotional state - it irritates anger, jealousy, hatred and taking on too much responsibility. These emotions can contribute to disturbances in its work!

The substances that restore harmony in the work of the liver are: rose, sandalwood, chamomile, myrtle, lavender, coriander, neem, yarrow, chrysanthemum, turmeric, saffron, honeysuckle.

Bitter taste should come into the diet, as it cleanses and dries the body, pulls off excess water and fluids, balances all three of the doshas, cleans the liver, increases appetite and prevents skin infections. So, for example, herbs, lettuces, neem, kale, lemon peel, beetroot, dandelion, underground vegetable leaves, cocoa, chard, and asafoetida will be good.

I recommend mung bean soup: it is rich in protein and naturally detoxifying - it cleans the liver, gallbladder and vascular system from all deposits. An alternative to the soup is mung dal kichidi or vegetable soup made on a similar principle to beans. Both soup and kichidi can be eaten at the moment of starvation, but not earlier than 3-4 hours from the last portion (so that everything is digested).

From other Ayurvedic recommendations for the liver:

* 2 pears eaten in the morning clean the liver and help in removing gallstones and stones in the kidneys. Do not drink and eat at least 2 hours after consuming them.
* Radishes help to reduce gas, clean the liver and help to deal with parasites in the intestines.
* A handful of raisins a day will help to treat anemia, overgrown liver or spleen and constipation.
* For liver dysfunction, you can try to drink 2 teaspoons of radish juice with a pinch of powdered coriander.
* Sharp black pepper cleans the digestive tract from undigested debris and toxins and stimulates to work, primarily the liver. It is a great remedy for the lack of appetite and useful in the fight against unnecessary fat because through its strongly warming properties accelerates metabolism. It is worth eating pepper in the form of a nutritious combination with honey - seven grains of pepper should be well ground, add a teaspoon of honey and suck on the tongue. The same mixture helps fight the first symptoms of flu and cold.
* Cinnamon also cleanses the liver and improves its functioning.
* sleeping on the left side relieves the liver and promotes good digestion.
* Avocado oil is sweet and warming, moisturizes, nourishes the skin and improves the condition of weakened tissues. Perfect for the liver, although it stimulates the pitta.
* and generally try not to fight with whole world as my husband says ... Leave it all, do not get too involved in what can not be done. You will not save the world ... or you have to buy a punching bag and take out all the anger on the world we have instead of accumulating it in the liver :)

czwartek, 30 sierpnia 2018

Problemowe zęby. Problematic teeth.

Razem z dzieciakami pijemy codziennie rano zielone soki. Oprócz niewątpliwie wspaniałych zalet naszych ogródkowych zielonych koktajli, jedna ich wada kończy się dla mnie rok w rok bolesnym czyszczeniem zębów:( Nie wszyscy tak mają, ale ja akurat tak: pod wpływem żelaza, które znajduje się w zielonych sokach na szkliwie tworzy się brzydki czarno siny osad. Dodatkowo kwaśne soki, które mi czasem wychodzą powodują ubytki szkliwa. Dodać do tego przebyte ciąże i karmienie piersią, weganizm i ciągłą walkę o prawidłową podaż wapnia i paradontoza gwarantowana:) Z jednej strony ubytki szkliwa są u mnie duże, a piaskowanie zębów je pogłębia, z drugiej strony jedzenie i picie (nawet przez słomkę) produktów zawierających żelazo powoduje u mnie silne gromadzenie osadu... między młotem i kowadłem. Biorąc pod uwagę moją pracę i stały kontakt z ludźmi, czarne zęby nie są najlepszą reklamą zatem wybieram mękę przez katusze i czyszczenie tego diabelstwa. Niemniej jednak postanowiłam dziś przedstawić ajurwedyjskie podejście do sprawy pielęgnacji zębów, które u mnie niestety nie za bardzo się sprawdza:(
Generalnie słabe uzębienie i duże problemy ze zgryzem mają osoby typu wata. To one zazwyczaj mają krzywe i kruche zęby, wymagające aparatu.
Problemy z przebarwieniami zębów i słabe szkliwo to domena gorących pitt. Niestety powinny się przyzwyczaić do żółtego zabarwienia zębów mimo stosowania wybielających past i czyścideł.
Mocne i białe zęby cechują osoby o konstytucji kapha. Kapha nie mają zasadniczych problemów z uzębieniem a ich uśmiechy są piękne jak z obrazka. Tylko pozazdrościć...
Zaczynając od najprostszych ajurweda zaleca:
- spożywanie w godzinę po posiłku jabłka. Ma to za zadanie wyczyścić zęby i przestrzenie międzyzębowe z resztek jedzenia. Nie poleca się osobom, które już mają zdarte szkliwo, bowiem kwasy dodatkowo je uszkadzają,
- żucie nasion kminku lub zielonego kardamonu, które czyszczą całą jamę ustną 
- żucie fig suszonych na wzmocnienie dziąseł 
- żucie wysuszonych pestek winogron zmiksowanych z jadalną kamforą do czyszczenia zębów i odbudowy szkliwa 
- mycie zębów pastą z dodatkiem kardamonu lub cynamonu przy bólach zębów lub krwawieniu dziąseł
- spożywanie płatków owsianych lub kaszy jaglanej z kardamonem w celu zapobiegania powstawania ubytków w zębach
- stosowanie pasty do zębów z neem lub cynamonem działających antybakteryjnie i czyszcząco
- stosowanie olejku goździkowego w stanach zapalnych jamy ustnej i chorobach w jej obrębie

Moje ostatnie odkrycie to pasty lavera. Pasty do zębów dabura ( szczególnie z neem) są również dobre, ale miętowa pasta lavera daje radę:) 

We drink green juices every morning with my kids. Undoubtedly there is a lot of great advantages of our garden green cocktails, but one of their disadvantages ends for me year after year with painful cleaning teeth :( Not everyone has it, but for me it is a never ending problem: under the influence of iron, which is in green juices creates, on my teeth there is an ugly black coating. In addition, sour juices, which sometimes come out, cause enamel losses. Add to this past pregnancies and breastfeeding, veganism and constant struggle for the correct supply of calcium = paradontosis guaranteed :) I have strong enamel defects, and the sandblasting of teeth deepens them. On the other hand, eating and drinking (even through a straw) products containing iron causes strong sediment accumulation ... between the hammer and the anvil. Given my work and constant contact with people, black teeth are not the best advertisement, so I choose the torment of torture and cleaning this devilish thing. Nevertheless, today I decided to present an ayurvedic approach to the matter of teeth care, which unfortunately does not work very well for me :(

Generally, the weak teeth and big bite problems have the type of vata. They usually have curves and brittle teeth requiring the cure.

Problems with discolored teeth and weak enamel are the domain of "hot" pittas. Unfortunately, they should get used to the yellow color of the teeth despite the use of bleaching pastes and cleaners.

Strong and white teeth are characteristic of people with the constitution kapha. Kapha do not have any major problems with teeth and their smiles are beautiful as in the picture. oh..

What ayurveda recommends:

- eating apples an hour after meal to clean the teeth and interdental spaces of food leftovers. It is not recommended for people who have already had a decayed enamel, because acids also damage them,

- chewing cumin seeds or green cardamom that clean the entire mouth

- chewing dried figs to strengthen the gums

- chewing dried grape seeds mixed with edible camphor for cleaning teeth and restoring enamel

- brushing with toothpaste with cardamom or cinnamon for toothaches or bleeding gums

- eating oatmeal or millet cereals with cardamom to prevent cavities

- the use of toothpaste with neem or cinnamon acting antibacterial and cleaning

- the use of clove oil in inflammation of the mouth and diseases within it



My last discovery is the Lavera (name of company) paste. Toothpastes from Dabur (especially with neem) are also good, but the mint lavera paste is sooooo goood :)


piątek, 13 lipca 2018

dlaczego trening powinien odbywać się na świeżym powietrzu a nie w klimatyzowanym pomieszczeniu? Why we should train outdoors instead of in an air-conditioned rooms?

