sobota, 22 grudnia 2018

Przedświątecznie

To może wydawać się śmieszne, ale w każdej ciąży w okresie okołoświątecznym doświadczyłam jakiegoś załamania odporności. Mimo, że należę raczej do osób, które mało chorują i biorą się w garść, to akurat te przypadki zawsze na kilka dni zaciągały mnie do łóżka. Nie inaczej i w tym roku:) W pierwszej ciąży przeleżałam Sylwestra i Nowy Rok z 40 stopniową gorączką i zimnymi okładami na całym ciele:) W drugiej, na kilka dni przed porodem dostałam zapalenia tchawicy. W trzeciej właśnie wygrzebałam się z dwudniowej jelitówki, którą zapamiętam chyba do końca życia:( Czyżby jakaś siła wyższa kazała mi nie spinać się tym wszystkim? Zostawić nie-do-perfekcji ogarnięty dom i kuchenne przysmaki? A może to tzw. nerwica niedzielna? Wszystko wskazuje na to, że moja pitta musi się jeszcze wiele nauczyć. 
Życzę Wam radości z tego czasu. Przyjmowania godziny na godzinę bez nerwów i wyrzutów sumienia. Po prostu bycia tu i teraz. Tego nauczyłam się od własnego ciała do tego i Was zachęcam:) Wszystkiego spokojnego!

This may seem ridiculous, but in every pregnancy I had, I experienced some breakdown my immunity. Just in Christmas Days. Although I belong to people who are strong and always try to get a grip, these cases dragged me to bed for a few days. Not differently this year :) In the first pregnancy I slept New Year's Eve and New Year with a 40-degree fever and cold compresses all over my body :) In the second, btw a few days before the birth I got tracheitis. In the third I just ended the two-day stomach flu, which I will probably remember for the rest of my life :( Mayby some divine strength force me give up with all? Leave the home and kitchen delicacies unperfectly? Or is it the so-called "sunday neurosis"? All of it indicates that my pitta still needs to learn a lot.

I wish you all the joy of this time. Taking an hour by the hour without nerves and remorse. Just being here and now. That's what I learned from my own body and what I encourage you :) All peaceful!