Dziś byłam wściekła na wszystko. Najlepszą metodą na rozładowanie emocji pitty jest zmęczenie fizyczne, a bieg świetnie spełnia tę rolę. Ponieważ padał deszcz, a trochę kaszle, zdecydowałam się pobiec na bieżni zamiast na świeżym powietrzu. I z każdym kilometrem żałowałam tej decyzji. Żeby pobiec zaplanowane kilometry pogrążyłam się w myślach o wadach i zaletach treningu na siłowni. Wróciłam myślami do moich dywagacji warsztatowych/ wykładowych, podczas których dziewczyny pytały mnie czy lepiej podczas smogu i w czasie silnych zanieczyszczeń w mieście ćwiczyć na powietrzu czy w klimatyzowanej salce z oczyszczaczem powietrza. Zatem przedstawiam moje dzisiejsze przemyślenia w wersji punktowej:
1) osobiście w pomieszczeniu "duszę się", brakuje mi tlenu. Myślę, że wiele osób tak ma. W zamkniętym pomieszczeniu wydajność treningu jest o wiele mniejsza ze względu na małą ilość tlenu. Zrób test i przebiegnij tą samą odległość w takim samym tempie na powietrzu i w zamkniętym pomieszczeniu. Kiedy zmęczysz się szybciej? 
2) Z kolei podczas upalnej pogody lub na zanieczyszczonej spalinami/dymami trasie zmęczysz się szybciej lub porównywanie do klimatyzowanego pomieszczenia. Wniosek: biegaj w lesie lub parku o poranku lub wieczorem, chyba, że jesteś alergikiem...
3) Alergicy na pyłki i roztocza powinni unikać nadmiernej aktywności na powietrzu w czasie pylenia, z drugiej strony alergicy na pleśnie powinni stronić od klimatyzowanych sal.

Główne grzechy alergików podczas uprawiania sportu:
  • niewiedza o tym, co uczula,
  • nieświadomość wartości stężenia pyłków (najwięcej w powietrzu między 6 a 9 oraz wieczorem)
  • brak ochronnej maseczki filtrującej pyłki
  • niezwracanie uwagi na czynniki atmosferyczne
  • nieodpowiednio dobrana aktywność – jednostajne ruchy obniżają dyskomfort
4) Z potem wydalamy toksyny, lepiej, żeby zostały w powietrzu niż na skórze ćwiczącego obok kolegi. W klimatyzowanym pomieszczeniu, rzadko wietrzonym, kumulacja lotnych toksyn jest ogromna! Nie chciałabym pochłaniać obcych odpadków, wystarczająco dużo mam swoich do wyrzucenia:) Pomyślałeś o tym, że po przyjściu z siłowni głowa może boleć cię nie tylko z braku tlenu ale też z zanieczyszczenia ciała obcymi toksynami?
5) Skupienie, koncentracja to klucz do sukcesu. Czy jesteś w stanie skoncentrować się gdy naokoło jest wiele ludzi, gra głośna muzyka, oglądasz film. Wprowadzasz za dużo waty do treningu - to nie służy niczemu dobremu. Każdy trening, prócz swoich oczywistych walorów prozdrowotnych i kondycyjnych, ma służyć też uspokojeniu umysłu. Łatwiej zrobić to w lesie czy w parku biegając nawet w kółko niż na siłowni.
6) Poziom endorfin wydzielanych podczas wysiłku będzie większy gdy będziesz rozkoszował się piękną okolicą, widokami zapierającymi dech w piersiach lub po prostu gdy pobiegniesz polną drogą zamiast patrzeć w tą samą ścianę.
7) Jeśli musisz wyznaczaj sobie cele - nacieszysz swoją pittę. Na siłowni masz możliwość dorzucania sobie ciężarów, zmiany urządzeń itd. Ale na powietrzu masz ogromne możliwości jakie daje praca z własnymi kilogramami. Kalistenika daje proporcjonalny przyrost masy mięśniowej do elastyczności i możliwości aparatu szkieletowego. To najlepszy możliwy trening siłowy, który swobodnie możesz wykonywać w parku na macie. Biegając czy jeżdżąc na rowerze masz teraz mnóstwo możliwości do obserwowania swoich wyników (np. endomondo) nie musisz więc kurczowo trzymać się rączek bieżni, żeby sprawdzać puls, tempo czy liczbę spalonych kalorii:) Organizm sam przyzwyczaja się do podnoszenia sobie poprzeczki, nie martw się, to mądra bestia:)
8) Co z tą nawierzchnią? Nikt chyba mi nie powie, że bieganie na bieżni jest lepsze niż po ziemi. Owszem, pasy bieżni są coraz lepiej dostosowane do stopy a największą rolę odgrywają buty, ale nadal leśna ścieżka wygrywa ten pojedynek. Bieżnia może wygrać jedynie z asfaltem. 
9) Nawet najlepiej dobrany program na bieżni nie odzwierciedli rzeczywistych układów wzniesień i spadków. Inaczej biegniesz pod rzeczywistą górkę a inaczej pod inklinację nr 5. To nawet inny układ stawów.
10) z bieżni możesz spaść jak się zagapisz:):):)  


Today I was mad at everything. The best method to relieve the emotions of pitta is physical fatigue, and the run perfectly fulfills this role. Because it was raining today, I decided to run on the treadmill instead of in the open air. And I regretted this decision with more and more kilometers... To run the planned kilometers, I became absorbed in the thoughts about the pros and cons of training at the gym. I returned my thoughts to my workshop / lecture discussions, during which the girls asked me if it was better exercise outdoors or in an air-conditioned room with an air purifier during smog. Therefore, I present my present thoughts in the point version below:

1) personally in the room I lack oxygen. I think many people have it. In a closed room, the training performance is less effective due to the small amount of oxygen. Would you like to test? Run the same distance at the same rate in the air and in a closed room. When will you get tired faster?

2) In hot weather or on a polluted route, you will get tired faster than into an air-conditioned room. Conclusion: run in the forest or park in the morning or evening, unless you are allergic ...

3) Pollen allergens and dust mites should avoid excessive activity in the air during pollination, on the other hand molds allergy sufferers should avoid the air-conditioned rooms.

The main sins of allergy sufferers during sports:

- ignorance of what they are sensitizing,

- unawareness of pollen concentration (the highest in the air between 6 and 9 and in the evening)

 - lack of protective mask filtering pollen

- indifference to whether

- incorrectly selected activity - monotonous movements reduce discomfort

4) With sweat, we expel toxins. It's better that they spread in the air than on the skin of friend practicing next to us. In an air-conditioned room, rarely ventilated, the accumulation of volatile toxins is enormous! I do not want to "consume" foreign debris, I have enough to throw away :) Did you think about the fact that after coming from the gym, you may have headache not only from lack of oxygen but also from foreign body toxins?
5) Focus, concentration is the key to success. Are you able to concentrate when there are many people around, play loud music, watch a movie? You put too much vata into training - it does not do anything good. Each workout, apart from its obvious pro-health and fitness values, is also to calm the mind. It's easier to do it in the woods or in the park, running even in circles, than at the gym.
6) The level of endorphins during exercise will be greater when you enjoy the beautiful surroundings, breathtaking views or just when you run a field road instead of looking at the same wall.
7) If you have to set goals - do it and enjoy your pitta. At the gym, you have the opportunity to add loads, change equipments, etc. But in the air you have the great opportunities that work with your own kilos. Kalistenika gives a proportional gain in muscle mass to the flexibility and capabilities of the skeletal apparatus. This is the best possible strength training that you can freely do in the park on the mat. When running or riding a bike, you now have plenty of possibilities to observe your results (eg endomondo) so you do not have to hang onto your treadmill to check your pulse, rate or calories burned :) 
8) Nobody will tell me that running on the treadmill is better than on the ground. Yes, the treadmills are more and more adapted to the foot and shoes play the most important role, but still the forest path wins the duel. The treadmill can only win with asphalt.
9) Even the best-chosen program on the treadmill will not reflect the actual layout of hills and slopes. in another way you run to the actual hill, and differently to the inclination No. 5. It's even a different arrangement of joints.
10) from the treadmill you can fall :) :) :)



sobota, 16 czerwca 2018

choroby wieku dziecięcego - co na to ajurweda. Childhood diseases in ayurveda.


Większość chorób wieku dziecięcego, takie jak ospa, odra, świnka, koklusz są w ajurwedzie uważane za niezwykle istotne w budowaniu silnego układu odpornościowego. Należą one do chorób „oczyszczających” ciało poprzez towarzyszące im symptomy: biegunkę, wymioty, katar, gorączkę, zapalenia, swędzenie czy przekrwienie. Jest to niezwykle istotne, bowiem organizm w ten sposób samoistnie oczyszcza się ze skumulowanych zanieczyszczeń i złogów (należy pamiętać, że małe dzieci jedzą dużo śluzotwórczych pokarmów i nie mają jeszcze niektórych enzymów potrzebnych do prawidłowego trawienia). W ajurwedzie przejście chorób wieku dziecięcego uważa się za pewnego rodzaju krok w stronę dorosłości poprzez „oderwanie się” od bariery ochronnej stworzonej przez matkę i jej system immunologiczny. Teraz organizm musi nauczyć się sam walczyć z drobnoustrojami i budować własny system obrony. Oczywiście to wszystko jest pewnym uproszczeniem, bowiem wszystko zależy jak dziecko przejdzie taką infekcję i jak jest silne. Przesłanie jest jednak jasne, a wynika z niego, że choroby przebiegające gwałtownie z wysoką gorączką, biegunką, wymiotami czy silnym katarem działają jak naturalna panczakarma! To, co mnie utwierdza w tym przekonaniu to fakt, że po praktycznym wyeliminowaniu poprzez szczepionki niektórych chorób np. ospy czy odry, tworzą się zmutowane wersje innych wirusówek, jeszcze gwałtowniejsze w przebiegu np. rumień zakaźny. Nie unikniemy tego typu chorób zakaźnych, choćby nie wiem co. Obecnie szerzą się rotawirusy, adenowirusy i różne inne szmatławce, które zawsze w takiej czy innej formie będą atakować nas i nasze dzieci. To prawo natury. Zamiast podawać dziecku kolejną szczepionkę (poza tymi obowiązkowymi) na to czy owo radziłabym się raczej skupić na wzmacnianiu systemu odpornościowego, tak by przejść taką chorobę jak najbardziej łagodnie. Efekt taki sam a mniej problemów:)

Most childhood diseases such as smallpox, measles, mumps and whooping-cough are considered as a way to build a strong immune system. Those diseases clean the body through accompanying symptoms: diarrhea, vomiting, runny nose, fever, inflammation, itching and congestion. This is extremely important, because in this way the body spontaneously cleans itself of accumulated impurities and toxins (it should be remembered that small children eat a lot of mucus-producing foods and do not have some enzymes needed for proper digestion). In Ayurveda, the passage of childhood diseases is considered a kind of step towards adulthood through "detachment" from the protective barrier created by the mother and her immune system. Now the body has to learn how to fight for microbes and build its own defense system. Of course, is a kind of simplification, because everything depends how a child will go through such an infection and how strong it is. The message, however, is clear: diseases that go violently with high fever, diarrhea, vomiting or severe runny nose are like a natural panchakarma! What strengthens me in this belief is the fact, that after eliminating some diseases, for example smallpox or measles, by vaccines, mutated versions of other viruses are created, even more violent eg. erythema infectious. We will not avoid such infectious diseases. Currently rotavirus, adenovirus and various other rags are spreading, which will always attack us and our children in one form or another. It's the law of nature. Instead of giving the child another vaccine (apart from the obligatory ones), I would rather focus on strengthening my immune system to pass the disease as gently as possible. The effect is the same and fewer problems :)


niedziela, 3 czerwca 2018

oczy odbiciem zdrowia

Jestem zafascynowana od jakiegoś czasu możliwościami jakie daje analiza oka. Zrobiłam kurs irydologiczny i mogę zaprezentować dyplom, ale przede mną jeszcze kilka tysięcy oczu do obejrzenia, żebym nabrała wprawy. Niemniej jednak tego właśnie brakowało mi w moim wydaniu ajurwedy - kompletnej analizy, szczegółowej. Teraz, dzięki możliwościom jakie daje mi znajomość zmian na tęczówce jestem o wiele dokładniejsza w analizie i tzw. "badaniu przesiewowym". Co ciekawe, jest BARDZO DUŻO podobieństw między irydologią a ajurwedą:
1) obydwie te dziedziny uznają indywidualną konstytucję jako podstawę do diagnostyki
2) obydwie dzielą typy konstytucyjne na trzy (w ajurwedzie vata pitta kapha, w irydologii typ limfatyczny, mieszany i hematogenny) o niezwykle podobnych cechach!
3) operują na tych samych podobieństwach, cechach
4) tak samo dążą do podejścia holistycznego
5) nadrzędnym celem jest profilaktyka:)
6) mimo, że nigdzie nie jest to powiedziane wprost uważam, że podstawy współczesnej irydologii wywodzą się z założeń....ajurwedy!
A więc zapraszam do mnie na analizę wszystkich, którzy poszukują dla swoich problemów alternatywnego rozwiązania:) A szczególnie mile widziane dzieci:)

czwartek, 31 maja 2018

Okresowe obżarstwo. Gluttony during the period.

Nienawidzę tego czasu, pewnie wiele z was tak też ma. Za każdym razem i każdorazowo co miesiąc obiecuję sobie, że to OSTATNI RAZ kiedy tak robię. I kolejnego miesiąca nie dotrzymuje słowa:( Może ze względu na późną porę pracy, może kolejny dzień z maratonem zadań do wykonania, a może po prostu przez ten zespół napięcia przedmiesiączkowego???
Pierwszego dnia okresu, odkąd pamiętam, dopada mnie chęć nieposkromionego zjedzenia wszystkiego, co staje mi na drodze. No może bez przesady:) Nie zjem tego, co na co dzień i tak nie jem, ale jeśli są tylko zapasy jakiś słodkich przekąsek lub nawet sucharka z masłem ghee to wcisnę. Wciągnę nawet banana, którego na co dzień nie trawię. Jeśli pojawi się w zasięgu mojej ręki czekolada na ksylitolu albo stewii również wyląduje w moich trzewiach. W zasadzie to wszystko, co jest do zjedzenia w ten dzień powinno zmykać do lodówki i zamknąć się na trzy spusty, bo wpadnie w moje łapska. A potem następny przykry dzień detoksu:)
Czemu tak się dzieje? Dlaczego mimo wszelkich wysiłków nie mogę poskromić tej chęci jedzenia, mimo mojej pitty, mimo chłodnego rozumowego podejścia i co najgorsze świadomości, że będę musiała to odpracować fizycznie i emocjonalnie? WHY?
Wszystko przez te estrogeny w dużej ilości. Poziom seratoniny spada, a tym samym spada nasze zadowolenia, pogoda ducha i ciepły nastrój. Przygnębienie, taka fizyczna i psychiczna niemoc to zwykłe objawy spadku seratoniny - jak to rzeką, bez kija do baby nie podchodź! Przynajmniej do mnie:) Oj ciężko mnie znieść, naprawdę podziwiam męża i dzieci, że mi nie dają jakiś biletów do spa na te dni...
No i co kobieta robi? Ano sięga po cukier, węglowodany, glukozy nam trzeba. Kawał (ek) czekolady, słodkości  i od razu nam lepiej. A może jeszcze trochę? Oj co tam, nie szkodzi jutro to spalę.... Błędne koło - bo tego akurat nie spalę tak łatwo. Kobieta w ciągu tych kilku okropnych dni potrafi przybrać aż 2 kg z samego naddatku energii z pożywienia! Jednym słowem masakra. Zrzucenie tych 2 kg to kilka godzin biegu, zatem warto postawić sobie przed oczyma siebie biegnącą półmaraton co najmniej ze 2 razy i pomyśleć czy warto:)
Waga to jedno, gromadząca się woda w organizmie i poczucie dokuczliwej ciężkości to drugie. Nie chce nam się ruszać w te dni, nie oszukujmy się. Mi też ciężko się pracuje jako instruktorowi z wydęty brzuchem i nalanymi policzkami i najchętniej poczytałabym książkę zamiast się produkować na macie. To wszystko przekłada się na cholernie złe samopoczucie psychiczne i fizyczne każdego miesiąca. A przecież okres jest tak ludzką rzeczą, że nie powinien sprawiać jakiegokolwiek dyskomfortu!
Pisząc dla was w zdenerwowaniu ten post, zdążyłam od 22  do 23 52 zjeść 2 batoniki z ziarnami, kilka moich nachosów z cibory, 2 kawałki czekolady na stewii, paczkę sucharków z masłem migdałowym i o zgrozo dwie lampki wina - jakieś 1500 kcal ponad to, co powinnam dziś zjeść i na pewno nie o tej porze! W konsekwencji jutro nie będę jeść do obiadu i zapewne mimo ogromnej niechęci jak to w drugi dzień okresu, pójdę biegać, żeby to spalić. Bez sensu.
Zamiast jeść normalnie i regularnie. Zaspokajać wybuchy napadu wilczego głodu sałatą z sosem chilli albo ogórkami albo cukinią...albo nawet wiśniami. Wedle ajurwedy  10 wisni, spożywanych na tydzień przed planowanym czasem menstruacji na pusty żołądek pomoże zredukować syndromy zespołu napięcia przedmiesiączkowego, szczególnie te związane z energią wata (nadmierne łaknienie) i kapha (duża ilość płynów menstruacyjnych, bolesność, skurcze, retencja wody, biała wydzielina). 
Zamiast pójść spać - to druga opcja, możliwa, jeśli nie masz tak dużo pracy jak ja i tak małych dzieci, że możesz zrobić wszystko, co masz do zrobienia o normalnej porze. Wysypianie się to skarb. A szczególnie przesypianie okresowych napadów głodu.
Zamiast przytulić się do męża. Tak, to też jest rozwiązanie podnoszące poziom seratoniny. Można się po prostu przytulić i zapomnieć o tym, że ma się chęć na czekoladę. Niestety mój mąż zasnął dziś wcześniej niż dzieci...
Zamiast obejrzeć jakąś dobrą komedię. Tak, tym też możesz poprawić sobie nastrój bez sięgania po smakołyki. 
Zamiast spojrzeć W LUSTRO:) i pomyśleć: tyle do zrzucenia a tu jeszcze nowych kilogramów dodaję...
Zamiast sięgnąć po herbatkę z lukrecji, kopru włoskiego albo lampkę wytrawnego białego wina, które pomogą w walce z tymi zachciankami
Zamiast coś poćwiczyć, potańczyć, zabawić się, zapomnieć:)
Zamiast wziąć się w garść i powiedzieć stanowcze raczej nie temu całemu kuszeniu:)

Życzę Wam dotrzymania postanowienia poprawy przy następnym okresie. Ja po prostu pójdę spać i nie będę nic dla was w tym czasie pisać, a tym samym nie zjem kolejnych 1500 kcal bez sensownie. Chyba za dużo pracuję::):)

I hate this time, probably not only me:) Every time and every month I promise myself that it's  LAST ONCE when I do that. And the next month repeat:( Maybe due to late work, maybe another day with a marathon of tasks to do, or maybe just because of this premenstrual syndrome ???

On the first day of the period, since I can remember, I get the urge to eat everything that is in my way. Well, maybe without exaggeration :) I do not eat what I do not eat every day, but if there are only some sweet snacks I will take it. If it appears within my reach, chocolate on xylitol or stevia will also land in my gut. Basically, all that is to eat on this day should go to the fridge and close on three triggers, because it will fall into my hands. And then the next nasty day of detox :)
Why is this happening? Why, despite all my efforts, I can not defeat this willingness to eat, despite my pitta, despite the cold rational approach and what's the worst thing that I will have to do it physically and emotionally? WHY?

All through these estrogens in large quantities. The level of seratonin falls, and thus our satisfaction, and the good mood fall. Depression, physical and mental weakness are the usual symptoms of a decrease in seratonin.  It's hard to bear me, I really admire my husband and children, that they do not give me any spa tickets for these days ...

Well, what does a woman do?  You can get sugar, carbohydrates and glucose. A piece of chocolate, sweetness and immediately better. Or maybe a little bit more? Oh, whatever, it does not matter tomorrow I will burn .... A vicious circle - because I will not burn that easily. During these few awful days, a woman can take up to 2 kg of energy alone from food!. Shedding these 2 kg is a few hours of running, so it is worth to put in front of you running a half-marathon at least twice and think whether it's worth it :)

Weight is one, accumulating water in the body and a sense of nagging heaviness is the other. We do not want to move on these days, let's face it. I also find it difficult to work as an instructor with a belly and cheekbones, and I would rather read a book instead of producing on a mat. It all translates into a damn mental and physical feeling every month. And yet the period is such a human thing that it should not cause any discomfort!

Eating normally and regularly is the best way to be health. If you have "wolf attacksof hunger" eat  lettuce with chilli sauce or cucumbers or zucchini ... or even cherries. According to Ayurveda, 10 cherries consumed one week before the planned menstruation time on an empty stomach will help to reduce premenstrual syndrome syndrome, especially those associated with energy of vatta (excessive appetite) and kapha (large amount of menstrual fluid, pain, cramps, water retention, white discharge) .

Go to sleep - this is the second option, it is possible if you do not have as much work as I do and so little children that you can do everything you have to do at the normal time. Sleeping is a treasure. Particularly you can miss periodic hunger attacks.

Hug your husband. Yes, this is also a solution that raises the level of seratonin. You can just hug and forget that you have a desire for chocolate. Unfortunately, my husband fell asleep earlier today than children ...

Watch some good comedy. Yes, you can also improve your mood without reaching for delicacies.

Look in the MIRROR :) and think: so much to drop and I add new pounds here ...

Reach for tea with licorice, fennel or a glass of dry white wine that will help in the fight with these desires.

Do some practical o just dance, play, forget :)


I wish you to keep the word about the next period. I will just go to sleep and I will not write anything for you at the time, and thus I will not eat another 1,500 kcal without making sense. I think I work too much: :) :)

piątek, 18 maja 2018

gnidy i inne pchły to przy nich pryszcz - kleszcze w natarciu. Chela on the attack!

Mieszkamy z rodziną prawie w lesie. Nie powiem, jest pięknie. Mamy wielki ogród, zarośnięty stary sad, miejsce do pobiegania po trawce i ogólnie dużo przestrzeni do pielęgnacji (sic!). Wszyscy znajomi nam zazdroszczą a ja stukam się w czoło wymieniając im minusy takiego położenia. Pierwszym z nich, bezpośrednio zagrażającym naszemu zdrowiu i życiu (oczywiście mieszkając przy ruchliwej trasie prawdopodobieństwo jest takie samo) są kleszcze, których jest u nas cała masa. Ci, którzy obserwują mojego bloga wiedzą, że mam dwójkę maluchów. Mój syn pierwszego kleszcza miał w wieku miesiąca a w sumie w ciągu życia (ma 5 lat) miał ich śmiało ponad 50. Może nawet więcej. Od początku kwietnia do końca października każdego dnia skrupulatnie przeszukujemy całe ciało z olbrzymią latarką. To już rytuał, odbywa się czasem dwa razy dziennie. Sprawdzamy wszędzie, szczególnie w pachwinach, na szyi, za uszami, we włosach, a i tak w większości znajdujemy na rękach, nogach, pod kolanami. Kleszcze swoje ofiary odnajdują po zapachu potu, temperaturze ciała, wydzielanych przez ciało substancjach. Lubią ciepło i wilgotno, dlatego też gnieżdżą się najczęściej w miejscach, w których to ciepło się z ciała wydobywa, ale nie jest to regułą. Czasem znajdowaliśmy kleszcza nawet na stopie. 
Sama miałam boleriozę. Nie leczyłam jej antybiotykami tylko prądami oraz czystkiem. Prąd w leczeniu boleriozy stosowałam bez mała 2 lata, ale na tyle skutecznie, że przeciwciała IGG z prawie 80 spadły poniżej 10. Nigdy nie zapomnę jak na drugim roku studiów nagle przestałam chodzić, ból kolan był tak silny, że nie mogłam postawić ani kroku. Trwało to ok. 2 tygodni, do momentu silnej i długotrwałej terapii prądem. Było tak traumatyczne przeżycie, że widząc teraz kleszcza wbitego w moje dzieci zamieram. Nie wspomnę już jak za każdym razem kiedy miałyśmy ja lub siostra kleszcza, moja mama kazała mi się kłaść na podłodze i dotykać brodą do klatki piersiowej sprawdzając czy nie mamy zapalenia opon mózgowych (moim rodzice są leśnikami i pracują w lasach do tej pory, więc mieszkaliśmy w leśniczówkach, stąd mnogość kleszczy). Teraz ja robię to samo, tylko już uświadomiona, dopiero za kilka dni (proces powstawania takiego zapalenia trwa nawet do 2 tygodni).
Co innego naczytać się o skutecznych metodach odstraszania kleszczy a co innego stosować je na co dzień w praktyce. Moje dzieci nie wypiją ani czystka ani piołunu. Ja też już od czystka na sam zapach miewam mdłości. Teoretycznie dawkę wit B1, której kleszcze nie lubią, w pożywieniu dostajemy odpowiednią. Codziennie pijemy z dziećmi soki wielowarzywne z dodatkiem czosnku - to chyba uważam za najskuteczniejszą metodę, gdyż do tej pory w tym roku odkąd wprowadziliśmy ten zwyczaj mieliśmy na razie po jednym kleszczu podczas gdy w ubiegłych latach o tej porze roku już po 10:) Nie psikamy się chemią, bo po pierwsze byśmy zwariowali psikając się za każdym razem wychodząc na dwór, a po drugie nie będę truć dzieci. Czasem smaruje je rozcieńczonym olejkiem lawendowym, ale już jak widzą, że zbliżam się z buteleczką Krzyś mówi, że woli nie śmierdzieć tylko obejrzeć się wieczorem. Więc proponuję olejek z rozmarynu, tymianku, drzewa herbacianego, mięty pieprzowej eukaliptusa... cokolwiek... nie da się namówić. Próbowałam już zakładać im na nogi obroże przeciwpchelne dla zwierząt - nie pomogło, bo i tak mamy dużo drzew i krzaków. 
W ajurwedzie, prócz olejków, nie znalazłam jak dotąd innego wsparcia. Pozostaje mi cotygodniowe "golenie" podwórka, tak, by trawa była jak najmniejsza i codzienna obserwacja dzieci, szczególnie ukąszonych miejsc, czy nie pojawia się rumień lub jakieś niepokojące zaczerwienienie.. 
Jeśli mieszkacie w mieście i myślicie, że was problem nie dotyczy, to przytoczę statystyki: najwięcej chorych na boleriozę to właśnie mieszkańcy dużych miast i dzieci! Dlaczego? bo nie kojarzą momentu ugryzienia, bo uważają, że kleszcza można złapać tylko w lesie, podczas, gdy jest ich mnóstwo na placach zabaw, w parkach, terenach zielonych, ogródkach działkowych i innych miejscach, gdzie mają zawsze pod dostatkiem świeżej krwi miejskich psów i mieszkańców parków (np. wiewiórek). Obserwujcie swoje dzieci - może nie tak, jak ja, dwa razy dziennie pod lupą, ale zwracajcie uwagę na każde większe zaczerwienienie, świąd, rozchodzące się kręgi - słowem wszystko, co może świadczyć, że w organizmie coś się dzieje. A kleszcze są teraz tak malutkie, że naprawdę widać je tylko wprawnym okiem lub pod lupą.


I live with my family almost in the forest. It is beautiful. We have a large garden, an overgrown old orchard, a place to run on the grass and generally a lot of space for care (sic!). All friends envy us and I knock on my forehead exchanging the cons of such a position. The first of them, directly threatening our health and life (of course, living on a busy route the probability is the same) there are chelas, which are with us a whole bunch. Those who observe my blog know that I have two kids. My son had the first chela at the age of a month, and in total: over 50 (he has 5 years) in his life. From the beginning of april to the end of october, every day we scrupulously search the whole body with a huge flashlight. It's already a ritual, it happens sometimes twice a day. We check everywhere, especially in the groins, on the neck, behind the ears, in the hair, and in the majority we find it on the hands, legs, under the knees. Chelas find their victims by the smell of sweat, the temperature of the body, the substances secreted by the body. They like heat and humidity, which is why they usually nest in places where heat comes from the body, but this is not the rule. Sometimes we found a chela even on the foot.

I had a boleriosis myself. I did not treat it with antibiotics only with special electricity stream and cistus. I used the electricity in the treatment of boleriosis for almost 2 years, effectively enough that IGG antibodies with almost 80 fell below to 10. I will never forget, as in the second year of studies, I suddenly stopped walking, my knee pain was so strong that I could not take a step. It lasted about 2 weeks, until strong and prolonged elecricity therapy. It was such a traumatic experience that I now perceive the tick fixed on my children. I will not mention how each time we had a chela, me or my sister, my mother told me to lie on the floor and touch my chin raising head. This is method to check if we have meningitis (my parents are foresters and they work in forests so far, so we lived in forester's lodges, hence a multitude of chelas). Now I am doing the same in a few days after biting (the process of developing such an inflammation lasts up to 2 weeks).

What else to read about the effective methods of chela repelling and what else to use them in everyday practice. My children will not drink either cistus or wormwood. I also have nausea from the cistus to the smell itself. Theoretically, the dose of vitamin B1, which chelas do not like, we get adequate in the food. Every day we drink with our children juices with the addition of garlic - this is probably the most effective method, because so far this year, since we introduced this habit, we had one chela for now, while in previous years at 10 this time of the year :) Chemistry I don't use, because first of all we would go crazy, sneaking up every time going outside, and secondly I will not poison the children. Sometimes he lubricates them with diluted lavender oil, but as they see me approaching the bottle, Krzys says he prefers not to stumble but to look at the evening. So I suggest oil from rosemary, thyme, tea tree, peppermint eucalyptus ... whatever ... it can not be persuaded. I've tried to put animal flea collars on their feet - it did not help, because we still have a lot of trees and bushes.

In Ayurveda, apart from the essential oils, I have not yet found any other support. I still have a weekly mowing of the yard, so that the grass is as small as possible and everyday observation of children,

If you live in a city and you think that the problem does not apply to you, then I will cite statistics: the majority of people suffering from boleriosis are the inhabitants of big cities and children! Why? because they do not associate the moment of bite, because they think that a chela can be caught only in the forest, while there are plenty of chelas in playgrounds, parks, green areas, allotments and other places where there is always plenty of fresh blood of urban dogs and parks residents (eg squirrels). Watch your children - maybe not like me, twice a day under a magnifying glass, but pay attention to any redness, itching, circles - in a word, anything that can indicate that something is happening in the body. And the chelas are so tiny now that they can only be seen with a trained eye or under a magnifying glass.

sobota, 24 marca 2018

Niepłodność i brak możliwości poczęcia w kontekście ajurwedy. Infertility or inability to conceive in the context of Ayurveda

Problemy z zajściem w ciążę mogą mieć rożne przyczyny, od czysto fizycznych (np. zespół policystycznych jajników, endometrioza) po bardzo emocjonalne, np. przeżyte traumy, trudny partner, depresja. Zajmijmy się najpierw przyczynamy emocjonalnymi, często związanymi z doborem odpowiedniego partnera i udanym współżyciem. 
Według ajurwedy satysfakcjonujący seks jest jedną z podstaw zdrowego życia. Starożytne teksty głoszą, że współżycie płciowe jest dużo ważniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn. Współczesna nauka odkryła, że faktycznie męskie feromony, które kobieta absorbuje podczas aktu, pomagają regulować jej płodność i zapewniają zdrowie całemu systemowi rozrodczemu. Regularne pożycie seksualne zapewnia kobiecie dobre samopoczucie. Niezadowalający seks może natomiast prowadzić do poważnych chorób. Kobieta ma prawo być niezadowolona, bowiem mężczyzna nie zaspokajając jej potrzeb, „wyciąga” z niej składniki odżywcze, nie dając nic w zamian. Nieadekwatne odżywienie wzmaga energię vata, powodując bolesne i nieregularne menstruacje. Frustracja kreuje gniew, który z kolei produkuje ostre vipaka, wytrącające z równowagi prawidłową produkcję krwi i działanie żeńskich organów płciowych. Problemy z menstruacją rozdrażniają kobiece nerwy. Kobiecie takiej jest trudno zajść w ciążę, a nawet jeśli się uda, jej wszystkie troski i niezadowolenie będą przenoszone na płód poprzez toksyny krążące w jej krwi.
Bywa, że kobieta, która bardzo chce mieć dziecko a nie ma ku temu odpowiednich możliwości (np. finansowych, brak poczucia bezpieczeństwa, poczucie panicznego strachu, lęki, obawy) mimo swojej fizycznej płodności podświadomie "zablokuje się na poczęcie". 
Strach i lęki przed poczęciem chorego dziecka są jedną z najważniejszych emocjonalnych blokad jakie umysł narzuca organizmowi. 
W przypadkach emocjonalnych podstaw braku poczęcia ogromną rolę odgrywa terapia mentalna oraz wspomaganie ziołami takimi jak sarca asoka, ashvagandha czy shatavari. Dostępne są w postaci sproszkowanej lub w postaci odżywczych dżemików specjalnie skomponowanych w calu odżywnia układu rozrodczego.

Problems with getting pregnant can have various causes, from physical (eg polycystic ovary syndrome, endometriosis) to very emotional, eg traumatic experiences, difficult partner, depression. Let us first deal with the emotional problems, often associated with the selection of the right partner and successful co-existence.

According to Ayurveda, satisfying sex is one of the basics of a healthy life. Ancient texts proclaim that sexual intercourse is much more important for women than for men. Modern science has found that actually male pheromones, which a woman absorbs during an act, help regulate her fertility and provide health for the entire reproductive system. Regular sexual intercourse provides the woman with a good frame of mind. However, dissatisfying sex can lead to serious diseases. A woman has the right to be dissatisfied, because a man does not satisfy her needs, "draws out" nutrients from her, giving nothing in return. Inadequate nutrition increases the energy of vatta, causing painful and irregular menstruation. Frustration creates anger, which in turn produces sharp vipaka, disturbing the proper production of blood and the action of the female genital organs. Menstruation problems irritate the woman's nerves. Such a woman is difficult to get pregnant, and even if she succeeds, all her worries and dissatisfaction will be transmitted to the fetus through the toxins circulating in her blood.

It happens that a woman who wants to have a child very much and does not have the appropriate options (eg financial, insecurity, sense of panic fear, fears) despite her physical fertility will subconsciously "block her conception."

Awes and fear of conceiving a sick child are one of the most important emotional blocks that the mind imposes on the body.

In cases of emotional basis for the lack of conception, mental therapy and support with herbs such as sarca asoka, ashvagandha or shatavari play a huge role. They are available in powdered form or in the form of nutritional jams specially composed in the whole of the fertility of the reproductive system.

czwartek, 8 marca 2018

(nie)winne oczy

Byłam wczoraj u irydologa i zobaczył:) Generalnie chodzi o stan mojego palca, który wygląda jak mały czerwony sączący się wałeczek. Poniżej pokazałam ładniejszą jego stronę, tą brzydszą możecie sobie wyobrazić. Swędzi, pęka i sączy się z niego coś na kształt ropy. Jest piękny:) Mój mąż przed wyjściem powiedział mi, że na pewno pan każe się mniej stresować i jeść mięso. Jakże się NIE mylił:) 
To, że się mam mniej stresować to wiem. To, że jestem zabiegana, wplątuję się w możliwie jak najwięcej rzeczy i wszystkie chcę na siłę realizować wiem. To, że jestem uparta jak osioł wiem. Ale co ma do cholery niejedzenie mięsa do mojego palca!?
Ano według pana irydologa ma. Po części na pewno się z nim zgodzę, gdyż rzeczywiście mój układ trawienny jest, odkąd przeszłam na weganizm, szczątkiem prawidłowego układu trawiennego i doskonale o tym wiem. Wiem, że jedząc coraz prościej, coraz bardziej lekkostrawnie czuję się świetnie, ale gdy tylko zjem coś cięższego - patrz np. masło z nerkowców mój żołądek dwoi się i troi żeby to strawić. A jak już strawi bądź i nie do końca to od razu widzę następnego dnia efekty w postaci np. wyprysków na twarzy. Strach pomyśleć co by się stało gdybym poszła do normalnej restauracji i zjadła coś z pierwszego lepszego menu. Umarłabym od razu...
Nie pomaga to, że codziennie spożywam tonę ziółek, przypraw i soku z imbiru. Po prostu mój żołądek jest leniwy i oduczył się pracować. Nie, to ja go rozleniwiłam. Nie podając mu czegoś, co by go zmusiło do pracy - mięsa, tłuszczu zwierzęcego czy chociażby jajek nie wysila się, żeby produkować odpowiednie enzymy, które są w zaniku. I właśnie ta wizyta dobitnie mi to uświadomiła. Mój żołądek nie produkuje tyle kwasu ile powinien. Przez to nie spełnia swojej obronnej funkcji - nie dość, że nie jest w stanie prawidłowo strawić cięższych rzeczy niż góra warzywek to przede wszystkim nie stanowi odpowiedniego zabezpieczenia przed nalotem patogenów.  A właśnie takowe według tego pana najechały mój organizm. Jakiś pasożyt albo i bakteria albo jakieś inne ufo zrobiło mi wjazd na chatę w przebrzydłym stylu. I zwiedza sobie świat właśnie moim palcem:) 
W każdym razie ciekawą poradą, którą dostałam było, żeby wziąć się za siebie i zjeść trochę "szmalcu":) 
Wszystkie ziółka mam obcykane. Byłam na 3 dniowej głodówce i kilkudniowym poście. Mój palec nadal wygląda jak wygląda, a w dodatku mam wrażenie, że dołącza do niego kolejny. 
Tym razem może pan ma rację? 
W ramach eksperymentu zacznę jeść żółtka. To będzie mój jedyny "lek" jakiego użyję prócz standardowych imbirów, pieprzów, chilli i innych moich towarzyszy.
Może nie uzyskam od razu efektu zdrowego palca, ale zobaczę jak zareaguje mój żołądek na takie wyzwanie po latach. A o efektach tego przedsięwzięcia będę Wam pisać na bieżąco.
Terapeuta potrzebuje terapii - masz ci los....
Dochodzę do wniosku, że skupiam się na wszystkich dookoła i im staram się pomóc, a sama zagryzam marchewkę w przerwie między 4 a 5 godziną pilatesu pod rząd, wierząc, że nadal jestem tą samą silną i wytrzymałą dziewczyną z liceum. 
Cieszę się tylko, że ta pomoc rzeczywiście przynosi efekty, więc tym razem postaram się pomóc efektywnie sobie samej:)

czwartek, 15 lutego 2018

robale atakują

Wiedziałam, że prędzej czy później nas to spotka, ale jakoś po cichu wierzyłam, że dieta i taki a inny styl życia nas przed tym uchroni. A jednak, przedszkole robi swoje - moje dzieci mają PASOŻYTY! Zapewne jak 90% innych dzieci, być może nie ma w tym nic niezwykłego. Panie które dawały mi wyniki badań powiedziały zupełnie swobodnie i naturalnie: "idź do lekarza, niech da coś co to przeleczy i z głowy". No właśnie nie. Znowu się nie zgadzam z tym, że moje dzieci dostaną jakieś prochy i z głowy. Problem zaistniał, to znaczy, że ku temu jest odpowiednie podłoże. Czyli sięgając głębiej, popełniam błędy dietetyczne lub wychowawcze. Gdyby tak nie było, pasożyty by się nie zalęgły, to proste. 
Od tygodnia jesteśmy z dzieciakami, bo postanowiłam towarzyszyć im w tej strasznej przeprawie, bez żadnego cukru prostego. To znaczy, że prócz naturalnie słodkich rzeczy, których i tak na co dzień staramy się unikać nie jemy również miodu, owoców, większości zbóż i skrobi zawierających cukry złożone. Wyjątek stanowią jabłka i mleko ryżowe z wapniem. Nie powiem, że idzie jak po maśle, ale nie jest źle, choć perspektywa przynajmniej dwóch miesięcy na takim hardcorze (przypominam, że jestem weganką, więc do jedzenia zostają mi warzywa i strączki) przyprawia mnie o dreszcze a moje dzieciaki pytają non stop kiedy będą święta (czyli oficjalny koniec ich postu - przynajmniej jeśli wytępimy robale). Dodatkowo, prócz diety walczymy z pasożytami za pomocą:
- czosnek - każdego dnia rano wypijamy sok z jabłek i czosnku. Mina dzieci jak go widzą - bezcenna:)
- pestki z dyni - też rano, dobrze byłoby na czczo, ale u nas niestety się nie udaje, bo dzieci zawsze są rano głodne jak wilki. Dostają po soku jak nie zdążę wcześniej
- cynamon, kardamon i goździki - ten zestaw o sprawdzonym działaniu w likwidacji niechcianych gości towarzyszy codziennej dawce mleka ryżowego lub kakao. Jak nie widzą to wsypuję jeszcze pieprz:):) I wtedy Maja robi takie świetne: "błeeeeeeeeeeeee"
- gorczyca - do warzyw, różnych zapiekanek warzywnych, czasem do kaszy jak jemy
- tymianek i oregano - gdzie mogę tam wsypuję. Dzieci strasznie ich nie lubią:(
- sięgam po inne niestandardowe środki jak kora la pacho w postaci herbaty, berberys czy herbatkę z piołuna. Ale to raczej dla starszych, bo dzieci delikatnie mówiąc nie przepadają za takimi aromatami:)
- obowiązkowo probiotyki
- staram się dorzucać asafetydy lub ostrej papryki do potraw, ale niestety dzieci szybko to wyłapują i jest wypluwka:(

A teraz trochę wiedzy ajurwedyjskiej na temat pasożytów:
Generalnie w ajurwedzie dzieli się je na trzy grupy: pasożyty bytujące w żołądku, w jelitach i we krwi. Te ostatnie to mikroorganizmy, które przyczyniają się do różnych chorób skóry i są najsłabiej opisane, natomiast dwie pozostałe grupy, rozwijające się w układzie pokarmowym są szeroko poznane. Problem rozwijających się w obrębie układu pokarmowego niechcianych towarzyszy dotyka zazwyczaj dzieci (przeważa w tym okresie życia kapha, której objawem jest duże "zaśluzowanie" organizmu), oraz osób dorosłym o przewadze w konstytucji bioenergii wata lub kapha o słabym ogniu trawiennym. Oczywiście na pasożyty trzeba sobie zasłużyć dając im odpowiednią pożywkę - czyli osoba o konstytucji kapha z wrodzonym słabym trawieniem nie musi wcale ich wyhodować jeśli będzie trzymać odpowiednią dietę; jeśli natomiast jej dieta jest bogata w węglowodany i przetworzone pożywienie dużo szybciej padnie ofiarą pasożytów niż osoba o konstytucji pitta o takiej samej diecie. 
Symptomy rozwijających się pasożytów w obrębie układu pokarmowego nie są swoiste, należą do nich bowiem złe samopoczucie, podatność na infekcje, budzenie się w nocy, roztargnienie, utrudniona koncentracja, osłabienie, brak apetytu, dysfunkcje trawienne np. gazy, wzdęcia, biegunki, zatwardzenia itd. Niemniej jednak jest kilka charakterystycznych cech, dzięki którym na pewno można zdiagnozować pojawienie się robali. U moich dzieci bardzo wyraźne było nocne ZGRZYTANIE ZĘBAMI (co może oznaczać również stany odreagowywania emocjonalnego), BRĄZOWE PLAMKI NA WARGACH, które ewidentnie oznaczają gnieżdżące się pasożyty, ciemne WORKI POD OCZAMI (tutaj można je pomylić z niedomaganiem nerek, ale u dzieci zazwyczaj jest to kwestia pasożytów). Może też pojawić się świąd w okolicy odbytu, nocne moczenie, bardzo silny pociąg do słodkiego smaku oraz ekstremalne wychudzenie (jeśli zamieszkał tasiemiec).

Po diagnozie terapeuta ajurwedyjski powie: teraz musisz wrócić do równowagi - odbudować swoje agni (ogień trawienny) i zniszczyć nagromadzone ama (złogi i niestrawione resztki). Tylko na tej bazie możesz walczyć dalej, używając naturalnych przeciwpasożytniczych produktów jak kokosa, aloesu, pestek z dyni, pestek papai czy niedojrzałego ananasa. 
To jeśli chodzi o dietę, ale równie ważna przy kuracji jest odpowiednia higiena, zwłaszcza mycie rąk, wietrzenie sypialni, pościeli. Niestety moja rozmowa z dziećmi na temat wkładania do buzi różnych przedmiotów czy brudnych rąk odbija się echem za każdym razem, trzymam kciuki, żeby wam się udało:)

UWAGA UWAGA, stan na 8.03.2018 oficjalnie owsiki przepadły:):):):) załatwiliśmy je, ale za postawę uważam dietę zero sugar. 

poniedziałek, 5 lutego 2018

wycinać czy nie wycinać - jak to jest z tym trzecim migdałkiem

Z moimi dziećmi nie doświadczyłam tego stanu (albo jeszcze nie doświadczyłam). Ale mnóstwo dzieci dookoła, łącznie z synem mojej siostry, dotyka problem trzeciego migdałka. Nie wiadomo znowu jak to interpretować: problem czy może objaw jakiegoś większego problemu? Problem na pewno, bo przerośnięty trzeci migdał może przyczynić się do wielu niepotrzebnych stanów, min. upośledza drożność nosa, sprzyja częstym nawracającym infekcjom dróg oddechowych, powoduje chrapanie i stałe oddychanie przez usta, może też doprowadzić do zapalenia ucha lub nawet niedosłuchu.Nie mówiąc o odgłosach charczenia i charakterystycznym mówieniu "przez nos". Problem pojawia się nawet wtedy, gdy migdałek się usunie, a nie dotrze do przyczyny jego powstania. Bo przecież migdałek może odrosnąć! 
Teraz odnośnie tych przyczyn - jako najbardziej prawdopodobne są wymieniane predyspozycje genetyczne, skłonność do alergii, często nawracające poważne infekcje czy przebyte choroby zakaźne. Ja dodałabym tu jeszcze konstytucję kapha i wynikające z niej problemy z nadmiernym śluzem, nadmierną ilością limfy (migdałki przecież są zbudowane z tkanki limfatycznej) i tendencją do częstych infekcji dróg oddechowych. 
Rolą migdałków wypełnionych limfocytami, komórkami broniącymi nasz organizm przed drobnoustrojami, jest wyłapywanie i niszczenie różnych drobnoustrojów. Jest to zatem bardzo istotna funkcja!!! To dlaczego tyle migdałków idzie pod nóż, skoro dzięki nim organizm małego człowieka walczy z atakującymi go drobnoustrojami maści wszelkiej?
Bo lekarze medycyny alopatycznej jak zwykle nie zastanawiają się gdzie tkwi przyczyna problemu, tylko jak najszybciej i najprościej ten problem rozwiązać. Wyciąć i po problemie. 
No właśnie nie. Co kiedy nie ma migdałka a nadal są patogeny? Co, jeśli nie ma strażnika, a mnożące się drobnoustroje i alergeny stale ATAKUJĄ? Walka będzie rozgrywała się we wnętrzu organizmu, w powiększonych węzłach chłonnych, albo innych polach bitwy i powodowała jeszcze gorsze skutki niż przerośnięty migdał. 
Innymi słowy, może lepiej przyjrzeć się co dziecko jada, jak wygląda jego otoczenie, gdzie leży problem nawracających infekcji a nie od razu myśleć o usunięciu OBJAWU walki ciała dziecka z tym patogenem. Polecam także khadirati vati, ajurwedyjską formułę świetnie nadającą się do leczenia stanów zapalnych gardła i właśnie stanów zapalnych wspomnianego migdałka:
https://ayurmedinfo.com/2012/06/28/khadiradi-vati/
https://www.ayurtimes.com/khadiradi-vati-gutika/


czwartek, 25 stycznia 2018

Odkrywanie swojej wewnętrznej siły i intuicji – wyjazd dla Kobiet w ciąży z jogą i ajurwedą

Odkrywanie swojej wewnętrznej siły i intuicji – wyjazd dla Kobiet w ciąży z jogą i ajurwedą
Zastanawiasz się co może dać Ci taki wyjazd? Pewność siebie, spokój, wsparcie i poczucie komfortu, że jesteś przygotowana do porodu i macierzyństwa.
W programie przygotowałyśmy dla Ciebie:
*Joga Świadomej Ciąży 1h – (11.00-12.00 / 16.30 – 17.30)
Joga stanowi dyscyplinę, która niezwykle efektywnie wspiera w okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa. Regularna praktyka jogi pozwala Przyszłej Mamie utrzymać zmieniające się ciało w dobrej kondycji, kontrolować, a nawet pozbyć się pobolewania pleców czy bioder, budować siłę i poprawiać elastyczność. Joga to jednak więcej niż tylko zestaw efektywnych, świetnie dobranych ćwiczeń. Joga jest niczym drogowskaz prowadzący do wewnętrznej siły i spokoju, do tej przestrzeni w środku, do naszej wewnętrznej gawry. Jeśli ją odnajdziemy w czasie porodu – poród naszego dziecka staje się ekscytującym wydarzeniem.
Podczas przedpołudniowych zajęć będziemy wzmacniać ciało, pogłębiać oddech, łagodzić dyskomfort fizyczny związany ze zmieniającym się ciałem. Joga w ciąży pomaga w przypadku bólu pleców i bioder, stawów czy skurczów mięśni, balansuje emocje, wzmacnia ciało i umysł, bezpośrednio przygotowuje na poród.
Zajęcia popołudniowe zadedykujemy relaksacji, regeneracji, relaksowaniu dna miednicy i uspokajaniu umysłu. Będziemy wizualizować, tańczyć intuicyjnie i medytować we wspólnym kręgu.
*Każda z Uczestniczek ( w terminie uzgodnionym z prowadzącą) doświadczy Masażu ajurwedyjskiego dla kobiet w ciąży. Masaż głęboko relaksuje i uwalnia od napięć. Terapia pomaga złagodzić ból pleców, miednicy i bioder, kurcze nóg, uśmierza dyskomfort związany ze spuchniętymi rękami i stopami. Ciepły olej odpręża układ nerwowy, jak i cały organizm. Masaż zapewnia Przyszłej Mamie spokój oraz dobre samopoczucie. Masaż prenatalny poprawia także krążenie oraz przepływ siły życiowej w organizmie, pogłębia nawiązywanie więzi między Mamą, a jej Maleństwem, wspierając ją tym samym w dynamicznym czasie przemiany z Kobiety w Matkę.

*Warsztat “Oświecony poród” - poznamy sekwencję jogi na poród, która praktykowana w ciąży pomaga utrzymać ciało i umysł w dobrej kondycji, a we wczesnej fazie porodu ułatwia dziecku przebycie drogi przez kanał rodny, zmniejszając dyskomfort odczuwany przez matkę. Będziemy praktykować oddech, medytacje i wizualizacje na poród – narzędzia pozwalające zachować siły, a także wspomagające działanie endorfin i oksytocyny podczas porodu.
*Warsztaty kulinarne
* Wykłady: czego unikać w czasie ciąży, jak pielęgnować ciało, jak przygotować się do porodu, jak ulżyć dolegliwościom ciążowym i dlaczego warto karmić piersią

Termin: 7.07.2018 – 13.07.2018
Miejsce: Zacisze pod Gołyską, Wzdół Parcele, Bodzentyn
Zakwaterowanie: pokoje 3,4 osobowe
Cena: 1500 zł
Prowadzące:

Nazywam się Justyna Szydło. Jestem nauczycielką jogi w ciąży, jogi poporodowej oraz klasycznej, a także terapeutką ajurwedy i masażu. Moją pasją jest inspirowanie i wspieranie kobiet podczas ich podróży w macierzyństwo poprzez jogę, masaż i ajurwedę. Praktykuję jogę od 2007 roku, kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Indie. Z kobietami w ciąży pracuję od 2014 roku. Jestem mamą 17 miesięcznej córeczki.
Swoje jogiczne i ajurwedyjskie wykształcenie uzyskałam w Indiach oraz w Londynie. W 2010 roku odbyłam dwa kursy nauczycielskie w Indiach (joga klasyczna oraz hatha joga), a także ukończyłam szkolenie z zakresu ajurwedyjskiej diagnostyki i masaży ajurwedyjskich. W kolejnym roku zdobyłam dyplom masażu i akupresury w Krakowie, zaś w 2014 ukończyłam kurs “The Mother’s Journey” pod przewodnictwem charyzmatycznej Carolyn Cowan, uprawniający mnie do nauki Jogi Świadomej Ciąży oraz do prowadzenia zajęć postnatalnych. W 2016 roku odbyłam szkolenie w Fundacji Rodzić po Ludzku “Ćwiczenia fizyczne i oddechowe dla kobiet w ciąży z elementami fizjoterapii”, a w roku 2017 kurs „Aktywność fizyczna kobiet po porodzie” pod przewodnictwem mgr Joanny Kmieć – Nowakowskiej. Obecnie oferuję zajęcia Jogi Świadomej Ciąży, jogi dla Mam z Maluszkami oraz masaże w Warszawie: www.matrika.pl
Monika Ptak-Korbacz: jestem abolwentką kulturoznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego ze specjalnością Porównawcze Studia Cywilizacji (pionierska praca magisterska na temat  ajurwedyjskiej panchakarmy), terapeutką ajurwedy wykształconą w Indiach (Kerala 2010, Himachal Pradesh2011), autorką książek, artykułów (min. od początki istnienia dla magazynu Joga&Ayurveda) i prac naukowych z dziedziny ajurwedy, swoją wiedzę przekazuję w formie wykładów i spotkań zarówno dla dzieci jak i na ogólnopolskich festiwalach prozdrowotnych, od 2011 roku prowadzę również blog ajurweda-dla-zdrowia.pl. Spośród szerokiego pola medycyny ajurwedyjskiej, specjalizuję się w żywieniu i pielęgnacji dzieci, masażu punktów marma i alergiach. Na co dzień jestem instruktorką ćwiczeń psychosomatycznych ze specjalnością pilates i stretching, autorką holistycznej formy treningu pilayu©, pomysłodawczynią i organizatorką projektu żywieniowego oraz cateringu ajurwedyjskiego„odnowa jedzeniowa”, wykładowczynią na Uniwersytecie III Wieku i wreszcie mamą Krzysia I Mai, którzy są dla mnie inspiracją do ciągłego zdobywania wiedzy.


7-mio dniowy plan warsztatów teoretyczno-praktycznych obejmuje:
sobota:
przyjazd do południa
13:30 – obiad
14:00 – 19:00 diagnoza
16:30 – 17:30 Joga
18:00 – kolacja
Wieczór zapoznawczy

Niedziela:
7:00 – 8:00 spacer
8:00- 9:30 warsztat kulinarny – śniadania
9:30 – 11:00 wykład: wprowadzenie do ajurwedy. Żywioły i typ psychosomatyczny
11:00 – 12:00 - Joga
12:30 – 14:30 - warsztat oświecony poród
14:30 - Obiad
16:30 – 17:30 - Joga
18:00 kolacja

Poniedziałek:
7.00  - 8:00 spacer
8.00 – 9:30 warsztat kulinarny – ajurwedyjskie przekąski
9.30 – 11:00 wykład: właściwości i odpowiedni dobór pokarmów czyli co ciężarna jeść może a czego nie
11:00 – 12:00 Joga
12.30 – 14:30 warsztat kulinarny – kichadi: pełnowartościowy posiłek ajurwedyjski
16:30 – 17:30 Joga
18.00 kolacja

Wtorek:
7:00 – 8:00 Joga
8:00 – 9:30 warsztat kulinarny – soki i napoje
10.00 – 12:00 wykład: dolegliwości ciążowe i metody ich złagodzenia
12.30 – 14:30 warsztat kulinarny – ajurwedyjskie zupy
16:30 – 17:30 Joga
18.00 kolacja

Środa:
8:00 – 9:30  warsztat kulinarny – zdrowe słodkości
9:30 - 11:00 wykład: przygotuj się do porodu! Część I
11:00 – 12:00 Joga
12:30 – 14:00 wykład: przygotuj się do porodu! Część II
14:30 - Obiad
16:30 – 17:30 - Joga
18.00 kolacja

Czwartek:
7:00 – 8:00  spacer
8:30 - śniadanie
9:00 – 11:00 wykład: Naturalne lekarstwa w kuchni
11:00 – 12:00 Joga
12:30 – 14:30 warsztat kulinarny - obiady
16:30 – 17:30 Joga
18.00 kolacja

Piątek
7:00 – 8:00 Krąg Przyszłych Mam
8:30 śniadanie
9:00 – 11:0 Wykład: dlaczego tak ważne jest karmienie piersią
11:00 – 12:00 Joga
12: 30 – 14:30 warsztat: posiłki w pierwszych dniach po porodzie
14:30 – obiad